środa, 23 stycznia 2019

Rakieta która się spoci

Elon udzielił ciekawego wywiadu dla Popular Mechanics. Całość możecie przeczytać tutaj:
Popular Mechanics

Dla leniuchów przygotowałem małe podsumowanie.

Elon postanowił zbudować Starshipa z nierdzewki. Wymienia tyle zalet, że aż nasuwa się pytanie “czemu nikt wcześniej o tym nie pomyślał?”. Odpowiedź brzmi: pomyślał. Było to w latach 50 i zupełnie nie wyszło. Kojarzy mi się to troszkę z torem, jako paliwem nuklearnym. Choć pod wieloma względami wydaje się idealny, na początku ery atomu odpadł bo technologia była w powijakach, nie nadawał się do przemysłu zbrojeniowego i zdecydowała polityka (w tym miejsca pracy przy uranie/plutonie, które miały dać Nixonowi dodatkowe głosy). Ale dość dygresji.

“Rakietowy” internet szumi od niedowierzania, przez śmiech po zachwyt. Elon spawa rakietę ze stali nierdzewnej, robi to pod gołym niebem; to szaleństwo, to na pewno pod jakieś testy i nigdy nie poleci… Ale Elon się upiera że poleci, a przynajmniej, że spróbuje. “Starship Hopper” ma być odpowiednikiem Grasshopperów, które były pierwszym krokiem do odzyskiwania boosterów rakiet Falcon. Jak to się skończyło wiemy - obecnie lądowania idą tak dobrze, że SpaceX nie ma gdzie trzymać odzyskanych rakiet. Teraz Starship Hopper ma sobie “podskakiwać” sukcesywnie coraz wyżej aż do 5 km.

Pamiętam szok jaki wywołało zdjęcie na którym widać, że pod tym wielkim stalowym bojlerem pojawiły się dysze silników. Wtedy już wszyscy uwierzyli, że to ma polecieć. Jako, że nikt tego nie robił od pół wieku, nie zdziwię się, jeśli pierwszy Starship efektownie wybuchnie w momencie startu. Już sobie wyobrażam lawinę “a nie mówiłem” w komentarzach.

A teraz konkrety:

  • Stal nierdzewna jest tańsza, łatwiej się z nią pracuje, jest mniej strat, dlatego choć przy włóknie węglowym cena za kilogram to $135, efektywnie wychodzi bliżej $200. Koszt stali to $3, ale tu Elon mówi raczej o samej stali, nie wspomina o stratach (pewnie niewielkie) ani o tym jaki jest koszt uzyskania opracowanego na własne potrzeby stopu z chromem i niklem. Można jednak zgadywać, że to rozwiązanie i tak jest kilkanaście-kilkadziesiąt razy tańsze.
  • Elon twierdzi, że ostatecznie rakieta ze stali nierdzewnej ma być lżejsza (!). Wynikać ma to np. z właściwości - w niskich temperaturach ich stal jest 50% bardziej wytrzymała. Choć większość stopów robi się krucha, nie tyczy się to nierdzewnej. Robi się silniejsza i przy okazji bardziej plastyczna - 12-18% plastyczności przy -200’C [nie pytajcie mnie jak liczy się plastyczność w procentach]. Ponoć dzięki temu nie ma problemu mikropęknięć. Nawet jeśli powstają, to nie rozrastają się tak jak w przypadku np. ceramiki czy szkła.
  • Stal nierdzewna ma też zalety, jeśli rakieta nie trafia na złom po jednym locie. Wysoki punkt topnienia, znacznie wyższy niż aluminium. Włókna węglowe nie topnieją, ale żywica ulega uszkodzeniom, dlatego, przy normalnej pracy w przypadku tych materiałów jesteśmy ograniczeni do 150 stopni, w pewnych przypadkach do 200’C. Stal poradzi sobie z temperaturą rzędu 850’C
  • Generalnie przy starcie potrzeba czegoś co radzi sobie z kriogenicznymi temperaturami a przy wejściu w atmosferę z gorącem. Masa osłony termicznej zależy od od temperatury pomiędzy osłoną a poszyciem. W przypadku Dragona grubość osłony podyktowana jest przewodnictwem ciepła. Tu nie ma takiego problemu. Generalnie strona zawietrzna nie będzie potrzebowała żadnej osłony termicznej. Natomiast od strony nawietrznej zastosują coś całkowicie nowego…
  • Ma to być pierwsza “regenerująca” osłona termiczna. Będą to po prostu dwie warstwy stali, pomiędzy którymi ma się znaleźć paliwo lub woda.
    Przy wejściu w atmosferę w zewnętrznej warstwie pojawią się mikro-perforacje przez które będzie przeciekać wspomniany płyn. Można powiedzieć, że Starship będzie się pocił i w ten sposób tracił ciepło. Bardziej precyzyjnie byłoby jednak powiedzieć, że Starship będzie transpirował.
  • I tu możemy wrócić do pierwszych rakiet Atlas. Też były budowane ze stali nierdzewnej, ale gięły się i załamywały pod własnym ciężarem. Podwójna warstwa stali nie tylko spełni funkcję osłony termicznej, ale według Muska ma uchronić Starship przed losem Atlasów.
  • Ta rewolucja sprawia, że prace nad Starship nie tylko będą znacznie tańsze, ale również, że będą postępować szybciej. W ten sposób optymistyczne “pierwsze pół roku 2019” stało się “może już w marcu 2019”.

