Pokazywanie postów oznaczonych etykietą mars. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą mars. Pokaż wszystkie posty

sobota, 21 stycznia 2023

Peak Elon?


Peak Oil to taki hipotetyczny punkt w czasie, po którym wydobycie ropy, tego nieodnawialnego surowca, zaczyna bezpowrotnie spadać. Dotychczasowe przewidywania okazywały się chybione, ale ten moment w końcu nadejdzie. Prawdopodobnie nie będzie podyktowany tym, że ropy zabraknie. Raczej będzie to kwestia opłacalności wydobycia. A to również nie będzie podyktowane tylko i wyłącznie tym jak głęboko trzeba wiercić.

Od jakiegoś czasu zastanawiam się czy “Peak Elon” mamy już za sobą. To jest czy już większość pożytku z Elona mamy za sobą czy nie. Zatem dziś będzie kontrowersyjnie, zerkacie w komentarze na własne ryzyko.

][ Wstrętny symetrysta ][

Zacznijmy od tego, że jestem najgorszym sortem bo (póki co) nie oceniam Muska ani jednoznacznie źle ani jednoznacznie pozytywnie. Z tego wysokiego konia mam wrażenie, że widzę tylko hejterów i fanbojów (z przewagą tych pierwszych). Wady Elona są liczne, oraz coraz bardziej widoczne. Od zawsze wiedziałem, że nie chciałbym pracować dla takiego człowieka. Kręciłem głową na dziwactwa i patrzyłem z obrzydzeniem jak wyzywał człowieka uczestniczącego w akcji ratunkowej w jaskini Tham Luang.

Jednocześnie jego upór zasadniczo zmienił wygląd rynku samochodów elektrycznych. Zarówno ich percepcję i stan technologiczny. Gdyby nie Tesla prawdopodobnie musielibyśmy na to poczekać dekady. Wywołał też ogromne trzęsienie ziemi w sektorze kosmicznym, skostniałym i zachowawczym. Od siedmiu lat pierwsze stopnie Falcon 9 lądują bezpiecznie po starcie by być wykorzystywane ponownie. Siedem lat a rakiety konkurencji wciąż trafiają na śmietnik po jednym locie. Nawet Chińczycy, którzy wręcz bezczelnie próbują skopiować rozwiązania Falcona 9, nie odnieśli sukcesu. Tak, Elon to dzieciak z bogatego domu, więc zawsze miał łatwiej. Mimo to, zarówno Tesla i SpaceX zawdzięcza bardzo dużo jego umysłowi, który od zawsze pochłaniał książki, był w stanie rozkładać problemy na czynniki pierwsze. Musk wciąż ma dość wiedzy, żeby dotrzymywać kroku w technicznych rozmowach z pracownikami każdego szczebla tych dwóch firm.

][ Misja i cel ][

Najlepszym wyjaśnieniem czemu kibicowałem (i chyba wciąż kibicuję) Muskowi jest cykl spisany przez Wait but Why. Autor wyłuszcza między innymi “First Principles Thinking”, sprowadzanie zagadnień do podstaw i kierowanie się nimi. Nakreślił tam czym kieruje się Elon i to, że celem Tesli jest produkcja taniego samochodu dla mas, który będzie częścią procesu odejścia do paliw kopalnych. W przypadku SpaceX chodzi o stworzenie backupu dla ludzkości - samowystarczalnej kolonii na Marsie.

Można sobie kpić, mówić, że to bez sensu, że za wcześnie, że Mars jest do dupy a do odejścia do kopalin potrzebny jest masowy transport zbiorowy a nie samochody. Nie zmienia to jednak faktu, że gość miał bardzo wyraźny cel i nie spuszczał go z oczu. Potwierdza to też masa innych źródeł. Również tych nieprzychylnych. Wiemy, że Musk pracowników traktuje często jak gówno. Jednocześnie, nawet pracownicy niechętni, którzy opuścili firmy jasno mówili np. Że pracując w SpaceX naprawdę na każdym etapie w firmie zadawano pytanie “czy to nas zbliża do Marsa”. Warunki w Tesli mogły być często nieludzkie, ale zawsze nadrzędnym celem było, by ich samochody były bezpieczne i do dziś osiągają one rewelacyjne wyniki w tym aspekcie.

Uważam zatem, że mimo dziwactw, dupkowatości, ekscentrycznych odklejeń Musk przynosił dużo pożytku. Podobne zdanie mam o Starlinku. Fajnie nam się marudzi na “złom na orbicie” czy zakłócanie naziemnych obserwacji astronomicznych, kiedy siedzimy sobie w krajach pierwszego świata. Otwarcie internetu dla paru miliardów ludzi to coś na czym możemy skorzystać wszyscy. Nawet jeśli wśród użytkowników będzie też wojsko czy giełdy papierów wartościowych.

][ … a potem kupił sobie Twittera ][

Zakładając, że misją Starlinka było jedynie pozyskanie funduszy na projekt Starshipa i budowę podwalin miasta na Marsie, to wciąż pokrywa się z długofalową misją. Ale powodzenia kombinowaniu jak idiotyczny zakup Twittera ma pomóc w elektryfikacji transportu czy kolonizacji Marsa.

Cała ta szopka jest pokazem zupełnego oderwania od rzeczywistości i błazenady, na którą pozwolić sobie mogą tylko małe dzieci oraz wielkie kraje. I multimiliarderzy. O charakterze Muska dodatkowo świadczy, że wierchuszka Twittera (który nota bene jest moim zdaniem jednym z najgorszych i najbardziej toksycznych zakamarków internetu) nie tylko została zwolniona ale i wyprowadzona przez straż dla dodatkowego show.

Starlink obecnie pochłania ogrom finansów, jest produktem niby-działającym, bo na orbicie znajduje się ponad dwa tysiące satelit a docelowo ma ich być dwanaście tysięcy. Na ten moment projekt przynosi straty. Dlatego fajnie byłoby mieć 44 miliardy poduszki bezpieczeństwa na wypadek kłopotów finansowych. Szczególnie biorąc pod uwagę, że Musk nie raz już ocierał się o bankructwo zarówno Tesli jak i SpaceX. Widocznie nie było aż tak traumatyczne. Albo po prostu wie, że wojsko jest już i tak zbyt zachwycone Starlinkiem, żeby pozwolić mu na porażkę.

Tak czy inaczej ostatnio zupełnie nie mam przekonania czy Mars jest cały czas w polu widzenia Elona. Wolę też nie zgadywać z czego to wynika. Czy głupieje na starość, czy dociera do niego, że może nie dożyć pierwszego człowieka na Marsie (a co dopiero kolonii). Średnio też widzi mi się jakaś krucjata o wolność słowa. Widzę natomiast, że Trump już mizdrzy się do Muska w nadziei na powrót na platformę do szerzenia dezinformacji.

][ Szczyt to nie urwisko ][

Osiągnięciami tego człowieka można by obdzielić kilka osób. Nawet jeśli Peak Musk mamy za sobą, to wciąż nie wykluczone, że jego największy dar dla ludzkości jest przed nami. Starship ma realne szanse, żeby otworzyć przed nami układ słoneczny. Masa ludzi wciąż nie zdaje sobie sprawy, że badanie kosmosu i technologie kosmiczne poprawiają byt ludzi na ziemi na niezliczone sposoby.

