W poprzednim tekście napisałem kilka słów w dość konkretnym zakresie, tzn sprzeciwie wobec ChatGPT/DALL-E, jako zagrożeniom dla własności intelektualnej i stabilności na rynku pracy. Teraz chciałbym powiedzieć kilka słów w szerszym kontekście. Bo to co widzimy to trwająca na naszych oczach eksplozja AI.
Może być zbawieniem. Uzbrojona w wiedzę ludzkości, zdolna do wnioskowania, może rozwiązać nasze problemy, uwolnić miliony umysłów, wesprzeć całe społeczności i pchnąć świat tak ja rewolucja przemysłowa. Bardziej niż wynalezienie tranzystora czy komputera jako takiego. Tranzystor i komputer to niesamowite narzędzia, AI może na żywo tworzyć narzędzia i rozwiązania dostosowane do naszych potrzeb.
Z drugiej strony mamy oczywiste zagrożenia. Zarówno te ciut trącące myszką, gdzie AI buntuje się w jakiś sposób i postanawia zgładzić ludzkość, jak i te bardziej przyziemne, w których AI dziedziczy nasze tendencje i uprzedzenia. Wówczas AI wspierająca sądy chętniej skazuje przedstawicieli mniejszości, AI wspierająca rekrutacje odrzuca CV kobiet i tak dalej. Równie lub bardziej groźne, oraz niestety bardzo prawdopodobne jest to, że AI po prostu stanie się narzędziem, dzięki któremu z super-bogatego 1% wyłoni się ultra-bogaty 0,01%.
Ale przecież przed eksperci przestrzegają przed tym o lat. Przecież ChatGPT stworzyła OpenAI, organizacja non-profit stworzona “by promować i rozwijać przyjazną AI, tak by jej beneficjentem była cała ludzkość”. Ryzyka związane z rozwojem sztucznej inteligencji są badane i opisywane od dekad.
Tylko wiecie co? Potencjał zmian klimatycznych znany i badany jest od ponad stu lat (Svante Arrhenius, 1896 rok, czyli 127 lat). Na alarm naukowcy biją już od dziesiątek lat (nie mówię tu tylko o stonowanych ostrzeżeniach). Efekty widać w postępującym wykolejeniu klimatu. A co powiecie o pandemii Covid, o tym jak przestrzegano przed potencjalną pandemią, o tym co zrobił chociażby Donald Trump z rozpisaną przez administrację Obamy 69 stronicową instrukcją na wypadek pandemii. Jak reagowały inne rządy, w tym Polski, na zalecenia ekspertów i instytucji... Na ten moment mamy jakieś 20 milionów zgonów.
Podsumowując. Co z tego, że zagrożenia są znane. Co z tego, że większości można zapobiec i się na nie przygotować. Napisałem książkę “Niebo pełne planet”, bo wcześniejszy pomysł na książkę - “Rasa samobójców” był zbyt dołujący. Rozdział o tym tytule jest moim mrugnięciem oka do samego siebie. Powyższe słowa powinny Wam też wyjaśnić, dlaczego aktywność na Węglowym mocno spadła. Wygląda na to, że moja działalność zwyczajnie nie ma większego sensu.
Obraz pochodzi z playgroundai.com
Prompt to:
People swimming in the cosmos , sharp focus, emitting diodes, smoke, artillery, sparks, racks, system unit, motherboard, by pascal blanche rutkowski repin artstation hyperrealism painting concept art of detailed character design matte painting, 4 k resolution blade runner
Wygenerowany przy pomocy modelu Stable Diffusion 1.5
wtorek, 14 lutego 2023
Bunt przeciw maszynom cz.2
poniedziałek, 13 lutego 2023
Bunt przeciw maszynom cz.1
To miał być tekst komentujący zadymę wokół obrazów generowanych przez AI. Ale minął grudzień, styczeń i zrobiło się… ciekawiej. Więc będzie też o chatGPT i eksplozji sztucznej inteligencji ogólnie.
