wtorek, 27 stycznia 2015

Pomyłki klimatologów

2014 rok był najgorętszym w historii pomiarów. Od lat ignoranci i ludzie o podłych intencjach próbują wmawiać publice, że globalne ocieplenie to mit. Ostatnimi czasy wycofali się trochę i próbują przekonywać, że może jednak ma ono miejsce, ale to nie jest wina ludzi. To oczywiste bzdury (jak coś odsyłam do źródeł na dole) i zostały dość miażdżąco obalone.

Inne banialuki, w moim odczuciu, były jeszcze dość często naprostowywane. Na przykład wciąż dość popularne jest przekonanie, że w latach 70. ubiegłego wieku konsensus naukowy głosił, że zmierzamy w kierunku nowej epoki lodowcowej. Jest to nieprawdą. Rzeczywiście - w tym okresie nie panowała jeszcze tak uderzająca jednomyślność co do spowodowanego przez człowieka ocieplenia jak dzisiaj, jednakże w okresie między 1965 a 1979 pojawiło się raptem 7 publikacji głoszących oziębienie, 19 zajmujących neutralne stanowisko oraz 42 przewidujące ocieplenie.

Niektórzy twierdzą również, że naukowcy przesadzają a ich modele są zupełnie do bani. Z reguły takie głosy pojawiają się, gdy w środku zimy spada jednak śnieg i dowodzą, że wiele osób wciąż nie odróżnia klimatu od pogody. Najlepiej ujął to Stephen Colbert na swoim tweeterze: “Global warming isn't real because I was cold today! Also great news: World hunger is over because I just ate.” [“Globalne ocieplenie nie jest prawdziwe, bo dziś zmarzłem! Oraz wspaniałe wieści: Nie ma już głodu na świecie, bo właśnie zjadłem.”]

Postanowiłem, że w przewrotny sposób wypowiem się w temacie i napiszę o trzech pomyłkach klimatologów w ciągu ostatniego roku i o tym co one oznaczają.

1. Absorpcja ciepła przez oceany

Klimat Ziemi to bardzo złożony system, niby oczywiste, ale równie oczywiste jest to, że nie wszyscy zdają sobie z tego sprawę. Obserwacja atmosfery to nie wszystko. Oceany i czapy lodowe to ogromny termostat naszej planety. Na obrazku obok powietrze jest trochę większą sferą, ale mowa tu o powietrzu o gęstości przy ciśnieniu jednej atmosfery. Ciepło właściwe wody jest kilkukrotnie większe. Dlatego gdyby nie oceany, klimat Ziemi byłby dziś cieplejszy już o kilka stopni, nie o 0,74’C. Według tej grafiki 93% dodatkowego ciepła trafia do oceanów.

Błąd klimatologów: Ciepło jest różnie absorbowane na różnych głębokościach i w różnych obszarach oceanu. Nowe badania sugerują, że górne 700 metrów oceanu na południowej półkuli ogrzewa się od 24 do 58 procent szybciej niż uważano.

Co to znaczy: Bilans cieplny Ziemi rośnie szybciej niż nam się zdawało. Temperatura podniesie się szybciej i szybciej nastąpią liczne negatywne skutki ocieplenia przed którymi przestrzegają nas klimatolodzy od kilkudziesięciu lat. Poza tym ocieplenie oceanów może zmienić trwające od milionów lat prądy morskie; cieplejszy ocean uwalnia też więcej CO2 co wywołuje sprzężenie zwrotne.


2. Emisja CO2 przez lasy deszczowe
Rośliny pochłaniają dwutlenek węgla by rosnąć. Rośliny również oddychają wydalając CO2. Jedynie zdrowe i stare drzewa (10-100 lat) pochłaniają więcej CO2 niż emitują. Większość utrzymuje równowagę, niektóre wydalają go więcej niż przyjmują.