Dlatego nawet jeśli to byłby w jakimś sensie schyłek Muska, to jeśli Starship wypali, może dać nam możliwość taniej eksploracji kosmosu i czerpania z niej korzyści i wiedzy. A wiele wskazuje na to, że wypali. Choć trudno w to uwierzyć, pojawiły się informacje, że Amazon chce kupić liczne loty Falcona Heavy i Starshipa, żeby dzięki nim budować swoją, konkurencyjną wobec Starlinka, konstelację. Przypominam Bezos ma swoją firmę kosmiczną, tyle że jeszcze nic nie umieścił na orbicie i jest rywalem SpaceX.

Jednak żeby utrzymać licencję na częstotliwości od FCC musi w określonym czasie wynieść na orbitę 1800 satelitów. Nie obsłużą tego swoimi nieistniejącymi rakietami i prawdopodobnie jedynym ratunkiem będzie dla nich prawie-istniejący Starship.

Tyle z mojej strony. Możecie się już wyżyć w komentarzach.


sobota, 10 kwietnia 2021

Ingenuity, cyber-małpa, fart w kosmosie i tłum na ISS

9 kwietnia 2021 był niezwykłym dniem. Postaram się jak najkrócej opisać dlaczego.

Ingenuity
Marsjański dron załopotał swoimi wirnikami. To jeszcze nie pora na lot, więc rozpędził je tylko na chwilę prędkości zaledwie 50 obrotów na minutę. To jeden z ostatnich sprawdzianów przed lotem, który ma się odbyć w niedzielę. W związku z tym dostaliśmy ładny urywek nagrania z łazika Perseverance i już wiemy na co mniej więcej możemy liczyć w trakcie konferencji prasowej, która odbędzie się w poniedziałek 12 kwietnia o 9:30 czasu polskiego.


Neuralink
W nawale wrażeń kompletnie zgubił się film od Neuralinka. Prezentuje on makaka, któremu wszczepiono neuralinka w okolicy kory ruchowej. Małpkę wyszkolono w co najmniej dwóch grach z joystickiem - pongu i przesuwaniu kursora na oznaczone pole. Pager jest wynagradzany bananowym smoothie za poprawną grę. Feed na żywo z mózgu małpy pozwolił zidentyfikować jaka aktywność kory ma się do tego jak steruje grą.

Następnym etapem jest odłączenie joysticka i połączenie gry z przeprocesowanym sygnałem bezpośrednio z mózgu małpy. MindPong to prawdopodobnie to o czym bez uzgodnienia z współpracownikami wspominał Elon Musk na konferencji z połowie 2019.

Z czasem ta technologia może znacznie polepszyć życie wielu ludzi dotkniętych niepełnosprawnościami.


Bliska kolizja
Niewiele brakowało a wczorajszy dzień mógł być początkiem smutnego okresu w podboju kosmosu. Istniała wysoka, jak na kosmiczne standardy, dwudziestoprocentowa szansa, że drugi stopień rakiety Kosmos 3M wystrzelonej w 1981 zderzy się ze starym satelitą meteorologicznym z 1978 roku. Do zderzenia doszło by z prędkością ok 14 kilometrów na sekundę.

Gdyby do niego doszło, powstałyby potencjalnie miliony odłamków, które rozciągnęły by się w dwóch pasach oplatających Ziemię, które mogłyby powodować kolejne kolizje. Kaskada takich zderzeń zamknęłaby kosmos dla nas. Mieliśmy szczęście. Nie po raz pierwszy.

Syndrom Kesslera jest realnym zagrożeniem. W 2008 zbliżyliśmy się do niego bardziej gdy Iridium 33 i Kosmos-2251 zderzyły się na orbicie. Odłamki z tej kolizji wciąż krążą choć istotna ich część spłonęła w atmosferze w ciągu minionej dekady.

Są pewne pomysły na czyszczenie orbity, ale póki co nikt się nie kwapi, żeby rzeczywiście to robić. Pomysły to łapanie kosmicznych śmieci w siatkę i ciągnięcie tak by spłonęły w atmosferze, doczepianie od nich żagli słonecznych, by zwolniły i spłonęły w atmosferze i strzelanie w nie laserem tak by je zwolnić, by spłonęły w atmosferze.


Dziesięć osób na ISS
Wczoraj również miał miejsce start i dokowanie kapsuły Soyuz z ISS. W związku z tym na stacji kosmicznej znajduje się obecnie aż dziesięć osób. Sergey Ryzhikov, Sergey Kud-Sverchkov, Kathleen Rubins przylecieli Soyuzem “Favor”. Michael Hopkins, Victor Glover, Soichi Noguchi, Shannon Walker przylecieli na pokładzie Dragona SpaceX (pierwszy komercyjny i “operacyjny” lot załogowy w kosmos, poprzedni był misją “demo”). No i wreszcie Oleg Novitsky, Pyotr Dubrov, Mark T. Vande Hei dołączyli wczoraj na pokłądzie Soyuza “Gagarin” (w poniedziałek 12 kwietnia będzie sześćdziesiąta rocznica wysłania pierwszego człowieka w kosmos).


NASA JPL (zapowiedź konferencji Ingenuity)
Neuralink (Mind Pong)
EU Space Surveillance and Tracking (Potwierdzenie, że nie doszło do kolizji)
Everything SpaceX (Tłumek na ISS)


czwartek, 25 marca 2021

NASA przygotowuje lot Ingenuity

Przedwczoraj odbyła się konferencja prasowa NASA, na której omówiono stan przygotowania oraz plan na pierwszy lot helikoptera Ingenuity (Pomysłowość). Dziś obejrzałem jej zapis i przygotowałem dla Was skrót najważniejszych i najciekawszych w moim przekonaniu informacji.

Po pierwsze, oczywiście, wszyscy są ciekawi “kiedy?” i na ten moment odpowiedź brzmi - nie wcześniej niż 8 kwietnia. Obecnie Ingenuity wciąż pozostaje podczepiony pod brzuchem Perserverance. Od niedzieli nie jest okryty sztywną osłoną, ale czeka go jeszcze szereg przygotowań zanim poleci samodzielnie.

NASA mocno studzi zapał i wielokrotnie podkreślano, że to demonstrator technologii bardziej niż przyrząd naukowy. Jeśli helikopter poleci choć raz i dokona bezpiecznego lądowania, uznają to za sukces. Całościowo misja planowana jest na 30 dni. Niespełna dwukilogramowemu helikopterowi pomoże tylko grawitacja, ale niemal nieistniejąca atmosfera, ekstremalnie niskie temperatury i mniejsza w stosunku do Ziemi ilość energii słonecznej stanowią ogromne przeszkody.

Zespół NASA wybrał już pole lotu - płaski teren 10 x 10 metrów bez przeszkód dobrany tak, by nie tylko być jak najbezpieczniejszym, ale również by Ingenuity mógł łatwo orientować się w swoim położeniu na podstawie danych wizualnych. Samo odczepienie helikoptera od łazika to delikatny, nieodwracalny proces, który potrwa sześć dni (a tak w sumie to soli, czyli marsjańskich dni trwających 24h i 40min). Będą zwalniać sworznie, odpalać pirotechniczne przecinarki kabli, mechaniczne ramię, które obróci helikopter do pionu i rozstawią nóżki do lądowania.

