sobota, 5 września 2020

Bez mięsa - dla klimatu, dla siebie cz.2

Ten tekst, wraz z jego pierwszą częścią są elementem kampanii edukacyjnej #dbamoklimat. Koniecznie sprawdźcie stronę na której dietetycy przygotowali ponad 20 artykułów, w którym opisują ochronny wpływ diet roślinnych na zmiany klimatu oraz tłumaczą jak zbilansować dietę roślinną aby uniknąć niedoborów białka, żelaza, cynku, wapnia, witaminy B12, jodu, selenu czy kwasów omega 3, których ryzyko jest większe na diecie wegańskiej. Na stronie znajdziesz również 9 darmowych jadłospisów (wegańskie, wegetariańskie, fleksitariańskie) do wykorzystania.

Jest prawdą, że dieta to tylko element całej proklimatycznej układanki. Na wstępie chciałbym jedynie zaznaczyć, że “budżet węglowy” dla produkcji żywności, przewidziany na rok 2050 wynosi 5 Gt CO2eq [dla scenariusza ograniczenia globalnego ocieplenia do 1,5°C]. To o tyle problematyczne, że już teraz emitujemy 5,6 Gt CO2eq i jeżeli nie zmienimy swoich nawyków, to w 2050 emisja sięgnie zawrotnych 9,8 Gt. Naukowcy z komisji EAT-Lancet, w celu ograniczenia emisji oplanowali tzw. Dietę Planetarną.

W celu osiągnięcia budżetu węglowego, wystarczy że o 50% zmniejszymy straty i marnotrawienie żywności a w 2050 roku 75% mieszkańców spośród tzw. G20 (19 państw o największej emisji gazów cieplarnianych + 28 państw Unii Europejskiej) będzie przestrzegało Diety Planetarnej [1]. W opisanym schemacie, emisja gazów cieplarnianych związanych z żywnością zmniejszy się do 5 Gt CO2eq, a nasza zielona planeta niezmiernie nam za to podziękuje.

Ale my dziś nie o tym. Oprócz protekcyjnego wpływu diet roślinnych na klimat, styl żywienia “plant-based” może dawać wymierne korzyści zdrowotne. W badaniach naukowych, kondycja zdrowotna wegan (jedzą tylko rośliny), wegetarian (oprócz roślin spożywają nabiał i jaja) czy nawet semiwegetarian (oprócz roślin, nabiału i jaj na ich talerzu lądują wybrane rodzaje mięsa) jest z zasady lepsza niż wszystkożerców. Obserwacje są dość zgodne - im więcej roślin kosztem produktów odzwierzęcych wyląduje w naszym menu, tym większych korzyści możemy się spodziewać.

Przykładowo, średni wskaźnik masy ciała (BMI) dla wszystkożerców wynosi 28,8, dla semiwegetarian 27,3, wegetarian 25,7, a dla wegan 23,6 [2]. Ryzyko raka jelita grubego i cukrzycy typu II w porównaniu z wszystkożercami jest niższe dla semiwegetarian o 8% i 24%, dla wegetarian 18% i 46%, a dla wegan o 16% i 49% [2,3]. Bliźniacze wyniki uzyskano w przypadku śmiertelności z każdej przyczyny. Semiwegetarianie, wegetarianie i weganie mieli niższe ryzyko tejże o 8%, 9% i 15% [4].

Na koniec chciałbym też dodać swoją opinię - w badaniach zazwyczaj porównuje się dwie grupy osób. Mogły się w nich znaleźć zarówno wszystkożercy jak i roślinożercy, którzy mają prozdrowotną dietę, jak i tacy, którzy swój jadłospis opierają na białym chlebie z gulaszem angielskim. Piję do tego, że można być weganinem i mieć paskudną dla zdrowia dietę (opartą o biały chleb, frytki i wegańskie lody) jak i prozdrowotną (opartą o warzywa, owoce, zboża i strączki). Podobnie jest z wszystkożercami, o wiele inaczej będzie na zdrowie wpływać dieta pełna fastfoodów i słodzonych napojów, a inaczej dieta bogata w warzywa, owoce, ale i grillowanego kurczaka czy jogurt naturalny. Pamiętaj jednak, że spożywając sporo, całkiem neutralnego dla zdrowia kurczaka “zabierasz” miejsce w diecie chociażby soczewicy, ciecierzycy czy soi, które niosą ze sobą sporą ilość błonnika czy fitozwiązków.