    Jak wspominałem są spore szanse na to, że dostaniemy efektowną eksplozję i tony komentarzy anty-fanów Muska, krzyczących “a nie mówiłem?!” Nawet jeśli, to o niczym nie przesądzi. Próbują czegoś niemal całkiem nowego. Ale kto wie: może dziesięć lat rewolucjonizowania kosmicznego biznesu to wystarczające doświadczenie, żeby Starship Hopper od razu wykonał udany “podskok”. Może rozbije się dopiero przy lądowaniu? Jeśli jednak wszystko pójdzie idealnie, to przesądzi o tym, że to nie jest tak całkiem szalony pomysł.


    Fotki:
    SpaceX
    Reddit
    KGBT


    Podoba Ci się to co robię? Wpłyń na rozwój strony i zostań patronem Węglowego.



  • piątek, 18 stycznia 2019

    Antyszczepionkowcy na liście 10 zagrożeń dla zdrowia WHO

    Niby nic nowego. Zagrożeniem dla samych siebie byliśmy nawet przed wynalezieniem broni nuklearnej (choć paradoksalnie, ta technologia może nas uratować). Ale według mojej wiedzy, po raz pierwszy na liście dziesięciu zagrożeń dla zdrowia przygotowanej przez Światową Organizację Zdrowia pojawiła się pozycja “Vaccine hesitancy”, czyli “niezdecydowanie” w kwestii szczepień.


    Antyszczepionkowcy
    Niechęć, ociąganie się czy wręcz odmowy w kwestii szczepień według WHO grozi cofnięciu niezwykłych postępów w zapobieganiu chorobom możliwym do uniknięcia. Jak mówią autorzy listy - szczepienia to jedna z najbardziej wydajnych kosztowo metod unikania chorób, która obecnie pozwala uniknąć od 2 do 3 milionów zgonów rocznie. I może uratować kolejne 1,5 miliona rocznie, jeśli zwiększony zostanie zasięg szczepień.


    Zanieczyszczenia powietrza i zmiany klimatyczne
    Choć lista nie jest numerowana, to otwiera ją kwestia powietrza i zmian klimatycznych. Dziewięć na dziesięć osób oddycha zanieczyszczonym powietrzem każdego dnia. W 2019 zanieczyszczenia powietrza zostały uznane największym środowiskowym zagrożeniem dla zdrowia. Mogą uszkadzać płuca, serce i mózg. Siedem milionów zgonów rocznie można przypisać złej jakości powietrza. W Polsce samemu smogowi przypisuje się 44 tysięcy zgonów, to około 12% wszystkich śmierci. Co ósmy zmarły zawdzięcza to naszemu powietrzu.

