środa, 2 stycznia 2019

Co kryje Ultima Thule

Nie raz mówiłem, że astronomowie są mistrzami w wyciskaniu 200%, 500% czy 1000% ze swoich misji i eksperymentów. New Horizons nie będzie wyjątkiem. Dzięki tej misji zobaczyliśmy z bliska Plutona i Charona, a teraz sonda wykonała zdjęcia obiektu (486958) 2014 MU69, znanego również nieoficjalnie jako Ultima Thule.

Obiekt ten wykryto w 2014 roku, osiem lat po wystrzeleniu New Horizons. Od początku wiadomo było że po spotkaniu z Plutonem astronomowie będą chcieli zbadać coś jeszcze. Choć wybór Ultimy był podyktowany głównie minimalną ilością paliwa konieczną by skorygować kurs poruszającej się 16 kilometrów na sekundę sondy, to ma on szereg ciekawych cech, które sprawiają, że jest bardzo wartościowym naukowo celem.

Pierwsze poszukiwania potencjalnych celów były bezowocne. Ultima Thule jest tak malutka i tak odległa (ok 35 km długości i ponad sześć miliardów kilometrów od Ziemi), że znalezienie jej wymagało od ekipy New Horizons opracowania całkowicie nowego oprogramowania. Dopiero wtedy, obserwacje z teleskopu Hubble’a przesiane tym oprogramowaniem namierzyło szereg obiektów. W tym Ultimę. 2014 MU69 jest tak daleko, że do schyłku 2018 nie było pewności, czy dobrze wyznaczono jej pozycję i czy New Horizons nie wykona zdjęć pustej przestrzeni.


Przed samym spotkaniem astronomowie próbowali się dowiedzieć jak najwięcej o nowym celu misji New Horizons. Na przykład jak wygląda jej rotacja. Bada się to mierząc zmiany w jasności obiektów, - regularne zmiany pozwalają wyznaczyć czas obrotu, może pamiętacie notkę o Haumei - wielkim jaju. Obserwacje sugerowały, że Ultima Thule się nie obraca*. Choć dla nas jest tylko punkcikiem, naukowcy użyli szeregu teleskopów by zaobserwować jak przysłoni jedną z gwiazd tła. Porównując jak długo trwało “zaćmienie” w różnych punktach Ziemi, stwierdzili, że może mieć kształt dwóch połączonych sfer. Chyba nieźle trafili, choć nie mogłem sobie odpuścić okazji by zaprezentować, że przy tak ograniczonych danych Ultima Thule mogła mieć równie dobrze kształt podłużnego ziemniaczka albo nawet kotka.

Wróćmy jednak do wartości naukowej. Obiekt ten jest nie tylko daleko, ale okazuje się też, że jego orbita jest bardzo kołowa (ma niską ekscentryczność), a wiele obiektów pasu Kuipera znajduje się na dość eliptycznych orbitach, więc czasem są bliżej Słońca czasem dalej. To daje im okazje do ulegania zmianom i ewolucji. Pluton jest tak duży, że grawitacja zrobiła z niego sferę, co prowadzi do ogrzania jądra a oddawanie tego ciepła zaowocowało procesami geologicznymi. Komety takie jak odwiedzona przez Rosettę 67P Czuriumow-Gierasimienko, regularnie ogrzewane przez Słońce, tracą materiał, zmieniają się itd. Tymczasem Ultima Thule powinna być bardzo “dziewiczym” obiektem w skali naszego układu słonecznego.

Tak więc spodziewamy się ciekawego, zimnego, przeoranego małą ilością kraterów światka, który nauczy nas dużo o młodości naszego układu planetarnego. Póki co dostaliśmy rozmyte fotki, dzięki którym wiemy, że sonda działa i dobrze wycelowała aparaturę. Stąd widać, że raczej nie ma kształtu kotka. Teraz trwa żmudny proces przesyłania danych w wysokiej jakości. Jeśli tak jak ja czekacie na wyraźniejsze foty, to potencjalnie dziś po 20tej na konferencji NASA pokażą coś więcej.


Podoba Ci się to co robię? Wpłyń na rozwój strony i zostań patronem Węglowego.