Reasumując, większość z nas skorzysta na tym, że część mięsa i nabiału zamieni na tofu czy fasolę. Nie musisz jednak grać ascety, który już nigdy u babci nie skosztuje schabowego. Możesz zjeść ciastko i mieć ciastko. Piszę o tym dlatego, że niektórzy z nas mają jedynie podstawową wiedzę dietetyczną i chcąc ratować planetę mogą nabawić się niedoborów pokarmowych. Bo mimo iż diety roślinne dają wymierne korzyści zdrowotne to sprzyjają występowaniu anemii (niedobór żelaza), złamaniom i niedoborom witaminy B12, cynku, selenu, jodu czy kwasów długołańcuchowym omega 3 (EPA i DHA).

Ale nie martw się, według Amerykańskiej Akademii Żywienia i Dietetyki, prawidłowo zbilansowana dieta roślinna (w tym wegańska) jest bezpieczna na każdym etapie życia. Klucz tkwi w słowie “prawidłowo zbilansowana”. Jeżeli chciałbyś dowiedzieć się co zrobić, aby czerpać maksymalne korzyści z diety roślinnej, chronić planetę i nie nabawić się niedoborów pokarmowych to koniecznie odwiedź stronę https://dietetykanienazarty.pl/dbamoklimat. Na dole strony znajdziesz siatkę 15 artykułów, w których w oparciu o dowody naukowe tłumaczymy co i w jakich ilościach jeść, aby zbilansować dietę roślinną. Na stronie znajdziesz również 9 przykładowych, darmowych diet - wegańską, wegetariańską i fleksitariańską. Każda zbilansowana jest na 1600 kcal (na odchudzanie), 2200 kcal (na co dzień) i na 3000 kcal (dla sportowców).

Autorem artykułu jest Arkadiusz Matras, współzałożyciel Dietetyki #NieNaŻarty.


Źródła:
[1] - EAT (2020) Diets for a better future.
[2] - Tonstad S, Butler T, Yan R, Fraser GE (2009) Type of vegetarian diet, body weight, and prevalence of type 2 diabetes. Diabetes Care 32:791–796
[3] - Orlich MJ, Singh PN, Sabaté J, i in. (2015) Vegetarian dietary patterns and the risk of colorectal cancers. JAMA Intern Med 175:767–776
[4] - Orlich MJ, Singh PN, Sabaté J, Jaceldo-Siegl K, Fan J, Knutsen S, Beeson WL, Fraser GE (2013) Vegetarian dietary patterns and mortality in adventist health study 2. JAMA Intern Med 173:1230–1238


czwartek, 3 września 2020

Bez mięsa - dla klimatu, dla siebie cz.1

Katastrofa klimatyczna jest niezaprzeczalnym faktem. Podobnie jak jej antropogeniczność. Owszem, jakimś cudem wciąż można znaleźć ludzi, którzy polemizują z tymi faktami. Ale nie będziemy się na nich skupiać. Zamiast tego zapraszam Was dziś do pierwszego z dwóch tekstów skupionych na rezygnacji z mięsa. Będzie to dwugłos spisany z Arkadiuszem Matrasem z Dietetyka #NieNaŻarty. W pierwszej części przyjrzymy się jak dobre może to być dla planety, w drugiej jak dobre może to być dla Was.

