Pokazywanie postów oznaczonych etykietą podsumowanie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą podsumowanie. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 23 marca 2025

Ta pozytywna notka o klimacie w 2025

W styczniu naiwnie obiecałem, że przygotuję bardziej optymistyczną notkę o klimacie. Nie było łatwo. Między innymi przez nawałnicę surrealnych wydarzeń, głównie w USA. Ale słowo się rzekło. Emisje ludzkości w 2024 wzrosły o 0,8%. To źle, ale to pokazuje pozytywny trend. Jeszcze lepiej widać to w Chinach, gdzie emisje wzrosły o zaledwie 0,2% i niektóre szacunki mówią, że 2025 rok może być tym, w którym zaczną spadać. Chiny planowały osiągnąć szczyt emisji przed 2030 rokiem i neutralność do 2060, więc… ten cel zaczyna wyglądać bardzo realnie. Przynajmniej ta pierwsza część.

Ten tekst generalnie może pokazać, że pod względem klimatu, jeśli tylko przymkniemy oczy na USA, nie jest aż tak źle jakby się mogło wydawać. Nie zrozumcie mnie źle. Wciąż pędzimy w kierunku bardzo dystopijnej przyszłości, wszystkie te wysiłki o których wspomnę to za mało i za późno, ale wygląda na to, że już nie kładziemy cegły na pedale gazu.

Mniej źle dzieje się w Amazonii. Tempo wylesiania, które wzrastało przez lata, szczególnie agresywnie za rządów Jaira Bolsonaro (lata 2019-2022, może kojarzyć go jako “Brazyliskiego Trumpa”) spadło o połowę w czasie pierwszych dwóch lat rządów Luli da Silva. Można liczyć na to, że trend się utrzyma, bo ten facet był już prezydentem Brazylii w latach 2003-2010 i wówczas tempo wylesiania spadło aż o trzy czwarte.

Jedna trzecia energii elektrycznej generowana jest z źródeł odnawialnych. Trend jest tak silny, że IEA (International Energy Agency) przewiduje, że osiągnęliśmy globalny szczyt emisji związanych z wytwarzaniem elektryczności i od teraz zaczną spadać. Byłby to ogromny przełom, nawet jeśli tyczy się “jedynie” sektora energetycznego, bo ten stanowi jedną trzecią naszych emisji. Przypominam, że w 2024 Wielka Brytania skończyła całkowicie z energią z węgla (choć wciąż mają elektrownie na gaz ziemny). Warto mieć świadomość, że sporą zasługę w tych trendach mają Chiny. Tak, te Chiny, które wciąż budują elektrownie węglowe, jednocześnie tak mocno idą w atom i źródła odnawialne, że poprawiają statystyki całej planecie. Niektóre części Europy też świecą przykładem. Zestawienie LowCarbonPower, które dla niektórych krajów używa danych z 2022 roku, pokazuje aż czternaście krajów, gdzie niskoemisyjne źródła (atom, wiatr, słońce, hydro, geotermia, biomasa) stanowią ponad 90% miksu elektrycznego. Dla czterdziestu dwóch to ponad 70%, w Polsce czołgamy się do tych średni 30%. W czołówce poza oczywistymi krajami skandynawskimi czy Francją zobaczymy też Paragwaj, Urugwaj, Republikę Środkowoafrykańską, Ugandę, Etiopię czy Bhutan.

Zerknijmy zatem na elektryfikację transportu. W zeszłym roku w Norwegii liczba elektryków przerosła liczbę samochodów spalinowych. Ponad 90% nowych samochodów kupowanych tam to elektryki. Znów muszę wrócić do Chin, bo tam jest to imponujące 50%. Warto też wspomnieć, że jeśli idzie o źródła odnawialne, to wiecie kto stąpa po piętach Chinom? Bliski wschód. Co jak co, ale tych gości trudno posądzać o bycie jakimiś ekoświrami. Nie znalazłem informacji o tamtejszej sprzedaży samochodów.

Przyjrzyjmy się modelom klimatycznym. Na początku stulecia klimatolodzy przewidywali, że jeśli utrzymamy obecny kurs, to w 2100 osiągniemy 4°C ocieplenia. Jest to ocieplenie apokaliptyczne. Wrzucę trochę linków do źródeł. Aktualne przewidywania wskazują, że celujemy z ociepleniem między 2.2°C a 3.4°C (najprawdopodobniejsza wartość to 2.7°C), co plasuje nas gdzieś między tragedią a dystopią. W krajach rozwiniętych emisje zeszły do poziomów sprzed 50 lat. Gdyby udało się zrealizować ambicje i plany, mamy wciąż szansę by utrzymać ocieplenie na poziomie 2.1°C, to wciąż tragiczne, ale wiecie, jesteśmy w trybie “damage control”. Utrata palca jest straszna, ale lepsza niż utrata całej ręki. Ostatnie lata coraz mocniej pokazują, że mamy instrumenty by powstrzymać zmiany klimatyczne. Brakuje tylko woli. A każdy ułamek stopnia robi wielką różnicę.


Źródła:
Global Carbon Budget.org
Deforestation in the Amazon has halved in the last few years
Electricity 2024 Analysis and forecast to 2026
Social tipping dynamics for stabilizing Earth’s climate by 2050
How much progress have we made on climate change?
As the climate crisis worsens, the warming outlook stagnates
Plus lektura uzupełniająca:
Fatalna ścieżka
IPCC 2022 - mitygacja zmian klimatycznych
IPCC 2022 - wpływy, adaptacja zagrożenia

sobota, 11 stycznia 2025

Jak 2024 przebił 1,5°C

Ciekawą zimę mają w Kaliforni… Choć w sumie to nie, bo pożary w tym stanie to ostatnio norma, po prostu tym razem oberwało się również bogatym dzielnicom. Niecały miesiąc po tym jak pisałem, że ubezpieczyciele wycofują się z regionów, które najmocniej dotykają i dotkną zmiany klimatyczne. To ciekawy spektakl, przy okazji którego przelewa się fascynująca fala reakcji i komentarzy. Moim faworytem jest Keith Wasserman, milioner od nieruchomości w LA, który na Twitterze próbował szukać “prywatnej straży pożarnej”, bo dookoła się paliło. Oferował dowolną zapłatę. Z jednej strony fenomenalny obraz oderwania, z drugiej pewnie nie minie rok zanim powstaną takie właśnie jednostki, albo jak przewiduje ktoś w sieci jakiś klon ubera, dedykowany do ewakuowania bogaczy.

Budżet policji zwiększono o $126 milionów, do kwoty ponad dwóch miliardów dolarów. Dzięki temu, może LAFD (straż pożarna) nie daje rady płomieniom (w tej skali to nic dziwnego), ale za to LAPD “remains vigilant” i pilnuje, żeby przypadkiem nikt nie szabrował.

Pewien internauta zamieścił fotkę wozu strażackiego zablokowanego przez korek uciekających samochodów, z płomieniami na horyzoncie. Napisał, że przypomina mu to, kiedy spóźnił się do pracy, bo klimatyczny protest zakłócał ruch na ulicy. Ja czytając o tym, że nie ma już czym gasić ognia przypomniałem sobie o nieustannie nawadnianych polach golfowych przez te wszystkie lata suszy.

Rok 2024 był najgorętszym w historii pomiarów. Całe top10 najgorętszych lat zajmują roczniki 2014 lub późniejsze. Możecie tego nie wiedzieć, ale poza LA płonie między innymi tropikalny las na wschodzie Madagaskaru, pełen unikalnych gatunków. Nie ma tam milionerów. A po tym jak w 2023 pożary objęły 52 tysiące kilometrów kwadratowych na Syberii, w 2024 spłonęło 88 tysięcy kilometrów kwadratowych emitując niecałe siedem milionów ton CO2 do atmosfery.

Pamiętacie jak dawno, dawno temu, w 2015 w Paryżu rządy 195 krajów osiągnęły porozumienie, że należy powstrzymać globalne ocieplenie znacznie poniżej 2°C (względem preindustralnych temperatur) i podjąć starania by ograniczyć ocieplenie 1,5°C? To były czasy… W tych zamierzchłych, pełnych optymizmu czasach Piąty Raport IPCC wieścił, że jeśli utrzymają się obecne (ówczesne) trendy emisji, poziom 1.5°C może zostać przekroczony między 2030 a 2050. Niektóre modele były alarmistyczne i mówiły, że próg 1.5°C grozi nam już między 2025 a 2030. Tymczasem ludzkości udało się przebić te scenariusze, bo 2024 rok jest pierwszym, który przebił tą barierę.

Jako, że w 2025 powinno nastąpić zjawisko La Niña, to 2024 ma szansę utrzymać rekord przez jakiś czas. Będzie można triumfalnie ogłosić, że globalne ocieplenie jest w odwrocie. Współczuję tym, którzy musieli czekać aż do stycznia na śnieg, żeby sobie pośmieszkować z katastrofy klimatycznej.

Dobra starczy tego zrzutu. Jak chcecie, mogę przygotować drugą notkę (pewnie będzie krótsza) o tych pozytywnych wiadomościach klimatycznych. Tymczasem przypominajcie znajomym, oburzonym na propozycje wysokich podatków dla najbogatszych, że są bliżej bycia uchodźcą klimatycznym niż bycia w tej grupie.

sobota, 21 stycznia 2023

Peak Elon?


Peak Oil to taki hipotetyczny punkt w czasie, po którym wydobycie ropy, tego nieodnawialnego surowca, zaczyna bezpowrotnie spadać. Dotychczasowe przewidywania okazywały się chybione, ale ten moment w końcu nadejdzie. Prawdopodobnie nie będzie podyktowany tym, że ropy zabraknie. Raczej będzie to kwestia opłacalności wydobycia. A to również nie będzie podyktowane tylko i wyłącznie tym jak głęboko trzeba wiercić.

Od jakiegoś czasu zastanawiam się czy “Peak Elon” mamy już za sobą. To jest czy już większość pożytku z Elona mamy za sobą czy nie. Zatem dziś będzie kontrowersyjnie, zerkacie w komentarze na własne ryzyko.

][ Wstrętny symetrysta ][

Zacznijmy od tego, że jestem najgorszym sortem bo (póki co) nie oceniam Muska ani jednoznacznie źle ani jednoznacznie pozytywnie. Z tego wysokiego konia mam wrażenie, że widzę tylko hejterów i fanbojów (z przewagą tych pierwszych). Wady Elona są liczne, oraz coraz bardziej widoczne. Od zawsze wiedziałem, że nie chciałbym pracować dla takiego człowieka. Kręciłem głową na dziwactwa i patrzyłem z obrzydzeniem jak wyzywał człowieka uczestniczącego w akcji ratunkowej w jaskini Tham Luang.

