środa, 16 sierpnia 2017

Odpowiedź dla pana Jarosława Olszaka

Niedawno na łamach Nowej Fantastyki napisałem o eksplozji wulkanu Tambora w 1816 roku. Doprowadziła ona do obniżenia średniej globalnej temperatury o pół stopnia na rok. Szacuje się, że w wyniku tego kataklizmu zginęło 0,2% populacji świata. Połowa tych ofiar przypisywana jest pośrednim skutkom. Największa plaga głodu w XIX wieku, sprowokowała demonstracje, zamieszki, szabrownictwo. Zimne i wilgotne lato doprowadziło do do epidemii tyfusu. W Azji zakłócony cykl monsunowy również doprowadził do katastrofy rolniczej a jej w następstwie epidemii nowego szczepu cholery.

Tekst miał podkreślić jak wrażliwi jesteśmy na zmiany klimatyczne. Zawiera ostrzeżenie - jeśli rok ze zmienioną o pół stopnia temperaturą dwa wieki temu miał takie skutki to co będzie na przeludnionej planecie, zamieszkanej przez cywilizację dalece bardziej uzależnioną od delikatnej infrastruktury energetycznej, żywnościowej, technologicznej, którą podgrzejemy o 1-2 stopnie, nie na rok ale “na stałe”. Tekst nie przypadł do gustu Jarosławowi Olszakowi (i pewnie nie tylko jemu). Twierdzi, że w kwestii zmian klimatycznych więcej jest pytań niż odpowiedzi. Przekazał mi prezentację, która jego zdaniem zawiera pytania a nie odpowiedzi, którą pokazuje swoim studentom.

Po zapoznaniu się z nią, nie dziwi mnie, że źle przyjął mój tekst. Jestem też zniesmaczony perspektywą, że ktoś nie będący klimatologiem może używać autorytetu dydaktyka do prezentowania czegoś takiego. Choć autor twierdzi, że zadaje pytania, rzeczywistości uprawia tendencyjne przedstawianie informacji i zdradza niezrozumienie mechanizmów tak klimatu jak i samej nauki.

Spora część prezentacji bazuje na podstawowym błędzie, żeby z dobrej woli nie nazwać tego manipulacją. Mianowicie spycha temat na wartości bezwzględne, podczas gdy problemem jest wytrącenie klimatu z równowagi. Tym smutniejsze, że oznacza iż kompletnie nie zrozumiał sensu mojego felietonu. Nie ważne czy natura emituje 700 Gt CO2 do atmosfery rocznie, skoro tyle samo absorbuje. Problem w tym, że te bardzo zgrubnie liczone 40 Gt CO2 emitowane przez ludzi nie jest absorbowane (to ogromne uproszczenie bo w rzeczywistości oceany i tak mocno kompensują nasze emisje). Clou naszych problemów nie jest to jaki procent emisji jest antropogeniczny, tylko, że nasze emisje zakłócają w gwałtowny sposób równowagę klimatu planety. Pojawia się też wzmianka o tym, że klimat zawsze się zmieniał, ale milczy na temat tempa tych zmian. Lubię to porównywać do starcia z lodowcem który może poruszać się np. jeden metr dziennie a toczącą się ku nam kilkutonową kulą lodu rodem z Poszukiwaczy Zaginonej Arki. Czy jest ona równie niegroźna jak pozornie nieruchomy lodowiec?

U pana Olszaka nie brak też walki z chochołem. Na przykład utrzymuje, że w dyskusjach zapomina się o naturalnym efekcie cieplarnianym (dzięki któremu średnia temperatura przy powierzchni wynosi +15’C a nie -18’C). Wniosek? “Efekt cieplarniany jest więc zjawiskiem naturalnym i korzystnym.” Równie dobrze można powiedzieć tonącemu, że woda jest cząsteczką życia.

Ponadto pan Olszak opisując np procentowy wpływ CO2 na ocieplenie czy procentowy udział człowieka w efekcie cieplarnianym serwuje szereg niedopowiedzeń i manipulacji. Para wodna jest mocniejszym gazem cieplarnianym, ale nie należy mylić skutków i przyczyn. Więcej CO2 to wyższa temperatura, to więcej pary wodnej w atmosferze… Trudno mi uwierzyć, że inżynier, nawet jeśli nie specjalizuje się w klimacie, nie rozumie sprzężeń zwrotnych.