Błąd klimatologów: Brazylijskie lasy deszczowe emitują więcej CO2 niż oceniano. Wycinka lasów zwiększa długość linii brzegowej brazylijskich lasów. Drzewa do tej pory okrywające się wzajemnie cieniem i chroniące przed wiatrem zostają wystawione na cięższe warunki, wiele starych drzew umiera i uwalnia CO2. W sumie ocenia się, że tamtejsze emisje mogą być większe o 20%.

Co to znaczy: Do emitowanych przez ludzkość 33 miliardów ton CO2 dochodzi kolejne 0,2 miliarda ton z tego jednego źródła. Przypominam, że takich “dodatków” jest coraz więcej, w tym metan uwalniany z oceanów i rozmarzających wiecznych zmarzlin.


3. Poziom oceanów
O tym, że niektórym myli się lód pływający na wodzie od lodu zalegającego na powierzchni kontynentów już pisałem. Poziom oceanów rośnie. Nie grozi nam apokaliptyczne zalanie świata, ale wystarczy 0,5 - 1,5 metra średniego wzrostu dla planety by zrobiło się nieciekawie.

Błąd klimatologów: Oceniany wzrost od 1,5 do 1,8 milimetra rocznie jest zaniżony. W rzeczywistości mamy do czynienia z wzrostem około 3 milimetrów.

Co to znaczy: Tak jak w poprzednich punktach negatywne skutki globalnego ocieplenia dopadną nas szybciej niż sądzimy. Większość ludzi na planecie żyje w obszarach przybrzeżnych. Badanie z 2007 oceniło, że 600 milionów ludzi jest zagrożonych przez podnoszące się poziomy oceanów. Dziś pewnie trzeba by powiększyć tę liczbę. Zatopienie terenów przybrzeżnych to nie problem dla plażowiczów i drogich hoteli. Te regiony są często podstawą rolnictwa, żywiąc populację w głębi lądu. Znajduje się tam wiele innych rzeczy, których nie chcielibyście widzieć pod woda - obszary przemysłowe, oczyszczalnie ścieków i temu podobne...


Podsumowując, jak już klimatolodzy się mylą, to z reguły nie w tę stronę w którą próbują to sugerować “przeciwnicy globalnego ocieplenia” (bardzo mylący termin, można by pomyśleć, że to ludzie, którzy robią coś by je powstrzymać). Innymi słowy - jest gorzej niż sądzono.


Źródła:
https://www.llnl.gov/news/livermore-scientists-suggest-ocean-warming-southern-hemisphere-underestimated - grzanie oceanu
http://www.newscientist.com/article/dn26317-the-world-is-warming-faster-than-we-thought.html#.VLlyh0eG8ao - grzanie oceanu
http://www.ufz.de/index.php?en=33232 - lasy deszczowe
http://phys.org/news/2015-01-sea-larger-thought.html - poziom oceanów
http://naukaoklimacie.pl/fakty-i-mity/mit-w-latach-70-xx-wieku-naukowcy-przewidywali-epoke-lodowcowa-12
http://naukaoklimacie.pl/fakty-i-mity/mit-by-zwalczyc-globalne-ocieplenie-wystarczy-sadzic-wiecej-drzew-109
http://naukaoklimacie.pl/fakty-i-mity/mit-prognozy-wzrostu-poziomu-oceanow-w-xxi-w-sa-przesadzone-57
http://www.npr.org/templates/story/story.php?storyId=9162438 - 600 milionów ludzi zagrożonych (2007)
Animacja na górze: NASA
Grafika z wodą i atmosferą: Felix Pharand-Deschenes / Adam Nieman
Animacja na dole: Kevin C.



niedziela, 18 stycznia 2015

Statek-matka w pasie asteroid

Przyznam, że troszkę mnie niepokoi, że Deep Space Industries głównie mówi o swoich planach, zamiast pokazywać co już zrobiło. Gdyby nie katastrofa rakiety Antares pod koniec zeszłego roku, Planetary Resources miałoby już na orbicie swój pierwszy, testowy stateczek kosmiczny. DSI nie można jednak odmówić widowiskowości i ambicji, która przebija z tych planów. Ich dopracowanie, to już inna para kaloszy.