Jednocześnie jego upór zasadniczo zmienił wygląd rynku samochodów elektrycznych. Zarówno ich percepcję i stan technologiczny. Gdyby nie Tesla prawdopodobnie musielibyśmy na to poczekać dekady. Wywołał też ogromne trzęsienie ziemi w sektorze kosmicznym, skostniałym i zachowawczym. Od siedmiu lat pierwsze stopnie Falcon 9 lądują bezpiecznie po starcie by być wykorzystywane ponownie. Siedem lat a rakiety konkurencji wciąż trafiają na śmietnik po jednym locie. Nawet Chińczycy, którzy wręcz bezczelnie próbują skopiować rozwiązania Falcona 9, nie odnieśli sukcesu. Tak, Elon to dzieciak z bogatego domu, więc zawsze miał łatwiej. Mimo to, zarówno Tesla i SpaceX zawdzięcza bardzo dużo jego umysłowi, który od zawsze pochłaniał książki, był w stanie rozkładać problemy na czynniki pierwsze. Musk wciąż ma dość wiedzy, żeby dotrzymywać kroku w technicznych rozmowach z pracownikami każdego szczebla tych dwóch firm.

][ Misja i cel ][

Najlepszym wyjaśnieniem czemu kibicowałem (i chyba wciąż kibicuję) Muskowi jest cykl spisany przez Wait but Why. Autor wyłuszcza między innymi “First Principles Thinking”, sprowadzanie zagadnień do podstaw i kierowanie się nimi. Nakreślił tam czym kieruje się Elon i to, że celem Tesli jest produkcja taniego samochodu dla mas, który będzie częścią procesu odejścia do paliw kopalnych. W przypadku SpaceX chodzi o stworzenie backupu dla ludzkości - samowystarczalnej kolonii na Marsie.

Można sobie kpić, mówić, że to bez sensu, że za wcześnie, że Mars jest do dupy a do odejścia do kopalin potrzebny jest masowy transport zbiorowy a nie samochody. Nie zmienia to jednak faktu, że gość miał bardzo wyraźny cel i nie spuszczał go z oczu. Potwierdza to też masa innych źródeł. Również tych nieprzychylnych. Wiemy, że Musk pracowników traktuje często jak gówno. Jednocześnie, nawet pracownicy niechętni, którzy opuścili firmy jasno mówili np. Że pracując w SpaceX naprawdę na każdym etapie w firmie zadawano pytanie “czy to nas zbliża do Marsa”. Warunki w Tesli mogły być często nieludzkie, ale zawsze nadrzędnym celem było, by ich samochody były bezpieczne i do dziś osiągają one rewelacyjne wyniki w tym aspekcie.

Uważam zatem, że mimo dziwactw, dupkowatości, ekscentrycznych odklejeń Musk przynosił dużo pożytku. Podobne zdanie mam o Starlinku. Fajnie nam się marudzi na “złom na orbicie” czy zakłócanie naziemnych obserwacji astronomicznych, kiedy siedzimy sobie w krajach pierwszego świata. Otwarcie internetu dla paru miliardów ludzi to coś na czym możemy skorzystać wszyscy. Nawet jeśli wśród użytkowników będzie też wojsko czy giełdy papierów wartościowych.

][ … a potem kupił sobie Twittera ][

Zakładając, że misją Starlinka było jedynie pozyskanie funduszy na projekt Starshipa i budowę podwalin miasta na Marsie, to wciąż pokrywa się z długofalową misją. Ale powodzenia kombinowaniu jak idiotyczny zakup Twittera ma pomóc w elektryfikacji transportu czy kolonizacji Marsa.

Cała ta szopka jest pokazem zupełnego oderwania od rzeczywistości i błazenady, na którą pozwolić sobie mogą tylko małe dzieci oraz wielkie kraje. I multimiliarderzy. O charakterze Muska dodatkowo świadczy, że wierchuszka Twittera (który nota bene jest moim zdaniem jednym z najgorszych i najbardziej toksycznych zakamarków internetu) nie tylko została zwolniona ale i wyprowadzona przez straż dla dodatkowego show.

Starlink obecnie pochłania ogrom finansów, jest produktem niby-działającym, bo na orbicie znajduje się ponad dwa tysiące satelit a docelowo ma ich być dwanaście tysięcy. Na ten moment projekt przynosi straty. Dlatego fajnie byłoby mieć 44 miliardy poduszki bezpieczeństwa na wypadek kłopotów finansowych. Szczególnie biorąc pod uwagę, że Musk nie raz już ocierał się o bankructwo zarówno Tesli jak i SpaceX. Widocznie nie było aż tak traumatyczne. Albo po prostu wie, że wojsko jest już i tak zbyt zachwycone Starlinkiem, żeby pozwolić mu na porażkę.

Tak czy inaczej ostatnio zupełnie nie mam przekonania czy Mars jest cały czas w polu widzenia Elona. Wolę też nie zgadywać z czego to wynika. Czy głupieje na starość, czy dociera do niego, że może nie dożyć pierwszego człowieka na Marsie (a co dopiero kolonii). Średnio też widzi mi się jakaś krucjata o wolność słowa. Widzę natomiast, że Trump już mizdrzy się do Muska w nadziei na powrót na platformę do szerzenia dezinformacji.

][ Szczyt to nie urwisko ][

Osiągnięciami tego człowieka można by obdzielić kilka osób. Nawet jeśli Peak Musk mamy za sobą, to wciąż nie wykluczone, że jego największy dar dla ludzkości jest przed nami. Starship ma realne szanse, żeby otworzyć przed nami układ słoneczny. Masa ludzi wciąż nie zdaje sobie sprawy, że badanie kosmosu i technologie kosmiczne poprawiają byt ludzi na ziemi na niezliczone sposoby.

Dlatego nawet jeśli to byłby w jakimś sensie schyłek Muska, to jeśli Starship wypali, może dać nam możliwość taniej eksploracji kosmosu i czerpania z niej korzyści i wiedzy. A wiele wskazuje na to, że wypali. Choć trudno w to uwierzyć, pojawiły się informacje, że Amazon chce kupić liczne loty Falcona Heavy i Starshipa, żeby dzięki nim budować swoją, konkurencyjną wobec Starlinka, konstelację. Przypominam Bezos ma swoją firmę kosmiczną, tyle że jeszcze nic nie umieścił na orbicie i jest rywalem SpaceX.

Jednak żeby utrzymać licencję na częstotliwości od FCC musi w określonym czasie wynieść na orbitę 1800 satelitów. Nie obsłużą tego swoimi nieistniejącymi rakietami i prawdopodobnie jedynym ratunkiem będzie dla nich prawie-istniejący Starship.

Tyle z mojej strony. Możecie się już wyżyć w komentarzach.


niedziela, 10 kwietnia 2022

IPCC 2022 - mitygacja zmian klimatycznych


Zgodnie z obietnicą przedstawiam Wam moje podsumowanie trzeciej i ostatniej części Szóstego Raportu IPCC. O dziwo po raz pierwszy daje mi on jakiś promyczek realnej nadziei. Ale przejdźmy do szczegółów.

Emisje wciąż rosną choć tempo wzrostu maleje. Gorzko się czyta, że “tempo wzrostu maleje”, bo to jest trochę tak - wanna się już przelewa, ale my wolniej odkręcamy kurek. Podkreślam, nie zakręcamy, tylko tempo odkręcania maleje, woda wciąż wlewa się coraz szerszym strumieniem.

A jednak ta zmiana trendów, oraz fakt, że 18 krajów w ciągu ostatniej dekady było w stanie konsekwentnie obniżać swoje emisje cieplarniane sprawia, że na ten moment scenariusz, potocznie nazywany “business as usual” przestaje być tym najpewniejszym. Tym samym, choć wciąż naciskamy na gaz, wygląda na to, że nie wpakujemy się w betonową ścianę.

Cudownie uchwycone przez termometr “Climate Action Tracker” obecne działania kierują nas w stronę świata cieplejszego o 2,7°C (2,0°C - 3,6°C). Czyli apokalipsa potencjalnie odwołana, kurs na dystopijny świat. Jeśli jednak trendy się utrzymają i wzmocnią, jeśli dziadersów zastąpi świadome młode pokolenie, to kto wie, możemy zapewnić sobie coś pomiędzy katastrofą a tragedią, między 1,5°C a 2°C ocieplenia. Dla przypomnienia, na termometrze mamy już +1,2°C.

Co więcej w raporcie? Autorzy podkreślają dysproporcje w emisjach. To znaczy “górne 10%” najbogatszych domostw odpowiada za 35-45% globalnych emisji związanych z konsumpcją gospodarstw domowych. Już poprzedni raport mówił, że miasta będą w centrum zmian klimatycznych, ten natomiast mówi również, że tereny zurbanizowane mogą tworzyć okazje do zwiększania wydajności zużycia zasobów oraz redukcji emisji cieplarnianych.

Optymistycznym faktem jest też to, że co najmniej 18 krajów redukowało swoje emisje w ciągu ostatnich 10 lat. Te kraje (w kolejności bylejakiej) to Szwecja, Rumunia, Francja, Irlandia, Hiszpania, Zjednoczone Królestwo, Bułgaria, Holandia, Włochy, USA, Niemcy, Dania, Portugalia, Austria, Węgry, Belgia, Finlandia i Chorwacja. Lista na pewno nie jest kompletna i nie wspomina o krajach takich jak Butan, który chwali się ujemnymi emisjami.

Teraz możemy przejść do jednego wykresu, przy którym rozświetliły mi się lampki alarmowe. Znajduje się on na 51 stronie podsumowania i przedstawia potencjał redukcyjny i koszt różnych działań. Szerokość słupka mówi o tym o ile gigaton ekwiwalentu CO2 rocznie można potencjalnie zmniejszyć roczne emisje za pomocą danej polityki/technologii. Natomiast barwa mówi o kosztach. Haczyk? Wykres mówi o potencjale do roku 2030.

Moi drodzy, choćbyśmy się skićkali w gacie, to nie skończymy walki z katastrofą klimatyczną w ciągu 8 lat. Ani 18, ani 28. To walka na długie dekady i w takich ramach czasowych trzeba myśleć. Na wykresie rażąco kiepsko przedstawia się energia nuklearna oraz technologie przechwytywania węgla CCS (Carbon Capture and Storage) / CDR (Carbon Dioxide Removal).

Ten sam raport kilka stron dalej mówi wprost - rozwój technologii CDR jest nieunikniony, jeśli chcemy wyzerować emisje cieplarniane. W kwestii energii nuklearnej warto zrozumieć, że również ten wykres może być mylący, bo elektrownie jądrowe powstają długo, ale mogą działać nawet 80 lat (czy więcej), a jednocześnie oferują tanie, bezpieczne, bezemisyjne i długofalowo najtańsze, najbardziej stabilne źródło energii.

Uff zrzuciłem największy ciężar z serca. Na koniec wspomnę jeszcze jeden wyjątek z raportu, który podkreśla to co często wspominałem i co warto pamiętać - globalne zyski ekonomiczne z ograniczenia ocieplenia do 2°C przewyższają koszty tego ograniczenia.