Źródła:
* - “a jednak się obraca!
Exploring Ultima Thule - Scott Manley
https://en.wikipedia.org/wiki/(486958)_2014_MU69
https://solarsystem.nasa.gov/news/801/new-horizons-flyby-where-to-watch/

Zdjęcia: National Aeronautics and Space Administration (NASA), Johns Hopkins University Applied Physics Laboratory (JHUAPL), and Southwest Research Institute (SwRI)


niedziela, 30 grudnia 2018

Nauka o klimacie - recenzja

Jeśli mieszkasz na Ziemi, to jest to książka dla Ciebie. Zmiany klimatyczne tyczą się wszystkich. Kiedyś miały dotknąć głównie naszych wnucząt, później dzieci, ale dotykają już dziś ludzi w różnych częściach świata. Naukowcy o problemie mówili od lat, kiedy rozwiązania mogły być całkiem bezbolesne a wręcz bardzo korzystne. Wiecie, że dziura ozonowa się zmniejsza? Dało się. Zareagowaliśmy szybko i zgodnie.

Niestety teraz nie ma już “bezboleśnie”. Dekady zaniedbań, a wręcz dolewania oliwy do ognia sprawiły, że łatwo już nie będzie. Podobnie z wiedzą na ten temat. Może pod koniec lat 80tych wystarczyło wiedzieć, że freon używany w lodówkach, dostaje się do atmosfery i niszczy ozon. Oraz, że to źle i trzeba dać sobie spokój z freonem. Teraz jednak żyjemy w wieku informacji, który okazał się też wiekiem dezinformacji. Niemal dowolny dialog o zmianach klimatycznych zawiera niezwykle skrajne, zaprzeczające sobie stwierdzenia. Jak sobie z tym radzić?

Na szczęście stanowisko naukowców jest zgodne. Prawa fizyki nie ulegają zmianie. Fakty są obiektywne. Miło mi powiedzieć, że Nauka o klimacie pokazuje to w pełnej krasie. To nie jest prosta i krótka książka. To książka, którą powinien przeczytać każdy. Jest pękata i wypasiona. Systematycznie, skrupulatnie i przystępnie (!) rozkłada temat na części pierwsze. Wyjaśnia mechanizmy “maszyny klimatycznej” od najbardziej fizycznych podstaw, tłumaczy jak działały zmiany klimatu w przeszłości, co je napędzało i jak klimat zmienia się dziś i co napędza te współczesne zmiany.

Nauki o klimacie nie musicie czytać od deski do deski. Natomiast możecie w każdym punkcie powiedzieć “sprawdzam”, zerknąć w źródła. Jeśli cokolwiek w kwestii zmian klimatycznych jest niejasne albo chcecie rozwiać czyjeś wątpliwości, ta książka przyjdzie Wam z pomocą. Na potwierdzenie prezentuję kilka przykładów które mnie ujęły.

Niektórzy próbują zrobić wrażenie w dyskusji dzięki sztucznej pokorze. Ludzkość ma być niby niezauważalna w skali planety i to na “zdrowy rozsądek” niemożliwe, żebyśmy mogli mieć wpływ na klimat. Teraz wyobraźcie sobie, że każdego dnia puszczamy z dymem taką baryłkę ropy. Trzysta sześćdziesiąt pięć takich w roku. Choć jeśli mamy być dokładni to każdego dnia baryłka jest jeszcze większa niż dzień wcześniej.

Choć powtarzamy jak mantrę, że klimat i pogoda to różne rzeczy, to niektórym to nie pomaga. Wśród naszych polityków nie brak takich, którzy śnieg zimową porą uznają za “argument” w klimatycznej debacie. Żaden klimatolog nie twierdzi, że zim nie będzie. Chociaż pogoda ulega zmianom, śnieg nie stanie się dla nas czymś egzotycznym. Będzie go mniej, częściej zagrożą nam fale upałów takie jak ta, która w 2003 roku doprowadziła do śmierci 50 tysięcy osób w Europie. Zmiany klimatyczne to nie tylko ocieplenie, to również destabilizacja klimatu. Fantastycznie oddaje to grafika obok. W miarę wąski “dzwon Gaussa” sprzed raptem półwiecza nie tylko przesuwa się w kierunku ekstremalnego ciepła ale robi się coraz szerszy. Temperatury są mniej stabilne, mrozy wciąż się zdarzają, ale coraz więcej jest dni ciepłych lub bardzo ciepłych. Dlaczego to nie jest dobrze ani dla świata ani dla Polski - również dowiecie się z książki.

W pewnym sensie pocieszyła mnie grafika ukazująca emisje per-capita. Można z niej wyczytać, że w krajach rozwiniętych emisje przypadające na mieszkańca nie galopują w górę, tak jak można by sobie to wyobrażać. Oczywiście nie jest to w pełni uczciwe, bo np. uczyniliśmy z Chin światową fabrykę, więc za wielką część “ich” emisji odpowiadamy my, kupując ich produkty (dla czytelności pominąłem tu też wykres, pokazujący skumulowane emisje, gdzie zobaczyć można, że nawet tak liczone, całe dotychczasowe emisje Chin to to niecałe 17% tego co wyemitowały USA). Mimo to widzę tu promyczek nadziei, że zastąpienie dotychczasowych technologii bezemisyjnymi, może być skutecznym (choć niewystarczającym) elementem walki ze zmianami klimatu.