Bardzo gryzą w oczy drobne insynuacje i niedopowiedzenia, którymi upstroczona jest całą prezentacja. Na przykład stwierdzenie, że łączny udział gazów cieplarnianych w atmosferze wynosi 5% nie jest nieprawdziwe. Ale dla niewprawionego słuchacza, jakim może być student PW może oznaczać, że to pomijalny drobiazg. Kilka gramów cyjanku stanowi mniej niż promil masy ciała dorosłego człowieka. Nie zabrakło paskudnych insynuacji co do motywacji pracowników IPCC, dziennikarzy czy działaczy ekologicznych. Oberwało się też Mauna Loa. Niczym bumerang wraca bzdura o wycieku maili. Nie zabrakło też rzekomych “głosów przeciwnych” takich jak niesławny Heidelberski, czy Petycja Oregońska, gdzie z 30 000 sygnatariuszy całych 39 ma specjalizuje się w naukach o klimacie. W ten sposób pan Olszak próbuje wywołać iluzję, że w gronie specjalistów istnieją różnice w podstawowych kwestiach. Różnice i wątpliwości są liczne, ale w fundamentach, które określa on mianem hipotezy. Dominujący wpływ człowieka na obecne zmiany klimatyczne to nie założenie badań ale wniosek jaki z nich płynie. Całość uzupełniają zarzuty wobec modeli klimatycznych. Wbrew temu co można by sugerować nie są one napędzane złą wolą i wymyślonymi tezami, ale danymi naszą wiedzą o tym jak promieniowanie oddziałuje z atmosferą, lądami i oceanem. Ich skuteczność jest coraz większa z roku na rok: link1, link2

Podsumowując, pan Olszak deklaruje, że w jego prezentacji zadawane są pytania a nie odpowiedzi i że zadaje je swoim studentom. Chciałbym w to wierzyć, ale to co zobaczyłem wygląda dosłownie jak deklaracje antyszczepionkowców zestawione z ich działaniami i głoszonymi treściami. Zobaczyłem ograne mity, insynuacje, przemilczenia i brak zrozumienia dla tematu. Ogromnie zasmuca mnie, że czymś takim karmieni są studenci Politechniki Warszawskiej i to wydziału na którym wykłada również grono specjalistów z Zespołu Meteorologii i Zespołu Ochrony Atmosfery.


sobota, 22 lipca 2017

Latarnia na niebie

Jeśli ktoś myślał, że chodzi o pulsary, to… dobrze o nim świadczy. Ale w tym wypadku chodzi o coś znacznie bliższego Ziemi. Trochę wstyd bo miałem zamiar o tym napisać już w marcu 2016 ale jakoś zleciało. Rosjanie umieścili na orbicie satelitę Mayak (“Latarnia”). I bardzo mi się to podoba. Z kilku powodów.

Po pierwsze Mayak to satelita wysłany dzięki crowdfundingowi. Bez wsparcia tuzów pokroju Billa Nye, Rosjanie zebrali 2 miliony rubli (około 33 tysięcy dolarów). Częściowo taki był cel - pokazać, że można wykonać naukowy eksperyment w kosmosie bez wsparcia rządu ani wielkich korporacji. Ostatecznie Latarnia trafiła na orbitę wraz z 71 innymi satelitami na pokładzie rakiety Soyuz.

Przez 30 dni będzie śmigać po niebie zanim zrealizuje swój drugi cel - przetestuje system aerodynamicznego hamowania w celu deorbitacji. Trzecim celem jest rozwinięcie refleksyjnych powierzchni tworzących czworościan o krawędzi długości 3 metrów. Dzięki temu Mayak w założeniu miał się stać najjaśniejszym obiektem na niebie z wyjątkiem Księżyca. W teorii ma on posłużyć badaniom gęstości atmosfery na różnych wysokościach i zweryfikować nasze pomiary obserwowanej jasności gwiazd.