Sprzeciw wobec obrazów generowanych przez AI jest równie naturalny, co bezpodstawny. Zarzuty o to, że są to kolaże istniejących prac, że dokonuje się w ten sposób kradzieży własności intelektualnej są zwyczajnie nietrafione, bo Midjourney, DALL-E, Stable Diffusion, wszystkie konstruują swoje obrazy w oparciu o opisy podane w naturalnym języku na podstawie kolosalnych ilości danych treningowych. Tu osoby mniej znające techniczne aspekty dopatrują się kolażu. Nie znajdziecie jednak na tych obrazach żadnych części istniejących zdjęć czy prac graficznych. Nawet jeśli będą podobne czy mocno inspirowane.
… Dokładnie tak samo jak student ASP może naśladować styl swoich nauczycieli i idoli. Jeśli faktycznie twórcy tego oprogramowania ukradli jakieś komercyjne obrazy, to można ich sądzić o kradzież treści, ale nie o jej kopiowanie. Tak samo jak nie można ukarać malarza za kradzież Mona Lisy, jeśli maluje coś, nieważne jak oczywiste jest źródło inspiracji.
Duża część dyskusji obraca się wokół tego czy obrazy te są sztuką. Przyznam, że ta dyskusja mało mnie interesuje, bo to tylko szufladki. Trochę jak status Plutona jako planety lub planety karłowatej. Nie przewiduję, by w najbliższym czasie osiągnięto konsensus co do, tego czym jest sztuka. W sieciowych konwersacjach przeczytałem już, że wozem kierować może koń, człowiek lub AI, ale obraz może namalować tylko człowiek.
Usłyszałem sporo o tym, że owszem, człowiek też tworzy obrazy na podstawie tego co widzi, w tym prac innych ludzi, które ogląda przez całe życie, ale wprowadza w to przemieszane kopiowanie swoje emocje, intencje i doświadczenia. To ma odróżniać go od DALL-E czy Midjourney. Jednak ten unikalny wkład człowieka może być po prostu szumem, który już istnieje w tych, jakże młodych i niedojrzałych narzędziach. Urażona duma grafików nie zmieni tego, że te kilka dekad emocji i doświadczeń można (szybciej niż myślimy) zastąpić odpowiednim ułożeniem kilku suwaków.
Z jakiegoś powodu thermomix nie powoduje oburzenia, które wywołują graficzne AI. Z jakiegoś powodu szef kuchni trafił do szufladki z kozą i kierowcą a nie do tej z artystą malarzem. Śmiem twierdzić, że jadłem kilka posiłków, które były sztuką. Wiele osób wkłada emocje, doświadczenie i serce w przygotowywanie potrawy. Do tego niepowtarzalność składników wprowadza szum i unikalny charakter każdego posiłku.
Bo najwyraźniej gotowanie jest czynnością fizyczną jak podnoszenie ciężarów czy transportowanie przedmiotów z punktu A do B. Ale przeżyć wydarzenia i emocje a potem przedstawić je w postaci szczerej opowieści czy to słownej, czy muzycznej czy wizualnej potrafi tylko człowiek. Sztuka i “artyzm” są dla niektórych tak oczywiste, że kompletnie nie są w stanie ich zdefiniować ani nakreślić granicy.
Oczywiście poza czysto akademicką debatą jest tu bardzo praktyczny i szalenie ważny aspekt. Zatrudnienie. Praca kasjerów zastępowanych przez kasy samoobsługowe albo pracowników fabryk zastępowanych przez maszyny nie jest dziś tak intensywnie broniona jak w czasie rewolucji przemysłowej. A analogia wydaje mi się bardzo trafna.