Z trudem ograniczyłem się do tych trzech przykładów i nie prezentuję jak pięknie Nauka o klimacie pokazuje, jak dewastująco wypadają współczesne zmiany klimatyczne w porównaniu z historycznymi (nokautując argumenty typu “no przecież klimat zmieniał się zawsze”), ani że modele klimatyczne albo pokrywają się z naszymi obserwacjami, albo wręcz są zbyt łagodne (wytrącając argumenty osobom poddającym w wątpliwość ich wiarygodność lub mówiących o sianiu paniki). Jednym z moich ulubionych fragmentów jest też długa lista warunków koniecznych, by zajmujący się klimatem naukowcy byli w błędzie.

W 2017 Marcin Rotkiewicz napisał W królestwie Monszatana, książkę kompletnie inną od tej, ale też wyczerpującą pewien temat. Uważam, że Nauka o klimacie powinna znaleźć się na Waszej półce tuż obok. Szczególnie jeśli macie, lub planujecie mieć dzieci oraz nie jest Wam bliska maksyma “po nas choćby potop”. Ja sam wracałem do książki i wertowałem ją kilkukrotnie, nie tylko na potrzeby tej recenzji.



Dziękuję autorom za egzemplarz książki, który już okazał się przydatny, tak jak za niejednokrotne konsultacje merytoryczne i cierpliwe odpowiedzi na pytania na przestrzeni kilku ostatnich lat.


Grafiki pochodzą z książki Nauka o klimacie, wykorzystane za zgodą autorów.
Bibliografia do grafik:
"Baryłka" - BP Statistical Review of World Energy June 2018, BP global
"Gauss" - Hansen, J. i in., Global Temperature in 2015, CSAS El Columbia, 2016
"Emisje per capita" BP Statistical Review of World Energy June 2018, BP global; World Population Prospects: The 2017 Revision, POP1-1: Total population (both sexes combined) b region, subregion and country, annually for 1950-2100 (thousands), UN DESA






czwartek, 13 grudnia 2018

Węglowy patronem konkursu "Technofobie"


Miło mi Was zachęcić do udziału w konkursie Fantazmatów zatytułowanym "Technofobie". Chętnie objąłem patronat, gdyż organizatorzy stawiają na mocne "S" w SF. Ponadto, jako że na Węglowym czasem walczę z technofobiami, jestem ciekaw w którym kierunku pójdą uczestnicy.

Poniżej oficjalna nota organizatorów.

Ekipa Fantazmatów pragnie zaprosić do wzięcia udziału w czwartych literackich zmaganiach projektu. Tym razem tematem przewodnim powstającej antologii będzie połączenie gatunków horroru, grozy i SF (z naciskiem na bardziej naukową część).

Teksty będą przyjmowane od lutego do końca kwietnia i oceniane między innymi przez Wojciecha Gunię, autora uznanych w środowisku grozy i horroru opowiadań i powieści.

Wszystkie niezbędne informacje znajdują się na stronie https://fantazmaty.pl/konkursy/technofobie/


Prace konkursowe będą przyjmowane od 1 lutego do 30 kwietnia 2019. Powodzenia!

sobota, 8 grudnia 2018

Lubię obiektywne pokazywanie faktów

Dawno nie odsiewałem lajków, więc nie mogłem przepuścić takiej okazji, kiedy zobaczyłem ten filmik. Podoba mi się, bo używa technologii, żeby pokazać coś całkiem obiektywnego, nawet jeśli można się przyczepić do detali (co niewątpliwie będzie miało miejsce). Coś co jest oczywiste dla jednych, czemu zaprzeczają inni “bo nie spotkali się z tym zjawiskiem” a wiadomo - jeśli czegoś nie widzimy, to tego nie ma. Chyba, że potwierdza nasze przekonania.

W ramach kampanii Ogilvy stworzono sukienkę naszpikowaną sensorami dotyku. Trzy panie, w sumie nosiły ją przez niecałe cztery godziny; dodatkowo śledziły je kamery. Wynik? Średnio dotykano je dziesięciokrotnie co kwadrans. Czy teraz wątpiący uwierzą?