Nie wiem jak Wy, ale ja już sobie obejrzałem Mayaka - mimo pochmurnego nieba zobaczyłem jasny punkt szybko sunący po niebie. Musi to być ogromna frajda dla każdego kto brał udział w tej zbiórce, móc pokazać jasny punkcik na niebie i wiedzieć, że to trzymetrowa konstrukcja mknąca 600 kilometrów nad Ziemią, do której dołożyło się swój grosik (rubelek). Na tej orbicie Mayak okrąża Ziemię co 90 minut, więc z pomocą tej aplikacji powinniście być w stanie też go zobaczyć. Choć już są głosy, że Mayak zakłóci obserwacje astronomiczne, ja sam żałuję, że Latarnia nie jest jeszcze większa i jeszcze jaśniejsza. Chciałbym, żeby była tak jasna, że ludzie byliby zaniepokojeni widząc ją na niebie, by szperali w internecie w poszukiwaniu wyjaśnienia, by potem czuli się zainspirowani tym co potrafimy zrobić.


Źródła:
http://www.n2yo.com/?s=42830
https://phys.org/news/2016-03-mayak-crowd-funded-russian-satellite.html
http://cosmomayak.com/
https://www.calvertjournal.com/news/show/8606/russian-students-launch-crowdfunded-satellite
http://newatlas.com/mayak-satellite-launched/50525/


poniedziałek, 17 lipca 2017

Nie trzeba fałszować

Dziś będzie krótko i treściwie. Przez szereg lat popularne u nas były zarzuty o fałszowaniu wyborów. Tzn, żeby być konkretnym - jedna partia po niemal każdych wyborach, które przegrała zarzucała fałszerstwo. Do dziś nie wiem czemu takie zarzuty nie kończyły się dochodzeniem i karaniem za oszczerstwo lub fałszerstwo. Jak widać w ostatnich miesiącach, taki na przykład MON grozi wszystkim dookoła pozwami za każde słowo krytyki, ale nie o tym miałem…

W ciągu ostatnich kilkudziesięciu godzin doszło do bardzo niefajnych rzeczy. Te niefajne rzeczy otwierają drogę do absolutnie skandalicznych rzeczy. I zapewniam Was, że fałszowanie wyborów to tylko jeden przykład absolutnie skandalicznych rzeczy. Mając rękę odpowiednio głęboko w okrężnicy wymiaru sprawiedliwości można wsadzać do więzienia nielubianych ludzi, oddalać zarzuty żon bitych przez partyjnych ludzi, odbierać pieniądze nielubianym organizacjom itd. Dominują jednak zarzuty, że teraz ci co krzyczeli o fałszowaniu będą mogli fałszować.

Ten tekst piszę po to, by dać do zrozumienia, że nie jest to potrzebne. W końcu fałszerstwo, nawet jeśli ma się po swojej stronie sądy a konstytucja została wyrzucona do kosza, to jednak jest pewien smród. A przecież mając pełnię trójwładzy w jednych maleńkich rączkach można dużo łatwiej wygrać wszystkie wybory. Wystarczy odpowiednio poukładać okręgi wyborcze.



Powyżej mamy przykład jak mając nawet tylko 40% głosów można zyskać 60% mandatów odpowiednim układaniem okręgów. Nazywa się to gerrymanderingiem i doprowadzono to do mistrzostwa w USA (tworząc takie i takie cuda). Jeśli myślicie, że to trudne lub absurdalne, to jesteście w błędzie. Szczególnie ze współczesnym oprogramowaniem i niezwykle precyzyjnymi danymi wyborczymi z każdej najmniejszej komisji, zgarnięcie konstytucyjnej większości (tak jakby konstytucja miała jeszcze jakąś wartość) nie jest problemem. Pierwsze podchody do tego PiS robiło już na początku roku mówiąc o “wielkiej Warszawie”. A teraz po prostu to zrobi.


piątek, 30 czerwca 2017

Podejście nauki do alternatywnej i tradycyjnej medycyny

Tekst opublikowany w Nowej Fantastyce 5/2016.