Tyle na dzisiaj. Odwołujemy apokalipsę a to oznacza, że wciąż ma sens marzenie o świetlanej przyszłości w której badamy i podbijamy kosmos. Pomóc w tych marzeniach może moja książka “Niebo pełne planet”, która zapozna Was z rozwijającą się dziedziną astronomii jaką są poszukiwania i badania planet poza Układem Słonecznym. Traktuje o obecnych technikach, dokonanych już odkryciach ale i o tym co potencjalnie czeka nas w przyszłości. Przedsprzedaż już trwa.


Zródła:
Podsumowanie raportu IPCC
Termometr Climate Action Tracker
To zawsze warto linkować
Poprzednie wpisy w temacie


sobota, 19 marca 2022

IPCC 2022 - wpływy, adaptacja zagrożenia

Zgodnie z moją prawie-obietnicą z początku marca przedstawiam Wam coś na kształt podsumowania drugiej części Szóstego Raportu Podsumowującego Międzyrządowego Zespołu ds. Zmiany Klimatu (IPCC). Nie ukrywam, tekst (a raczej tak zwane “summary for policymakers”) jest trudny w lekturze. Nie dziwne - trudno podsumować 14 000 badań naukowych. Zamiast przybliżać całość postaram się skupić na kluczowych elementach.

1. Równia pochyła

Można powiedzieć, że nie ma tu wiele nowego. Modele klimatyczne już od lat spisują się całkiem dobrze i coraz precyzyjniej przewidują zmiany. Huragany i cyklony robią się mocniejsze i przynoszą większe szkody. Setki gatunków wyginęły, tysiące są wpychane na granicę wymierania. Rozmarzająca “wieczna zmarzlina” powoduje kolejne nieodwracalne zmiany. Nie zapominajmy o sprzężeniach zwrotnych. Ocieplenie, zabija lasy wodorostów, które są absorbują CO2 lepiej niż lądowe lasy. Ich śmierć prowadzi do dodatkowych emisji CO2 do atmosfery dodatkowo napędzając ocieplenie… Skutki zmian klimatycznych rozgrywają się na naszych oczach z roku na rok.

Jeśli idzie o wpływ na zdrowie, to globalnie jest bardzo prawdopodobne (+90%, przypominam poprzednią grafikę w której pokazałem jak odpowiednie sformułowania w raporcie przekładają się na prawdopodobieństwo), że efekty zmian klimatycznych są negatywne. Globalnie. Zwiększona śmiertelność w wyniku ekstremalnych fal upałów, zwiększona częstotliwość chorób przenoszonych przez żywność i wodę. Choroby odzwierzęce pojawiające się w nowych obszarach. Częstsze ulewy i powodzie, które sprzyjają chorobom takim jak cholera i infekcje przewodu pokarmowego. Nawet zwiększona liczba problemów ze zdrowiem psychicznym została powiązana ze wzrostem temperatur. Do tego powiązano przypadłości sercowo-naczyniowe i oddechowe z ekstremalnymi zjawiskami pogodowymi, utratą mienia i ekspozycją na skutki pożarów. Nie zaskoczy Was pewnie również, że raport wspomina o tym, iż klęski i ekstremalne zjawiska uderzają w systemy opieki zdrowotnej. [SPM.B.1.4]

2. Scenariusze i cele

Jedna z kluczowych ilustracji zajmuje 18 i 19 stronę raportu. Przedstawia scenariusze zmiany temperatury do końca stulecia oraz szereg efektów jakie mogą przynieść. Efekty przedstawiono jako słupki o coraz ciemniejszej barwie. Działa to następująco - ciemniejsza barwa oznacza większe zagrożenie/wpływ danego czynnika, kropki natomiast symbolizują pewność naukowców co do tych danych. Na potrzeby tego wpisu skleiłem scenariusze z ryzykami dla Europy i regionu śródziemnomorskiego. Do tego czerwoną linią zaznaczyłem ocieplenie o 1,5°C.

Jak widać wszystkie te elementy już się pojawiają i szybko zyskują na sile. To co musicie wiedzieć o scenariuszach to, że brak w nich pesymistycznej opcji. Ten najgorszy “SSP5-8.5”, to po prostu “business as usual”, czyli po prostu co się wydarzy, jeśli ludzkość będzie dalej robić to co teraz. [Figure SPM.3]

Skonfrontujmy te scenariusze z tym co od lat podkreśla IPCC - powinniśmy robić wszystko co możliwe by zatrzymać globalne ocieplenie poniżej progu 1,5°C. Już teraz podgrzaliśmy planetę o 1,2°C. Żeby mieć szansę by uniknąć zbliżającego się progu musielibyśmy w ciągu ośmiu lat zredukować emisje o połowę. Całe. Żeby mieć szanse. Póki co rokrocznie emisje się nie zmniejszają. Nie są też stałe. Póki co rokrocznie emisje cieplarniane ludzkości rosną. Jeśli idzie o Europę raport wskazuje na kilka głównych niebezpieczeństw na które powinniśmy się szykować. Zagrożone są tereny przybrzeżne (zalania), ludzie w miastach (fale upałów), niedobory wody (wszędzie), produkcja żywności ucierpi (bo niedobory wody, bo upały, bo susze).

3. Dodatnie minusy

Kontynuujemy wpisy o najnowszym raporcie IPCC (druga część Szóstego Raportu Podsumowującego Międzyrządowego Zespołu ds. Zmiany Klimatu). Tym razem trochę o dobrych chęciach. I o jednym aspekcie, który lekko mnie zaniepokoił.

Może zacznijmy od tego właśnie. Ilustracja na jedenastej stronie raportu pokazuje przegląd obserwowanych wpływów na pewne obszary ludzkiej działalności. Można tam zauważyć ± taki symbol. Wskazuje on, że w pewnych kwestiach zmiany klimatyczne mogą spowodować zarówno pozytywne jak i negatywne skutki. Z jednej strony dla każdego rozsądnego oczywistym będzie, że te negatywne dominują. Co więcej pełna wersja raportu (liczący 3676 stron) mówi wprost, że te negatywne przeważają. Z drugiej strony jestem niemal pewien, że znajdzie się jakiś kuc, który zobaczy plusik, przegapi minus i użyje tego raportu jako paliwa do swoich denialistycznych głupot na temat klimatu. Ale pewnie nic na to nie poradzimy. [Figure SPM.2]

4. Szkodliwe adaptacje (dysadaptacje, pseudoataptacje).

Istotnym słówkiem w nowym raporcie jest termin “maladpatatpion”. Nie zdecydowałem jakie tłumaczenie pasuje mi tu najbardziej. Chodzi jednak ok działania podejmowane na rzecz ratowania klimatu, regionów czy ekosystemów, które w większej perspektywie są szkodliwe.

Weźmy na przykład opaski brzegowe (seawalls). Mają one chronić wybrzeża, co jest sensowne krótkoterminowo, długoterminowo ogranicza jednak przestrzeń dla procesów adaptacji. Zalesianie urasta w pewnych kręgach do “klimatycznego fetyszu”, co jest w pełni zrozumiałe, biorąc pod uwagę jak w pewnych krajach dramatycznie i bez opamiętania dewastowane są lasy. Jednak zalesianie naturalnie niezalesionych terenów może tylko pogłębić problemy. To prosta droga do uszkodzenia naturalnych ekosystemów i pogorszenia bioróżnorodności. Tereny na których nie było lasów mogą po prostu nie nadawać się dla drzew, które szybko umierają, ostatecznie zatem nie wychwycą dwutlenku węgla, pozostanie tylko odcisk węglowy związany z pracami by je zasadzić. [SPM.C.4]

Co więcej takie projekty często również uderzają w biedniejsze i rdzenne populacje, (no bo przecież nie będziemy przywracać lasów na polach golfowych). Pewnie nie muszę dodawać, że im pilniejsze będzie działanie wobec zmian klimatycznych, tym łatwiej będzie o takie nieprzemyślane i chaotyczne, dorywcze działania zaradcze.



To już trzeci i ostatni wpis o najnowszym raporcie IPCC (druga część Szóstego Raportu Podsumowującego Międzyrządowego Zespołu ds. Zmiany Klimatu). Bardzo istotnym aspektem o którym wspomina ten (ale i poprzednie raporty) jest to jak zmiany klimatyczne dotkną najsłabszych. Biedne i najmniej rozwinięte kraje są i będa najsilniej dotknięte zmianami klimatycznymi. Jednocześnie są to kraje w najmniejszym stopniu odpowiedzialne za te zmiany.

5. Nierówności i niesprawiedliwość

Otrzymują one niewielkie wsparcie, często podejmowane są próby na rzecz przerzucenia na nie odpowiedzialności za adaptację. Działa to mniej więcej tak - kraje zachodnie już żyją, nomen omen, zachodnim stylem życia, dziękie dekadom wysokich emisji, ale tego nie roztrząsajmy, zamiast tego niech kraje globalnego południa powstrzymają swoje ambicje, niech nie mają prądu, klimatyzacji, bo to potęguje ocieplenie… [SPM.C.4.3]

Wspominałem w poprzednim wpisie o szkodliwych adaptacjach. W rozdziale 17 pełnego raportu, na stronie 2965 (uprzedzając pytania - nie, nie przeczytałem całych trzech i pół tysiąca stron pełnego raportu). Znajduje się całe zestawienie różnych adaptacji, które choć pozornie są pozytywne, pogłębiają różnice społeczne.

Tymczasem podobnie jak w specjalnym raporcie z 2019 roku IPCC bardzo głośno i wyraźnie mówi - że bardzo pozytywne efekty może przynieść zmniejszanie różnic społecznych oraz _emancypacja kobiet_. Zacytuję: “zagrożenia dla pokoju redukuje (...) wzmacnianie pozycji kobiet (90-100% prawdopodobieństwa)” . [SPM.C.2.12]

Nawiasem mówiąc od jakiegoś czasu IPCC mówi też językiem bezwzględnego kapitalizmu. Otóż okazuje się, że poza poprawą zdrowia ludzi, walką z głodem i biedą, powstrzymaniem katastrofalnego spadku bioróżnorodności, hamowaniem niszczenia lądów, poza korzyściami socjalnymi ekonomicznymi, ekologicznymi… na ratowaniu świata można zarobić. IPCC wskazuje, że stopa zwrotu może sięgać 300-600% na wartości odrestaurowanych terenów. Powstrzymania końca świata się opłaca. Kto by pomyślał.

6. Zamykające się okno

Raport mówi jasno, że konieczność działania jest coraz bardziej pilna. Istnieje cały wachlarz możliwości działania. W społecznościach, w polityce, w prywatnym sektorze. Wszystkie te możliwości zwężają się jednak z każdym kolejnym krokiem globalnego ocieplenia. W szczególności powyżej 1.5°C ocieplenia.