Oczywiście spodziewam się następujących tekstów:
  • "No przecież tam nic nie słychać, a bez dotyku nie ma jak zwrócić uwagi."
  • "No przecież to Brazylia, a tam są zwierzęta, nie ludzie. Wśród dumnych, białych, prawych lechickich wojowników takie rzeczy się nie dzieją, bo “my” traktujemy “nasze” kobiety z szacunkiem."
  • "No przecież ta sukienka odnotowywała też przypadkowe dotknięcie w tłocznym miejscu..."
  • No i oczywiście wiadomo: "Sukienka była zbyt wyzywająca i same się prosiły."
  • Jeszcze przed publikacją usłyszałem od znajomej, że dość popularny jest wręcz mocniejszy “argument”, mianowicie: "Poszły do klubu bo chciały być obmacywane. Co tam sukienka..."


A to wszystko dlatego, że tak jak w przypadku szczepień, GMO czy globalnego ocieplenia, nawet jak kogoś zdzielimy faktami prosto w gały ,mechanizm wyparcia i tak zadziała.

To była krótka notka mocno stąpająca po Ziemi. W następnej polecimy w kosmos, daleko od ludzi.


Źródło:
https://www.ogilvy.com/work/the-dress-for-respect/



wtorek, 13 listopada 2018

SS#18 - Nie mam ryjka, a muszę kwiczeć

Dawno nie było notki w tym cyklu, ale jak tylko zobaczyłem nagłówki, wiedziałem, że będę chciał o tym napisać. Na uniwersytecie Yale przywrócono do życia ponad sto mózgów świń. Pośmiertnie. Po oddzieleniu od reszty ciała. To potencjalnie równie przerażające jak eksperymenty Siergieja Briuchonienki z psimi głowami. Ale tamto było 1939. W Rosji.

Nasze mózgi ewoluowały wraz z naszymi ciałami. Mają bardzo konkretną rolę - kierują ciałem, jego członkami, organami, procesują dane wejściowe itd. Błony komórek nerwowych wyposażone są w pompy sodowo-potasowe, które nieustannie pompują jony, tak by wytworzyć różnicę potencjałów potrzebną by neurony “odpalały”. Między innymi (głównie? Czy na sali jest neurofizjolog?) dlatego mózg pochłania nawet jedną czwartą kalorii z naszej codziennej diety. Co się dzieje, kiedy zabierzemy mu zajęcie?

Istnieją teorie, że neurony pozbawione stymulacji, “odpalają” samoczynnie lub że aktywują je synapsy sąsiadów. To miałoby tłumaczyć niektóre bóle fantomowe, a także omamy wzrokowe i słuchowe, które zdarzają się ludziom w podeszłym wieku, którzy utracili wzrok lub słuch. Z pewnością słyszeliście również o komorach deprywacyjnych - zbiornikach odciętych od dźwięku i światła, gdzie użytkownik unosi się w cieczy o temperaturze ludzkiej skóry i odpowiedniej wyporności. Przebywanie w takowej ponoć niejednokrotnie wywołuje halucynacje. A to przecież tylko namiastka prawdziwego oderwania mózgu od… cóż wszystkiego.

Mózgi świń zostały podłączone do urządzenia, które pompowało nasycony tlenem płyn, co umożliwiło neuronom normalne funkcjonowanie, czyli życie nawet do 36 godzin. Myślę, że jest bardzo sporo rzeczy gorszych od śmierci. Bycie mózgiem pozbawionym ciała jest prawdopodobnie bardzo wysoko na tej liście. Stan absolutnej nicości, bez jakiegokolwiek punktu odniesienia, świadomości upływającego czasu, prawdopodobnie w zalewie psychodelicznych urojeń dotykowych, słuchowych, węchowych, smakowych i wizualnych.

Naukowcy z Yale uspokajają, że elektroencefalogram tych mózgów był płaski. Ma to oznaczać stan analogiczny do śpiączki… Tyle, że śpiączka niekoniecznie tożsama jest brakiem jakichkolwiek doznań i aktywności mózgu. Mam nadzieję, że te świnie istotnie niczego nie doświadczyły w wyniku tych eksperymentów.

Myślę, że nie ulega wątpliwości, że jeśli nawet jej nie przekroczyliśmy, to jesteśmy na granicy czegoś bardzo przerażającego. Byłoby świetnie, gdyby naukowcy podjęli odpowiedzialną debatę na temat tego jak ją przekraczać, bo postępu i nauki nie powstrzymamy (i dobrze). Może ktoś pomyśli, że to po prostu jak komora deprywacyjna tylko bardziej, ale myślę, że to nawet nie zbliża się do opisu stanu w jakim może znaleźć się taki mózg. Paraliż senny, panika bez początku i końca, nicość, fantomowy ból całego ciała...

Na koniec jedna uwaga - to co wyczytałem o śpiączce i EEG nie jest w pełni jasne i konsekwentne, może ktoś kto zna się lepiej pocieszy mnie, że płaskie EEG rzeczywiście ponad wszelką wątpliwość oznacza, że świnki nic nie czuły.