Wywołała ona ogromny postęp i poprawienie kondycji ludzkości… kosztem tysięcy? Setek tysięcy? Cholera wie ilu ludzi, którzy stracili zatrudnienie i popadli w nędzę. Dlatego zamiast buntować się przeciwko postępowi, wystarczyłoby przewidzieć te problemy i zaoferować wsparcie tym po trudniejszej stronie postępu. Ludzkość, państwa, korporacje, czy po prostu świat ogółem w pełni stać na to…
Obraz pochodzi z playgroundai.com
Prompt to:
a beautyfull curvy female metal chrome-plated steampunk android with big breasts and long golden hair stands in front of an easel with a brush in her hand and paints a picture, in the background the studio of leonardo davinci, pixar, futuristic, steampunk, high detail, sf, intricate artwork masterpiece, ominous, matte painting movie poster, golden ratio, trending on cgsociety, intricate, epic, trending on artstation, by artgerm, h. r. giger and beksinski, highly detailed, vibrant, production cinematic character render, ultra high quality model
Wygenerowany przy pomocy modelu Stable Diffusion 1.5
Additional Credit: H.R. Giger, Artgerm, Zdzisław Beksiński
środa, 17 grudnia 2014
SS#16 - Duch w pancerzu
Od lat intuicja naukowców podpowiada, że w mózgu nie ma niczego magicznego ani nadnaturalnego. Nasze zachowania, charakter, gusta, upodobania, nawyki, wszystko to jest wynikiem bardzo dużej liczby neuronów splątanych w konkretny sposób. Nie ma nic co by wskazywało, że jest inaczej. A z dnia na dzień przybywa dowodów, że to “konektom”, czyli mapa sieci połączeń neuronowych determinuje kim jesteśmy.
Trudno ogarnąć wyobraźnią stopień złożoności 85 miliardów neuronów połączonych ponad stu bilionami połączeń. Dlatego rozsądni naukowcy zaczynają od czegoś prostszego. Nicień caenorhabditis elegans liczy sobie zaledwie tysiąc komórek. W tym 302 neurony i siedem tysięcy połączeń.
Od dość dawna planowałem pisać o projekcie OpenWorm. To otwarty projekt naukowy, którego celem jest wierna, wirtualna symulacja tego prostego zwierzęcia na poziomie komórkowym. Choć naukowców czeka jeszcze długa droga, zaczynają pojawiać sie pierwsze imponujące efekty. Miesiąc temu konektom nicienia tchnął życie w programowalnego robota LEGO...
Wystąpienie Paula Roota Wolpe z 2010 wciąż pozostaje jednym z moich ulubionych TED talków. Wspomina w nim o robocie sterowanym przez mózg minoga połączony z maszyną elektrodami. Robot w kształcie wózka z dwoma kółkami zamiast procesora i programu miał zwierzęcy mózg, który otrzymywał dane o źródłach światła oraz wysyłał impulsy które kierowały ruchem kół. Można powiedzieć, że mieliśmy do czynienia z bardzo prymitywną protezą całego ciała.
W przypadku dokonania badaczy z OpenWorm sytuacja jest inna. Nie użyto prawdziwego, w pełni działającego mózgu. Zastosowano model, który zapewne każdy szanujący się neurolog nazwałby prymitywnym. Wirtualne neurony mają swoje adresy IP a impulsy nerwowe symulują pakiety UDP. Mimo to robot “wykazał zachowania podobne do obserwowanych u C. elegans”. Zanim skomentuję dlaczego to tak niesamowite, zapraszam do obejrzenia nagrania, które może niektórych rozczarować:
OK. To robot obijający się o ścianę. Ale czego się spodziewaliście po pierwszych krokach w tworzeniu wirtualnego umysłu!? Pewnie nie zaskoczyłby Was nicień obijający się o ścianę i szukający innej drogi. Do tego mówimy tu o umyśle śliskiego robaka uwięzionym w pudle na kółkach, które można kupić w sklepie z zabawkami.