Będzie to też początek testów. Sprawdzona zostanie kamera WATSON (Wide Angle Topographic Sensor for Operations and eNgineering) a wkrótce kilkanaście centymetrów, oraz jeden zasilający kabelek będzie dzielić Ingenuity od wolności. Kiedy zeskoczy na powierzchnię, będzie zdany na siebie.

Łazik odjedzie na pięć metrów i będzie komunikować się z helikopterem radiowo. Od tego momentu NASA daje sobie 30 soli na testy. To nie znaczy, że od razu zachłyśnie się swobodą i poleci. Przejdzie testy łopat i wewnętrznych układów. Ale NASA ponoć ma już przygotowany cały profil lotu. Ingenuity ma wznieść się na wysokość trzech metrów w ciągu trzech sekund, zawisnąć na maksymalnie trzydzieści sekund i wylądować.

Data “nie wcześniej niż 8 kwietnia” nie jest bez przyczyny. Jeśli cokolwiek wzbudzi zaniepokojenie NASA, mogą wstrzymać kolejne kroki przygotowań dopóki nie rozwiążą potencjalnych problemów. Sam lot też będzie uzależniony od pogody. Perseverance ma wbudowaną stację pogodową i to dzięki niemu będzie można zdecydować czy warunki do lotu są odpowiednie.

Dobę po locie powinniśmy dostać pierwsze czarno-białe fotki. Trzeciego dnia możemy liczyć na kolorowe fotki wykonane przez pokładową kamerę Ingenuity. W którymś momencie powinniśmy też dostać nagranie wykonane przez łazik, choć NASA podkreśla, że nawet to jest wyzwaniem, bo trzeba z odległości milionów kilometrów zgrać kamerę pokładową łazika z planowanym położeniem helikoptera.

No to czekamy.


Konferencję możecie obejrzeć tutaj:
https://www.youtube.com/watch?v=WK5YXZIIEKU
Pojawiło się też podsumowanie na stronie NASA:
https://www.nasa.gov/press-release/nasa-ingenuity-mars-helicopter-prepares-for-first-flight

Przy okazji przypominam mój poprzedni tekst poświęcony temu co trzeba zrobić, żeby helikopter mógł latać na czerwonej planecie: weglowy.blogspot.com/2019/09/helikopter-na-marsie.html


poniedziałek, 9 września 2019

Helikopter na Marsie

Jeśli ktoś by mnie spytał, gdzie poza Ziemią wyobrażam sobie helikopter, bez wahania wskazałbym na Tytana*. Ten księżyc Saturna jest tak lekki, że grawitacja przy powierzchni to niecałe 14% Ziemskiej a jednocześnie ma atmosferę niemal o połowę gęściejszą od Ziemi. Aż się prosi by tam polatać (zresztą, latanie na Tytanie przy użyciu siły mięśni to niezły temat na osobną notkę). Na pewno nie pomyślałbym o Marsie... Na szczęście w NASA pracują mądrzejsi i odważniejsi ludzie, którzy pomyśleli. I dzięki nim w czerwcu 2020 poza nienazwanym jeszcze następcą Curiosity, na Marsa poleci Mars Helicopter Scout (MHS).

Co trzeba zrobić, żeby helikopter mógł latać na Marsie? Jedynym sojusznikiem będzie znacznie mniejsza masa czerwonej planety. Marsjański helikopter waży raptem 1800 gram, co jest imponujące biorąc pod uwagę jego wymiary. Rama/podwozie to sześcian o krawędzi 14 cm, wysokość całości to 80 cm a wirnik ma 120 cm średnicy. Jako, że ciążenie na powierzchni Marsa stanowi 0,3794 g, MHS na marsie będzie ważył efektywnie 683 gramów. Potem robi się już tylko coraz trudniej...

Atmosfera Ziemi jest ponad stukrotnie gęściejsza od marsjańskiej, więc wyzwaniem było zaprojektowanie helikoptera, który byłby w stanie wcisnąć pod siebie dość powietrza by się unieść. To trochę tak jakby latać helikopterem na Ziemi na wysokości 30 kilometrów. Tak wysoko nie latają nawet Blackbirdy. Dla śmigłowców rekord to 12 kilometrów. W związku z tym dwa śmigła MHS będą musiały obracać się od około 40 do 50 razy na sekundę (2300-2900 rpm). To mniej więcej pięć razy szybciej niż w przypadku typowego ziemskiego helikoptera.

Jest to pewien kompromis, nawet jeśli technologia by pozwoliła na większe prędkości, jest pewne ograniczenie. NASA chciała uniknąć sytuacji w które czubki wirników przekraczałyby prędkość dźwięku. Powoduje to całą masę problemów z aerodynamiką, falami uderzeniowymi itd. Dla bezpieczeństwa ustalili sobie prędkość maksymalną na 70% mach, czyli 70% prędkości dźwięku. Haczyk? Prędkość dźwięku na Marsie to 244 metrów na sekundę (340 m/s na Ziemi).

Żeby podołać tym wyzwaniom i ograniczyć wagę do tych niecałych dwóch kilogramów, NASA musiała pójść na wiele kompromisów. Dlatego MHS będzie mógł latać jedynie przez około półtorej minuty na raz i nie będzie miał praktycznie aparatury naukowej. Ma być testem technologii i poza sprzętem do lotu będzie wyposażony w dwie kamery. Tylko tyle i aż tyle biorąc pod uwagę to wszystko, co napisałem powyżej. A na “sprzęt do lotu” poza napędem składają się też żyroskopy, akcelerometry, wysokościomierze i inklinometry. Pokładowy komputer będzie karmił się ich danymi by setki razy na sekundę danymi, móc przeliczać kurs i wprowadzać potrzebne korekty.

Te półtorej minuty lotu poprzedzać (lub następować) będzie zawsze cały dzień ładowania baterii słonecznej. Z racji odległości, do powierzchni Marsa dociera jedynie 44% energii słonecznej, którą cieszymy się na Ziemi. Co więcej tylko jedna trzecia zgromadzonej energii zostanie zużyta na loty. Dwie trzecie będzie potrzebne do ogrzewania helikoptera, tak by przetrwał niemal stustopniowy mróz w czasie marsjańskich nocy. Loty będą się odbywać późnym przedpołudniem. To kolejny kompromis - poranne słonko ogrzewa pojazd ale również rozrzedza atmosferę. NASA uznała, że około 11:00 rano będzie dość ciepło ale jeszcze nie za ciepło by latać.

Bardzo ciekawe wygląda kwestia testowania tego cacka na Ziemi. W tym celu NASA umieszczała helikopter w komorze próżniowej gdzie odwzorowywano ciśnienie czerwonej planety oraz za pomocą linki “odciążała” maszynę tak, by symulować marsjańską grawitację. Zwróćcie uwagę jak zamontowano nóżki. Nie są przyczepione na dole “kostki” podwozia, ale na górze. Zakładam, że to obniża środek masy. Dzięki temu nawet przy mocniejszym lądowaniu, MHS pokica sobie ale nie powinien się przewrócić. Powiedziałbym, że najbliższa pomocna dłoń byłaby wtedy miliony kilometrów dalej, ale kto wie - może NASA spróbowałaby ustawić go do pionu łazikiem. Obyśmy się nie przekonali.

