poniedziałek, 18 listopada 2013

Gołębie Skinnera - czemu jesteśmy przesądni

National - Exile Vilify


Czasem obserwując tok myślenia czy zachowania, swoje lub innych mówię sobie pod nosem, że wszyscy jesteśmy jak gołębie Skinnera. Na blogu unikałem tego zwrotu, bo nie mogłem zlinkować go do tej notki. Dziś to się zmieni.

Co zrobił behawiorysta Skinner? Umieścił gołębie pojedynczo, w klatkach z podajnikiem karmy. Podajnikami kierował automat, wrzucający porcję jedzenia w zupełnie losowych odstępach czasu. Następnie Burrhus Frederic Skinner zostawił je samym sobie. Gdy wrócił po jakimś czasie, zobaczył obrazek przypominający szpital psychiatryczny z filmu. W jednej klatce gołąb obracał się raz w lewą stronę raz w prawą, w innej gołąb dreptał w przód i w tył, w trzeciej potrząsał po dwa razy głową machał dwukrotnie skrzydłem, i tak dalej...

Ptaki zamknięte w celach naturalnie zakładają, że cokolwiek zrobiły sprawiło, że pojawiło się jedzenie. Dlatego powtarzały działania w nadziei na kolejną porcję. Losowy podajnik czasem rzeczywiście podawał jedzenie gdy gołąb np. ponownie obrócił się w swojej klatce, utwierdzając przekonanie o tym, że ten rytuał sprowadza jedzenie. Inny ptak podreptał w miejscu, gdy nie pojawiła się karma, kombinował. Wciąż dreptał ale oprócz tego badał zakamarki klatki. Gdy wsunął dzióbek w narożnik po lewej, wyskoczyło jedzenie. Od tej pory dreptał i wsadzał dzióbek w lewy narożnik, tworząc bardziej złożony rytuał.

Eksperyment ten działa również w przypadku innych zwierząt. W tym ludzi. Ludzkimi królikami doświadczalnymi byli uczestnicy programu Derrena Browna „Trick or Treat”, w którym grupka osób w pomieszczeniu miała uzyskać 100 punktów. W trakcie zadania opracowywali niezwykle wymyślne metody zdobywania punktów, choć w rzeczywistości licznik nabijała złota rybka w zupełnie innej lokacji, przepływająca przez czujnik ruchu.

Pokazuje to naszą głęboko zakorzenioną potrzebę odnajdywania związków przyczynowo-skutkowych i niechęć do zrzucania czegokolwiek na przypadek. Na ogół nie jest to wadą. Małpolud przy afrykańskim wodopoju słysząc plusk miał dwa wyjścia – dalej zaspokajać pragnienie, lub uciekać. Hałas mógł oznaczać, że zbliża się krokodyl lub inne zagrożenie, mógł być też dziełem przypadku. Czasem była to jedynie niegroźna rybka, lub coś wpadło do wody, czasem jednak rzeczywiście był to drapieżnik. Zatem płochliwi częściej unikali pożarcia. To tylko jeden z masy pozytywnych przykładów.

Co jednak dzieje się z tym mechanizmem w przypadku czarnych kotów? Zostaje wypaczony. Mamy tendencję do utwierdzania się w wierze w różne przesądy. Jeśli kocur przebiegnie nam drogę, jest szansa, że dowolne pechowe zajście danego dnia powiążemy z czarnym kotem i zapamiętamy. Jeśli jednak nie stanie się nic, nie odnotujemy tego faktu. Tak w największym uproszczeniu wygląda mechanizm wbijania sobie do głowy różnych głupot, które niestety są zaraźliwe i owocują rozsypywaniem soli, pukaniem w drewno, pluciem i wieloma innymi zachowaniami, na które nie wpadłby nawet zdesperowany gołąb.

Skinner mieszał w głowach gołębiom w latach 60. W 1965 Herbert wydał „Diunę”. Nie wiem czy interesował się behawiorystką, ale na kartach kultowej książki znalazł się bardzo trafny cytat. „Głęboko w ludzkiej podświadomości tkwi przemożna potrzeba logicznego, mającego sens wszechświata”. To bardzo prawdziwe słowa i zapewne dzięki temu mimo przesądów ludzkość odnosi wielkie sukcesy w odkrywaniu mechanizmów świata. Kluczowe jest to, by nie iść na skróty. Co Herbert robi w następnym zdaniu mówiąc „Ale rzeczywisty wszechświat jest zawsze o krok poza logiką”. Myli tu logikę ze zdrowym rozsądkiem. Wszechświat jest logiczny w sposób nieubłagany. Nasz zdrowy rozsądek jednakże nadaje się do uciekania przed lwami i szukania owoców. Nie nadaje się do rozumienia fizyki kwantowej. Cytując Lawrence Kraussa: „Wszechświat nie jest zobligowany do bycia w zgodzie z naszym zdrowym rozsądkiem”.