Na wypadek gdyby ktoś nie był pod wrażeniem wyjaśniam… Ostatnie lata pokazały, że pojedynczy neuron jest bardziej złożony i wyrafinowany niż sądzono. W 2013 badania pokazały, że dendryty pojedynczego neuronu wykonują “obliczenia”. Niektóre plany symulacji mózgu zakładają wykorzystanie osobnych, prostych i niewielkich procesorów dla każdego neuronu. Tymczasem tak prosta symulacja zaimplementowana w robocie wystarczyła by działał.
Oczywiście teraz należy czekać na dokładniejsze eksperymenty, robota który lepiej oddaje ciało nicienia umieszczonego w otoczeniu przypominającym jego naturalne środowisko. Wywołuje to jednak we mnie mieszankę trzech emocji. Ekscytacji, że to pierwszy kroczek na bardzo długiej drodze. Dreszczyku na myśl o tym co czeka nas na jej końcu. Oraz rozbawienia, że takie wyniki dostarcza otwarty projekt naukowy a nie amerykański BRAIN Initiative (planowany budżet 3 miliardy dolarów) czy europejski Human Brain Project (planowany budżet 1,91 miliarda euro).
Źródła:
A Worm’s Mind In A Lego Body
Wriggling worm is a breakthrough for artificial life
Strona projektu OpenWorm
TED: It’s time to question bio-engineering
Pojedyncze neurony mogą dokonywać obliczeń
poniedziałek, 15 lipca 2013
SS#12 – Powrót eugeniki
16-letnia już Gattaca regularnie wymieniana jest jako przykład realistycznego SF, który może czekać już za rogiem. Ta „genetyczna dystopia” wylądowała nawet na pierwszym miejscu w rankingu wiarygodnych filmów SF, wyprzedzając Kontakt (nakręcony również w 1997 roku). Imię jednego z głównych bohaterów, Eugene, nie jest przypadkowe. Obraz Andrew Niccola pełen jest ludzi, których geny nie są efektem loterii między dwojgiem rodziców, ale starannego doboru i modyfikacji.
Być może pierwszy Eugene Morrow przyjdzie na świat za jakieś dziesięć lat? W teorii jest to już wykonalne. Współczesne syntezatory DNA mieszczą się na biurku i można je podłączyć do komputera kablem USB. W praktyce jednak maszynki te syntezują po kilkadziesiąt nukleotydów (dla porównania, człowiek ma ich trzy miliardy, bakterie od setek tysięcy do milionów). Zsekwencjonowanie genomu człowieka to obecnie koszt kilku tysięcy dolarów i czas około jednego dnia. To nie znaczy, że znamy przepis na idealnego człowieka.
Jednakże narodziny Connora Levy dwa miesiące temu otwierają nowy rozdział i nowe możliwości w medycynie. I ponad wszelkie wątpliwości wywołają one falę oburzenia i nawiązań do eugenicznych zapędów z poprzedniego stulecia, od tych naiwnych aż po te złowieszcze. A to dlatego, że embriony powstałe w ramach metody in vitro poddano sekwencjonowaniu genetycznemu i wybrano ten o najlepszym DNA. Do tej pory mogliśmy badać embriony najwyżej pod kątem wybranych defektów, np. błędnej liczby chromosomów. Analiza DNA pozwala stwierdzić, który embrion ma największe szanse by się zagnieździć i przetrwać ciążę.
Ale przecież DNA to znacznie więcej… Takie badanie pozwoli odsiać embriony obciążone do tej pory niewykrywalnymi chorobami genetycznymi. Jeśli dwa embriony mają równie dobre rokowania, ale jeden posiada gen zwiększający drastycznie szanse na chorobę nowotworową, to chyba również naturalnym będzie postawienie na ten mniej obciążony. Każdy rodzic przy zdrowych zmysłach będzie chciał jak najzdrowszego dziecka, każdy chciałby dać swoim dzieciom jak najlepszy start.