Patrząc na marsjański helikopter myślę, że może być ciekawie porównać go z wypasionym, ziemskim dronem… Chwilka z guglem, mówi, że ponoć DJI Mavic 2 Pro jest wypasiony, więc jedziemy...


Mars Helicopter Scout DJI Mavic 2 Pro
Masa 1800 g 907 g
Wirniki Dwa współosiowe wirniki,
Średnica - 1200 mm
Cztery wirniki,
Średnica - 211 mm
Prędkość obrotowa do 2800 rpm do ~ 10 000 rpm
Czas lotu 90 sekund 30 minut
Zasięg 600 metrów (na Marsie) 15 km (na Ziemi)
Bateria 12 000 mAh 3830 mAh
Cena $ 23 000 000 $ 1 500


Zatem czekamy. Start w 2020 roku, lądowanie w 2021 i fotkę marsjańskiego łazika strzeloną przez marsjański helikopterek.

* - pewnie dlatego NASA planuje wysłanie na Tytana kwadrokoptera. Mógłbym długo opowiadać dlaczego dla mnie to jedna z najbardziej ekscytujących misji jakie mogę sobie wyobrazić w realnej przyszłości. Tuż obok konstrukcji bazy na Księżycu, załogowej misji na Marsa, eksploracji Enceladusa i Europy, oraz budowy teleskopów mogących badać planety pozasłoneczne. Dla przypomnienia – tytanowy szowinista.


Podoba Ci się to co robię? Wpłyń na rozwój strony i zostań patronem Węglowego.


sobota, 28 lipca 2018

Suche fakty o wodzie na Marsie

Po pierwsze dziękuję Wam wszystkim za linki do najnowszej marsjańskiej sensacji. To miłe, kiedy podrzucacie mi ciekawostki i tematy na notki. Nie przestawajcie. Po drugie przyznam, że moja reakcja była troszkę chłodna, bo tak w sumie to kolejny konsekwentny krok w naszych badaniach Marsa. Po trzecie - mimo to jest się czym ekscytować, bo to odkrycie potencjalnie daje nam łatwiejszą drogą do potwierdzenia tego co podejrzewamy, że Mars nie jest martwą planetą.

Wyjaśniając dalej mój początkowy brak entuzjazmu - dowody na marsjańską wodę są liczne. Jej pierwotne ślady widziały już sondy Mariner i Viking. Istnienie podziemnych jezior domniemano już w 1987. Szukano ich od kiedy w 2003 Mars Express zaczął orbitować wokół Marsa. W 2008 lądownik Phoenix potwierdził pokłady lodu tuż pod regolitem na północy planety. Wystarczyło odgarnąć górną warstwę a światu ukazał się śnieżnobiały lód, który sublimował w ciągu dni (atmosfera Marsa jest tak rzadka, że lód zmienia się bezpośrednio w parę wodną). W 2011 natomiast odkryto ciemne rosnące linie na zboczach planety, które uznaje się za spływy bardzo słonej wody występujące w czasie marsjańskiego lata (choć są alternatywne hipotezy).

Ale oczywiście to nie to samo co zbiornik ciekłej wody. A odkrycie takowego ogłosili w środę naukowcy. Zamontowany na pokładzie sondy Mars Express radar pozwala badać wnętrze planety. Echa fal radiowych z obszaru o szerokości około 20km do złudzenia przypominają echa obserwowane na przykład na Grenlandii, tam gdzie ciekła woda styka się z litą skałą. Już w 2007 inny zespół zaobserwował podobne echa ale uznał, że to niemożliwe by były tam jeziora, bo temperatury na biegunach Marsa są zbyt niskie. Od tamtej pory udało się odkryć, że tak zwane nadchlorany (ClO4-) istnieją na Marsie. To sole które mogą obniżyć temperaturę zamarzania wody nawet do -75 stopni Celsjusza. A że temperatura w tym regionie Marsa to jakieś -68’C… tadam!

“Jezioro” może być gęstą solną breją, ale to i tak działa na wyobraźnię naukowców. Po pierwsze, jest duże. Żeby wygenerować takie echo musi mieć co najmniej 10cm głębokości. W takim wypadku jest w nim dziesięć milionów metrów sześciennych wody, czyli mniej więcej tyle ile w mazurskim jeziorze Jegocin. Równie dobrze może mieć dziesięć metrów głębokości, co by oznaczało, że jest tam stukrotnie więcej wody. Mars Express to stara sonda. Ma małą rozdzielczość, więc takich jezior może być znacznie więcej.

Fajnie byłoby się tam dostać i pobrać próbki, to jednak nie stanie się zbyt szybko. Jednakże być może jest prostsza metoda by to zbadać. Pod lodem Antarktydy znajdują się podobne, również bardzo słone jeziora. Jedno z nich jest źródłem “krwawego wodospadu” - czerwonego wypływu, bogatego w tlenki żelaza. Podobne mechanizmy prawdopodobnie transportują materiały z głębin Europy na jej powierzchnię - stąd czerwone “nitki” w pęknięciach lodu, co może ułatwić badanie jej oceanów, bez odwiertów lub przetapiania się przez lód. Może podobny proces zachodzi na Marsie?

No i najlepsze na koniec. Jezioro z którego wypływa “krwawy wodospad” ma swój ekosystem. Zamieszkują go bakterie żywiące się jonami siarki i żelaza. Od milionów lat żyją one w izolacji od biosfery reszty Ziemi. Dlatego nie wykluczone, że marsjańskie jezioro może być jedną z enklaw życia na Marsie.

A ja cały czas planuję napisać tekst o tym, że prawdziwym zaskoczeniem i rewolucją byłoby odkrycie, że na Marsie nie ma życia.


Podoba Ci się to co robię? Wpłyń na rozwój strony i zostań patronem Węglowego.


Źródła:
http://science.sciencemag.org/content/early/2018/07/24/science.aar7268
https://www.sciencenewsforstudents.org/article/mars-could-have-liquid-water-lake
https://www.youtube.com/watch?v=b8eNOOqi258
https://en.wikipedia.org/wiki/Seasonal_flows_on_warm_Martian_slopes
https://en.wikipedia.org/wiki/Chronology_of_discoveries_of_water_on_Mars
https://www.sciencedaily.com/releases/2009/04/090416144512.htm
https://www.youtube.com/watch?v=vJkYBhSqet8
http://science.sciencemag.org/content/early/2018/07/24/science.aau1829

Zdjęcia:
Pierwsze: R. Orosei et al/Science 2018
Drugie: USGS Astrogeology Science Center, Arizona State University, INAF


piątek, 8 czerwca 2018

Nowości z Marsa

Zgodnie z obietnicą śpieszę z krótkim podsumowaniem konferencji NASA. Opublikowano dwa główne odkrycia łazika. Pierwszym są sezonowe wahania koncentracji metanu, drugim odkrycie związków organicznych w skamieniałym mule na powierzchni rdzawej planety.