Wracając jednak do przesądów jest jeszcze jedna ciekawostka, którą chciałbym się podzielić. Badania pokazały, że skłonność do przesądów jest tym silniejsza, im mniejszą mamy kontrolę nad sytuacją. Dobrym przykładem są baseballowi pałkarze i miotacze. Ci pierwsi są ogromnie przesądni, w przeciwieństwie do tych drugich. Nawet najlepsi pałkarze w większości przypadków pudłują, więc tworzą sobie najróżniejsze rytuały. Miotacze wybierający jak rzucić piłkę, którzy mogą posłać ją niżej, wyżej, podkręcić itd. nie są tak podatni na to szaleństwo.

Padło już kilka cytatów, więc pójdę za ciosem. Richard Feynman, genialny fizyk, przekazał potomnym (między innymi) bardzo istotną naukę: „Pierwszą zasadą jest - nie możemy oszukiwać samych siebie, a najłatwiej oszukać samego siebie”. Nie jest niczym złym szukanie reguł rządzących światem. Z reguły to co dzieje się dookoła ma sens, który można odkryć, skorzystać z niego i lepiej sobie radzić w logicznym wszechświecie. Istotne jest tylko to, żeby nie przekroczyć pewnej granicy i nie zachowywać się jak gołębie Skinnera.


7 komentarzy:

  1. O, bardzo ciekawa notka :) Ciut przekornie zarzucę pokrewnym cytatem:
    "The only thing that makes life possible is permanent, intolerable uncertainty; not knowing what comes next." (Ursula K. Le Guin) - i dzięki temu unikamy stagnacji. Nawet, jeśli towarzyszą temu niekiedy dziwaczne rytuały...

    OdpowiedzUsuń
  2. Bardzo zgrabny i prawdziwy test. Szkoda tylko, że nie wspomniałeś o Pawłowie, on robił więcej niż tylko tresował śliniące się psy. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zjadło mi komcia na własnym blogu o.O

      W każdym razie napisałem, że nie starałem się nie rozwlekać tekstu ponad cierpliwość internauty. Pominąłem też horoskopy, a to przecież szaleństwo na ogromną skalę - co druga gazeta się w to włącza.

      Usuń
  3. Jeśli chodzi o pałkarzy, to ich rytuały mają logiczne uzasadnienie. Tak jak we wszystkich sportach, gdzie wynik zależy od ułamka sekundy maksymalnego skupienia (skok wzwyż, skoki narciarskie, golf etc.) ważne jest wykształcenie odpowiedniej rutyny (pamięci ruchowej), która pozwoli na 100% powtarzalność konkretnej czynności. Tak samo skoczkowie narciarscy zawsze poprawiają kask, zapięcia itp w ten sam sposób. Tenisiści przed serwisem też zazwyczaj powtarzją pewną rutynę. Pozdrawiam, bardzo fajny artykuł :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Super, nie słyszałem o tym.

      Usuń
    2. Widziałem program, który w pewnym sensie jednak obalał ten mit.
      Profesjonalnego gracza NBA stawiano przed koszem w losowych miejscach boiska. Na oczach miał okulary sterowane zdalnie. Zasłony w okularach otwierały się tylko na moment. Potem gracz oddawał rzut. Trafiał mimo zasłoniętych oczu. Bez rytuałów.
      Tłumaczono to tym, że i tak kalkulacja lotu piłki obliczana jest przez mózg poza naszą świadomością, dlatego widoczność kosza nie jest konieczna w samym momencie rzutu. Wydaje mi się, że sposób poprawienia kasku przez skoczka na minutę przed skokiem też nie ma znaczenia...

      Usuń
    3. W sumie tak, ale jednak koszykarze i np. hokeiści to jednak trochę inna kategoria sportowców. Tam rozgrywka jest dynamiczna, każdy rzut czy uderzenie jest z innej pozycji i innego kąta, a poza tym jest na nie mało czasu, więc nie ma czasu na myślenie. Ale już np rzuty wolne w koszykówce to zupełnie inna technika i inne podejście. W takim przypadku taka rutyna uspokaja zawodnika i umożliwia wykonanie dokładnie takiej samej sekwencji ruchów za każdym razem.

      Usuń