Ale przecież DNA to znacznie więcej… Niedawno świat obiegły „genetyczne portrety” artystki Heather Dewey-Hagborg. Zebrała ona kilka niedopałków i gum do żucia w Nowym Jorku i na podstawie pozostałego na nich DNA stworzyła rzeźby twarzy. W rzeczywistości jest to kolosalna spekulacja. Jak się okazuje analizowała ona tylko drobną część kodu, informującą o tym jakie prawdopodobieństwo na dany kolor oczu miały te osoby, sugerującą bardzo ogólnie pochodzenie (np. wschodnia Europa), szanse na otyłość czy typowy rozmiar nosa. Nasz wygląd w dużej mierze zawdzięczamy czynnikom środowiskowym. Jednakże mając kompletne DNA, można by powiedzieć całkiem sporo o cechach człowieka. A to otwiera drogę do dawania dzieciom lepszego startu na nowe sposoby. Tendencje do otyłości? Ciach! Rudy? Ciach! Niski? Ciach!... Jeśli tego zabronimy, pojawi się szara strefa. Biorąc pod uwagę to co dzieje się w Chinach i Indiach w pierwszej kolejności w odstawkę będą szły embriony dziewczynek. Nie sądzę by na tym się skończyło.
Ale przecież DNA to znacznie więcej… pojedyncze geny to tylko wierzchołek naszych ambicji. Nawet nie mówiąc o potencjalnym „tuningowaniu” DNA, a jedynie dobieraniu najlepszego możliwego połączenia genów dwojga ludzi (cokolwiek zinterpretujemy jako „najlepsze”), można zdziałać wiele. Chińscy naukowcy z Beijing Genomics Institute pobrali DNA tysięcy ludzi o wysokim IQ i poszukują fragmentów, które determinują intelekt. Twierdzą, że jeśli uda się je zidentyfikować, można by dobierać najinteligentniejszą zygotę od danej pary i poprawiać średnie IQ o 5-15 punktów w ciągu pokolenia.
To oczywiście obłędnie optymistyczna kalkulacja, tycząca się bardzo umownej i trudnej do zdefiniowania cechy. No chyba, że Chińczycy chcą mieć naród doskonale radzący sobie z testami na IQ, ale to da się wyćwiczyć… Do tego nawet zakładając (nierealny) przyrost o te 5 punktów w ciągu pokolenia, otrzymamy +20 w ciągu jakiś 80 lat. Jak odmienny będzie świat za 80 lat? Jak śmiesznie będą wyglądały eugeniczne zapędy Chin za 80 lat? Rozważania te prowadzimy oczywiście przymykając oko na umowność IQ jako wyznacznika inteligencji i fakt, że kluczowe znaczenie, poza DNA, mają jednak czynniki środowiskowe.
Oczywiście - jeśli jakiś czynnik ma choćby ułamkowy wpływ na coś na czym nam zależy, to pewnie mało kto przejdzie obok niego obojętnie. Spadające w ogromnym tempie koszty sekwencjonowania idą w parze z niesamowitymi możliwościami komputerów i superkomputerów. Chiny w czerwcu uruchomiły superkomputer Tianhe-2, dwukrotnie silniejszy od dotychczasowego rekordzisty. Ich potwór ma moc 33,86 petaflopsów (3,3 * 10^16 operacji na sekundę). Ułatwią one porównywanie DNA milionów ludzi z ich historią medyczną i „parametrami”, by zrozumieć kod genetyczny.
Sam fakt, że pojawiają się takie pomysły jak ten z BGI daje do zrozumienia, że wchodzimy w czas niezwykłych możliwości, wyzwań oraz problemów. Czeka nas wiele trudnych pytań. Warto się nad nimi zastanowić zanim nadejdzie przełom. To znaczy zanim zdrowe pary zaczną sięgać po metodę in vitro.
Źródła:
Pierwszy impuls do napisania tej notki
Ostatni impuls do tej notki
Lista realistycznych i nierealistycznych filmów według NASA
Takie tam pitu pitu, palcem po wodzie...