Podoba Ci się to co robię? Wpłyń na rozwój strony i zostań patronem Węglowego.


Źródła:
https://pittsburgh.cbslocal.com/2018/05/17/pig-brain-reanimated-ethics/
https://www.technologyreview.com/s/611007/researchers-are-keeping-pig-brains-alive-outside-the-body/
https://bigthink.com/stephen-johnson/scientists-successfully-reanimate-the-brains-of-decapitated-pigs
https://www.theguardian.com/science/2018/apr/27/scientists-keep-pigs-brains-alive-without-a-body-for-up-to-36-hours
http://theconversation.com/scientists-reanimate-disembodied-pigs-brains-but-for-a-human-mind-it-could-be-a-living-hell-95903
https://pdb101.rcsb.org/motm/118
https://en.wikipedia.org/wiki/Sensory_deprivation#Psychedelic_effects

Fotka 1: Wikimedia commons (Gaetan Lee)
Fotka 2: Max Pixel

poniedziałek, 29 października 2018

Mecz o honor

Już dwa tygodnie mijają od kiedy IPCC wypuścił nowy, specjalny raport poświęcony ociepleniu klimatu o 1,5°C. Ostatnio uświadomiłem sobie coś ponurego. Dotarło do mnie z czym kojarzą mi się te kolejne raporty. Międzyrządowy Zespół ds. Zmian Klimatu, ciało doradcze, które nie ma żadnej władzy ani wpływu na działania ludzkości, jednocześnie jest instytucją bodaj najlepiej rozumiejącą klimat, czynniki które nań wpływają, jego zmiany i konsekwencje naszych działań. Zdałem sobie sprawę, że jego kolejne raporty brzmią jak komentarze specjalistów na temat poczynań naszej drużyny w prawie każdych mistrzostwach.

Już w 1990 roku pierwszy raport mówił, że antropogeniczne emisje prowadzą do znacznego zwiększenia koncentracji gazów cieplarnianych, a to prowadzi do zwiększenia średniej temperatury na planecie.

Drugi raport pięć lat później, w 1995, podtrzymał stanowisko, że CO2 to najistotniejszy czynnik wpływający na antropogeniczne zmiany klimatu. Stwierdzono, że działalność człowieka ma potencjał zmienić klimat Ziemi w stopniu bezprecedensowym w ludzkiej historii. W kilku miejscach raportu pada stwierdzenie, że zmiany mogą być już nieodwracalne, że wyemitowane już CO2 będzie ogrzewać planetę przez tysiące lat, oraz że zmiany zachodzą szybciej niż w ciągu ostatnich kilku tysięcy lat. IPCC stwierdził również, że aby uniknąć (katastrofalnego) stężenia 450 cząsteczek CO2 na milion w atmosferze, należy gwałtownie zmniejszyć emisje - konkretnie do poziomu z 1990 roku w ciągu czterdziestu lat i później dalej je redukować. Myślę, że to możemy uznać za mecz otwarcia.

Jak sobie poradził Team Humanity? W ciągu dwustu lat - od początku rewolucji przemysłowej do roku 1995 - poziom CO2 w atmosferze z 280 części na milion osiągnął poziom 363 ppm. Oznacza to wzrost o 83 jednostki. Obecnie mamy rok 2018 i koncentracja dwutlenku węgla osiągnęła 409 ppm. To 46 jednostek w ciągu 23 lat, czyli pięciokrotnie większe tempo przyrostu. Gdybyśmy utrzymali to tempo, 450 ppm osiągniemy w ciągu już w 2038 roku. Jako, że wciąż zwiększamy emisje, mamy szansę dokonać tego wcześniej (np ostatnie dwa lata to wzrost o prawie 5 jednostek).

Mieliśmy cztery dekady, żeby wyjąć głowę z dupy i cofnąć się do emisji sprzed raptem pięciu lat. Czas ten skurczył się do siedemnastu lat. Wyobraźmy sobie ile elektrowni jądrowych można było wybudować w tym czasie. Można było dzięki nim uruchomić produkcję paliwa lotniczego z wody morskiej i atmosferycznego CO2, dzięki czemu transport lotniczy, tak koszmarny dla klimatu (choć to relatywnie niewielki przemysł, odpowiada za 4-9% zmian klimatycznych), byłby neutralny emisyjnie. Można było zrobić tak dużo... Tymczasem, dwadzieścia dwa lata później zamiast choćby zbliżyć się do poziomu emisji z 1990 (czyli 22.4 gigaton rocznie) rozkręcamy się coraz bardziej i w 2017 roku wyemitowaliśmy 32,5 gigatony. 45% wzrost. Mecz otwarcia przerżnięty.