    Głównym czynnikiem zanieczyszczeń jest spalanie paliw kopalnych. Jest to jednocześnie główny czynnik napędzający zmiany klimatyczne, które zagrażają zdrowiu ludzi na całym świecie w różnym stopniu i na różne sposoby. WHO ocenia, że między 2030 a 2050, zmiany klimatyczne będą powodować nawet 250 000 zgonów, od niedożywienia i malarii, przez biegunkę aż po przegrzanie i udary.


    Lekoodporność
    Antybiotyki, leki antywirusowe i przeciwmalaryczne to jedne z największych sukcesów współczesnej medycyny. Niestety bakterie, pasożyty, wirusy i grzyby nabierają odporności na nie. Grozi nam powrót do czasów, gdzie leczenie zapalenia płuc, gruźlicy, rzeżączki i salmonelloza będzie wyzwaniem. Niemożność uniknięcia infekcji zagrozi bezpieczeństwu operacji chirurgicznych czy chemioterapii. W 2017 około 600 000 przypadków gruźlicy cechowała odporność na leki. Czynnikiem wpływającym na tą odporność jest nadużywanie antybiotyków tak w służbie zdrowia jak i w hodowli zwierząt.v


    Choroby niezakaźne, podstawowa opieka medyczna, złe warunki
    Cukrzyca, nowotwory i choroby serca stoją za ponad 70% zgonów na całym świecie. WHO twierdzi, że przyczynia się do tego pięć głównych czynników: nikotyna, brak aktywności fizycznej, nadużywanie alkoholu, niezdrowa dieta i zanieczyszczenia powietrza. Wskazuje też, że te czynniki wpływają na kwestie zdrowia psychicznego. Połowa chorób umysłowych zaczyna się w wieku lat 14, ale w większości pozostają niewykryte, a co za tym idzie nieleczone. Samobójstwo jest drugą najczęstszą przyczyną śmierci osób między 15 a 19 rokiem życia.

    WHO wspomina o kiepskim stanie służby zdrowia w wielu krajach. Podstawowa opieka zdrowotna jest w stanie zaspokoić większośc potrzeb zdrowotnych ludzi w ciągu ich życia. Wynika to nie tylko z małej zamożności tych krajów, ale również w programach, które koncentrowały się na pojedynczych schorzeniach.

    Spokrewnionym zagrożeniem jest fakt, że ponad półtora miliarda ludzi, żyje w miejscach które doświadczyły różnego rodzaju kryzysów - głodu, suszy, wojny, masowego przemieszczania ludności. Przykłada się to na trudny dostęp opieki medycznej.


    Co jeszcze?
    Choroby… WHO twierdzi, że pandemia grypy będzie mieć miejsce, pytaniem jest tylko kiedy i jak poważna będzie. Na liśce znalazła się również Ebola i “inne groźne patogeny” wywołujące gorączki krwotoczne Zika, Nipah, MERS-CoV, SARS, oraz potencjalne nowe, nieznane jeszcze patogeny. Kolejne zagrożenie to denga, groźniejsza z roku na rok. Przesuwające się na północ ciepłe strefy klimatyczne tylko pogarszają sprawę. Listę zamyka HIV. Pomimo ogromnych postępów i terapii antyretrowirusowych epidemia wciąż trwa. Niemal milion osób umiera rocznie z powodu HIV/AIDS a 37 milionów żyje z wirusem. Niemal jedna czwarta zarażeń ma miejse w sub-saharyjskiej Afryce.


    Podoba Ci się to co robię? Wpłyń na rozwój strony i zostań patronem Węglowego.


    Źródło:
    https://www.who.int/emergencies/ten-threats-to-global-health-in-2019


    środa, 2 stycznia 2019

    Co kryje Ultima Thule

    Nie raz mówiłem, że astronomowie są mistrzami w wyciskaniu 200%, 500% czy 1000% ze swoich misji i eksperymentów. New Horizons nie będzie wyjątkiem. Dzięki tej misji zobaczyliśmy z bliska Plutona i Charona, a teraz sonda wykonała zdjęcia obiektu (486958) 2014 MU69, znanego również nieoficjalnie jako Ultima Thule.