Zwolennicy medycyny alternatywnej regularnie posługują się tymi samymi, wadliwymi, lub zwyczajnie nieprawdziwymi argumentami. Bodaj najpopularniejsze jest powoływanie się na dowód anegdotyczny. To znaczy “a mojej znajomej akupunktura pomogła na skrzywiony kręgosłup”, albo “słyszałem, że dzieciak sąsiada miał rozwolnienie przez trzy dni po szczepionce”.

Historyjki takie są paradoksalnie równie bezwartościowe co chwytliwe. Osoby znajome z reguły uznawane są za wiarygodne i najczęściej mają zupełnie czyste intencje - ot powtarzają to co usłyszały. W rzeczywistości jednak, w ogromie czynników z jakimi mamy do czynienia pojedynczy przypadek to żaden dowód. Prześledzenie i udowodnienie związku przyczynowo skutkowego w medycynie to ogromne wyzwanie i długi proces, który należy przeprowadzić skrupulatnie. Pewna lekarka opowiadała o tym, jak dziecko oczekujące w kolejce do szczepienia nagle dostało silnych konwulsji. Po raz pierwszy w życiu. Gdyby doszło do nich ledwie pięć minut później, nie byłoby takiej ilości badań czy lekarzy, która przekonałaby rodziców, że to nie szczepionka wywołała taki efekt.

Anegdoty niestety są skuteczne i trudne do obalenia. Innym czołowym argumentem fanów alternatywnej medycyny jest chciwość tak zwanej Big Pharmy. Ten argument jest chyba najpopularniejszy, co jest troszkę groteskowe biorąc pod uwagę jego niemerytoryczność i niedorzeczność. Samo odwoływanie się do chęci zysku jest cokolwiek dziwne - czy powinniśmy chodzić w brudnych ubraniach bo ktoś chce zarobić na płynie do prania? A może dopiero gdy firma zarabia rocznie miliardy, wtedy jej zyski stają się synonimem zła i wyzysku? W rzeczywistości szczepionki nie tylko ratują życie, ale też oszczędzają na kosztach leczenia. Szacuje się, że każdego roku szczepienie czterech milionów dzieci w samych Stanach oszczędza trzynaście i pół miliarda dolarów; to trzynaście i pół miliarda, z których większość trafiłaby do kieszeni producentów leków. Jeśli doliczyć do tego inne straty, np w produktywności, to amerykańskie oszczędności dzięki Big Pharmie sięgają siedemdziesięciu miliardów.

Wreszcie, jeśli mimo tego wszystkiego zyski miałyby być wymiernikiem jakiegoś niesprecyzowanego “zła” to Big Pharma wypada blado przy “Big Placebo”, czyli firmach zarabiających na homeopatycznych pseudolekarstwach, jałowych suplementach i innych niepotwierdzonych naukowo formach naciągania. Zarabiają one około 34 miliardów dolarów w USA, co stanowi ponad dwuipółkrotność niecałych 13 miliardów zarobków firm produkujących szczepionki.

Trzecim popularnym argumentem jest utrzymywanie, że istnieją cudowne lekarstwa oraz alternatywy dla uznanej medycyny, ale są one ukrywane przed ludźmi, lub, że naukowcy nie chcą poddać ich odpowiednim badaniom. Aspiryna, choć w czystej postaci produkowana i sprzedawana jest od troszkę ponad stu lat, znana jest od zarania dziejów - opisują ją już egipskie zwoje sprzed trzech i pół tysiąca lat, mówiące o korzystnych właściwościach kory wierzbowej. Tradycyjna medycyna stała się częścią medycyny. Choć już dawno wkroczyliśmy w XXI wiek, homeopatyczny humbug ma się świetnie. Na pewno każdy z nas ma wśród znajomych co najmniej jedną osobę, która chętnie opowie o tym, jak znajomemu pomogły “leki homeopatyczne”. Czasem można nawet usłyszeć głosy, że skuteczność ta jest potwierdzona eksperymentalnie. W rzeczywistości jednakże przeprowadzono ponad dwie setki badań klinicznych nad tymi “lekami”. Wnioski są jednoznaczne i miażdżące - nie stwierdzono efektów przekraczających efekt placebo. Rekomendacja NHMRC (głównego ciała medycznego w Australii) z 2015 jest jasna - chorzy rezygnujący lub odwlekający leczenie na rzecz homeopatii ryzykują swoim zdrowiem. Jedyne badania, które wykazały jakąkolwiek skuteczność homeopatii nie były prowadzone poprawnie, to jest w oparciu o technikę podwójnie ślepej próby, co jednoznacznie wskazuje, że do głosu dochodzi jedynie efekt placebo i efekt potwierdzenia.