Ilustracja Figure SPM.5 pokazuje, że już przegapiliśmy niektóre szanse na lepszą przyszłość. Pokazuje również, że mówimy o spektrum, nie ma nic magicznego w danej wartości ocieplenia, są pewne “tipping points” ale większość skutków zmian klimatycznych będzie po prostu bardziej dotkliwa z każdym ułamkiem stopnia, z każdą wyemitowaną toną dwutlenku węgla, więc zawsze jest najlepszy moment by działać. Oczywiście pamiętajmy o “szkodliwych adaptacjach” o których wspominałem w poprzednim wpisie.

By ich uniknąć należy sięgać po mechanizmy dbania o środowisko, korzystać z szerokiego spektrum wiedzy (nie tylko bardzo wąskich specjalizacji), a także polityk sprawiedliwości i inkluzywności - coś co mogłoby się zdawać nie związane z zagadnieniami klimatycznymi. A jednak wszystko to kieruje nas w górne rejony wykresu. Pamiętajcie, że to nie jest niczyje widzimisię, wszystkie te wnioski z kolosalnej ilości badań przeanalizowano, oraz każdemu nadano stopień pewności. [SPM.D]



Przypominam, że moja książka jest już dostępna w przedsprzedaży. “Niebo pełne planet” traktuje o najbardziej ekscytującej mnie dziedzinie astronomii, jaką jest poszukiwanie i badanie planet pozasłonecznych. Opisuję w niej techniki, które na to pozwalają, omawiam dotychczasowe odkrycia, przyszłość tej dyscypliny i perspektywy na odkrycie pozaziemskiego życia. Myślę, że lektura sprawi, że będziecie tematem równie podekscytowani jak ja.


Źródła:
Podsumowanie raportu IPCC
Pełny raport IPCC
Mój wpis o specjalnym raporcie IPCC z 2019



sobota, 2 stycznia 2021

Podsumowanie Węglowego 2020

Żeby zwiększyć szansę na to, że dopnę swego postanowienia na 2020 sformułowałem je dwojako - albo co najmniej 1000 znaków dziennie, albo 365 000 znaków w ciągu 2020. Gdybym pozostał przy pierwszym wariancie poniósłbym sromotną klęskę. Pisać udało mi się tylko w 93 dniach minionego roku. Mimo to napisałem 374 tysiące znaków. Gdybym wymagał od siebie spełnienia obu, kryteriów, gdyby dodać po tysiącu znaków za każdy pominięty dzień byłoby bliżej 650 tysięcy znaków...

Efekt? Od pięciu lat na blogu nie było tak wielu wpisów. I tu szybka wzmianka - nie zabrakło kreatywnej księgowości. Zliczałem nie tylko testy na bloga ale też inne dłuższe pisaniny. Choć blog był wyjątkowo aktywny a liczba śledzących Węglowego wciąż konsekwentnie rośnie, poczytność notek wypada różnie. Pocieszyła mnie jednak dokładniejsza analiza. Śmieszne obrazki zbierają setki lajków, posty o nowych notkach czasem mniej niż pięćdziesiąt. A mimo to zgarniają po kilka tysięcy wejść, nawet te które zdobyły dziesiątki tysięcy wejść nie zawsze zebrały choćby sto polubień.

Wszystko wskazuje na to, że FB wciąż mocno tnie zasięgi linków do bloga, więc pewnie będę kombinował jakby tu informować o notkach atrakcyjnymi postami i linkować do nich w komentarzach. Jednymi z najlepiej radzących sobie materiałów były te publikowane bezpośrednio na fanpage. Ponad dwudziestotysięczny zasięg zdobyła przeróbka okropnego plakatu filmu “Skłodowska”. Pięćdziesięciopięciotysięczny zasięg zyskała grafika i wpis walczące z pierdołami o 5G i nowotworach.

Jednak to przeróbka grafiki z raportu “Missing Link to a Livable Climate” rozbroiła konkurencję, z zasięgiem niemal stu czterdziestu tysięcy. Jak widzicie jest tu motyw wspólny - walka z radiofobią. Nie sądzę raczej, żebym porzucił publikowanie na blogu na rzecz fejsika.

Spory fejsogenny ruch wywołał post wspierający strajk kobiet oraz dwie notki krytykujące instytucje edukacyjne. Konkretnie - Skandaliczny skrypt “biologii medycznej” łódzkiego UM oraz piętnujący głupoty MEN tyczące się zmian klimatycznych.

Na blogu królowały następujące notki:
Neuralink - podsumowanie prezentacji 2020 - Moc newsa. Tekst pisany praktycznie na żywo, zgaduję, że mógł być pierwszym polskojęzycznym podsumowaniem tej konferencji, więc nie dziwi, że ten wpis był bezkonkurencyjny. Myślę jednak, że jeśli jesteście ciekawi neuralinka to myślę, że tekst Neuralink zmieni wszystko jest znacznie bardziej wartościowy.
Koronawirus a mydło - Warto czasem popełnić błąd i sobie go uświadomić. Dlatego nie skasowałem a jedynie przekreśliłem fragment poświęcony maseczkom. Poza tym fajnie, że tekst, który prosto tłumaczy dlaczego coś tak prostego jak mycie rąk może być tak skuteczne.
Kataklizm jakiego Ziemia nie widziała - egzoplanety to mój konik więc bardzo mnie cieszy, że ta notka zdobyła taką popularność.
Silnik z krążącą detonacją - Z tego też jestem dość dumny, bo chyba udało mi się przystępnie wyjaśnić coś nietrywialnego. Tak się złożyło, że dość późno się wkręciłem w temat rakiet, zawsze interesowało mnie bardziej to co wynosiły w kosmos i gdzie latały. Możliwe, że w przyszłości temat silników pojawi się częściej.
Dwa księżyce, jedna orbita - Są takie dwa księżyce Saturna, które dzielą jedną orbitę w niezwykle ciekawym, złożonym “tańcu”.

Podsunę Wam też kilka mniej popularnych tekstów, które zasługują na uwagę.
> Kwantowy kocyk - czemu gaz jest cieplarniany - dlaczego jedne gazy są określane mianem cieplarnianych a inne nie? Trochę szkolnej wiedzy, trochę fizyki kwantowej a zrozumiemy podwaliny najważniejszego procesu jaki rozgrywa się obecnie na Ziemi.
> Hydroponika, rolnictwo bezglebowe, rolnictwo wertykalne - czas pokaże czy ta forma produkcji żywności zatriumfuje. Tekst polecam bo to chyba najbardziej pracowicie szykowany tekst w 2020 roku. A jednocześnie poświęcony jest mało znanemu u nas tematowi.
> Planeta X i drobne wątpliwości - to był również bardzo skrupulatnie przygotowywany tekst. Co miłe doprowadził mnie nawet do krótkiej wymiany zdań Konstantinem Batyginem, więc ten okropny Tweeter ma jakieś zalety. Punktem wyjścia były wątpliwości co do hipotezy istnienia nieznanej jeszcze, dużej planety w układzie słonecznym. W praktyce jednak artykuł raczej podkreśla dlaczego jej istnienie jest mocno prawdopodobne. No i że jeśli istnieje to do jej odkrycia nie zostało już wiele czasu.
> Temperatura mokrego termometru - termin, który warto poznać by zrozumieć zagrożenia jakie niosą zmiany klimatyczne. Dlaczego pewne regiony planety mogą wkrótce stać się zabójcze dla ludzi.
> Zderzenie dwóch kodów - artykuł z połowy grudnia, gdzie wyjaśniam fascynujący proces zwijania białek, oraz to dlaczego przewidywanie ich kształtu na podstawie kodu DNA jest tak trudne i tak ważne dla nauki zarazem.
> Węglowy o atomie - wreszcie spisałem zbiorczo kluczowe zagadnienia dotyczące energetyki jądrowej, wyjaśniając dlaczego nie warto się jej bać i dlaczego jest realnym i gotowym do zastosowania rozwiązaniem (częściowym, acz kluczowym) katastrofy klimatycznej.

Ponadto zacząłem eksperymentować z podcastem - trzy pierwsze rozmowy znajdziecie tutaj lub tutaj. Już mam pewne pomysły jak zmienić formułę na bardziej strawną. Każdorazowo próbuję pamiętać o dykcji, ale szybko wciągam się w rozmowy. Szczególnie w tym obszarze wszelkie uwagi i sugestie są mile widziane.

Waham czy podsumowywać ten 2020 rok jako taki. Z jego tragediami, postępującym negowaniem nauki i kilkoma wspaniałymi przełomami… Zobaczymy jak dopisze wena. Tymczasem dziękuję że jesteście i czytacie Węglowego. Dołożę starań, żeby dalej dostarczać ciekawych i solidnych treści.



czwartek, 22 października 2020

Zdumiewajacy Randi

W latach 90 magazyny “naukowe” w rzeczywistości mieszały artykuły popularnonaukowe z ezoteryzmem. Ten sam magazyn mógł na jednej stronie pokazywać jak inny układ atomów węgla sprawiał, że grafit był czarny i kruchy a diament przejrzysty i niezwykle twardy, by stronę dalej mieć piękny diagram dłoni i informację co oznaczają dane kształty, co linia życia mówi o zdrowiu a linia serca o naszych emocjach, i temu podobne bzdury.

W tych czasach również na kanale Discovery emitowano serial Tajemniczy świat Arthura C. Clarke. Ktoś mógłby brutalnie powiedzieć, że program ten był protoplastą pana z History Channel, który “nie mówi, że to byli obcy, ale…”. To jednak mocna przesada, choć trzeba przyznać, że stawiano tam nacisk na niesamowitość, wątpliwości i paranormalne tropy w przypadku różnych tajemnic. Jednakże to właśnie tam odkryłem Zdumiewającego Randiego. Nie jako iluzjonistę. Ten siwy człowiek z brodą typu “kapitan statku” w przezabawny sposób prezentował operację wykonywaną gołymi rękoma. Gmerał w brzuchu lekko otyłego człowieka na stole, było trochę krwi, coś wyciągnął, dowcipkując stwierdził, że to nie to i włożył z powrotem. Po wszystkim wyjaśnił jak oszuści prezentują ten trik. Następnie zaprezentował i zdemaskował kilka innych “cudów”. Wtedy dowiedziałem się, że jest taki człowiek, który podróżuje po świecie i walczy z oszustami. Wydało mi się, że to najbliższa superbohaterstwu rzecz w realnym świecie.

Lata później trafiłem na Jamesa Randiego ponownie. Tym razem już z brodą typu “dziadek” opowiadał o tym, że jego fundacja oferuje milion dolarów dla każdego, kto będzie w stanie w obiektywnych warunkach wykazać jakiekolwiek paranormalne zjawisko. Przyłożył dłoń do ucha i spytał “dlaczego nie słyszę urywających się telefonów?”. Pytał, jak to możliwe, że nie zgłaszają się do niego ludzie, którzy twierdzą, że przewidują przyszłość, że rozmawiają z duchami i gną łyżeczki. Czemu nie dzwonią, czemu nie pukają do drzwi by wrócić do domu z milionem w kieszeni?