Artystka robiąca portrety na podstawie DNA
Wyjaśnienie czemu te portrety to lipa
sobota, 23 lutego 2013
Raczkujący Transhumanizm
Zdumiewające możliwości adaptacji mózgu mogą w najbliższych latach przynieść niesamowite korzyści. Wpierw tyczyć się to będzie przywracania utraconej sprawności, kiedyś jednak mogą z tego wykwitnąć technologie rozszerzające nasze naturalne możliwości. Ta notka będzie próbą skromnej syntezy kilku informacji które pojawiły się na facebookowym profilu Węglowego Szowinisty, więc czujcie się zachęceni do lajkowania i śledzenia ciekawostek, które się tam pojawiają.
Czasem mówi się o zacieraniu różnic między komputerem/maszyną a mózgiem. Myślę, że tu mamy jeszcze wiele do zrobienia. Czym innym jednak jest granica między człowiekiem i maszyną. Jak się okazuje mózg od zawsze był otwarty na współpracę, a dzisiejszy stan wiedzy i technologia wreszcie pozwalają by tą współpracę podjąć.
Zacznijmy od czegoś niewinnie prostego. Pewien facet wszczepił sobie niewielki, płaski magnesik w mały palec u ręki. Kiedy rana się zagoiła zaczął doświadczać wibracji magnesu wywołanych niewidzialnymi dla oka polami magnetycznymi. Choć technicznie jest to przedłużenie jego zmysłu dotyku, opisując swoje wrażenia wyraźnie mówi o tym jak o nowym zmyśle. Wspomina, że szereg urządzeń wiązał się z unikalnymi odczuciami – transformatory, mikrofalówki, wentylatory laptopów. Idąc przez skrzyżowanie wyczuwał silne pole magnetyczne pod ziemią, najprawdopodobniej generator lub chłodzenie generatora kolejki podmiejskiej. Wskazuje wyraźnie, że z jego perspektywy nie był to po prostu zmysł dotyku tylko coś całkiem nowego.
Jest to zbieżne z niedawnym eksperymentem. Pewnemu szczurkowi wszczepiono implant do mózgu, w obszarze związanym z dotykiem. Został on połączony z detektorem podczerwieni. Choć wpierw gryzoń mieszał nowe sygnały z dotykiem, w ciągu miesiąca w pełni rozróżniał bodźce dotykowe i podczerwone. Mózg bez utraty sprawności dotykowej zaadoptował nowy zmysł. Transhumaniści zacierają rączki. Jednocześnie jednak oznacza to coś potencjalnie bliższego i istotniejszego. Jeśli mózg może dokonać takiego przeprogramowania, to znaczy, że np. po uszkodzeniu kory wzrokowej można by „zatrudnić” inny obszar (np. odpowiedzialny za dotyk), by przejął utracone funkcje i by zdrowe oczy znów mogły widzieć.
Tyle w temacie dodatkowych zmysłów. A co z dodatkowymi kończynami? Niemożliwe? Możliwe. Naukowcy przez długi okres analizowali aktywność mózgu małpki o ślicznym imieniu Aurora. Głównie chodziło o aktywność związaną z ruszaniem jedną ręką. Gdy uczeni stwierdzili, że mają dość, dali małpce trzecią rękę. Robotyczne ramię reagowało na aktywność mózgu. Wkrótce Aurora mogła ruszać niezależnie trzema ramionami. Nie mieliśmy tu do czynienia z dwiema rękami wykonującymi identyczne ruchy, tylko z naczelnym ssakiem o trzech górnych kończynach (nawet jeśli jedna była mechaniczna i nie przyczepiona do ciała).
