Nie wątpię, że nie ma tygodnia, żeby w waszej głowie nie padło pytanie “a jakby to wyglądało, gdyby Ziemia krążyła wokół brązowego karła”. Dlatego dziś uspokoimy ten głos w głowie raz na zawsze.
Brązowe karły to obiekty gwiazdopodobne. Zbyt lekkie by prowadzić fuzję wodoru w hel, zbyt masywne by uznać je za planety, bo są zdolne do fuzji deuteru i trytu. Ich masa to zaledwie kilka procent masy Słońca (są kilkadziesiąt razy cięższe od Jowisza). Żeby rozważania miały sens, założymy, że Ziemia byłaby dość blisko takiego, żeby otrzymywała tyle samo ciepełka co od naszej gwiazdy. Jasność brązowych karłów to od 10⁻⁴ do 10⁻⁶ jasności Słońca, więc przyjmiemy pośrednią wartość 10⁻⁵. Czyli energia wypromieniowywana przez naszego karła jest sto tysięcy razy mniejsza niż Słońca. Przeliczymy odległość jaka powinna dzielić Ziemię od naszego karła według poniższego wzoru (miłym czytelniczkom fejsbuczka przypominam, że moje notki można czytać jeszcze w dwóch innych miejscach):
0,0032 AU to jest około 480 000 km. Trochę dalej niż Księżyc. Ale nasz brązowy karzeł miałby rozmiar podobny do Jowisza (promień większości tych obiektów to od 0,8 do 1,1 promienia Jowisza).
Dla porównania Księżyc na niebie ma jakieś pół stopnia. Czyli ten obiekt miałby 33 razy większą średnicę na niebie i ponad tysiąckrotnie większą “powierzchnię”. Myślę, że to niewiele Wam mówi. Na szczęście są pewne triki, które mogą pomóc. Wyciągnijcie rękę przed siebie. Nasza zaciśnięta pięść w wyciągniętej ręce ma około 10°. Jeśli zrobimy “rogi” jak na koncercie Iron Maiden \m/, to kąt między wskazującym a małym palcem wyniesie około 15°, zatem 16,6° to jeszcze troszkę więcej.
Innymi słowy, nasz brązowy karzeł, byłby ogromnym, dominującym niebo obiektem. Jak pamiętacie, dążyliśmy do tego, żeby Ziemia dostawała tyle samo energii co od Słońca. Czyli przeliczyliśmy całościową jasność. Ale nasze oczy widzą tylko mały ułamek spektrum światła, a takie chłodne obiekty o temperaturze mizernych 725°C większość energii emitują w podczerwieni. Światło widzialne stanowiłoby mniej niż 1% całej jasności.
Czyli, choć brązowy karzeł byłby ogromny na naszym niebie, jedynie żarzyłby się lekko wśród ciemności. Przy tej odległości wyraźnie byłoby widać pasy chmur, wiry burz i większość tego co dzieje się w górnych warstwach atmosfery. Do tego, zależnie od składu chemicznego, mogłyby przewijać się też inne kolory, w tym fiolet czy różne odcienie czerwieni od metanu, związków siarki, krzemu czy amoniaku. Dużą atrakcją mogłyby być okresowe zorze (niekoniecznie polarne), dające dodatkowe kolory zjonizowanych gazów.
I tyle. To znaczy nie tyle. Bo taki czerwony karzeł oczywiście niemal gwarantowałby obrót synchroniczny Ziemi, zapomnijcie o Księżycu czy o zielonych roślinach. Ale to już temat na zupełnie inny wpis…




Brak komentarzy:
Prześlij komentarz