Lata później, w dobie TEDa, YouTube i serwisów społecznościowych Zdumiewającego Randiego łatwo namierzyć i posłuchać. Lekko zgarbiony ale pełen dowcipu staruszek z brodą typu “czarodziej”, wraz ze swoją fundacją wciąż nikomu nie przyznał paranormalnej nagrody. Wciąż jest jednym z najsłynniejszych sceptyków.

A raczej był. Bo zmarł 20 października 2020 roku.

W 2017 obowiązki nie pozwoliły mi skorzystać z zaproszenia do Wrocławia na Europejski Kongres Sceptyków, gdzie miałem szansę spotkać Jamesa Randiego. Myślałem, że to pewnie moja pierwsza i ostatnia okazja.

Potrzeba nam jak najwięcej sceptyków, żeby podnosić świadomość, że choć dostęp do rzetelnej wiedzy jest dziś łatwiejszy niż kiedykolwiek, to równie łatwo natrafić na kompletne bzdury, naciągaczy, szarlatanów, pseudonaukę i pseudomedycynę. Samo słowo “sceptyk” bywa często nadużywane, czy wręcz zawłaszczane przez denialistów. Postawa sceptyczna w nauce oznacza, że dajemy wiarę jedynie teoriom i badaniom, które spełniają zasady metody naukowej. Niestety tym terminem zasłaniają się ludzie, którzy zwyczajnie negują skrupulatnie osiągnięty konsensus naukowy w jakiejś dziedzinie. Krytyczne myślenie i prawdziwy sceptycyzm jest fundamentem dla świadomego społeczeństwa. Społeczeństwa, które nie da się ogłupić ani politykom w mediach, ani oszustom których spotykają na co dzień.

James Randi jest jednym z moich bohaterów. Podobnie jak w przypadku superbohaterów (niestety), jego misja nigdy się nie kończy. W 1986 Randi spektakularnie obnażył oszustwa Petera Popoffa, który “leczył wiarą” a w rzeczywistości używał charyzmy i słuchawki w uchu by zwodzić płacących mu ciężkie pieniądze naiwnych Amerykanów. Wydawałoby się, że to całkowity koniec odrażającego człowieka. Ale nic bardziej mylnego, mimo tej całkowitej kompromitacji Popoff wynurzył się kilkanaście lat później by raz jeszcze brać pieniądze za swoje “cuda”. Potrzebujemy epidemii prawdziwego sceptycyzmu.


Części powyższego tekstu opublikowane były w "Nowej Fantastyce" 08.2017.


środa, 27 stycznia 2016

Rachunek sumienia 2015

Styczeń prawie uciekł, a blog bez rocznego podsumowania… W minionym roku popełniłem 47 notek. Najpopularniejszą okazała się Moja radioaktywna zabawka. Za nią dość niespodziewanie znalazła się Dlaczego samoloty latają na wysokości 10 000m, potem masochistyczna Zjadłem skorpiona z Trinidadu, x-filesowa Tajemnica jeziora Nyos oraz ostatnia notka 2015 Witamy w epoce rakiet wielokrotnego użytku.

Dział wywiadów zdominowały panie. W tym roku rozmawiałem z ekspertką od perfum Klaudią Heintze, biolog profesor Ewą Bartnik i astronom Carolyn Porco.


Z ponad setki obejrzanych filmów 64 widziałem po raz pierwszy. Ogólnie można powiedzieć, że ten rok nie był zachwycający filmowo. Mój Top 5 w raczej przypadkowej kolejności to:
- Mad Max: Fury Road
- Ant-Man
- Tomorrowland
- Marsjanin
- Star Wars: The Force Awakens

Jeśli idzie o tytuły wcześniejsze niż 2015, to na wzmiankę zasługuje What we do in shadows, który jakimś cudem przeleciał pod moim radarem. Polecam z całych sił.

Prognoza na 2016? Filmowo będzie lepiej m.in. dzięki kolejnym ekranizacjom komiksów. Ale co tam filmy… Naukowo będzie z pewnością interesująco. SpaceX odpali rakietę Falcon Heavy oraz powinno przedstawić projekt MCT - Mars Colonial Transporter. W Szwajcarii ma ruszyć pierwsza komercyjna placówka przechwytująca atmosferyczny CO2. Sonda Juno dotrze do Jowisza a Rosetta powinna rozbić się na komecie i tym samym zakończyć swoją historyczną misję. NASA rozpocznie misję OSIRIS-REx - pozyskania próbki z asteroidy.

Problemy klimatyczne dadzą się we znaki. Następstwa pożarów w Indonezji, huragany po ekstremalnym El Nino, trudno powiedzieć jak wielkie będą niepokoje społeczne gdy do katastrof naturalnych dołączą wysokie ceny żywności. Jednocześnie może doczekamy się czegoś nowego w temacie sztucznej inteligencji, nowej wersji Watsona, może usłyszymy o wynikach testów niemieckiego stellaratora - reaktora fuzyjnego nowej generacji.

Kto wie, może nawet Węglowy zbierze pięć tysięcy kciuków na fanpage?


czwartek, 8 stycznia 2015

Rachunek sumienia 2014

Czwarta notka pod tym tytułem. 2014 okazał się lepszy prywatnie, popularyzatorsko, filmowo i naukowo (choć to bardzo ciężko ocenić). Rok temu Węglowego lubiło niecałe 800 osób. Teraz jest ich ponad 2800. Minął rok od kiedy prowadzę kolumnę “Zastrzyk przyszłości” w Nowej Fantastyce i niemal pół roku od kiedy zacząłem pisać do działu naukowego Wyborczej. Starczyło czasu na 54 notki.

Najpopularniejszą notką od czerwca jest Nuklearna proca - Studnia gromu, tekst z wyraźnym przytupem. W topie znalazły się też dwa teksty z których byłem szczególnie zadowolony: Wywiad z prof. Ryszardem Tadeusiewiczem oraz Koniec zachwytów.

Poza nimi wśród najchętniej czytanych znalazły się Kłopoty z windą do nieba, Jak Chińczycy wydłużyli dobę, Planeta kontra talia kart - ile atomów jest na Ziemi, Prawoskrętne DNA - przypadek? Nie sądzę, Top 5 historii o przekraczaniu prędkości światła oraz Kwantowe nieporozumienie.

Trochę mniejszym echem (niestety!) odbiły się wywiady z Peterem Wattsem oraz z Christopherem T. Russelem. Mam nadzieję, że w 2015 na Węglowym pojawią się kolejne rozmowy z równie ciekawymi ludźmi. Moje ambicje rosną, więc trzymajcie kciuki.

W towarzystwie milej spędza się czas i sprawniej pochłania się filmy. I tak w minionym roku udało mi się ich obejrzeć aż 146. Dzięki komuś zobaczyłem między innymi perełkę z 2006, czyli Stranger than fiction (Przypadek Harolda Cricka). Filmowo 2014 wypada słabiej od 2012 ale lepiej od 2013. W top 4 (nad którym nie głowiłem się przesadnie długo) umieszczam:
- Guardians of the Galaxy
- Edge of Tomorrow
- The Machine
- Gone Girl

Co najmniej trzeciej pozycji należy się w którymś momencie solidna recenzja (podobnie jak Europa Report z 2013). Poza tym świetnie oglądało mi się takie filmy jak Grand Budapest Hotel, Captain America: Winter Soldier, Her, kolejnych X-Men, kolejną Planetę Małp, Furię i Wielką Szóstkę.
O miano największej kupy zmagają się Noe, Lucy i Transformers 4.

Notkę przyglądającą się nauce w 2014 przygotuję później, bo już tydzień 2015 uciekł a na blogu cisza. Dlatego tu kończę i zachęcam, żebyście zostali z Węglowym kolejny rok!


sobota, 8 marca 2014

Najlepsze TED talki w wykonaniu kobiet

Regina Dugan:
From mach-20 glider to hummingbird drone


Tę okazyjną notkę otwiera jeden z moich ulubionych TED-talków. Regina Dugan zdobyła doktorat na Caltechu, szefowała DARPA a obecnie pracuje dla Google. W prezentacji zarzuca widownię całą paletą najróżniejszych odważnych projektów. Od metali lżejszych od styropianiu, przez nadźwiękowe szybowce i drony lżejsze od małej bateryjki po zastosowanie tytoniu do szybszej produkcji szczepionek. Najistotniejsze jest jednak pytanie, „Czego byś spróbował, gdybyś wiedział, że nie poniesiesz klęski?”, które działa na wyobraźnię i uświadamia jak wątpliwości podcinają nam skrzydła.


Carolyn Porco: This is Saturn

Cassini/Huygens to jedna z najbardziej owocnych misji w historii eksploracji kosmosu. W swoim wystąpieniu Carolyn Proco, lider misji, wyjaśnia dlaczego. Saturn poza pięknymi pierścieniami oferuje niezwykłe bogactwo celów naukowych. Pierścienie, niezwykłe formacje chmur (jak heksagon na biegunie), liczne księżyce, w tym Tytan i Enceladus, na którym może istnieć życie. Cassini dostarczył lądownik Huygens, który wylądował na Tytanie. To pierwsze lądowanie ludzkiego pojazdu w zewnętrznym układzie słonecznym i na powierzchni księżyca innego niż nasz. Na Tytanie, który jako jedyny taki obiekt ma gęstą atmosferę, na którym występują pory roku, gdzie pada deszcz, są rzeki i jeziora. Zgadzam się z nią – takie wydarzenie zasługuje na regularne świętowanie i parady.


Sheila Patek: The shrimp with a kick!

Jak zmierzyć siłę i prędkość kopniaka, którego nie mogły uchwycić uniwersyteckie kamery dedykowane do szybkich zdjęć? Trzeba się sprzymierzyć z ekipą filmową BBC, która może kręcić z prędkością 5000 klatek na sekundę. Dopiero taki sprzęt pozwala zrozumieć nieprawdopodobną siłę ustonoga (mantis shrimp), który uderza z prędkością do 19 metrów na sekundę pod wodą i przeciąża tensometry. Ponadto Sheila Patek wyjaśnia jak ewolucja wykształciła mechanizm zatrzasku pozwalającego na natychmiastowe wyzwolenie całej siły mięśnia i skorzystała z niezwykłej wytrzymałości hiperbolicznej paraboloidy.


Suzana Herculano-Houzel: What is so special about the human brain?

Uwielbiam tego talka, za to, że nie podaje jedynie faktów, ale przystępnie i logicznie odkrywa proces badawczy. To że szympans ma większe zdolności kognitywne od krowy jest oczywiste. To jak różne ilości neuronów każde z nich ma w mózgu o podobnej wadze, to suche fakty. Pomiędzy jednym a drugim jest fascynujący proces odkrywania tego, jak zbudowane są mózgi różnych gatunków, dlaczego ani stosunek masy mózgu do ciała ani bezwzględna masa mózgu nie ma przełożenia na możliwości. Istnieje natomiast całkiem prosta relacja między spożyciem energii a ilością neuronów. Idąc tropem zapotrzebowania energii Suzana Herculano-Houzel dochodzi do zaskakujących wniosków, których nie zdradzę.