    Obiekt ten wykryto w 2014 roku, osiem lat po wystrzeleniu New Horizons. Od początku wiadomo było że po spotkaniu z Plutonem astronomowie będą chcieli zbadać coś jeszcze. Choć wybór Ultimy był podyktowany głównie minimalną ilością paliwa konieczną by skorygować kurs poruszającej się 16 kilometrów na sekundę sondy, to ma on szereg ciekawych cech, które sprawiają, że jest bardzo wartościowym naukowo celem.

    Pierwsze poszukiwania potencjalnych celów były bezowocne. Ultima Thule jest tak malutka i tak odległa (ok 35 km długości i ponad sześć miliardów kilometrów od Ziemi), że znalezienie jej wymagało od ekipy New Horizons opracowania całkowicie nowego oprogramowania. Dopiero wtedy, obserwacje z teleskopu Hubble’a przesiane tym oprogramowaniem namierzyło szereg obiektów. W tym Ultimę. 2014 MU69 jest tak daleko, że do schyłku 2018 nie było pewności, czy dobrze wyznaczono jej pozycję i czy New Horizons nie wykona zdjęć pustej przestrzeni.


    Przed samym spotkaniem astronomowie próbowali się dowiedzieć jak najwięcej o nowym celu misji New Horizons. Na przykład jak wygląda jej rotacja. Bada się to mierząc zmiany w jasności obiektów, - regularne zmiany pozwalają wyznaczyć czas obrotu, może pamiętacie notkę o Haumei - wielkim jaju. Obserwacje sugerowały, że Ultima Thule się nie obraca*. Choć dla nas jest tylko punkcikiem, naukowcy użyli szeregu teleskopów by zaobserwować jak przysłoni jedną z gwiazd tła. Porównując jak długo trwało “zaćmienie” w różnych punktach Ziemi, stwierdzili, że może mieć kształt dwóch połączonych sfer. Chyba nieźle trafili, choć nie mogłem sobie odpuścić okazji by zaprezentować, że przy tak ograniczonych danych Ultima Thule mogła mieć równie dobrze kształt podłużnego ziemniaczka albo nawet kotka.

    Wróćmy jednak do wartości naukowej. Obiekt ten jest nie tylko daleko, ale okazuje się też, że jego orbita jest bardzo kołowa (ma niską ekscentryczność), a wiele obiektów pasu Kuipera znajduje się na dość eliptycznych orbitach, więc czasem są bliżej Słońca czasem dalej. To daje im okazje do ulegania zmianom i ewolucji. Pluton jest tak duży, że grawitacja zrobiła z niego sferę, co prowadzi do ogrzania jądra a oddawanie tego ciepła zaowocowało procesami geologicznymi. Komety takie jak odwiedzona przez Rosettę 67P Czuriumow-Gierasimienko, regularnie ogrzewane przez Słońce, tracą materiał, zmieniają się itd. Tymczasem Ultima Thule powinna być bardzo “dziewiczym” obiektem w skali naszego układu słonecznego.

    Tak więc spodziewamy się ciekawego, zimnego, przeoranego małą ilością kraterów światka, który nauczy nas dużo o młodości naszego układu planetarnego. Póki co dostaliśmy rozmyte fotki, dzięki którym wiemy, że sonda działa i dobrze wycelowała aparaturę. Stąd widać, że raczej nie ma kształtu kotka. Teraz trwa żmudny proces przesyłania danych w wysokiej jakości. Jeśli tak jak ja czekacie na wyraźniejsze foty, to potencjalnie dziś po 20tej na konferencji NASA pokażą coś więcej.


    Podoba Ci się to co robię? Wpłyń na rozwój strony i zostań patronem Węglowego.