Jest to część kampanii edukacyjnej #dbamoklimat. Koniecznie sprawdźcie stronę na której dietetycy przygotowali ponad 20 artykułów, w którym opisują ochronny wpływ diet roślinnych na zmiany klimatu oraz tłumaczą jak zbilansować dietę roślinną aby uniknąć niedoborów białka, żelaza, cynku, wapnia, witaminy B12, jodu, selenu czy kwasów omega 3, których ryzyko jest większe na diecie wegańskiej. Na stronie znajdziesz również 9 darmowych jadłospisów (wegańskie, wegetariańskie, fleksitariańskie) do wykorzystania.

Jeśli w obliczu zmian klimatu zadajesz sobie pytanie “co mogę zrobić?” to znaczy, że jesteś spoko osobą. Odpowiedź jednakże jest piekielnie skomplikowana. Dlatego, muszę się posłużyć brutalnymi uproszczeniami i bezwzględnymi uogólnieniami. Postaram się wspominać o moich bezpardonowych zabiegach, żebyście byli mi wdzięczni, że tekst da się przeczytać na jedno posiedzenie mieli świadomość, jak złożony jest temat.

Jedną z oczywistych odpowiedzi jest oczywiście ograniczenie swojego śladu węglowego, tj emisji gazów cieplarnianych towarzyszących naszej konsumpcji - czy to związanej z produkcją ubrań które nosimy, energii w naszych gniazdkach, kilometrami, które przebywamy w różnych środkach transportu, czy jedzeniem na naszym talerzu. Ktoś może sądzić, że pojedynczy człowieczek z miliardów nie zrobi żadnej różnicy. Tu jednak powiem, że jeśli tylko nie uważasz się się za najbardziej wyjątkowego skittlesa w paczuszce, to możesz założyć, że jeśli Ty ograniczasz swoje emisje, to robi to również wielu innych.

Problem leży jednak gdzie indziej. Za dwie trzecie emisji cieplarnianych odpowiada zaledwie 90 korporacji. To co zrobią te korporacje w najbliższych latach zdecyduje o losie ludzkości. Możemy liczyć, że same z siebie postanowią uratować świat, wyzerować swoje emisje a następnie przywrócić poziom atmosferycznego CO2 do bezpiecznego dla obecnej biosfery. Wbrew pozorom nie jest to wykluczone, bo Microsoft na przykład planuje neutralność-węglową do 2030 roku i usunięcie swoich historycznych emisji do 2050. Zamiast jednak liczyć na to, że inni pójdą jego śladem, lepiej wziąć sprawy w swoje ręce. A to znaczy głosować na polityków i partie, które dążą do realnych działań na rzecz klimatu. Podkreślam realne, bo tacy np “Zieloni” (podobnie jak wiele korporacji) uprawiają greenwashing i pozorowane działania. Moim zdaniem odpowiedzialne głosowanie to na ten moment najsilniejszy argument jaki mamy w dłoni...

...Nie znaczy to jednak, że nie warto redukować swojego śladu węglowego. Pomijając, że to cegiełka do ratowania świata, myślę, że działa na naszą świadomość i może sprawić, że częściej będziemy podejmować decyzje przez pryzmat naszego wpływu na świat dookoła, a to może mieć tylko dobre skutki (choć są badania twierdzące, że mamy tendencję do “odpuszczania sobie” i “nagradzania siebie”, tj. skoro nie pojechałem samochodem, to zjem sobie hamburgera i emisje netto wyjdą takie same). Innymi słowy rzadko mamy do czynienia z ludźmi którzy ograniczają swoje starania tylko do jednej dziedziny.

Jak zatem skutecznie ograniczać nasz ślad węglowy? Według niektórych zestawień numerem jeden jest nieposiadanie dzieci. To temat rzeka, metodologia tych obliczeń jest co najmniej dyskusyjna. “Problem” przeludnienia porusza m.in. fenomenalny Hans Rosling w swoim niezrównanym “Factulness”, który uwielbiam tak bardzo, że od ponad roku nie czuję się na siłach by popełnić recenzję. Clou jest takie, że 10% najbogatszych ludzi odpowiada za 49% emisji cieplarnianych. Jednocześnie biedniejsze 3,5 miliarda ludzi odpowiada za 10% emisji. Także pomińmy dziś nieposiadanie dzieci.