Trzeci raport opublikowany w 2001 zapowiada, że do 2100 roku temperatura planety wzrośnie od 1.4 do 5.8 stopni Celsjusza. Zespół IPCC zapowiedział tempo zmian większe niż kiedykolwiek w ciągu ostatnich dziesięciu tysięcy lat. IPCC ostrzegał również jasno, że takie zmiany grożą nieodwracalna utratą nie tylko gatunków ale całych ekosystemów.

W 2007 IPCC jasno mówi o ekstremalnych zjawiskach pogodowych i coraz poważniejszych, złych konsekwencjach dla ludzkości i planety. Szeroko opisuje co należałoby zrobić przed 2030 - przerzucić się na atom i OZE, wprowadzać i rozwijać technologie przechwytywania atmosferycznego CO2 oraz inwestować w wydajność w domach, w transporcie i przede wszystkim w przemyśle. Ponadto przekształcić uprawy i hodowle, odwrócić procesy deforestacji, no i lepiej zajmować się śmieciami i odpadami. IPCC ostrzegał, że nawet jedna trzecia gatunków może wyginąć w wyniku ocieplenia o dwa stopnie, a ocieplenie o trzy i pół stopnia (bardzo realne) narazi nawet do 70% gatunków. No a poza tym wiadomo - susze, powodzie, ekstremalne zjawiska pogodowe… Nie wiem jak dla Was, ale dla mnie brzmi to jak mecz o wszystko.

Piąty raport z 2014 roku jeszcze mocniej potwierdza bezzporność globalnego ocieplenia (w końcu już na lata przed 2014 klimatolodzy załamywali ręce, że wciąż dyskutuje się o faktyczności ocieplenia, a nie o tym co robić w związku z nim). W tym raporcie również stwierdzono, że takiej koncentracji CO2 nie było w atmosferze od niemal miliona lat. Skutki zmian klimatycznych IPCC opisał trzema kluczowymi przymiotnikami - ciężkie, rozpowszechnione (pervasive) oraz nieodwracalne.

Oszacowali, że zmiany w temperaturach do końca stulecia wyniosą od 3.7°C do 4,8°C w stosunku do przedindustrialnych. Jasno powiedzieli, że obecne trendy emisji zupełnie rozmijają się z celami utrzymania ocieplenia między 1,5°C a 2°C. Raport ten powstał przed Porozumieniem Paryskim więc ustosunkował się do ustaleń z Cancún w 2010, które (gdyby się do nich zastosowano) dawały duże szanse na ograniczenie ocieplenia do 2°C

Porównanie niektórych skutków ocieplenia o 1,5°C i o 2°Cw. Rosamund Pearce dla Carbon Brief.


Mamy rok 2018. IPCC publikuje “Specjalny Raport o Globalnym Ociepleniu o 1,5°C”. I wiecie co mówi? Że prawa chemii i fizyki nie wykluczają ograniczenia ocieplenia na tym poziomie. Brzmi jak mecz o honor? Jak dla mnie tak. Najnowszy raport, a raczej jego “30-stronicowe podsumowanie dla decydentów“ to koszmarna lektura. A mówi to ktoś, komu nie jest obca literatura naukowa. Koncentruje się on głównie na koszmarnie skonstruowanych zdaniach, które pokrętnie uwypuklają o ile mniej złe jest ocieplenie klimatu o 1,5°C w porównaniu do 2°C. Różnice te są zaskakująco duże, gdyż niestety konsekwencje ocieplenia są wykładnicze. Np. w pierwszym wariancie narażone na zagładę jest 6% gatunków owadów, 8% gatunków roślin i 4% gatunków kręgowców, oraz 95% raf koralowych. Pół stopnia więcej oznacza 18% owadów, 16% roślin, 8% kręgowców. No i wszystkie rafy koralowe. Ale pamiętajmy, że IPCC należy traktować jako najbardziej zachowawcze, graniczące z optymizmem źródło. Jeszcze nie osiągnęliśmy 1,5°C ocieplenia, a wielu ekspertów jasno mówi, że w kwestii raf koralowych nie da się już nic zrobić.

O konsekwencjach ocieplenia (a przynajmniej w polskiej sieci) najlepiej pisze niezawodna Nauka o klimacie: Porównanie następstw zmiany klimatu. Proponuję czytać to ze świadomością, że 2°C sobie już zagwarantowaliśmy.