Oba odkrycia mogą, ale nie muszą wskazywać na ślady życia. Naukowcy NASA oczywiście muszą być tak bardzo powściągliwi jak to tylko możliwe. Prawdę powiedziawszy, z powodów, które może opiszę w osobnym tekście, zaskakujące byłoby, gdyby Mars był martwą planetą.

Mars z cieniutką atmosferą, bez pola magnetycznego i warstwy ozonowej nie jest przyjazny życiu. A przynajmniej na powierzchni. Co innego pod ziemią, gdzie nie docierają promienie UV gotowe rozbić złożone związki węgla, gdzie niemal na pewno jest woda w stanie ciekłym i inne fajne rzeczy. Curiosity jednak trzyma się powierzchni i może sięgnąć raptem na kilka centymetrów w głąb Marsa.

Nawet tak płytko w skamieniałym mule marsjańskich rzek/jezior odkryto cykliczne węglowodory (takie kółeczka z węgla) takie jak tiofen, benzen i toluen, oraz łańcuchy węgla takie jak propan i butan. By to zbadać Curiosity wypala laserem dziurę w skale i analizuje unoszący się opar. Biorąc to pod uwagę, naukowcy nie wykluczają, że te związki mogą pochodzić z kerogenów - złożonych substancji organicznych, nazywanych czasem niedojrzałą ropą. Laser curiosity jest tak mocny, że rozbiłby je na wspomniane wcześniej, prostsze związki organiczne.

Ale to tylko hipoteza. Istnieją zupełnie abiologiczne procesy, które również mogą wyprodukować te związki. Podobnie jak metan… Metan który wykryto już wcześniej w atmosferze czerwonej planety. Teraz jednak łazik potwierdził, że jego koncentracja (bardzo, bardzo mała, dziesięciomilionowe części atmosfery) waha się znacznie i pod koniec marsjańskiego lata może być nawet trzykrotnie wyższa niż na początku. To bardzo znaczna oscylacja.

Co za tym wszystkim stoi? Może dowiemy się po 2020 roku, kiedy na Marsa trafią dwa łaziki - Mars 2020 (następca Curiosity, który dopiero dostanie swoją oficjalną nazwę) oraz ExoMars (ten wyśle Europejska Agencja Kosmiczna). Oba powinny być zdolne do odkrycia historycznego lub obecnego życia na Marsie, choć nie sięgną zbyt głęboko pod powierzchnię. To znaczny przeskok, bo Curiosity nie mógłby potwierdzić śladów życia nawet gdyby na nie trafił.

Przy okazji... to już szósty rok misji Curiosity. Łazik miał działać dwa lata. W tej kwestii inżynierowie NASA są zwyczajowo przesadnie powściągliwi. Radioaktywny izotop zasilający ważący ponad tonę łazik, całkiem nieźle będzie sobie radził i po kilkunastu latach. Generalnie jeśli Curiosity zakończy swoją karierę, to najprawdopodobniej nie będzie to z powodu zasilania. Na ten moment zaskakujący i nadspodziewanie zły jest stan kół łazika. Dobrze, że zastępstwo już się szykuje...

Źródło:
NASA


Podoba Ci się to co robię? Wpłyń na rozwój strony i zostań patronem Węglowego.


piątek, 29 września 2017

SpaceX - tym razem Księżyc i Mars

Kilka moich notatek z najnowszego wystąpienia szefa SpaceX. Jedna uwaga na początek - firma wysłała pierwszą rakietę na orbitę 9 lat temu. Zaczynali od zera. Nie umieli budować rakiet, nie umieli nimi startować. Niecałą dekadę później odzyskują boostery, wynoszą ładunki na LEO, GEO, zaopatrują ISS i planują podbój Marsa. Co obieca nam Elon w 2026?

OK a teraz konkrety:

- Zgodnie z przewidywaniami, wobec planów USA i Rosji wobec Księżyca, Musk chce włączyć się w ten biznes. Zaprezentował mniejszy International Transport System, jest “tylko” wielkości Saturna V (przy jednoczesnej pełnej odzyskiwalności).
- Co zaskakujące trzymają się silników napędzanych metanem (spodziewałem się, że z powodu Księżyca, pójdą w wodór/tlen pozyskiwany z lodu).
- Jak zwykle z Muskiem - ambicje są szalone. Nie tylko chce by ITS* zastąpił wszystko co obecnie robią - Falcona Heavy i Falcona 9, ale ponoć już w przyszłym roku zacznie się konstrukcja. Taki skok na główkę w nowe rozwiązanie. Jestem troszkę ciekawy czy może to być podyktowane problemami z Falconem Heavy. Wygląda jednak na to, że ITS jest po prostu radykalnie lepszy.
- SpaceX opracowało nowy splot włókien węglowych co pozwoliło im zbudować kompozytowy zbiornik na paliwo o objętości 1000 metrów sześciennych, który utrzyma 1200 ton ciekłego tlenu.
- Silniki przetestowano już na 40 sekundowe odpalenie - tyle potrzeba do lądowania na Marsie. Ciśnienie 200 atmosfer, docelowo ma być 250+ ale chcieliby niecały 300. Ciśnienie przekłada się na ciąg/wydajność.
- Lądowanie BFR* na kilku silnikach (gdzie nie wszystkie są potrzebne) oznacza redundancję. Falcony wylądowały 16 razy z rzędu na jednym. Co za tym idzie Musk mówi, że lądowanie na tym bydlaku będzie porównywalnie niezawodne jak z liniowymi samolotami. Są tak zadowoleni z precyzji lądowania, że chcą usunąć rozkładane i ciężkie nogi i lądować na stanowisku startowym,
- Mówi o tym wszystkim, bo chce oferować loty orbitalne/suborbitalne - z barki na barkę, w dowolne miejsce na Ziemi w 30-40 minut (https://www.youtube.com/watch?v=zqE-ultsWt0). Nie byłby to pewnie komfortowy lot, ale… gdziekolwiek w niecałą godzinę?
- Ładunek BFR - 5x większy niż Falcon Heavy (który nawet jeszcze nie poleciał) ~8x większy niż Falcon 9. 100 metrów Wielkiej Pieprzonej Rakiety.
- “Ship” (drugi człon) to 48 metrów. Będzie miał trzy wersje. Klasyczny do wynoszenia ładunków z 8-piętrową ładownią na 150-tonowy ładunek (lub przechwycone satelity co jest wśród planów). Tankowiec dla dalekich lotów (Musk zdradził trochę jak będzie wyglądać tankowanie, będzie dokowanie dyszami, co oznacza brak nowych rur i zaworów które mogłyby zawieść, sprytnie, odważnie). Trzeci wariant to “mars transit configuration” czyli załogowy… Mimo zmniejszenia gabarytów, Elon wciąż mówi o planowanej setce pasażerów...
- Koszty wynoszenia ładunków na orbitę mają spaść dramatycznie (typu kilkadziesiąt procent).
- Tankowanie na orbicie, oznacza, że tych 150 ton można dostarczyć nie tylko na orbitę, ale i na Marsa, Tytana, czy Enceladusa. Albo Ganimedesa [pozdro, you know who you are ;)]
- Jak zwykle szalone daty: Dwie rakiety z ładunkiem w 2022 (w to mogę uwierzyć), oraz dwie z ładukiem i dwie załogowe w 2024 (i w to już nie uwierzę). Ale dobrze. Dzięki ambicjom SpaceX przeszło taką drogę w ciągu ostatnich lat.