    Źródła:
    * - “a jednak się obraca!
    Exploring Ultima Thule - Scott Manley
    https://en.wikipedia.org/wiki/(486958)_2014_MU69
    https://solarsystem.nasa.gov/news/801/new-horizons-flyby-where-to-watch/

    Zdjęcia: National Aeronautics and Space Administration (NASA), Johns Hopkins University Applied Physics Laboratory (JHUAPL), and Southwest Research Institute (SwRI)


    niedziela, 30 grudnia 2018

    Nauka o klimacie - recenzja

    Jeśli mieszkasz na Ziemi, to jest to książka dla Ciebie. Zmiany klimatyczne tyczą się wszystkich. Kiedyś miały dotknąć głównie naszych wnucząt, później dzieci, ale dotykają już dziś ludzi w różnych częściach świata. Naukowcy o problemie mówili od lat, kiedy rozwiązania mogły być całkiem bezbolesne a wręcz bardzo korzystne. Wiecie, że dziura ozonowa się zmniejsza? Dało się. Zareagowaliśmy szybko i zgodnie.

    Niestety teraz nie ma już “bezboleśnie”. Dekady zaniedbań, a wręcz dolewania oliwy do ognia sprawiły, że łatwo już nie będzie. Podobnie z wiedzą na ten temat. Może pod koniec lat 80tych wystarczyło wiedzieć, że freon używany w lodówkach, dostaje się do atmosfery i niszczy ozon. Oraz, że to źle i trzeba dać sobie spokój z freonem. Teraz jednak żyjemy w wieku informacji, który okazał się też wiekiem dezinformacji. Niemal dowolny dialog o zmianach klimatycznych zawiera niezwykle skrajne, zaprzeczające sobie stwierdzenia. Jak sobie z tym radzić?

    Na szczęście stanowisko naukowców jest zgodne. Prawa fizyki nie ulegają zmianie. Fakty są obiektywne. Miło mi powiedzieć, że Nauka o klimacie pokazuje to w pełnej krasie. To nie jest prosta i krótka książka. To książka, którą powinien przeczytać każdy. Jest pękata i wypasiona. Systematycznie, skrupulatnie i przystępnie (!) rozkłada temat na części pierwsze. Wyjaśnia mechanizmy “maszyny klimatycznej” od najbardziej fizycznych podstaw, tłumaczy jak działały zmiany klimatu w przeszłości, co je napędzało i jak klimat zmienia się dziś i co napędza te współczesne zmiany.

    Nauki o klimacie nie musicie czytać od deski do deski. Natomiast możecie w każdym punkcie powiedzieć “sprawdzam”, zerknąć w źródła. Jeśli cokolwiek w kwestii zmian klimatycznych jest niejasne albo chcecie rozwiać czyjeś wątpliwości, ta książka przyjdzie Wam z pomocą. Na potwierdzenie prezentuję kilka przykładów które mnie ujęły.

    Niektórzy próbują zrobić wrażenie w dyskusji dzięki sztucznej pokorze. Ludzkość ma być niby niezauważalna w skali planety i to na “zdrowy rozsądek” niemożliwe, żebyśmy mogli mieć wpływ na klimat. Teraz wyobraźcie sobie, że każdego dnia puszczamy z dymem taką baryłkę ropy. Trzysta sześćdziesiąt pięć takich w roku. Choć jeśli mamy być dokładni to każdego dnia baryłka jest jeszcze większa niż dzień wcześniej.

    Choć powtarzamy jak mantrę, że klimat i pogoda to różne rzeczy, to niektórym to nie pomaga. Wśród naszych polityków nie brak takich, którzy śnieg zimową porą uznają za “argument” w klimatycznej debacie. Żaden klimatolog nie twierdzi, że zim nie będzie. Chociaż pogoda ulega zmianom, śnieg nie stanie się dla nas czymś egzotycznym. Będzie go mniej, częściej zagrożą nam fale upałów takie jak ta, która w 2003 roku doprowadziła do śmierci 50 tysięcy osób w Europie. Zmiany klimatyczne to nie tylko ocieplenie, to również destabilizacja klimatu. Fantastycznie oddaje to grafika obok. W miarę wąski “dzwon Gaussa” sprzed raptem półwiecza nie tylko przesuwa się w kierunku ekstremalnego ciepła ale robi się coraz szerszy. Temperatury są mniej stabilne, mrozy wciąż się zdarzają, ale coraz więcej jest dni ciepłych lub bardzo ciepłych. Dlaczego to nie jest dobrze ani dla świata ani dla Polski - również dowiecie się z książki.