No więc jeszcze raz. Jak skutecznie ograniczać nasz ślad węglowy? Przeciętny Polak odpowiada za emisję niecałych 9 ton CO2 rocznie. Rezygnacja z samochodu to co najmniej tona (jeśli pokonujemy 30km w dni robocze, to już emitujemy około 1200 kg CO2) pewnie domyślacie się, jak różne mogą być te wyniki zależnie od rodzaju samochodu, intensywności używania itd.

W ścisłym topie jest też unikanie latania samolotami. Lotu tam i z powrotem na dystansie Kraków - Nowy Jork, to około dwóch ton CO2. Lotu tam i z powrotem na dystansie Kraków - Londyn, to około 465kg CO2. Do pracy można dojechać środkami transportu publicznego, lub rowerem… są alternatywy. Ocean można pokonać kajakiem, ale urlopu może nie starczyć. Nie jestem fanem wpędzania ludzi w poczucie winy z powodu podróżowania. Wolę krytykować bezsensowne szastanie delegacjami w korporacjach.

Przeciętny Polak wykorzystuje też około 1500 kWh energii elektrycznej rocznie. W naszym kraju przekłada się to niemal dokładnie na tonę CO2. Ten sam prąd wiązałby się z emisją 840kg CO2 w Niemczech i 87kg CO2 we Francji (tak jest, ponad 10x mniej niż w Polsce), gdyby Francja stała w 100% atomem byłoby to raptem 6kg CO2. Jednak mało kto może wybrać jak emisyjny będzie prąd w jego gniazdku.

I tak dochodzimy do czegoś na co możemy mieć wpływ, gdzie istnieją alternatywy. Według danych GUS polacy spożywają średnio ok ćwierć kg mięsa dziennie (7,69 kilograma na miesiąc). Niezwykle trudno precyzyjnie określić odcisk węglowy diety. Wystarczy spojrzeć na to jak różnie przedstawia się emisyjność produkcji wołowiny w różnych częściach świata. Różne są też metodologię, które np dietę wegańską wyceniają od półtorej do dwóch i pół tony CO2. Niezależnie od metodologii podobnie przedstawia się jednak proporcjonalny efekt odstawienia mięsa lub przejścia na pełny weganizm. Przejście na dietę wegetariańską redukuje ślad naszej diety o 25-33%, dieta wegańska to aż 40-46% zmniejszenia emisji.

To co moim zdaniem jest szczególnie warte uwagi to fakt, że jeśli w naszej diecie zrezygnujemy tylko i wyłącznie z wołowiny i baraniny, to już redukujemy emisję o 24% (jakieś 600 kg CO2). Całkowita rezygnacja z mięsa to co najmniej tona CO2. Mimo, że zwracałem na to uwagę już w tekście o alternatywach dla mięsa, to nie przestaje mnie szokować jak nieporównywalnie gorsze dla kliamtu i planety jest mięso wołowe, nawet w porównaniu z wieprzowym.

Chyba nigdy nie było równie dobrych warunków i licznych możliwości do przejścia na dietę wegetariańską, wegańską czy choćby fleksi (sporadyczne spożywanie mięsa). Każdy oczywiście sam oceni które z powyższych możliwości ograniczenia własnego śladu węglowego są dla niego najłatwiejsze, które w są wyrzeczeniami a które kwestią świadomego wyboru.

Podsumowując, jeśli idzie o jednostkowe działanie w kwestii zmian klimatycznych rezygnacja z mięsa nie jest numerem jeden. Co wcale nie oznacza, że nie jest tego warta. Co więcej trend ograniczania lub odchodzenia od mięsa zaczyna być już widoczny nawet w Polsce.