Pełne nagranie tutaj: https://www.youtube.com/watch?v=S5V7R_se1Xc


* - ITS = Interplanetary Transport System. BFR = Big Fucking Rocket


Podoba Ci się to co robię? Wpłyń na rozwój strony i zostań patronem Węglowego.

środa, 25 stycznia 2017

Czy próżność Trumpa zabierze nas na Marsa?

Są szanse na to, że megalomania Donalda Trumpa może zbliżyć nas do załogowego lotu na Marsa. Nie rozpędzałbym się jednak w zachwytach. Dwie wizyty Elona Muska w Trump Tower wiosny nie czynią. Możliwe, że po prostu Musk dostał szansę by przedstawić plany i możliwości sięgnięcia czerwonej planety i tyle. Być może mówił o szansach, jakie niesie za sobą przejście na elektryczne samochody i odnawialne źródła energii. Nie wiemy.

Wieść jednak niesie, że chodzi o Marsa, że Trump jest niezadowolony z NASA, a SpaceX mogłoby postawić człowieka na Marsie w czasie drugiej kadencji Trumpa, około 2024 roku. Łatwo zrozumieć, że to perspektywa, która musi świetnie działać na dziecięcy umysł 45. prezydenta USA. Można by powiedzieć, że to dobrze, bo niewątpliwie zła prezydentura zaowocuje choć czymś dobrym dla nauki i rozwoju ludzkości. Te same wieści sugerują, że współpraca ze SpaceX może oznaczać przesunięcie środków z NASA do Elona Muska. Mimo całej mojej sympatii do miliardera-wizjonera byłoby to katastrofalne dla nauki i jednocześnie całkowicie bezzasadne.

Budżet NASA przeznaczany jest na szereg celów, w ogromnej mierze opłacalnych nie tylko dla amerykańskich podatników, ale i dla całego świata. To szeroki wachlarz bardzo zróżnicowanych projektów pozwalających nam lepiej zrozumieć nie tylko niebo nad głowami, ale i planetę pod naszymi nogami. Do tego jednoroczne wydatki USA na wojsko dalece przekraczają cały budżet NASA. Cały. Od 1958 roku do dziś. Gdyby jednoroczny budżet militarny zamienić na jednodolarówki połączone w długi łańcuch, można by go przeciągnąć z Ziemi na Marsa, z powrotem, raz jeszcze na Marsa i niemal ponownie dociągnąć do Ziemi. Budżet NASA wystarczyłby na jakieś 3% odległości między planetami przy ich największym zbliżeniu.

Tak więc nawet jeśli Trump przyspieszy moment, w którym człowiek stanie na Marsie, w żadnym wypadku nie należy tego traktować jako gest na rzecz rozwoju nauki. Jeśli ktokolwiek miałby mieć wątpliwości w tej kwestii, to przypomnę, że minuty po tym jak został prezydentem ze stron Białego Domu zniknęły wszelkie wzmianki i dane o zmianach klimatycznych. Szczerze powiedziawszy gdy kilka dni wcześniej media mówiły o tym, że aktywiści wykonują backupy tych treści uznałem to za niepoważne. Wraz ze wspomnianymi danymi usunięto również wszelkie wzmianki o LGBT, polityce socjalnej oraz TTIP. Jakby tego było mało dziś Trump dał zielone światło dwóm kontrowersyjnym rurociągom naftowym Keystone XL i Dakota Pipeline.

Trump w ekspresowym tempie cementuje swój wizerunek prezydenta-wroga faktów i nauki. Wczoraj, w otoczeniu swojego Gabinetu, rekordowo białego i rekordowo od lat 80 zmaskulinizowanego, podpisał tak zwany “global gag rule”. Jest to dokument zakazujący finansowania zagranicznych NGOsów, które wspierają lub choćby wspominają aborcję jako metodę planowania rodziny. Choć może się to wydawać tylko symboliczną deklaracją w “aborcyjnej debacie” ocenia się, że przykręcenie tych finansów może pociągnąć za sobą miliony niebezpiecznych aborcji w złych warunkach i nawet 21 tysięcy śmierci w czasie czteroletniej tylko kadencji Trumpa.

To nie jest kwestia ideologiczna. Faktyczny stan jest jasny i dokładnie zbadany - ograniczanie legalnych aborcji nie zmniejsza ich ilości, sprawia jedynie, że przeprowadzane są one w złych warunkach, przez niewyszkolone osoby. Legalnie przeprowadzana aborcja jest 14 razy bezpieczniejsza od porodu. Jeśli komuś nie podoba się aborcja, to (nie musi jej na sobie przeprowadzać) powinien być zwolennikiem środków antykoncepcyjnych i wychowania seksualnego. Jedno i drugie owocuje udokumentowanym spadkiem ilości aborcji.

Wracając na Marsa - nawet jeśli dotrzemy tam z pomocą Trumpa, nie czujmy za to wdzięczności.

Z ostatniej chwili… Trump właśnie ogłosił, że ma zamiar zrealizować jeden z głupszych pomysłów ze swojej kampanii - mur na granicy z Meksykiem. Projekt tego rodzaju może pochłonąć pomiędzy 15 a 25 miliardów dolarów. Tyle na początek. Utrzymanie kilku tysięcy kilometrów muru nie będzie darmowe. Ponadto niemal połowa nielegalnych imigrantów trafiła do USA na pokładzie samolotów. Legalnie. Potem po prostu zostali dłużej. Sam mur, tak jak poprzednie wzmocnienie kontroli granicznej, zatrzyma imigrantów, którzy normalnie wróciliby do Meksyku z USA, co wręcz zwiększy ilość “illegali”.



Źródła:



sobota, 17 września 2016

Gotowi na Wielkie Plany?

Za 10 dni Elon Musk wygłosi przemówienie zatytułowane "Making Humans a Multi-planetary Species". Czyli o tym jak uczynić z ludzkości gatunek zasiedlający więcej niż jedną planetę.

Mowę wygłosi w trakcie Międzynarodowego Kongresu Astronautyki w Guadalajarze (Meksyku). Według programu:

Elon Musk omówi długoterminowe techniczne wyzwania, które muszą zostać rozwiązane, by umożliwić stworzenie permanentnej i samowystarczalnej obecności ludzi na Marsie. Techniczna prezentacja skupi się na potencjalnych architekturach kolonizacji Czerwonej Planety, w ramach których przemysł, rządy oraz społeczność naukowa mogą współpracować w zbliżających się latach.

Jednocześnie Elon szaleje na Twitterze, mówiąc, że Mars Colonial Transporter (roboczo i nieoficjalnie nazywany BFR - Big Fucking Rocket), potrzebuje nowej nazwy, bo poleci dalej niż na Marsa.