Kelly McGonigal: How to make stress your friend

Kto ogląda wystąpienia TEDowe, pewnie zna to. Krążyło po sieci pod tytułem “ta prezentacja może uratować ci życie”. Mocne słowa, ale rzeczywiście stres wydaje się nieodłączną częścią współczesnego życia. A to wystąpienie tłumaczy mechanikę stresu i przybliża jego negatywne oraz pozytywne oblicze. No i mówi, jak stresować się lepiej.


czwartek, 16 stycznia 2014

Koniec zachwytów

Queen – Don’t stop me now


Rozwój wykładniczy oznacza, że w dowolnym punkcie krzywizny po prawej będzie bardziej stromo niż z lewej. W każdym okresie przyrost będzie większy niż w analogicznym wcześniejszym okresie. Zastanówmy się jak losowa osoba z 1886 roku zrelacjonowałaby jednodniową wyprawę do roku 1950. Prąd, samochody, samoloty, telefony, telewizja, energia nuklearna… Prawdopodobnie nie mogłaby znaleźć słów by opisać świat. Czy gdyby losowego człowieka z 1950 roku wysłać w rok 2014 miałby większe problemy? Z pewnością byłby to szok, ale nie kompletny. Samoloty większe, samochody szybsze, telewizory płaskie, telefony bez kabla, lepsze lodówki, no i w telewizorze można czytać gazety, oglądać koty, oraz to co chcesz w danym momencie, a nie to co akurat nadają...

Czyli rozwój nie jest już wykładniczy? Nastąpiła stagnacja? Nie. To po prostu tendencyjne porównanie. Loty w kosmos, GPS, fizyka kwantowa, układy scalone, telefony bez których niektórzy nie byliby w stanie funkcjonować, szczepionki, nowe materiały, ogromny skok w długości i jakości życia, wszechobecny dostęp do edukacji, minimalnie inwazyjne zabiegi… Rozwój wciąż nieubłaganie nabiera tempa. Niestety mam wrażenie, że zachwyt i fascynację poprzednich dekad zastąpiła wzgarda, pełna hipokryzji niechęć i ignorancja. Z tego powodu postanowiłem trochę pomarudzić. Niektórzy blogerzy z marudzenia robią swoją markę...

Ponad 40 lat po lądowaniu na księżycu przełomem jest posadzenie tam bezzałogowego łazika. Do tego jest to łazik „made in China”. Jednocześnie 22 miliony Amerykanów sądzą, że jedno z największych osiągnięć ich ojczyzny było ściemą. Większość nie ma wątpliwości co do tego faktu, wielu jednak z przekonaniem stwierdzi, że całe przedsięwzięcie było fanaberią lub bezproduktywnym wykwitem zimnej wojny. Nie wiedzą, że programowi kosmicznemu zawdzięczają mikrofalówki, satelity telekomunikacyjne, elektronikę, rzepy, przewidywanie sztormów i cyklonów, opony wytrzymujące tysiące kilometrów więcej, izolacyjne materiały, usprawnioną dializę nerek i wiele innych...


Ocenia się, że od 1924 roku, dzięki szczepionkom, w samych Stanach, uniknięto 100 milionów poważnych zachorowań u dzieci. Na odrę cierpiały setki tysięcy ludzi rocznie, kilkaset osób umierało. Do 2002 roku ilość przypadków spadła do niecałych 50 rocznie. Jednak dzięki wysiłkom ruchów przeciwników szczepionek choroba powraca i w 2011 zanotowano 222 przypadki. To tylko jeden z przykładów dramatycznych skutków głupoty w dziedzinie szczepień. Niestety wielu ludzi chętniej słucha Jenny McCarthy, króliczka Playboya, niż lekarzy. Z jakiegoś powodu autorytet idiotki twierdzącej, że jej dziecko zachorowało na autyzm z powodu szczepionki, które następnie wyleczyła z autyzmu (!) dietą bezglutenową (!!!), przewyższa zaufanie dla ekspertów. No ale przecież lekarze to krwiożercze bestie, najbardziej podłe gnidy na świecie, które tylko czekają na to by oślepić dzieci i okraść ich rodziców. Więc troskliwi rodzice, którzy „nie wierzą” w naukę sięgają do Internetu i komputera, wytworów nauki i techniki, by siać swoje przekonania o jedzeniu z „samą chemią”, „pomidorach z genami” i złowrogich działaniach Big Pharmy.

Szukając czegoś gorszego niż lekarze znajdujemy inny gatunek potwora – klimatologów. Kilkadziesiąt lat temu mówiono o potencjalnym zagrożeniu cieplarnianym. Wiadomo było, że dwutlenku węgla jest coraz więcej, wiadomo było, że ten związek chemiczny ułatwia zatrzymywanie ciepła na Ziemi. Dzisiaj ilość dowodów jest całkowicie przytłaczająca – pochodzą z dziesiątek tysięcy źródeł i niezależnych metod pomiarowych, wykluczając błędy systematyczne czy grupy wpływów. A jednak w dobie powszechnego dostępu do tych informacji triumfują kompletnie nieprawdziwe, wielokrotnie obalane tezy o emisjach wulkanicznych (1/100 ludzkich), mieszanie powierzchni pokrywy lodowej z jej objętością, czy frazesy o naturalnych cyklach. Wystarczy kilka minut by zobaczyć jak nieporównywalne były naturalne zmiany z obecnym tempem i skalą przemian.

Być może sięgam zbyt głęboko. Bo ludzie negujący globalne ocieplenie najczęściej mają dwa problemy. Pierwszym jest brak zrozumienia samej nazwy. Globalne ocieplenie oznacza wzrost średnich temperatur na całej planecie. Ekstremalne mrozy na małym wycinku, czyli słynny polar vortex, który schłodził na krótko ułamek procenta powierzchni Ziemi nie jest powodem by trąbić o globalnym zlodowaceniu. Nie jest nim też metr śniegu na balkonie u Kowalskiego. Ani statek klimatologów uwięziony w lodzie. Zmiany klimatyczne są faktem, średnie temperatury rosną, mimo, że co roku jest zima. Drugi problem to każdorazowe przeskakiwanie z tematu nauk klimatycznych na politykę klimatyczną. To dwie różne rzeczy. Klimat się ociepla i my jesteśmy przyczyną. To fakt. Podatki, dopłaty, biznesy, limity, to jest polityka. Coś zupełnie innego.


Inne monstrum drzemie w reaktorach jądrowych. Wypadek w Fukushimie, gdzie uszkodzeniu uległ reaktor zaprojektowany w latach 60 nie sprowokował potęg świata do opracowania lepszych reaktorów. Zamiast tego uznano, że lepiej złożyć broń i wycofać się z ekologicznej i taniej energii jądrowej. Gdyby ktoś w 2010 powiedział mi, że po awarii elektrowni jądrowej wywołanej niezwykle silnym trzęsieniem ziemi i następującej po nim fali tsunami, Niemcy, nie zagrożone jednym ani drugim, postanowią wycofać się z energetyki jądrowej, roześmiałbym się. Mamy 2013, emisje CO2 zachodniego sąsiada już idą w górę, a w przypadku Japończyków w minionym roku spalono dwa razy więcej węgla niż w poprzednim.

Miliony negują ewolucję. Oszołomy próbują uwiarygodnić brednie o reinkarnacji i „świadomości wszechświata” używając haseł z fizyki kwantowej. Drobne zmiany epigenetyczne (dziedziczenie pozagenowe) przedstawiane są jako „dziedziczenie wspomnień”. Równocześnie z całym tym negowaniem nauki (przy jednoczesnym korzystaniu z wszystkich jej osiągnięć) w kierunku Plutona, z zawrotną prędkością gna New Horizons, najszybszy obiekt wysłany z Ziemi (przemierza 512 milionów kilometrów rocznie, 58 536 km/h). Od Vesty oderwała się sonda Dawn i powoli dryfuje w kierunku Ceres. W Wielkim Zderzaczu Hadronów trwają prace nad podwojeniem jego mocy, oraz eksperymenty nad grawitacyjnymi oddziaływaniami antymaterii. Powstają pierwsze układy elektroniczne wykorzystujące grafen, a wielkie firmy zakupują pierwsze komputery kwantowe.

Tyle mojego wylewania żali. Kiedyś niewiedza była wynikiem okoliczności, dzisiaj jest świadomym wyborem tych, którzy wiedzę czerpią ze śmiesznych obrazków w internecie i trudno mi się zdobyć na jakąś wyrozumiałość. Słowa Carla Sagana z 1996 z roku na rok są coraz bardziej trafne i aktualne: “Żyjemy w społeczeństwie fundamentalnie uzależnionym od nauki i technologii, w ktorym mało kto ma jakiekolwiek pojęcie o nauce i technologii.”


Kilka źródełek:
What the fuck has NASA done to make your life awesome?
Buzz Aldrin punch - zawsze poprawia mi humor...
Vaccines Have Prevented 100 Million...
Antivaxxers must be stopped now
http://www.pewforum.org/2013/12/30/publics-views-on-human-evolution/
Fragment wywiadu z Carlem Saganem
Obrazek: Astronaut Wizard


poniedziałek, 30 grudnia 2013

Rachunek sumienia 2013

Kolejny rok zaowocował aż 74 notkami. Odwiedzin z miesiąca na miesiąc jest coraz więcej. Z nieznacznie ponad 100 polubień na profilu facebookowym zrobiło się 726. Największą satysfakcję sprawia mi fakt, że notki popularno-naukowe miały o wiele większe wzięcie niż filmowe.

Trochę szkoda, że gołębie Skinnera nie wypadły lepiej - szczególnie, że to wpis, który przebił wszelkie rekordy lajków pod notką. Tak czy inaczej – lista tematów jak zwykle tylko rośnie, więc i w 2014 będzie o czym pisać. Oczywiście zawsze jestem otwarty na sugestie – na jakie tematy chcielibyście przeczytać wpisy?

Najchętniej czytane notki roku:
1. Brytyjczycy ogłaszają inwazję kosmitów
2. Tlenowy szowinista
3. Osiem powodów dla których głowonogi są w dechę
4. Entuzjasta nauki i profesor, który chciał słuchać
5. Księżyc - ósmy kontynent
6. Nie, naukowcy nie wszczepili nowych wspomnień myszy
7. Kepler-90 – miniaturowy Układ Słoneczny
8. Kłamstwa dla dzieci
9. Ile jest gwiazd w Drodze Mlecznej?
10. Gołębie Skinnera

Filmowo też było owocnie – wychodzi mniej więcej film co trzeci dzień, w tym: 85 nowych filmów, 45 powtórek, 53 z 2013 roku i rekordowych 20 wypadów do kina. To nie znaczy jednak, że to był rok dobrych filmów. W 2012 nie miałem problemów by znaleźć jedenaście tytułów, które mogły uchodzić za najlepsze. W 2013 trudno byłoby mi zebrać pięć, które by się szczególnie wyróżniały na tle reszty.