Ich najnowszy pomysł działa na wyobraźnię. Podobnie jak Planetary Resources planują wpierw rozejrzeć się za dobrymi celami (asteroidami), zanim skierują tam cięższy sprzęt by wydobywał surowce. W tym celu chcą oni wysłać w kierunku pasa asteroid statek-matkę na pokładzie którego znajdzie się około tuzina CubeSatów - satelit w kształcie sześcianu o krawędzi długości 15 cm. Statek-matka brzmi hucznie, ale mówimy tu o 150 kilogramach i metrze długości. Dla porównania dwie sondy, o których będzie głośno w 2015: New Horizons - 478kg, Dawn - 1240kg.

I w sumie to by było na tyle planów. James DiCorcia, inżynier DSI stwierdził, że aparatura na pokładzie będzie dopiero konsultowana z naukowcami. Jeśli ktoś ma już CubeSata, to będzie mógł zapłacić za dostarczenie go między orbitę Marsa i Jowisza pod ochronnymi skrzydłami statku-matki. Jeśli nie, DSI przewiduje równiez możliwość wspólnego zaprojektowania takiego satelity. Nie spodziewam się jednak, by lada dzień ustawiła się kolejka zainteresowanych. Sam rendering, który widzicie powyżej po lewej, nie wygląda nader poważnie.

Złośliwości na bok - sam pomysł jest bardzo dobry i mógłby umożliwić realizację wielu ciekawych projektów za jednym razem. Prywatne finansowanie badań za setki milionów w przypadku (jeszcze) nierentownego kosmosu nie ma zbyt wielkich szans. Jednakże gdyby koszt złapania takiego zbiorowego autostopu wynosił raptem kilka milionów dolarów, gdyby eliminował długi i kłopotliwy proces starań o misję u NASA czy ESA… Wtedy nie zdziwiłbym się gdyby było wielu chętnych.

O ile na ten moment nie traktuję entuzjastycznej nowości od Deep Space Industries zbyt poważnie, będę trzymał kciuki. Będę też liczył na to, że w miarę jak koszty lotów spadają, znajdą się miliarderzy chętni by zapisać się w historii kilkoma milionami wydanymi na misje, które pozwolą na przykład wylądować na Europie, przeanalizować gejzery Enceladusa, sfotografować burze na Tytanie z bliska, czy zbadać dziwaczne pole magnetyczne Urana.


czwartek, 8 stycznia 2015

Rachunek sumienia 2014

Czwarta notka pod tym tytułem. 2014 okazał się lepszy prywatnie, popularyzatorsko, filmowo i naukowo (choć to bardzo ciężko ocenić). Rok temu Węglowego lubiło niecałe 800 osób. Teraz jest ich ponad 2800. Minął rok od kiedy prowadzę kolumnę “Zastrzyk przyszłości” w Nowej Fantastyce i niemal pół roku od kiedy zacząłem pisać do działu naukowego Wyborczej. Starczyło czasu na 54 notki.

Najpopularniejszą notką od czerwca jest Nuklearna proca - Studnia gromu, tekst z wyraźnym przytupem. W topie znalazły się też dwa teksty z których byłem szczególnie zadowolony: Wywiad z prof. Ryszardem Tadeusiewiczem oraz Koniec zachwytów.

Poza nimi wśród najchętniej czytanych znalazły się Kłopoty z windą do nieba, Jak Chińczycy wydłużyli dobę, Planeta kontra talia kart - ile atomów jest na Ziemi, Prawoskrętne DNA - przypadek? Nie sądzę, Top 5 historii o przekraczaniu prędkości światła oraz Kwantowe nieporozumienie.

Trochę mniejszym echem (niestety!) odbiły się wywiady z Peterem Wattsem oraz z Christopherem T. Russelem. Mam nadzieję, że w 2015 na Węglowym pojawią się kolejne rozmowy z równie ciekawymi ludźmi. Moje ambicje rosną, więc trzymajcie kciuki.