Nie pozostaje teraz nic innego jak zadać pytanie, co rezygnacja z mięsa może zrobić dla Twojego zdrowia? Przeczytacie o tym pojutrze w tekście Arkadiusza.



Źródła:
http://www.globalstewards.org/reduce-carbon-footprint.htm
https://www.nytimes.com/guides/year-of-living-better/how-to-reduce-your-carbon-footprint
https://www.dw.com/en/to-fly-or-not-to-fly-the-environmental-cost-of-air-travel/a-42090155
https://naukaoklimacie.pl/aktualnosci/klimatyczny-slad-kotleta-386
https://www.greeneatz.com/foods-carbon-footprint.html
http://shrinkthatfootprint.com/food-carbon-footprint-diet
https://www.epa.gov/ghgemissions/sources-greenhouse-gas-emissions
https://www.bbc.com/news/science-environment-46459714

Emisje przemysłu:
https://www.theguardian.com/environment/2013/nov/20/90-companies-man-made-global-warming-emissions-climate-change
https://www.sciencemag.org/news/2016/08/just-90-companies-are-blame-most-climate-change-carbon-accountant-says#
https://www.fastcompany.com/90290795/focusing-on-how-individuals-can-stop-climate-change-is-very-convenient-for-corporations
Emisje bogatych i biednych:
https://www.theguardian.com/environment/2015/dec/02/worlds-richest-10-produce-half-of-global-carbon-emissions-says-oxfam
https://www.lawyersgunsmoneyblog.com/2017/10/environmentalism-population-growth
Kalkulator emisji transport:
https://www.co2nsensus.com/carbon-offset-vehicle

sobota, 29 sierpnia 2020

Neuralink - podsumowanie prezentacji 2020

17 lipca 2019 roku odbyła się pierwsza prezentacja Neuralinka. Opisałem ją tutaj. Dziś w nocy przekonaliśmy się czego dokonała firma w ciągu ostatnich trzynastu miesięcy.


- Tak jak rok temu Elon stwierdził, że celem tej prezentacji jest zwabienie talentów do firmy.
- Na ten moment misją Neuralinka jest rozwiązywanie problemów z rdzeniem i mózgiem, w tym: Utrata pamięci, utrata słuchu, utrata wzroku, paraliż, depresja, bezsenność, ekstremalny ból, padaczka, zaburzenia lękowe, uzależnienia, udar, uszkodzenia mózgu
- Podkreślił, że znacznie bardziej toporne i prymitywne urządzenia poprawiły życie ponad 150 tysięcy ludzi.
- W przeciwieństwie do 2019 roku, obecnie “The Link” jest pojedynczym elementem zastępującym kawałek czaszki. Bez przewodu idącego do baterii/portu za uchem. Niewidoczny dla postronnych.
- Obecny model urządzenia posiada 1024 kanały, wymiary to 23x8mm, montowany “na równo” z czaszką. Posiada szereg urządzeń telemetrycznych - mierzy temperaturę, ciśnienie, posiada 6-osiowy IMU (inertial measurement unit), jest bezprzewodowy i ładowany indukcyjnie, całkowicie bezprzewodowy, posiada megabitową prędkość łącza.

- Chcą by implant Neuralinka mógł być wszczepiony w ciągu godziny, by pacjent mógł opuścić szpital tego samego dnia, wszystko bez znieczulenia ogólnego.
- Zaprezentował też robota, który miałby wykonać zabieg w całości - od nacięcia skalpu, otwarcia czaszki przez montaż sond, do zamknięcia rany. Robot był już używany, zabieg na mózgu jest bezkrwawy (!) - sondy są tak małe, że nie naruszają naczyń w mózgu.
- Elon przedstawił trzy świnki. Zdumiewające jak dużo chichotania wywoływały u miliardera.
- Joyce nie ma implantu. Zwykła świnka.
- Dorothy miała implant, ale został usunięty. To pokazało, że implant można usunąć bez szkody dla pacjenta.
- Virgil miał tremę i trzeba było poczekać zanim wyszedł do widowni. Kubełek z jedzeniem pomógł. Zaprezentowano feed na żywo z implantu. Według Elona były to sygnały czuciowe (węchowe) z ryjka Virgila.
- Wszystkie świnki wyglądały na zdrowe, można było dojrzeć bliznę ale nie widziałem zarysu implantu w czaszce.
- Kilku świnkom wszczepiono więcej niż jeden Neuralink.
- Na podstawie odczytów z Neuralinka z bardzo dobrą dokładnością można było przewidywać pozycje kończyn świnek (co jest elementem przywracania sprawności sparaliżowanym)