Jest jednak kilka, które warto wspomnieć. Dwa z nich są produkcjami z 2012, które dzięki naszym przekichanym (och Wordzie, ulegam twojej autokorekcie w tym wypadku…) dystrybutorom trafiły do kin dopiero w styczniu 2013. To Django i Wreck-It Ralph. Ten pierwszy to świetne podejście Tarantino do gatunku, na którym się wychował i do którego ustawicznie robił ukłony w swoich filmach (niektórzy wręcz traktują Bękarty jako western). Ten drugi to miła niespodzianka – oczekiwałem zabawnego nostalgia tripu, a dostałem pełnokrwistą, świetnie napisaną i zrealizowaną baję. Oba filmy mogą też pochwalić się kapitalnymi łotrami, a to już połowa sukcesu.

Skoro już o łotrach mowa to trudno nie wspomnieć o Man Of Steel, z absolutnie wyśmienitym generałem Zodem (w tej roli Michael Shannon). Zdania co do samego filmu są podzielone, ale mi podobał się bardzo. Co gorsze – kompletnie nie rozumiem jak mógł wypaść z wyścigu o Oscara za efekty specjalne i przegrać z takimi tytułami jak Iron Man 3 czy Thor: Dark World, Star Trek czy też World War Z. Łotrowsko świetnie spisał się Hobbit, o którym pisałem kilka dni temu. Warto było wybrać się do kina chociażby dla Smauga.

Gdybym wspomniał o Machete Kills tylko ze względu na łotra, nie oddałbym mu sprawiedliwości. Cały film to totalna jazda bez trzymanki. Ubawiłem się po pachy ale nikomu nie polecę oglądania. Róbcie to na własne ryzyko. Podobnie z Riddickiem. Bawiłem się świetnie, ale nie jest to kino wysokich lotów. Myślę, że nie ma tu potrzeby jakiejkolwiek agitacji – kto lubi postać pewnie był w kinie, reszta i tak się nie zainteresuje.

Plusem 2013 roku jest trwająca fala filmów SF - oby się nigdy nie skończyła. W tym roku dostaliśmy kilka sympatycznych obrazków, każdy ze swoimi wadami, niektóre też z zaletami. Nie było czasu by napisać osobną notkę o Europa Report. Szkoda bo film na to zasługuje. Prawdziwe hard SF, bez pierdołowatych wątków, z postaciami, którym naprawdę zależy na powodzeniu misji. Przy dbałości o realizm pewne wpadki gryzą mocniej niż w filmach, które nie dbają o detale, ogólnie jednak polecam z całych sił. Chociażby jako ciekawostkę. Gravity polecałem kiedyś, z tego co wiem w Polsce do kin ruszyły tłumy i dobrze, bo to film, który nadaje się tylko na wielki ekran.

Warto wspomnieć jeszcze o trzech SFach. Gra Endera to dobry film i udana ekranizacja. Oczywiście daleko jej do genialnej, genialnej, genialnej książki, ale trudno byłoby się zbliżyć do tego poziomu. Choć kilku wpadek dało się uniknąć. Oblivion to trochę inna bestia. To taki Frankenstein. Posklejany z pierdyliona innych filmów, ale działa i wygląda fajnie. No i ma jedną z lepszych ścieżek muzycznych roku. No i Elizjum... Z jednej strony mokry sen fanów SF – brudna przyszłość, stacje kosmiczne, roboty i egzoszkielety, z drugiej tandetna i naiwna historyjka, nieciekawy główny bohater, głupiutki scenariusz.

Muszę też uderzyć się w pierś. Pacific Rim zachwycał w kinie, ale powtórka w domowym zaciszu okazała się kolosalną klęską. Jeśli szukacie czegoś do kina domowego to zachęcam byście dali szansę Hansel i Gretel: Łowcy czarownic. Ogromne zaskoczenie - spodziewałem się tandety, dostałem dobrze zrealizowaną, krwawą historyjkę z przymrużeniem oka. Mojej uwadze umknęła Tajemnica Zielonego Królestwa (Epic) i żałuję, bo film jest obłędnie widowiskowy. Choć całość tonie w kliszach, dzieciaki musiały szaleć. W sumie mógłbym jeszcze raz napisać to samo o Krainie Lodu (Frozen), choć to ZUPEŁNIE różne bajki.

Drogówka to pierwsza polska produkcja od dawna, którą oceniam bardzo pozytywnie. Nie napiszę, że mi się podobała, bo to film Smarzowskiego – co oznacza półtorej godziny taplania się w polskim paskudztwie, podłości i wszystkim co odrażające. Ale to dobry film. Zainteresowani lżejszą rozrywką mogą sięgnąć po dwa filmy o końcu świata. Brytyjski World’s End to maraton po dwunastu pubach w noc inwazji obcych. Amerykański This Is The End to apokalipsa w Hollywood, gdzie aktorzy grają samych siebie. Oba ogląda się dobrze, oba jednak troszeczkę rozczarowują.

Na koniec, w roli przestrogi, trzy najgorsze dziadostwa jakie miałem nieprzyjemność obejrzeć. Igrzyska śmierci: W pierścieniu ognia, jakimś cudem są gorsze od pierwszego, idiotycznego filmu. World War Z to po prostu straszna słabizna, gdzie Brad Pitt w każdej scenie wygląda jakby miał płakać, że prostytuuje się w tym potworku. No a na temat After Earth dość wylewnie wypowiedziałem się na blogu i szkoda czasu by powtarzać jak bardzo zły jest ten film.

Życzę wszystkim by rok nowy rok był nie gorszy od mijającego. 2014 zacznę już za kilka dni krótką notką astronomiczną.


wtorek, 15 stycznia 2013

Rok mózgu

Heeding The Call – Bear McCreary


Wśród wielu odkryć i przełomów w zeszłym roku, było zadziwiająco dużo tych związanych z mózgiem. Tytuł notki wynika z braku weny w moim własnym mózgu. Zdecydowanie nie oznacza to jakiegoś nagłego zwrotu – na taką ilość postępów składają się poprzednie lata badań, rozwój technik obrazowania struktury mózgu, rozwój technologii data mining’u i nie sądzę by w 2013 postępy w rozgryzaniu ludzkiego umysłu miały zwolnić.

W większości zestawień poświęconych sukcesom naukowym pojawiają się dwie informacje. Bohaterką pierwszej jest Cathy Hutchinson, która po tym jak zaimplantowano jej bezpośredni interface mózg-maszyna, nauczyła się sprawnie posługiwać robotycznym ramieniem (linki do wszystkich wspominanych informacji na dole notki). Drugą było cofnięcie symptomów autyzmu u myszy. Nie będę wchodził w detale, powiem tylko, że do „cofania symptomów” zawsze warto podchodzić z pewną rezerwą. Stwierdziłbym wręcz, że rezerwa powinna być tym większa, iż mówimy o cofaniu symptomów u myszy, nie u człowieka i były to symptomy sztucznie indukowane, a nie powstałe w sposób naturalny. Jednak samego osiągnięcia nie można lekceważyć, a wyniki są bardzo zachęcające. Warto podkreślić, że te badania nie wzięły się znikąd.

Wcześniej w 2012 dokonaliśmy sporego przełomu w rozumieniu autyzmu. Naukowcy z Uniwersytetu Bazylejskiego nie tylko zidentyfikowali fizjologiczny aspekt choroby, ale też stwierdzili, że niedobór neuroliginy-3 może być odwracalny. Jest to dla mnie bardziej fascynujące od trochę mniej znanego przełomu – wyleczenia objawów (przypominam o wątpliwościach z poprzedniego akapitu) Alzheimera u myszy. O ile leczenie tej drugiej choroby przywróciłoby nam osobę, którą powoli tracimy, autyzm jest przypadłością niejako definiującą człowieka – jego zachowania i reakcje. „Wyleczony” człowiek, będzie jakby zupełnie nową osobą. Co więcej, z tego co mi wiadomo, istnieje ograniczone „okno czasowe”, w którym człowiek jest zdolny nauczyć się mowy i innych umiejętności. Czy w ciężkich przypadkach wyleczenie w późniejszym wieku pomoże?

Ogromne postępy dokonały się w obszarze rozumienia tego, jak funkcjonuje ludzka pamięć. Na przełomie września i października zespoły z Pensylwanii, Kalifornii i Wiednia dokonały dużych odkryć tłumaczących fizjologię formowania pamięci długotrwałej, w tym procesu przekształcania tej krótkotrwałej w długotrwałą. W tym samym czasie neurolodzy z Ohio stworzyli pamięć krótkotrwałą w wyizolowanej tkance mózgowej. Udało się sprawić by fragment szczurzego mózgu stworzył wspomnienia dwóch typów - nie jestem specem, ale najprawdopodobniej mowa o pamięci deklaratywnej (nazwy, miejsca, wydarzenia) i niedeklaratywnej (jak wykonywać czynności).

Do czego prowadzi zrozumienie tego jak działa mózg? Badania sugerują możliwość „matriksowego” wgrywania wspomnień i umiejętności poprzez stymulację kory wzrokowej (bezinwazyjną, za pomocą fMRI). Dodajmy do tego „szczurzego Johnny’ego Mnemonica” z 2011 roku – implant, który pozwalał włączyć i wyłączyć pewne wspomnienia u gryzonia. To jednak dopiero przyszłość. Jednak już dzisiaj pod okiem DARPA snajperzy noszą nieinwazyjne elektrody, symulujące mózg w czasie treningu. Skraca to znacznie czas szkolenia, poprawiając wyniki obiektów testowych.

Jeśli komuś jeszcze mało, to niech poczyta o nicieniu, którego zachowanie kontrolowali Waszyngtońscy naukowcy za pomocą laserów. Zwierzę to posiada zaledwie 302 neurony, przez co dużo łatwiej zrozumieć działanie jego układu nerwowego. Pobudzając precyzyjnie wybrane neurony można dokładnie decydować o ruchu zwierzęcia, lub „wmówić mu”, że w pobliżu znajduje się pokarm.



W ogromnym uogólnieniu można powiedzieć, że na zrozumienie funkcjonowania mózgu składają się dwie rzeczy. Mapowanie, obrazowanie i analizowanie tych istniejących, oraz modele, które skutecznie przewidują ich funkcjonowanie. Przełom w tej pierwszej dziedzinie zafundował nam uniwersytet Harwarda. Wyniesiony na nowy poziom rezonans magnetyczny ujawnia zadziwiająco harmonijną i „poukładaną” strukturę prostopadłych połączeń. Nowa technologia pokazuje, podobieństwa w różnych skalach pomiędzy ludźmi i naczelnymi. Jednocześnie w tym roku Blue Brain Project, nazywany neurologicznym Wielkim Zderzaczem Hadronów, odniósł spektakularny sukces, poprawnie przewidując połączenia między neuronami. BBP ma na celu stworzenie wirtualnego mózgu, który symulowałby ten ssaczy do poziomu pojedynczego neuronu.