W towarzystwie milej spędza się czas i sprawniej pochłania się filmy. I tak w minionym roku udało mi się ich obejrzeć aż 146. Dzięki komuś zobaczyłem między innymi perełkę z 2006, czyli Stranger than fiction (Przypadek Harolda Cricka). Filmowo 2014 wypada słabiej od 2012 ale lepiej od 2013. W top 4 (nad którym nie głowiłem się przesadnie długo) umieszczam:
- Guardians of the Galaxy
- Edge of Tomorrow
- The Machine
- Gone Girl

Co najmniej trzeciej pozycji należy się w którymś momencie solidna recenzja (podobnie jak Europa Report z 2013). Poza tym świetnie oglądało mi się takie filmy jak Grand Budapest Hotel, Captain America: Winter Soldier, Her, kolejnych X-Men, kolejną Planetę Małp, Furię i Wielką Szóstkę.
O miano największej kupy zmagają się Noe, Lucy i Transformers 4.

Notkę przyglądającą się nauce w 2014 przygotuję później, bo już tydzień 2015 uciekł a na blogu cisza. Dlatego tu kończę i zachęcam, żebyście zostali z Węglowym kolejny rok!


środa, 17 grudnia 2014

SS#16 - Duch w pancerzu

“Świat jest dziwny. Cały wszechświat jest dziwny, ale gdy spojrzeć na detale, zasady gry są bardzo proste (...) w nieskomplikowanej sytuacji można dokładnie przewidzieć co się stanie. To jak szachy. Jeśli jesteś w narożniku i jest tylko kilka figur, możesz przewidzieć dokładny przebieg wydarzeń. Ale w prawdziwej grze, jest ich tak wiele, że tego nie przewidzisz (...). Trudno w to uwierzyć, to niesamowite, większość ludzi nie wierzy, że na przykład moje zachowania, to wypadkowa wielu, wielu atomów przestrzegających bardzo prostych zasad”

- Richard Feynman, “Take the world from another point of view”


Od lat intuicja naukowców podpowiada, że w mózgu nie ma niczego magicznego ani nadnaturalnego. Nasze zachowania, charakter, gusta, upodobania, nawyki, wszystko to jest wynikiem bardzo dużej liczby neuronów splątanych w konkretny sposób. Nie ma nic co by wskazywało, że jest inaczej. A z dnia na dzień przybywa dowodów, że to “konektom”, czyli mapa sieci połączeń neuronowych determinuje kim jesteśmy.

Trudno ogarnąć wyobraźnią stopień złożoności 85 miliardów neuronów połączonych ponad stu bilionami połączeń. Dlatego rozsądni naukowcy zaczynają od czegoś prostszego. Nicień caenorhabditis elegans liczy sobie zaledwie tysiąc komórek. W tym 302 neurony i siedem tysięcy połączeń.

Od dość dawna planowałem pisać o projekcie OpenWorm. To otwarty projekt naukowy, którego celem jest wierna, wirtualna symulacja tego prostego zwierzęcia na poziomie komórkowym. Choć naukowców czeka jeszcze długa droga, zaczynają pojawiać sie pierwsze imponujące efekty. Miesiąc temu konektom nicienia tchnął życie w programowalnego robota LEGO...

Wystąpienie Paula Roota Wolpe z 2010 wciąż pozostaje jednym z moich ulubionych TED talków. Wspomina w nim o robocie sterowanym przez mózg minoga połączony z maszyną elektrodami. Robot w kształcie wózka z dwoma kółkami zamiast procesora i programu miał zwierzęcy mózg, który otrzymywał dane o źródłach światła oraz wysyłał impulsy które kierowały ruchem kół. Można powiedzieć, że mieliśmy do czynienia z bardzo prymitywną protezą całego ciała.