Ekstremalne zjawiska pogodowe, powodzie, susze, większy zasięg malarii i innych chorób, masowe zgony w wyniku fal upałów, postępujące spadki w produkcji żywności, mniejsze wartości odżywcze upraw (wbrew naiwnym argumentom niektórych trolli, że więcej CO2 wpłynie pozytywnie na uprawy), niedobory wody pitnej... Pamiętajmy, że to zachowawcze ostrzeżenia - uwzględniają “punkty krytyczne” jak utrata północnej czapy lodowej, czy Amazonii, ale mogą nie uwzględniać wielu innych czynników, których nie da się dziś przewidzieć. Do tego IPCC bardzo mało uwagi poświęca zakwaszeniu oceanów, które może podciąć podstawę łańcucha pokarmowego.

Za Nauką o Klimacie: Zmiany średniej temperatury powierzchni Ziemi od ostatniego maksimum epoki lodowcowej przez Holocen (pomiary na podst. proksy – linia niebieska) do czasów obecnych (pomiary instrumentalne HadCRUT – linia czarna) oraz różnymi scenariuszami przyszłej zmiany klimatu. Prostokąty obrazują progi przekraczania punktów krytycznych ziemskiego systemu klimatycznego – kolor żółty oznacza „możliwe”, kolor czerwony „pewne” (Schellnhuber, Rahmstorf i Winkelmann, 2016).


Skoro nie mogliśmy wycofać się z paliw kopalnych kiedy było to prostsze, mniej pilne i mogło być bezbolesne, a wręcz opłacalne, to jakie są szanse, że zrobimy to teraz? Zmiany w transporcie, energetyce, sadzenie drzew zamiast ich wycinania, przełomowe technologie przechwytywania węgla atmosferycznego, ścięcie emisji o połowę w ciągu dekady, rezygnacja z jakichś 75% konsumpcji mięsa, fundamentalne przemiany w zarządzaniu odpadami... i to wszystko na raz, bo każda z tych rzeczy bez pozostałych to zbyt mało.

Dlatego trudno mi nie uważać, że mecz o wszystko już przegraliśmy. Mam nadzieję, że się mylę. Prawda jest taka, że już teraz dzialamy w ramach "damage control". Sukces w powyższych kwestiach oznaczałby prawdopodobnie, że "jedynie" setki milionów dotkną najgorsze susze i śmiertelne fale upałów. I tak nie unikniemy fal pożarów lasów które tylko pogorszą klimat, dramatycznego spadku populacji ryb w ocenach i kilku innych atrakcji. Może zjednoczymy się w staraniach o uniknięcie kompletnej katastrofy, może uda nam się osiągnąć przełom w energetyce, może… Niestety mam też świadomość, że im gorzej będzie się działo na Ziemi, tym mocniej ludzi będzie ciągnęło do podejścia “every man for himself”, a im gorsza nasza sytuacja, tym bardziej niezbędne będzie wspólne działanie. Dylemat więźnia na globalną skalę. A co Wy sądzicie? Już za późno?



Podoba Ci się to co robię? Wpłyń na rozwój strony i zostań patronem Węglowego.


Linki
Emisje:
http://www.carbonify.com/carbon-dioxide-levels.htm
https://sustainabilityadvantage.com/2014/01/07/co2-why-450-ppm-is-dangerous-and-350-ppm-is-safe/
https://www.skepticalscience.com/why-450-ppm-is-not-safe.html
Raport 2
https://davidsuzuki.org/what-you-can-do/air-travel-climate-change/
http://www.ipcc.ch/ipccreports/sar/wg_I/ipcc_sar_wg_I_full_report.pdf
http://www.ipcc.ch/pdf/climate-changes-1995/ipcc-2nd-assessment/2nd-assessment-en.pdf
Raport 3
https://web.archive.org/web/20121002071531/http://www.grida.no/climate/ipcc_tar/vol4/english/015.htm
https://www.ipcc.ch/publications_and_data/ar4/wg2/en/ch6.html
https://www.ipcc.ch/pdf/climate-changes-2001/synthesis-syr/english/summary-policymakers.pdf
Raport 4
https://www.ipcc.ch/pdf/assessment-report/ar4/wg1/ar4-wg1-spm.pdf
Raport 5
https://www.ipcc.ch/pdf/assessment-report/ar5/wg1/WG1AR5_SPM_FINAL.pdf
Inne:
https://weglowy.blogspot.com/2015/12/nino-nina-bill-i-mark.html (trzy lata temu!)
http://naukaoklimacie.pl/aktualnosci/porownanie-nastepstw-zmiany-klimatu-306



wtorek, 2 października 2018

Fizyka w rysunkach - recenzja i wyniki konkursu

“Fizyka w rysunkach” wypełnia ciekawą niszę w literaturze popularnonaukowej. Książka nie jest poświęcona jednej dziedzinie czy odkryciu, ani też jednej osobie. Zamiast tego mówi o samej historii nauki, mówi w jakiej kolejności i w jaki sposób odkrywano lub udowadniano pewne rzeczy.