Na koniec chciałbym podejść do tematu od drugiej strony. W 2011 komputer Watson wygrał w teleturnieju Jeopardy, rywalizując z najlepszymi graczami. Musiał w tym celu rozumieć i interpretować pytania zadawane przez prowadzącego a następnie poprawnie formułować odpowiedzi. W tym celu analizował ogromne ilości informacji (np. pełną treść Wikipedii) w swojej czteroterabajtowej pamięci (nie był podłączony do sieci w czasie turnieju). Innymi słowy był w stanie znaleźć i „zrozumieć” dane zapisane w naturalnym ludzkim języku.

Po tym sukcesie trafił na Columbia University by tam pomagać w diagnostyce. By poprawić jego umiejętności zrozumienia naturalnego języka naukowcy postanowili poza suchym językiem wystawić go na ten potoczny. Zdecydowano, że Watson zapozna się z miejskim słownikiem slangu. Pożałowano tej decyzji, gdy na pytania pracowników Watson zaczął odpowiadać „gówno prawda”. Ostatecznie słownik slangu został usunięty z pamięci Watsona. Nie wiemy czy pracownicy Columbia University budzą się po nocach śniąc o zemście sztucznej inteligencji za wypranie jej mózgu.

Ale to już przeszłość. Co czeka nas w 2013 i kolejnych latach?


Linki:
Cathy Hutchinson i jej robotyczna ręka
Leczenie symptomów autyzmu u myszy
Odkrycie przyczyn autyzmu i stwierdzenie jego uleczalności
Leczenie Alzheimera u myszy
Pamięć długotrwała (Pensylwania)
Pamięć długotrwała (Kalifornia)
Pamięć długotrwała (Wiedeń)
Pamięć in vitro
Szczurzy Johnny Mnemonic
“Mandżurski” nicień
Poukładany mózg
Sukces Blue Brain Project
Naukowcy czyszczą pamięć Watson


Obrazki: Daily Mail, Mój komentarz: „If you’re gonna build artificial brain, why not do it with some style?

PS. Miłym gościom bloga, przypominam, że od teraz notki można nie tylko lubić, ale i wykopywać.


niedziela, 30 grudnia 2012

Rachunek sumienia 2012

Udało mi się zrealizować zeszłoroczne postanowienia. W minionym roku zamieściłem ponad 52 notki, czyli średnio raz w tygodniu coś się pojawiało. Ponadto udało się zebrać odwagę na poszerzenie oferty jedynie z filmów na naukę i technikę. Dość sumiennie spisywałem oglądane filmy w związku z czym wiem, że udało mi się przekroczyć magiczną liczbę stu filmów. Niby dwa w tygodniu to nie dużo, ale subiektywnie wydaje mi się, że było tego sporo.

Moje statystyki: 
101 obejrzanych filmów
70 obejrzanych po raz pierwszy
31 powtórek
43 tytuły wyprodukowano w 2012
20 tytuły pochodzą z 2011
14 z okresu 2000-2010
20 z okresu 1985-1999
4 z okresu 1941-1960

Z 2012 roku cztery tytuły uznaję za „zaległości”, które chciałbym obejrzeć, szczególnie Wrong, film twórcy Rubber. Ponadto narobiłem dwa kolosy z „ponadczasowych zaległości” tj. Listę Schindlera oraz Obywatela Kane. W związku z czym z górnej trzydziestki (IMDb Top 250) nie widziałem tylko dwóch filmów (Miasto Boga, It’s a Wonderful Life).


Najlepsze tytuły tego roku:
1. Avengers – Czysta rozrywka, świetnie rozpisane postacie z doskonałą chemią, ogromne widowisko i epicki sukces jeśli idzie o spełnianie kolosalnych oczekiwań.
2. Dredd – Straszliwie niedoceniona perełka prosto z minonej epoki. Śmignął przez kina nim większość mogła się zorientować z jakim skarbem mamy do czynienia. Prosty, ale nie głupi, brutalny, ale nie sadystyczny, zabawny, ale nie idiotyczny. Film przywrócił na chwilę wiarę, że wciąż da się kręcić takie rzeczy.
3. Cloud Atlas – Wciąż jestem pod wrażeniem jak misternie opracowano to dzieło. Uniknięto tandety i artyzmu, trójka reżyserów nie przygotowała wydmuszki tylko ambitny, złożony film.
4. Siedmiu Psychopatów – Świetna jazda bez trzymanki. Brawurowo rozpisane i zagrane postacie w filmie, który reklamowano jako komedię, zupełnie pomijając ponurą i mroczną stronę filmu. No i genialny, fenomenalny Christopher Walken. Tylko brytyjski umysł mógł spłodzić tak ciężkie nastrój, przy którym widz nie raz dusi się ze śmiechu
Reszta w kolejności losowej:
Hobbit – Nie ustrzegł się wad. Jednak to zwaliste widowisko, którego nie wypada nie zobaczyć w kinie. Plus wielka szansa dla technologii.
Skyfall – Świetny Bond na 50-lecie cyklu, genialne zdjęcia. Liczę na statuetkę.
Argo – Ben Affleck podręcznikowo buduje napięcie, historia jest wciągająca, zabawna i świetnie zrealizowana.
Mission Impossible: Ghost Protocol – Po dwóch nieudanych MI wytoczono ciężkie działa, przekazując fotel reżysera Bradowi Bridowi. Z doskonałym skutkiem.
Lockout – Szklana Pułapka w kosmosie. Po latach przerwy dostajemy film gdzie główny twardziel cwaniakuje i rzuca one-linerami przez półtorej godziny. Mniam.
Coriolanus – Szekspir w dobrym wykonaniu. Współczesna estetyka plus dialogi z oryginału i świetny główny bohater.
The Raid – Niesamowity pokaz kręcenia scen akcji w wykonaniu Indonezyjczyków. Film jest prosty jak drut, ale powala sekwencjami strzelanin i mordobić.


Najchętniej czytane notki roku:
1. Prometheus
2. Scary Shit #2 - Twoje robotyczne ciało już się szykuje
3. Hobbit - recenzja z dawna oczekiwana
4. Iron Sky
5. Scary Shit #1 - cyber-owady
6. Avengers
7. Wielki heksagon na północy
8. ABC węglowego szowinizmu
9. Kto ci sesję wyreżyserował?
10. Cząstka Schrodingera - odkryta i nie odkryta

Oczywiście – znany tytuł gwarantuje masę wejść. Ale miło mi zobaczyć, że wpisy naukowo-techniczne też cieszą się sporą popularnością. Nie zorientowanym wspomnę, że cykl "Scary Shit" liczy sobie już pięć odcinków.

Tyle w tym roku. Podsumowanie filmowe jak zawsze na przełomie stycznia i lutego, wielkie dzięki za czytanie, komentowanie i lajkowanie (strona na Facebooku ma już 112 lajków). Życzę wszystkim udanego 2013 i polecam postanowienia noworoczne, moje na przyszły rok są ambitniejsze niż na miniony.


poniedziałek, 6 lutego 2012

Oczekiwania w 2012

Z racji na obowiązki uczelniane nie byłem w stanie ekspresowo zrecenzować Chronicle, z racji na postanowienie regularnego blogowania napiszę szybciutko na co czekam w tym roku (poza końcem świata). Zachęcam do wytykania mi co tez przegapiłem.

1. Avengers – Joss Whedon już jest zachęcającym elementem. Gość potrafił działać na dużej grupie bohaterów. Do tego mamy całkiem niezłą passę filmów Marvelowskich (nie bez kiszek - vide Thor). Efekt ostateczny może być giga kupą albo wielgaśnym, świetnym rozrywkowym widowiskiem. Świeżutki trailer.
1. Prometheus – Powrót Scotta do uniwersum Aliena po 30 latach. Wow. Albo dziada posrało i będziemy mieli totalną lipę (na co zwiastują pomysły Danikenowskie), albo to kolejny krok polepszającej się kondycji kina SF. Mroczny trailer.
3. Lockout – SF o którym usłyszałem niedawno. Miłość natychmiastowa. Snake Plissken/John McClaine w kosmosie. Zapowiada się intensywny i zabawny SF-akcji firmowany przez Luca Bessona. Rubaszny trailer.
3. Iron Sky – naziści z Księżyca atakują Ziemię. Projekt (przynajmniej częściowo) finansowany przez ludzi, którzy kupowali „bony wojenne”, Udo Kier, muzyka Laibach… Japierdolęmuszętoobejrzeć!!! Maderfakin’ trailer.
5. Hobbit – Chyba nie ma tu co komentować oczekiwania. Mogę powiedzieć, że chyba po raz pierwszy chwalę podzielenie filmu na dwie części. Bo właśnie dzięki temu wiem, że w czasie seansu akcja nie będzie gonić i będzie można się nacieszyć śpiewającymi krasnoludami. Klimatyczny trailer.
6. Django Unchained – Bo to Tarantino. Trailera brak.
7. John Carter – Ekranizacja 100-letniej książki. Czy Disney powtórzy sukces Piratów z Karaibów (w końcu była to ekranizacja atrakcja w parku rozrywki). Ja liczę na fajną widowiskową rozrywkę, ale problemy wokół produkcji źle wróżą. Marsjański trailer.
8. Expendables – Chuck „PG13” Norris sprawił, że film spadł w rankingu. Jestem niepocieszony i nie wiem czy nie zbuntować się i nie olać wypadu do kina. Jury is still out. Wystrzałowy trailer.
9. Dark Knight Rises – Bez przekonania ląduje na liście. Wiadomo – wypad do kina obowiązkowy, ale zdecydowanie nie podzielam szaleńczego hajpu. Deshay pasha!

Nieobecne na liście na 2012, bo już widziałem:
A. Chronicle – Chciałem ciekawie zrealizowanego filmu w stylu „found footage” o kilku gnojkach, którzy dostali supermoce. I dokładnie to dostałem. Nie mniej, nie więcej. Miejscami pomysłowe zdjęcia – kamery telewizyjne, nagrania z monitoringu, komórki przypadkowych gapiów. Efekty wpierw kiepskie, ale w finale dobre. Główny bohater straumatyzowany, ale ciężko mu współczuć, jest po prostu antypatyczny. Po filmie aż ciągnie do powtórki Akiry.
B. Mission Impossible: Ghost Protocol – Doskonała zabawa, Brad Bird mnie nie zawiódł, jest akcja, rozrywka, humor, gadżeciarstwo. Wszystko w idealnym tempie i z odpowiednią dawką luzu. Gorąco polecam, jeśli jeszcze nie widzieliście.
C. Rzeź – Polański znów dowodzi jak wiele potrafi wycisnąć z materiału o umiarkowanym potencjale. Aktorsko cała czwórka wyśmienita, choć postać Jodie Foster w zamierzony sposób potwornie irytująca. Trzeci akt niestety mocno rozczarowuje. Fajnie, że po dwóch kupach Waltz zagrał w dobrym filmie.