W przypadku dokonania badaczy z OpenWorm sytuacja jest inna. Nie użyto prawdziwego, w pełni działającego mózgu. Zastosowano model, który zapewne każdy szanujący się neurolog nazwałby prymitywnym. Wirtualne neurony mają swoje adresy IP a impulsy nerwowe symulują pakiety UDP. Mimo to robot “wykazał zachowania podobne do obserwowanych u C. elegans”. Zanim skomentuję dlaczego to tak niesamowite, zapraszam do obejrzenia nagrania, które może niektórych rozczarować:



OK. To robot obijający się o ścianę. Ale czego się spodziewaliście po pierwszych krokach w tworzeniu wirtualnego umysłu!? Pewnie nie zaskoczyłby Was nicień obijający się o ścianę i szukający innej drogi. Do tego mówimy tu o umyśle śliskiego robaka uwięzionym w pudle na kółkach, które można kupić w sklepie z zabawkami.

Na wypadek gdyby ktoś nie był pod wrażeniem wyjaśniam… Ostatnie lata pokazały, że pojedynczy neuron jest bardziej złożony i wyrafinowany niż sądzono. W 2013 badania pokazały, że dendryty pojedynczego neuronu wykonują “obliczenia”. Niektóre plany symulacji mózgu zakładają wykorzystanie osobnych, prostych i niewielkich procesorów dla każdego neuronu. Tymczasem tak prosta symulacja zaimplementowana w robocie wystarczyła by działał.

Oczywiście teraz należy czekać na dokładniejsze eksperymenty, robota który lepiej oddaje ciało nicienia umieszczonego w otoczeniu przypominającym jego naturalne środowisko. Wywołuje to jednak we mnie mieszankę trzech emocji. Ekscytacji, że to pierwszy kroczek na bardzo długiej drodze. Dreszczyku na myśl o tym co czeka nas na jej końcu. Oraz rozbawienia, że takie wyniki dostarcza otwarty projekt naukowy a nie amerykański BRAIN Initiative (planowany budżet 3 miliardy dolarów) czy europejski Human Brain Project (planowany budżet 1,91 miliarda euro).


Źródła:
A Worm’s Mind In A Lego Body
Wriggling worm is a breakthrough for artificial life
Strona projektu OpenWorm
TED: It’s time to question bio-engineering
Pojedyncze neurony mogą dokonywać obliczeń


poniedziałek, 1 grudnia 2014

Wędrowcy

Wanderers to połączenie olśniewających efektów wizualnych z narracją Carla Sagana. To powinna być wystarczająca rekomendacja. Myślę, że tych kilka minut pobudzi każdą wyobraźnię. Najlepsze jest to, że nie ma tu zbyt wiele fikcji. Erik Wernquist wyczarował coś pięknego i inspirującego. Oglądajcie, a potem zapraszam do kilku słów komentarza.



Około pierwszej minuty widzimy Enceladusa, wyrzucającego w przestrzeń wodę z oceanów, które kryje pod powierzchnią. Te gejzery mogą dać nam wgląd w to, co dzieje się kilometry pod lodem. Następnie widzimy astronautę wśród pierścieni Saturna. Choć rozciągają się one na dziesiątki tysięcy kilometrów i można je obserwować z Ziemi, to zbiorowisko okruchów lodu ma grubość zaledwie kilku metrów (Saturn pozuje). Następnie widzimy Marsjańską windę orbitalną. Tak się składa, że o kłopotliwości tego rozwiązania pisałem niedawno (Kłopoty z windą do nieba).

Sterowce na Marsie? Niestety wydają mi się mało prawdopodobne. Choć ciążenie na Czerwonej Planecie jest mniejsze, to atmosfera jest tak rozpaczliwie rzadka, że mogłoby to być niemożliwe. Następnie obserwujemy stuprocentowo realistyczny obrazek - błękitny zachód na Marsie. Tym bardziej realistyczny, że może za naszego życia ktoś tam poleci i będzie mógł się nacieszyć tym na żywo (Niebo nad Marsem).

Około drugiej minuty uraczeni jesteśmy widokiem skolonizowanego Iapetusa. To dość ciekawy satelita Saturna. Na jego równiku znajduje się grzbiet górski nieznanego pochodzenia (mamy tylko domysły). Autor umieścił na nim szereg ślicznych kopuł. Pół minuty później, po przelocie przez kolonię węwnątrz wirującego cylindra, widzimy grupkę ludzi na powierzchni Europy. Obiektyw o dużej ogniskowej sprawia, że wydaje się, że Jowisz wypełnia całe niebo.