Wszystko to dziele się pomimo niedawnej eksplozji rakiety SpaceX. I dobrze. Moim zdaniem. Nie wiem czy wystąpienie będzie mieć pompę i poziom tego, które wygłosił JFK w 1962, ale jeśli Musk dopnie swego, to z pewnością historia będzie wskazywać 27 września 2016 jako "tę datę".


Źródło:
Parabolic Arc

niedziela, 22 lutego 2015

Jarosyt - wróg chemii organicznej

Odkrycie opublikowane w czasopiśmie Astrobiology w pewnym stopniu wpłynie na wiarygodność danych z łazika Curiosity i wymusi zmiany w projektach instrumentów jakie pojawią się na kolejnych łazikach. Jak się okazało jarosyt, minerał dość powszechny na Ziemi i w 2004 odkryty również na Marsie, niszczy związki organiczne podczas szybkiego ogrzewania.

Instrument SAM, czyli Sample Analysis at Mars bada próbki podgrzewając je szybko do temperatury 1000’C i badając skład. W ten sposób łazik miał szukać chemii organicznej na czerwonej planecie. Opublikowane właśnie badania wykazały, że podczas takiej analizy, jeśli w próbce obecny jest jarosyt i składniki organiczne, nie zostaną one wykryte przez SAM. Minerał rozpada się na dwutlenek siarki oraz tlen, który w tak wysokiej temperaturze niszczy związki organiczne. Rok temu podobne wnioski wyciągnięto względem mineralnych nadchloranów.

Czy to znaczy, że należy przekreślić dotychczasowe wyniki łazika? Oczywiście nie. SAM to nie jedyny instrument. Nie można też uważać, że w każdej próbce był jarosyt. Jednak jak na złość minerał ten występuje właśnie w miejscach, które uznaje się za przyjazne życiu.

Naukowcy zaczęli już myśleć, jak kompensować wpływ tych minerałów na działanie instrumentów Curiosity. Ciekawe czy wystarczy czasu, by wprowadzić istotne zmiany w podobnym do SAM przyrządzie, który ESA planuje umieścić w europejskim łaziku ExoMars, którego start jest planowany na 2018.


Źródła:
Science Daily



niedziela, 19 października 2014

Gość na Planecie Robotów

Dziś po 20 koło Marsa przemknie kometa. Będzie się poruszać z prędkością 200 000 kilometrów na godzinę, więc spotkanie nie potrwa długo. Mimo to większość astronomicznych oczu będzie zwróconych w tamtym kierunku. Choć odkryta 3 stycznia 2013 kometa nie ma bardzo okazałego ogona, to jest to niezwykła okazja do astronomicznych obserwacji, bo Czerwona Planeta ma niemałą populację ciekawskich robotów.

W kluczowym momencie C/2013 A1 “Siding Spring” zbliży się do planety robotów na 139 500 kilometrów, w skali Układu Słonecznego to mniej niż włos. Dla porównania umieściłem kometę w analogicznej odległości między Ziemią a Księżycem (oddalonymi o 384 400 kilometrów). Maksymalne zbliżenie jest raptem dwa razy większe od wysokości orbity geostacjonarnej.


Choć ogon nie jest tak okazały jak na obrazku, to nie znaczy, że go nie ma. Za jądrem ciągnie się welon odłamków, które mogłyby zagrozić marsjańskim orbiterom, dlatego większość została przekierowana tak, by w najgroźniejszym momencie skryć się po drugiej stronie planety. Mimo to naukowcy liczą, że Mars Reconnaissance Orbiter, Mars Odyssey i MAVEN dostarczą ciekawych danych.

Łaziki Curiosity i Opportunity również mają oderwać wzrok od rdzawej powierzchni planety i spojrzeć w niebo. Mierzący około kilometra kawał skały i lodu, dla osoby stojącej na Marsie, byłby znacznie jaśniejszy od Wenus widzianej z Ziemi w najlepszych warunkach.


Relacja na żywo, w czasie której można liczyć na ciekawe wywiady i komentarze powinna być dostępna poniżej (póki co jest odliczanie):
http://live.slooh.com/
Oraz tutaj:
http://www.virtualtelescope.eu/webtv/


niedziela, 26 stycznia 2014

Niebo nad Marsem


Carbon Based Lifeforms


Jest takie miejsce, gdzie wiosna trwa 190 dni, doba ma prawie 25 godzin, nie ma pożarów, trzęsień ziemi, korków, polityków. Niestety nie ma tam też wielu innych rzeczy. Na przykład tlenu. I dziobaków. Dużo mówi się o powierzchni Marsa, o temperaturze, wodzie i tak dalej. Niewiele jednak o tym jak wyglądałoby wszystko powyżej linii horyzontu.


Niebo nad Marsem można określić jako brudno brązowe; ja wolę je kojarzyć z barwą miodowego cukierka. Ciekawiej jest każdego ranka i wieczora, gdy w pobliżu wschodzącego/zachodzącego słońca robi się niebiesko, daleko od gwiazdy dominują kolory różowo-czerwone. Choć tamtejsza atmosfera jest rozpaczliwie wątła w porównaniu z ziemską, na niebie Marsa są chmury. Są jednak tak rzadkie, że widać je tylko po zmroku, gdy na tle ciemnego nieba odbijają pierwsze lub ostatnie promienie słońca. Ta cieniutka atmosfera wystarcza jednak by występowały burze piaskowe oraz niewielkie wiry pyłowe (wyglądające jak małe tornada).


Na Marsie moglibyśmy podziwiać dwie „gwiazdy poranne”. Najjaśniejszą byłaby Wenus. Ziemia, choć bliższa, nie byłaby dość jasna. Ale, nawet gołym okiem, można by zauważyć, że wokół błękitnej kropki krąży szare światełko Księżyca. Wyposażeni w przeciętny teleskop moglibyśmy zobaczyć błękit oceanów, biel chmur i nawet zarysy kontynentów (zdjęcie Mars Global Surveyor). Co ciekawe, jako że Jowisz z reguły znajduje się znacznie dalej od Marsa niż Ziemia, gigant - choć dziesięciokrotnie większy - wydawałby się podobnych rozmiarów.

Prawdopodobnie najciekawszymi elementami marsjańskiego nieba byłby Fobos i Deimos. Księżyce te mają odpowiednio 22 i 12 kilometry średnicy, czyli są nikle małe w porównaniu do naszego. Są jednak tak blisko, że gołym okiem można by podziwiać ich nieregularne kształty. Ale nie wszędzie. Większy Fobos znajduje się tak blisko, że nie jest widoczny z całej powierzchni Marsa - powyżej 70,4’ stopnia szerokości północnej (i analogicznie, poniżej 70,4’ stopnia szerokości południowej) znikałby za krzywizną planety. To samo tyczy się w mniejszym stopniu Deimosa – znikałby powyżej 82,7’ stopnia szerokości geograficznej.