Myślę, że to istotne by pokazać jak dawno temu byliśmy w stanie zrozumieć a nawet policzyć pewne rzeczy - rozmiary Ziemi, odległość od Księżyca i Słońca itd. Don Lemons traktuje pojedyncze ilustracje jako punkt wyjścia, by ciekawie napisać o odkryciach i ich okolicznościach i naukowcach, którzy za nimi stali. Dzięki temu dowiemy się na przykład, że ponad dwa tysiące lat temu Eratostenes nie zastanawiał się jaki kształt ma nasza planeta, ale jak oszacować jej rozmiar. To znany eksperyment, ale dopiero dzięki Lemonsowi dowiedziałem się, że słynny Grek jak prawdziwy naukowiec wyznaczył niedokładność swojego pomiaru.

Jak zawsze ogromne wrażenie robi poznawanie kulisów nowoczesnej fizyki. Zachwycająca jest pomysłowość konieczna by opracować eksperyment pozwalający na udowodnienie istnienia czegoś, czego jeszcze przez dekady nie będzie można zaobserwować bezpośrednio. Pokazuje triumf nauki nad umysłem, tym co “zdroworozsądkowe”. Choć to mały ułamek ludzkości, to w każdym pokoleniu rodzą się ludzie, którzy są w stanie zrozumieć, że coś może mieć jednocześnie naturę falową i cząsteczkową, albo że coś niewidocznego i pozornie niepodzielnego może jednak mieć wewnętrzną strukturę.

Punktem wyjścia kolejnych esejów Dona Lemonsa są rysunki. Sam tłumaczy, że to narzuciło mu pewne ograniczenia, bo postanowił opisać w swojej książce zagadnienia, które można w pewnym sensie uchwycić na pojedynczym rysunku. Sprawia to, że nie ma tu jakiejś wyraźnej myśli przewodniej. Nie musi to być wada. Moim zdaniem “Fizyka w rysunkach” zyskuje na tym i robi się bardziej przystępna, bo można do niej wracać z doskoku. Nie wnikanie w głębokie szczegóły zagadnień dodaje jej lekkości.

Warto też przejść do istotnej kwestii - dla kogo jest to książka. Po pierwsze - raczej nie jest dla dzieci. Wspominam o tym, bo takie skojarzenie może wywołać tytuł. Po drugie - dla całej reszty. Oczywiście nie będzie odkrywcza dla wielkich entuzjastów nauki, ale może odświeżyć pewne tematy, uzupełnić pewne kwestie i wzbogacić je ciekawostkami. “Niedzielni” entuzjaści powinni być bardzo zadowoleni.

Tytuł: Fizyka w rysunkach. 2600 lat odkryć od Talesa do Higgsa
Autor: Don S. Lemons
Wydawnictwo: PwN
Liczba stron: 324


Wyniki konkursu

Po pierwsze dziękuję wszystkim uczestniczkom i uczestnikom za udział. Otrzymałem sporo odpowiedzi wraz z ciekawymi uzasadnieniami. Choć eksperymenty w odpowiedziach się powtarzały, to każdy uczestnik miał inne powody by je podziwiać na swój sposób. Ostatecznie postanowiłem nagrodzić dwóch uczestników. Obaj wybrali wahadło Foucaulta.

Książka “Fizyka w rysunkach” trafi do Artura Chorzewskiego i Marcina G.R. Kłosowskiego! Gratuluję. Zachwycali się tym jak prosty eksperyment z nitką i ciężarkiem może udowodnić coś tak fundamentalnego. Zachwalali, że w zamkniętym pomieszczeniu bez okien można stwierdzić, że planeta się obraca. Trudno się z nimi nie zgodzić. Dlatego książki trafią niedługo w Wasze dłonie!

Jednocześnie chciałbym wyróżnić (na ten moment jedynie wzmianką) Kajetana Walczaka oraz Bohdana Widłę. Kajetan w przeciwieństwie do innych uczestników wskazał eksperyment logiczno-poznawczy zwany “Błędem koniunkcji”. Bohdan natomiast choć kuszony windą Einsteina (nie on jeden) i armatą na wzgórzu (też świetny typ), ostatecznie wskazał na pomiar Eratostenesa, zachwycony starożytnym, który był w stanie wygłówkować, że brak cienia w dniu przesilenia coś znaczy i jak dzięki temu zmierzyć planetę.

Raz jeszcze dziękuję Wam wszystkim!