- Udało się też stymulować neurony za pomocą neuralinkowych nici.
- Każdy z 1024 kanałów może zarówno rejestrować aktywność neuronów i je stymulować.
- Urządzenie może działać cały dzień i naładować się w pełni w ciągu nocy. Zasięg 5-10 metrów.
- Neuralink otrzymał status “Breakthrough Device” od FDA w lipcu. Przyznaje się go urządzeniom, które w czasie testów przedklinicznych pokazały wielki potencjał do leczenia lub ulepszania istniejących terapii. Przyspiesza i ułatwia postęp prac nad terapiami tak by te szczególnie obiecujące mogły wcześniej pomóc ludziom.


Mój komentarz? Fenomenalny rozwój w ciągu roku. Pamiętajmy, że sondy wciąż są znacznie większe niż pojedynczy neuron. Niezwykle istotne jest to, że pokazano, iż można bezpiecznie usunąć urządzenie. Elektronika nie tylko potrafi się psuć, ale przede wszystkim może się starzeć. Więc perspektywa wymiany na nowszy, lepszy model, jest kusząca. Tym bardziej ważne jest, że Neuralink nie jest “wyrokiem”. Imponuje, że już teraz, na tak wczesnym etapie można dokonywać zabiegu bez ranienia mózgu.

Na krótką metę potencjał jest cudowny - leczenie niezwykle doskwierających dolegliwości. Na długą metę, potencjał jest nieograniczony.

Link do prezentacji: https://www.youtube.com/watch?v=DVvmgjBL74w




wtorek, 25 sierpnia 2020

Węglowy wywiad - dr Damian Parol

 Kolejny wywiad, ale po raz pierwszy w takiej formie. Koniecznie dajcie znać co sądzicie. Linki i odnośniki w opisie.


Dostępny również przez FB na fanpage Węglowego.

A teraz również na Anchor.fm (czyli również Spotify):



poniedziałek, 17 sierpnia 2020

Dla całej ludzkości

A gdyby 20 czerwca 1969 na Księżycu wylądowali Sowieci? Gdyby Amerykanie mimo to nie odpuścili i postanowili, że teraz będziemy się ścigać kto pierwszy postawi bazę na Księżycu? Proste pytanie, zaowocowało świetnym serialem produkcji Apple.

“For All Mankind” to produkcja nietypowa i wręcz trudna do sklasyfikowania, bo ktoś mógłby powiedzieć, że bardziej niż SF pasuje do niej historical-fiction. Serial śledzi dzieje programu Apollo w alternatywnej historii. Za sterami produkcji siedzi Roland D. Moore, który stał za Star Trekiem: The Next Generation, Deep Space Nine, Voyagerem, oraz za Battlestar Galactica (oraz za niestety nie zrealizowanym Virtuality i niestety zrealizowanym Helix… jak można było taki potencjał tak spaprać…). Wśród konsultantów znalazł się astronauta Garrett Reisman, który po NASA pracował również w SpaceX.

Ta mieszanka dała szalenie realistyczny serial. Choć oczywiście nie brakuje tu pewnych naciąganych elementów, mam spore opory przed uznawaniem “For All Mankind” za serial SF. Napraawdę zadbano tu o wiele detali. Świetnie ekstrapoluje istniejące wówczas technologie oraz obecne wówczas nastroje. Produkcja zderza wielkie idee cywilizacji z małymi problemami, małych ludzi. W efekcie dobrzy ludzie czasem działają w sposób godny potępienia, a niskie pobudki polityków prowadzą do wydarzeń godnych pochwały.