To wciąż nie wszystko. Przeprowadzono też badania nad bodźcami trafiającymi do mózgu. Małpkom kontrolującym wirtualne ręce w wirtualnym świecie dostarczano bodźce do ośrodków czucia. Makaki przeszkolono tak, by rozróżniały fakturę pozornie identycznych przedmiotów. Nie muszę chyba dodawać, że eksperyment zakończył się sukcesem. Co z tego wynika? To oczywiście ogromne pole do popisu dla protetyki, ale idea dodatkowych kończyn, kierowania wirtualnym awatarem (lub po prostu obsługa software’u) za pomocą myśli nie powinna przejść bez echa. Nie raz wspominałem tu o egzoszkieletach, taka maszyna, kontrolowana przez sparaliżowaną osobę może zupełnie odmienić komfort życia.
Kolejna nowinka która pasuje do tej notki to bioniczna dłoń nowej generacji, która w roku 2013 trafi do pewnego pacjenta. Nie jest to kontynuacja badań prowadzonych nad Aurorą, gdyż tym razem naukowcy nie chcą sięgać do mózgu pacjenta. Dłoń, którą możecie zobaczyć na górze, lekarze podłączą bezpośrednio do nerwów pacjenta. Interfejs między człowiekiem a maszyną powinien działać w dwie strony, dzięki czemu będzie on nie tylko w naturalny sposób poruszał dłonią, ale również powinien mieć w niej czucie. Pierwszy test przeprowadzono w 2009 roku na innym pacjencie. Połączenie z nerwami ręki pozwoliło mu poruszać palcami, zaciskać pięść, trzymać przedmioty i czuć dotyk. Tym razem po raz pierwszy mechaniczna dłoń zostanie wszczepiona na dłużej, do tego jest to nowszy prototyp z większą swobodą ruchów i ilością sensorów dotyku. W ciągu miesiąca po zabiegu poznamy odpowiedzi na szereg pytań – czy pacjent będzie w stanie tolerować obce ciało na długą metę, jak zachowają się łączenia nerwów z elektroniką itd.
Pierwsza grupa pacjentów w USA otrzymała bioniczne oczy. Chorzy z uszkodzoną siatkówką, ale sprawnym nerwem ocznym otrzymali sztuczne odpowiedniki siatkówki, obecnie liczące sobie 60 pikseli, wyświetlających „obraz” z małej kamery noszonej w okularach. Skutki były różne, od bardzo ograniczonej poprawy, aż po takich, którzy byli w stanie odczytać nagłówki gazet. To dopiero początek. Kolejne wersje będą mieć większą rozdzielczość, a w planowanych modelach elektrody zastąpią ogniwa fotowoltaiczne. Obraz będzie generowany bezpośrednio w bionicznym oku bez udziału kamery. Współczesne aparaty słuchowe, umożliwiają podłączenie się do telewizora, komputera lub telefonu. Na co pozwolą bioniczne oczy przyszłości? Można puścić wodze wyobraźni.
Powiedzmy sobie wprost. Nikt rozsądny dzisiaj nie chciałby zastąpić własnego oka sztucznym. Nawet gdyby obraz był jednakowej jakości z żywym okiem (czyli, jeśli wierzyć Internetom ponad 500 megapikseli, lub 18 sekund kątowych), nawet gdyby można było takim okiem oglądać filmy „bezpośrednio”, w każdej chwili robić zdjęcia i wrzucać je na fejsika. Oko bez aparatu, ale własne nie wymaga ładowarki, w pewnym stopniu potrafi się samo regenerować, świetnie pasuje do oczodołu i jest optymalne dla mózgu. Nie powinno jednak ulegać wątpliwości, że widzimy raczkujące idee transhumanizmu, więc trudno opanować się przed myśleniem o tym co się stanie, gdy zaczną biegać.
Źródła:
Facet z magnesem w palcu
Implant daje szczurowi szósty zmysł
TEDowe wystąpienie między innymi o Aurorze
Bioniczna dłoń która czuje
Pierwsze bioniczne oczy widzą światło