W 2015 nagrodę Nobla w dziedzinie medycyny i fizjologii po raz pierwszy otrzymała obywatelka Chińskiej Republiki Ludowej, Tu Youyou. W latach 60 i 70 Tu przeanalizowała ponad dwa tysiące przepisów starożytnej chińskiej medycyny w poszukiwaniu leku na malarię. W końcu odniosła sukces, gdy wyciąg z bylicy rocznej (rośliny występującej w Europie i Azji) okazał się skuteczny w leczeniu malarii. By do tego doszło Tu musiała skorzystać nie tylko ze składników polecanych w tekście z 340 roku, ale również sięgnąć po ówczesne metody. Tradycyjnie stosowana gorąca woda niszczyła właściwości bylicy; dopiero preparat pozyskany w zimnej wodzie, tak jak zalecał Ge Hong żyjący w okresie dynastii Jin, okazał się skuteczny. Youyou wykazała się też nie lada odwagą - była pierwszym człowiekiem na którym wypróbowano lek.

Tak właśnie wygląda podejście nauki do alternatywnej i tradycyjnej medycyny. A skrócie:

“You know what they call alternative medicine that's been proved to work? - Medicine.”
- Tim Minchin


sobota, 17 czerwca 2017

Rakka - pokazówka od Neila Blomkampa

Po upadku sequela Obcego (czy może raczej jakiejś jego odnogi zastępującej Obcego3), Neil Blomkamp zajął się inicjatywą "Oats Studios", które będzie kręcić szorty, pokazujące koncepcje filmów, w nadziei na ich docelową realizację. Brzmi trochę jak Hollywoodzki Kickstarter.

Na pierwszy ogień poszedł scenariusz Rakka, który raczej niczym nie zaskoczy. Przypominający gady obcy przeprowadzają całkiem skuteczną inwazję na Ziemię. Widownia może zobaczyć, w typowym dla Blomkampa wizualnie stylu, jak Sigourney Weaver wraz z resztkami ludzkości próbuje stawiać opór okrutnym najeźdźcom. Jest więc brudno i brutalnie. Efekty są śliczne a treści jest niewiele i jest poskładana z dobrze znanych i lubianych elementów.

Czy trzymam kciuki za pełnometrażową wersję? Nie wiem. Rozumiem, że w podobny sposób powstał 9, Machete i wiele innych w tym oczywiście Dystrykt 9. Gdyby Rakka poświęcić bardziej samej inwazji i temu co kombinują obcy, niż obdartusom w ruchu oporu, może. W przeciwnym razie oczywiście pobiegłbym do kina, ale przeczuwam zmarnowany potencjał. Jednocześnie filmów SF w takiej estetyce nigdy za wiele.





piątek, 9 czerwca 2017

SpaceX - plotki, plany i ciekawostki

SpaceX ma ostatnio dobrą passę. Oby tak zostało.

Wpierw pudelkowo - firma wygrała w procesie ze swoim pracownikiem. Zarzucał on, że zwolniono go dlatego, że wskazał na zaniedbania w procesie kontroli jakości. Typowo w takich sytuacjach kończy się ugodą. Tu jednak doszło do rozprawy i to w obecności ławy przysięgłych (którzy z reguły chętniej współczują człowiekowi niż korporacji). I to ta ława przysięgłych uznała, że Blasdell wyleciał bo był fujarą dla kolegów i nie spełniającą poleceń przełożonych bułą. Właściwy wyrok może używać innych terminów. W każdym razie zadośćuczynienia nie będzie.