Tam gdzie można by je obserwować, nie wisiałyby nieruchomo na niebie. Księżyc potrzebuje 655 godzin by okrążyć Ziemię. Deimos robi to w trzydzieści, Fobos w niecałe osiem. Nie ma pewności co do tego jak powstały oba obiekty. Niektórzy sądzą, że zostały przechwycone z pasa asteroid, ale ich gęstość i skład sugerują, że raczej powstały podobnie do naszego Księżyca – z materiału wyrzuconego na orbitę w wyniku uderzenia jakiegoś obiektu w Marsa. Nazwy dwóch satelitów pochodzą z greckiej mitologii, od braci Fobosa i Dejmosa. Jeden uosabiał strach, drugi trwogę. Być może to trafne nazwy, bo nie jest im pisana wieczność na orbicie Marsa. „Trwoga” porusza się na coraz szerszej orbicie i kiedyś podryfuje w kosmos. „Strach” co sto lat znajduje się o metr bliżej planety. Szacuje się, że za 50 milionów lat rozpadnie się w pyłowy pierścień lub runie na powierzchnię.


czwartek, 10 stycznia 2013

Mars One – casting na Marsjan

Shenandoah – Tom Waits & Keith Richards

Mars One to organizacja non-profit, która planuje wysłać ludzi na Marsa by tam zostali i założyli kolonię. Plan zakłada, że pierwszy człowiek postawi stopę na Czerwonej Planecie już za 10 lat. Brzmi jak szaleństwo? 40 lat temu, kiedy po Księżycu chodzili ludzie, myśl o tym, że w 2020 roku mielibyśmy nie odbywać lotów na Marsa wydała by się szalona.

Zamiary Mars One są bardzo ambitne, bezprecedensowe, ale nie są nierealne. Zanim przejdę do detali warto wspomnieć o jednym. Miło wiedzieć, że jest grupa ludzi, którzy sięgają wyobraźnią dalej niż do najbliższego wtorku czy do najbliższych wyborów. Ktoś musi zadbać o to, żeby nasza kolebka nie stała się też naszym grobem. Dlatego jestem najdalszy od kpienia z takich projektów.

Czemu jest to realne? Jednym z istotnych czynników jest to, że ci ludzie mają tam zostać już na zawsze. Na Ziemi mamy całą infrastrukturę i zaplecze potrzebne do oderwania się od powierzchni i osiągnięcia prędkości ucieczki. W przypadku lotu na inne ciało niebieskie, żeby powrócić musimy wziąć ze sobą wszystko co potrzebne do tego wyczynu. Apollo musiał mieć paliwo powrotne, oraz możliwość przezwyciężenia grawitacji Srebrnego Globu (niemal pięciokrotnie niższa prędkość ucieczki). Jeśli odrzucimy „problem” lotu powrotnego, znika ogromna ilość problemów i kosztów. Nikt nie mówi jednak, że to proste.

Zajmijmy się pokrótce ponad dwunastoletnim planem Mars One. Od 2011 tworzono dokumentację techniczną i pozyskiwano dostawców gotowy wspomóc projekt. Wszystko nabiera pędu w roku 2013. Kilka dni temu ogłoszono wymagania dla kandydatów, którzy przez najbliższe 10 lat będą trenować i walczyć o miejsce na pokładzie. W tym roku ma też powstać replika kolonii gdzie będą odbywać się treningi. Będzie to też zalążek planowanego „największego medialnego wydarzenia” – jedną z podpór finansowych mają być reklamy towarzyszące bezustannej transmisji misji. Dlatego od 2014, przez dwa lata trwać będą przygotowania wstępnych przelotów zaopatrzeniowych i satelity gotowego nadawać szerokopasmowe strumienie wideo, całą dobę, cały rok.

W 2016 w kierunku Marsa pomknie pierwszy lądownik wypchany panelami słonecznymi, częściami zamiennymi i innym zaopatrzeniem. Lądownik będzie też pierwszą z sześciu sekcji pierwszej bazy. Dwa lata później kolejny lądownik sprowadzi tam łazik, który rozpocznie nieustającą transmisję na Ziemię. Do 2021 sześć lądowników wyląduje na Marsie by stać się tam pierwszą ludzką kolonią na obcej planecie. Dwa będą modułami mieszkalnymi, dwa będą systemami podtrzymania życia, dwa magazynowe. Dwa łaziki przygotują wszystko na przybycie kolonistów. W 2022 pierwsi ludzie opuszczają Błękitną Kropkę, nieustająca transmisja dokumentuje ich podróż, oraz lądowanie na początku 2023. Pierwszymi zadania będą polegać na połączeniu lądowników, uruchomieniu produkcji żywności, odzyskiwania wody i powietrza. Kilka miesięcy później na Marsa trafiają kolejne transporty z zaopatrzeniem, modułami mieszkalnymi itd. dla kolejnych kolonistów, w tym dla drugiej drużyny, która ma dotrzeć na miejsce w 2025...

Do pewnego momentu całość będzie stała pod znakiem zapytania. Jednakże kiedy pierwsi Marsjanie opuszczą Ziemię, nie będzie odwrotu. Może dojść do szalonej sytuacji. Nawet jeśli sponsorzy odwrócą się od nich, organizacje dbające o prawa ludzkie nie pozwolą uzależnionym od Ziemi kolonistom przepaść (od początku projekt celuje w samowystarczalność, ale nie oszukujmy się – do tego będzie potrzeba dekad). Aż ma człowiek ochotę napisać jakieś opowiadanie lub scenariusz science/political-fiction o kryzysowej sytuacji kolonistów i świecie, który przerzuca się odpowiedzialnością za akcję ratunkową. Kto pierwszy wyśle lądownik ze sprzętem i zapasami?

Wróćmy jednak do kwestii technicznych. Nie jest dla mnie niczym nowym, że powietrze i wodę możemy bez problemów odzyskiwać. Z początku myślałem, że będą polegać na regularnych transportach żywności z Ziemi (niestety nie jestem w stanie znaleźć informacji o tym ile gramów odwodnionej żywności dziennie spożywają astronauci na ISS). Jak się okazuje plan zakłada uprawę żywności na 50m^2 w nadmuchiwanym module (dla czterech osób). Jeśli czyta to ktoś zorientowany w temacie, bardzo chętnie usłyszę opinię o realności tego projektu. W każdym razie – według planu, żywność z Ziemi ma być rezerwą na awaryjne sytuacje.

Poza tym, trudno mówić o innych aspektach. Jak będą wyglądać drukarki 3D za 10 lat? Jaka będzie wtedy sprawność paneli słonecznych? Kiedy na Marsa poleci transport zawierający aparaturę do hodowli mięsa in-vitro? Ile czasu minie nim wspomniane drukarki wykonają pierwszą kopułę chroniącą przed promieniowaniem, gdzie będzie można zdjąć skafander?

Nie wiem czy Mars One zrealizuje swój cel. Widzę masę ogromnych trudności, problemów które mogą spowolnić a może nawet pogrzebać cały projekt. Ale na wypadek gdyby im się udało, na wypadek gdyby za dziesięć lat człowiek postawił nogę na Marsie, dobrze zapamiętam sobie moment, kiedy to się zaczęło. Zapamiętam, że niecały miesiąc po tym jak miała dobiec końca (po raz kolejny) historia tego świata, rozpoczęła się historia nowego.


Mars One – oficjalna strona
Mars One Project – społeczność na Facebook
Ogłoszenie o wymaganiach dla kandydatów
Filmik wprowadzający do projektu