    W pewnym sensie pocieszyła mnie grafika ukazująca emisje per-capita. Można z niej wyczytać, że w krajach rozwiniętych emisje przypadające na mieszkańca nie galopują w górę, tak jak można by sobie to wyobrażać. Oczywiście nie jest to w pełni uczciwe, bo np. uczyniliśmy z Chin światową fabrykę, więc za wielką część “ich” emisji odpowiadamy my, kupując ich produkty (dla czytelności pominąłem tu też wykres, pokazujący skumulowane emisje, gdzie zobaczyć można, że nawet tak liczone, całe dotychczasowe emisje Chin to to niecałe 17% tego co wyemitowały USA). Mimo to widzę tu promyczek nadziei, że zastąpienie dotychczasowych technologii bezemisyjnymi, może być skutecznym (choć niewystarczającym) elementem walki ze zmianami klimatu.

    Z trudem ograniczyłem się do tych trzech przykładów i nie prezentuję jak pięknie Nauka o klimacie pokazuje, jak dewastująco wypadają współczesne zmiany klimatyczne w porównaniu z historycznymi (nokautując argumenty typu “no przecież klimat zmieniał się zawsze”), ani że modele klimatyczne albo pokrywają się z naszymi obserwacjami, albo wręcz są zbyt łagodne (wytrącając argumenty osobom poddającym w wątpliwość ich wiarygodność lub mówiących o sianiu paniki). Jednym z moich ulubionych fragmentów jest też długa lista warunków koniecznych, by zajmujący się klimatem naukowcy byli w błędzie.

    W 2017 Marcin Rotkiewicz napisał W królestwie Monszatana, książkę kompletnie inną od tej, ale też wyczerpującą pewien temat. Uważam, że Nauka o klimacie powinna znaleźć się na Waszej półce tuż obok. Szczególnie jeśli macie, lub planujecie mieć dzieci oraz nie jest Wam bliska maksyma “po nas choćby potop”. Ja sam wracałem do książki i wertowałem ją kilkukrotnie, nie tylko na potrzeby tej recenzji.



    Dziękuję autorom za egzemplarz książki, który już okazał się przydatny, tak jak za niejednokrotne konsultacje merytoryczne i cierpliwe odpowiedzi na pytania na przestrzeni kilku ostatnich lat.


    Grafiki pochodzą z książki Nauka o klimacie, wykorzystane za zgodą autorów.
    Bibliografia do grafik:
    "Baryłka" - BP Statistical Review of World Energy June 2018, BP global
    "Gauss" - Hansen, J. i in., Global Temperature in 2015, CSAS El Columbia, 2016
    "Emisje per capita" BP Statistical Review of World Energy June 2018, BP global; World Population Prospects: The 2017 Revision, POP1-1: Total population (both sexes combined) b region, subregion and country, annually for 1950-2100 (thousands), UN DESA






    czwartek, 13 grudnia 2018

    Węglowy patronem konkursu "Technofobie"


    Miło mi Was zachęcić do udziału w konkursie Fantazmatów zatytułowanym "Technofobie". Chętnie objąłem patronat, gdyż organizatorzy stawiają na mocne "S" w SF. Ponadto, jako że na Węglowym czasem walczę z technofobiami, jestem ciekaw w którym kierunku pójdą uczestnicy.

    Poniżej oficjalna nota organizatorów.

    Ekipa Fantazmatów pragnie zaprosić do wzięcia udziału w czwartych literackich zmaganiach projektu. Tym razem tematem przewodnim powstającej antologii będzie połączenie gatunków horroru, grozy i SF (z naciskiem na bardziej naukową część).