Jeśli tylko poradzilibyśmy sobie z ekstremalnie niskimi temperaturami i “metanową” wilgocią powietrza na Tytanie, moglibyśmy latać jak ptaki. Osoba ważąca 80kg na Ziemi, tam czułaby ciężar zaledwie 11kg. Na Mirandzie, księżycu Urana, byłoby to jeszcze mniej - półtora kilograma, dlatego skok z kilkukilometrowego klifu mógłby trwać kilkanaście minut. Spadochron byłby bezużyteczny, ale zwykły dezodorant mógłby zapewnić gładkie lądowanie.

Finałowe ujęcie jest śliczne i ku mojemu zaskoczeniu również dość realistyczne. Mimo ogromnej masy Saturna, na wysokości gdzie panuje ciśnienie porównywalne z ziemskim, ciążenie jest jedynie o kilka procent większe. Więc sterowce jak najbardziej wchodzą w grę, choć temperatura i niezwykle silne wiatry byłby kłopotliwe.


Inspirujące. Szczególnie jeśli uświadomimy sobie, że praktycznie wszystko to jest w zasięgu naszych możliwości.

Strona filmu: www.erikwernquist.com/wanderers


wtorek, 25 listopada 2014

Gangi pustelników

Kraby pustelniki są trochę jak świnki morskie. Nie są krabami (Brachyura), tylko ich krewnymi (Paguroidea). Nie są też samotnikami, tylko zwierzątkami społecznymi. W sumie ma to sens - jeśli twoje życie zależy od tego czy znajdziesz nowe miejsce na swój miękki, delikatny tyłek, to warto jakoś się zorganizować…

Pustelniki to niezwykły przykład tego, jak działa ewolucja. Dobór naturalny bezlitośnie ocenia bilans zysków i strat. Najwyraźniej przez miliony lat wody obfitowały w muszle martwych mięczaków na tyle, by niektórym skorupiakom opłacało się nie marnować zasobów na opancerzenie odwłoku, tylko polować na darmochę i ryzykować przy przesiadkach do większych muszelek. Brak muszli jest dla pustelnika wyrokiem śmierci. To nie jest po prostu słaby punkt, bez osłony nawet słońce jest zabójcze dla tego zwierzęcia. A jednak ewolucja wykazała, że to działa. Razem z tym przyszły inne mechanizmy adaptacji.

Kraby pustelniki dbają o swoje domki, montują na nich systemy obronne - osobniki żyjące pod wodą znane są z tego, że czasem delikatnie przenoszą ukwiały z kamieni i przyczepiają je do swoich muszli (a później przenoszą je na nowe). Ukwiały stają się w ten sposób mobilne i dostają resztki z krabiego stołu, skorupiaki natomiast dostają ochronę w postaci parzydełkowych parasoli nad głową.

Choć nie tyczy się to wszystkich pustelników, czasem formują one gangi. Jako że w kupie siła, wspólnie spuszczają łomot większemu krewniakowi, by zdobyć jego muszelkę. Następnie instynktownie rozpoczynają rytuał ustawiania się w rządku według wielkości. Po czym hyc, hyc, przesiadają się... Niczym ciuchy przekazywane w rodzinie, muszle trafiają od większych do mniejszych pustelników. Czasem nie obywa się bez przepychanek:




Myślę, że od tej pory możemy uznać, że ustawiamy się krabiego a nie gęsiego.


Źródła:
BBC “Life Story”
The Violent Lives of Hermit Crabs


piątek, 21 listopada 2014

A jednak się miesza!

Dzisiaj będzie trochę inaczej - anegdota i polecanki...