Zaobserwowano coś niepokojącego na nagraniu z odłączenia drugiego stopnia CRS-11 i Dragona. Szybko poszła fama, że to kleszczyki i że dwie osoby wyleciały za to z roboty (zaniedbanie, sfałszowanie raportu i w wyniku tej głupoty narażenie misji na katastrofę). Prawdopodobnie jest to jednak część smrodu, który niektórzy lubią roztaczać wokół Tesli i SpaceX. Obecna wersja brzmi, że to kawałek lodu.

SpaceX wygrało też kontrakt na wystrzelenie X-37B. Jest to ciekawe bo ten miniaturowy, bezzałogowy wahadłowiec to zabawka wojskowa. Jest to też wytwór Boeinga, więc mamy tu smaczek, bo Boeing i Lockheed Martin nienawidzą SpaceX, firmy która pokazuje, że da się lepiej i taniej.

No i na koniec kluczowa informacja prosto z Elonowego twittera - Falcon Heavy powinien polecieć już za cztery miesiące. Jak wiadomo dotrzymywanie terminów nie jest jego specjalnością, ale nie wydaje się, żeby miał to być przesadnie optymistyczny scenariusz. Zarówno główny rdzeń jak i boczne boostery zostały już przedmuchane w testach statycznych, więc nic tylko montować i wysyłać. Pierwszy start ma się odbyć z odzyskanymi boosterami Falconów 9 po bokach. Ma to być lot demo, więc nie będzie komercyjnego ładunku, tylko coś “bardzo głupiutkiego”.

Nie mogę się doczekać, jestem ciekaw czy zobaczymy nagranie panoramy z trzema lądującymi samodzielnie boosterami.


Źródła (głównie niezastąpiony Florydziak):
SpaceX wygrało w sądzie
Niezła draka
SpaceX wins launch of US Air Force X-37B space plane
The Rocket That Will Eventually Take Humans to the Moon Will Launch in 4 Months


czwartek, 1 czerwca 2017

Reakcje na zachowanie Trumpa

Uwaga, będzie spoiler. Napisałem niedawno kolejny felieton do Nowej Fantastyki. Znów o klimacie. Choć pojawi się dopiero w lipcowym numerze napisałem go w maju i cóż… przewidziałem przyszłość, ale nie było to trudne. Donald Trump znany z tego, że bawi się w prezydenta i zasypia podczas pisania tweetów, zapowiedział że wycofa USA z paryskiego porozumienia klimatycznego.

To katastofa dla klimatu, to zapowiedź, że zanieczyszczenie powietrza będzie zabijać coraz więcej ludzi (obecnie ponad 4 miliony rocznie), to dalszy krok w kierunku izolacji USA. Pojawiło się już jednak kilka ciekawych reakcji na ten ruch.

Kalifornia będzie współpracować z Chinami 
"Donald Trump nie może rozkazywać nauce, nie może rozkazywać pogodzie, nie może rozkazywać klimatowi". Jerry Brown, gubernator Kaliforni twierdzi, że paradoksalnie Trump jako twarz denializmu jedynie zmotywuje aktywistów na całym świecie. Zapowiedział, że Kalifornia będzie współpracować Chinami i innymi krajami by równoważyć skutki destrukcyjnej drogi na którą Trump skierował USA.
BBC

Przełomowe głosowanie udziałowców Exxona
Niby nie jest to bezpośrednia reakcja na zachowanie Trumpa, ale nie jest to poza kontekstem obecnych wydarzeń i paryskich ustaleń. Udziałowcy Exxona zobowiązali firmę do przygotowywania raportów o wpływie zmian klimatycznych na biznes i tym jakie ryzyka wiążą się z wysiłkami cywilizowanych krajów do utrzymania ocieplenia poniżej dwóch stopni Celsjusza.
Inside Climate News

Elon Musk opuszcza grono doradców Trumpa
Elon napisał na Twitterze że zrobił wszystko co mógł by USA nie wycofało się z porozumienia. Spytany co zrobi jeśli Trump wyprowadzi USA z porozumienia stwierdził, że będzie musiał opuścić organy doradcze obecnej administracji. Tak jak niektórych zdziwło, że Musk w ogóle dał szansę Trumpowi, tak nie powinno zdziwić, że człowiek kierujący firmami rozwijającymi przyjazne klimatowi technologie, nie będzie współpracował z rządem negującym fakty naukowe.
Futurism