    Teksty będą przyjmowane od lutego do końca kwietnia i oceniane między innymi przez Wojciecha Gunię, autora uznanych w środowisku grozy i horroru opowiadań i powieści.

    Wszystkie niezbędne informacje znajdują się na stronie https://fantazmaty.pl/konkursy/technofobie/


    Prace konkursowe będą przyjmowane od 1 lutego do 30 kwietnia 2019. Powodzenia!

    sobota, 8 grudnia 2018

    Lubię obiektywne pokazywanie faktów

    Dawno nie odsiewałem lajków, więc nie mogłem przepuścić takiej okazji, kiedy zobaczyłem ten filmik. Podoba mi się, bo używa technologii, żeby pokazać coś całkiem obiektywnego, nawet jeśli można się przyczepić do detali (co niewątpliwie będzie miało miejsce). Coś co jest oczywiste dla jednych, czemu zaprzeczają inni “bo nie spotkali się z tym zjawiskiem” a wiadomo - jeśli czegoś nie widzimy, to tego nie ma. Chyba, że potwierdza nasze przekonania.

    W ramach kampanii Ogilvy stworzono sukienkę naszpikowaną sensorami dotyku. Trzy panie, w sumie nosiły ją przez niecałe cztery godziny; dodatkowo śledziły je kamery. Wynik? Średnio dotykano je dziesięciokrotnie co kwadrans. Czy teraz wątpiący uwierzą?



    Oczywiście spodziewam się następujących tekstów:
    • "No przecież tam nic nie słychać, a bez dotyku nie ma jak zwrócić uwagi."
    • "No przecież to Brazylia, a tam są zwierzęta, nie ludzie. Wśród dumnych, białych, prawych lechickich wojowników takie rzeczy się nie dzieją, bo “my” traktujemy “nasze” kobiety z szacunkiem."
    • "No przecież ta sukienka odnotowywała też przypadkowe dotknięcie w tłocznym miejscu..."
    • No i oczywiście wiadomo: "Sukienka była zbyt wyzywająca i same się prosiły."
    • Jeszcze przed publikacją usłyszałem od znajomej, że dość popularny jest wręcz mocniejszy “argument”, mianowicie: "Poszły do klubu bo chciały być obmacywane. Co tam sukienka..."


    A to wszystko dlatego, że tak jak w przypadku szczepień, GMO czy globalnego ocieplenia, nawet jak kogoś zdzielimy faktami prosto w gały ,mechanizm wyparcia i tak zadziała.

    To była krótka notka mocno stąpająca po Ziemi. W następnej polecimy w kosmos, daleko od ludzi.


    Źródło:
    https://www.ogilvy.com/work/the-dress-for-respect/



    wtorek, 13 listopada 2018

    SS#18 - Nie mam ryjka, a muszę kwiczeć

    Aktualizacja 18.04.2019: Tym razem naukowcy z Yale użyli systemu BrainEx żeby przywrócić do życia  mózgi świń zabitych kilka godzin wcześniej. Komórki zaczęły przyjmować glukozę i tlen. Zespół twierdzi, że neurony nie działały tj. nie przekazywały informacji. Tak więc notka nie straciła na aktualności.

    Dawno nie było notki w tym cyklu, ale jak tylko zobaczyłem nagłówki, wiedziałem, że będę chciał o tym napisać. Na uniwersytecie Yale przywrócono do życia ponad sto mózgów świń. Pośmiertnie. Po oddzieleniu od reszty ciała. To potencjalnie równie przerażające jak eksperymenty Siergieja Briuchonienki z psimi głowami. Ale tamto było 1939. W Rosji.