Przedstawienie historii jest na tyle realistyczne, że nie wiem na ile to nie namiesza w głowie osobom nie zaznajomionym z prawdziwymi dziejami programu Apollo. Raczej każdy wie o lądowaniu Apollo 11, ale nie mam przekonania np. Ilu czytelników Węglowego byłoby w stanie bez sprawdzania powiedzieć ile osób w sumie stanęło na Księżycu. Tu podpowiedź - jeśli nie wiesz, to nie ma w tym nic złego. Nie wiem ile nagrań rozmów prezydentów USA to sprytnie pocięte prawdziwe rozmowy a na ile podłożony głos lub syntezator. Pewnie umknęło mi też sporo niuansów związanych z historią USA.

To co jednak spodobało mi się tu szczególnie, to oddanie klimatu tej ery. To astronauci są bohaterami, nie celebryci czy sportowcy. Program kosmiczny motywuje i inspiruje. “For All Mankind”, choć za ambicjami ludzi stoi okropna i groźna rywalizacja mocarstw, widać czego może dokonać człowiek. Ludzkość może sięgnąć gwiazd, musimy tylko chcieć.

Jako ciekawostkę wrzuciłem do tego tekstu fotkę radzieckiego lądownika księżycowego. Eksperci twierdzą, że Sowieci nie mieli szans, by dotrzeć na Księżyc jako pierwsi, natomiast faktem jest, że byli naprawdę blisko.

Dostępny jest już zwiastun sezonu drugiego. Zapowiada się… bardziej. Czy będę miał mniejsze opory przed zaklasyfikowaniem go jako SF? Nie wiem, ale i tak bardzo wyczekuję.






poniedziałek, 10 sierpnia 2020

Burn. Charge. Repeat.

Piszę tego bloga dlatego, że lubię się dzielić tym co mnie fascynuje i ekscytuje. I ta notka to klasyczny przykład tego czym jest ten blog. Usłyszałem coś, powiedziałem sobie “wow” i poczułem potrzebę, żeby się z Wami tym podzielić.

Dziś będzie o tym jak Rocket Lab wraca do gry po ich trzynastym locie, który zakończył się porażką. Ta nowozelandzka, prywatna firma budująca rakiety znalazła sobie niszę wynosząc w kosmos niewielkie ładunki (do 225 kg na niską orbitę lub 150 kg na orbitę heliosynchroniczną).

Tym co wyróżnia ich rakietę, Electron, jest metoda tłoczenia paliwa i utleniacza do komory spalania. Rozwiązaniem dominującym w przemyśle kosmicznym jest używanie turbopomp, gdzie część paliwa i utleniacza spalana jest w celu napędzania turbiny, która pompuje większość pozostałego paliwa i tlenu (tony w ciągu każdej sekundy) do komory spalania. Tematyka jest fantastycznie złożona i kiedyś chętnie o tym napiszę...

Ale na pewno nie dziś, bo silniki Rutherford, które pchają Electrony na orbitę, są zdecydowanie innym gatunkiem. Paliwo i tlen tłoczą pompy elektryczne. Energia, którą można by zasilić moje mieszkanie przez niecałe dwa tygodnie, zgromadzona w bateriach zostaje zużyta w ciągu trzech minut.

Po pierwszym, nieudanym, teście w 2017, Rocket Lab wykonał jedenaście udanych lotów. Niestety 4 lipca ta korzystna passa dobiegła końca i lot trzynasty o nazwie "Pics or it didn't happen" uległ awarii. Drugi człon utracił ciąg i ładunek nie został umieszczony na odpowiedniej orbicie. W tym biznesie każda porażka to duży cios. Rocket Lab wraca jednak po miesiącu z wspaniałymi zapowiedziami.