W zeszłym tygodniu uczestniczyłem w konferencji ”Polska w kosmosie”, gdzie trafiłem na dość zaskakujący poster. Pomiędzy materiałami astronomicznymi trafiło się coś o klimacie. Samo to nie byłoby niczym dziwnym - obserwacje klimatu i pogody z orbity są absolutną podstawą. Zdumiał mnie natomiast tytuł Czy skutki czelabińskiego bolidu wystarczą do falsyfikacji hipotezy o antropogeniczności Globalnego Ocieplenia?. Jak wynikło później z rozmowy z autorem, znak zapytania wymusił organizator konferencji…

Jak się okazało praca dowodzi, że atmosfera jakoby nie miesza się między północną a południową półkulą, bo pył z czelabińskiego meteorytu rozszedł się tylko na północy, a tropikalne cyklony nie przekraczają równika. Z tego autor wywodzi, że CO2 produkowane na północy powinno tam zostawać i w związku ze zróżnicowaniem jego emisji (większa na północy) nie należy brać pod uwagę ludzkiego wkładu przy obserwacjach poziomu atmosferycznego CO2 i globalnego ocieplenia (które według autora w ogóle wygląda jakby się miało kończyć).

Nie jestem klimatologiem, więc nie byłem w pełni gotowy do dyskusji, ale podjąłem próbę. Moje podejrzenie, że cyklony i pył z jednego bolidu to trochę mało, bo chociażby ruchy atmosferyczne mogą być różne na różnych wysokościach pan Kobyliński zbył stwierdzeniem, że “piłka jest po stronie klimatologów” i że to oni powinni to udowodnić. Zasugerowałem, że za rozproszeniem CO2 na obu półkulach może stać ocean, który absorbuje i oddaje 10 razy więcej tego gazu niż my emitujemy. Tym razem usłyszałem, że prądy oceaniczne też się nie mieszają. Machnąłem ręką, bo mieliśmy słowo przeciw słowu, później starczyło 10 sekund z googlem. Na koniec spytałem jeszcze jak to jest, że z roku na rok proporcje izotopów wegla w atmosferze zmieniają się w tempie jednoznacznie pokrywającym się ze spalaniem przez ludzi około 30 gigaton węgla kopalnego*, że temperatury idą w górę, że stężenie CO2 rośnie zgodnie z przwidywaniami na podstawie naszego przemysłu. Usłyszałem, że autor nie zna takich badań.


Podskórne przeczucie, że mam do czynienia z kompletną bzdurą to trochę mało. Wolałbym mieć konkretne argumenty gdyby nastepnym razem na prelekcji ktoś powołał się na taką teorię. Dlatego zwróciłem się do dwóch źródeł i oba mnie nie zawiodły.

Doskonale Szare, blog o zmianach klimatu przygotował wyczerpującą notkę:
Ostatni brzeg

Jednocześnie otrzymałem ciekawe i szerokie wyjaśnienia od dr Aleksandry Kardaś z serwisu Nauka o klimacie (http://naukaoklimacie.pl/). Wyjaśniła ona jak bardzo rozmija się z faktami autor plakatu. Wskazała między innymi transport pozostałości po testach nuklearnych (http://www.ncbi.nlm.nih.gov/pubmed/5768362) i rozprzestrzenianie się związków niszczących ozon. Podobnie jest w przypadku oceanu, gdzie nawet na powierzchni prądy jak najbardziej przekraczają granice półkul - dr Kardaś przytoczyła bardzo ciekawy “przypadkowy eksperyment” z gumowymi zabawkami.

Morał jest prosty - kto pyta nie błądzi. Polecam obydwie strony. Jak widać, autorzy są gotowi odpowiadać na zadawane im pytania. Jeśli ktoś Was zagnie jakimś niuansem klimatycznym, nie przyjmujcie tego bezkrytycznie, ale sprawdźcie czy aby nie jest to jakiś “obalony standard”:
http://naukaoklimacie.pl/fakty-i-mity


* - węgiel “naturalny”, krążący w atmosferze ma inny stosunek izotopów niż ten, który przeleżał miliony lat pod ziemią i teraz jest uwalniany przez ludzi w wyniku spalania paliw kopalnych. Przez to dotychczasowy stosunek zbliża się do tego “kopalnego”. Więcej: http://weglowy.blogspot.com/2014/09/kaprysy-atomow-stabilnosc-i.html