    Nasze mózgi ewoluowały wraz z naszymi ciałami. Mają bardzo konkretną rolę - kierują ciałem, jego członkami, organami, procesują dane wejściowe itd. Błony komórek nerwowych wyposażone są w pompy sodowo-potasowe, które nieustannie pompują jony, tak by wytworzyć różnicę potencjałów potrzebną by neurony “odpalały”. Między innymi (głównie? Czy na sali jest neurofizjolog?) dlatego mózg pochłania nawet jedną czwartą kalorii z naszej codziennej diety. Co się dzieje, kiedy zabierzemy mu zajęcie?

    Istnieją teorie, że neurony pozbawione stymulacji, “odpalają” samoczynnie lub że aktywują je synapsy sąsiadów. To miałoby tłumaczyć niektóre bóle fantomowe, a także omamy wzrokowe i słuchowe, które zdarzają się ludziom w podeszłym wieku, którzy utracili wzrok lub słuch. Z pewnością słyszeliście również o komorach deprywacyjnych - zbiornikach odciętych od dźwięku i światła, gdzie użytkownik unosi się w cieczy o temperaturze ludzkiej skóry i odpowiedniej wyporności. Przebywanie w takowej ponoć niejednokrotnie wywołuje halucynacje. A to przecież tylko namiastka prawdziwego oderwania mózgu od… cóż wszystkiego.

    Mózgi świń zostały podłączone do urządzenia, które pompowało nasycony tlenem płyn, co umożliwiło neuronom normalne funkcjonowanie, czyli życie nawet do 36 godzin. Myślę, że jest bardzo sporo rzeczy gorszych od śmierci. Bycie mózgiem pozbawionym ciała jest prawdopodobnie bardzo wysoko na tej liście. Stan absolutnej nicości, bez jakiegokolwiek punktu odniesienia, świadomości upływającego czasu, prawdopodobnie w zalewie psychodelicznych urojeń dotykowych, słuchowych, węchowych, smakowych i wizualnych.

    Naukowcy z Yale uspokajają, że elektroencefalogram tych mózgów był płaski. Ma to oznaczać stan analogiczny do śpiączki… Tyle, że śpiączka niekoniecznie tożsama jest brakiem jakichkolwiek doznań i aktywności mózgu. Mam nadzieję, że te świnie istotnie niczego nie doświadczyły w wyniku tych eksperymentów.

    Myślę, że nie ulega wątpliwości, że jeśli nawet jej nie przekroczyliśmy, to jesteśmy na granicy czegoś bardzo przerażającego. Byłoby świetnie, gdyby naukowcy podjęli odpowiedzialną debatę na temat tego jak ją przekraczać, bo postępu i nauki nie powstrzymamy (i dobrze). Może ktoś pomyśli, że to po prostu jak komora deprywacyjna tylko bardziej, ale myślę, że to nawet nie zbliża się do opisu stanu w jakim może znaleźć się taki mózg. Paraliż senny, panika bez początku i końca, nicość, fantomowy ból całego ciała...

    Na koniec jedna uwaga - to co wyczytałem o śpiączce i EEG nie jest w pełni jasne i konsekwentne, może ktoś kto zna się lepiej pocieszy mnie, że płaskie EEG rzeczywiście ponad wszelką wątpliwość oznacza, że świnki nic nie czuły.


    Podoba Ci się to co robię? Wpłyń na rozwój strony i zostań patronem Węglowego.


    Źródła:
    https://pittsburgh.cbslocal.com/2018/05/17/pig-brain-reanimated-ethics/
    https://www.technologyreview.com/s/611007/researchers-are-keeping-pig-brains-alive-outside-the-body/
    https://bigthink.com/stephen-johnson/scientists-successfully-reanimate-the-brains-of-decapitated-pigs
    https://www.theguardian.com/science/2018/apr/27/scientists-keep-pigs-brains-alive-without-a-body-for-up-to-36-hours
    http://theconversation.com/scientists-reanimate-disembodied-pigs-brains-but-for-a-human-mind-it-could-be-a-living-hell-95903
    https://pdb101.rcsb.org/motm/118
    https://en.wikipedia.org/wiki/Sensory_deprivation#Psychedelic_effects

    Fotka 1: Wikimedia commons (Gaetan Lee)
    Fotka 2: Max Pixel