Dzięki temu jak dynamicznie rozwija się przemysł baterii, wykorzystanie nowych technologii w kolejnych Electronach zaowocuje znacznie lepszymi osiągami, czyli lepszą ofertą dla klientów. Od teraz będą mogły dostarczyć nie 225 a 300 kg na niską orbitę i nie 150 a 200 kg na orbitę heliosynchroniczną.

Dodajmy jeszcze, że dodatkową elastyczność Rocket Lab zawdzięcza faktowi, że swoje silniki rakietowe produkują w technologii druku 3D. W trakcie najbliższego lotu podejmą próbę odzyskania pierwszego stopnia rakiety, co docelowo powinno obniżyć i tak już atrakcyjną, wynoszącą $6 milionów, cenę lotu.

To co jednak wywołało u mnie “wow” to idea ładowania baterii po starcie. RocketLab otwiera się na misje międzyplanetarne (to drugie “wow”). A w ich przypadku (i nie tylko) rakiety dokonują wielu odpaleń. Na przykład lot na Księżyc może wymagać ośmiokrotnego włączania ciągu w odstępie jednego lub kilku dni. Może to być wystarczający czas, by podładować baterie na tyle, by podtrzymać pracę silnika w czasie kolejnego odpalenia. W silnikach z turbopompami sam zapłon jest bardzo złożonym procesem, zakładam, że w Rutherfordzie jest to prostsze, no i znacznie wydajniej korzysta on z paliwa, które nie “marnuje” się na pompowanie.

Tak więc mądrze dobierając baterie do potrzeb odpalania silników, można idealnie skomponować masę rakiety i ładunku. Wszystko to uruchamia mój optymizm. Wyobrażam sobie bogate firmy i uczelnie, które mogą sobie pozwolić, żeby np wysłać małe satelity i sondy na orbitę Księżyca, czy w górne warstwy Wenus. Tim Dodd wspomina nawet, że tych kilka baniek to kwota, którą w teorii można by zebrać w ramach kampanii crowdfundingowej.

Jak tu się nie ekscytować, kiedy kosmos staje się znów trochę bliższy każdemu z nas?


Źródła:
Strona RocketLab
Nowy User Guide Electrona
OLF fragment o RocketLab
Sprójrzcie na nazwy ich startów :)


środa, 5 sierpnia 2020

No to poleciał

Trochę trzeba było poczekać, co nie powinno dziwić w przypadku nowych technologii i prototypów. W przypadku Starshipa można powiedzieć, że jednak było trochę pecha - jeden egzemplarz zniszczony przez błąd ludzki - zmniejszono ciśnienie w dolnym zbiorniku, gdy górny był wciąż napompowany. Przedostatni zniszczyła wada platformy a nie samego prototypu.

4 sierpnia (5 sierpnia w Polsce), dzień po odwołaniu testu, kilka godzin po kolejnym wstrzymaniu i odpompowaniu paliwa SN5 poleciał. Gładko, ślicznie i bez zgrzytów. No prawie.



Na ujęciu od środka widać, że Raptor się zapalił się w trakcie lotu, ciekawe ile jeszcze by poleciał. Zastanawiam się też co stało się na platformie startowej, bo zdecydowanie nie wygląda jakby silnik coś zdmuchnął. Jest błysk a potem eksplozja, więc może silnik coś podpalił. Może dlatego Elon napisał później, że planują jeszcze kilka takich skoków, żeby dopracować proces startu zanim poleci na 20km:

V1.1 legs will be ~60% longer. V2.0 legs will be much wider & taller — like Falcon, but capable of landing on unimproved surfaces & auto-leveling.

We’ll do several short hops to smooth out launch process, then go high altitude with body flaps

Czyli kolejne nóżki będą coraz dłuższe i lepiej przygotowane do lądowania na nierównych powierzchniach (Księżyc, Mars, te sprawy). A lot na 20km będzie już na wypasie - z noskiem i pokracznymi skrzydełkami.

Szykujcie się - czeka nas jeszcze dużo wybuchów.