niedziela, 28 kwietnia 2013

Prywaciarze na orbicie

Brian Tyler - Children of Dune


41 lat temu Księżyc opuścili astronauci Apollo 16, piątej i przedostatniej załogi, która dotarła na naszego satelitę. Dwanaście lat temu Dennis Tito stał się pierwszym w historii kosmicznym turystą. Amerykanin za 20 milionów dolarów przez osiem dni przebywał z kosmonautami na pokładzie stacji MIR. Miałem napisać długą notkę o tym, dlaczego plany MarsOne – rozpoczęcia kolonizacji Marsa w 2023 roku - nie są tak absurdalne jak nakreślają to media. Ale może lepiej spojrzeć na to co obecnie dzieje się w „kosmicznym biznesie”.

O SpaceX wspominałem niejednokrotnie zarówno tu na blogu jak i na profilu facebookowym. To obecnie ikona prywatnego biznesu w kosmosie - jako pierwsza prywatna firma zaopatrują stację kosmiczną. Niedługo jednak nie będą jedyni. Udany testowy start rakiety Antares, stworzonej przez Orbital Sciences Corportation, to wstęp do współpracy NASA z drugim prywatnym przedsiębiorcą w ramach obsługi ISS.

Od kilku lat firma Virgin Galactic zapowiada „kosmiczną turystykę”. Na ten moment mają już długą kolejkę chętnych na lot suborbitalny (czyli taki w którym osiąga się przestrzeń kosmiczną, ale powrót na powierzchnię następuje przed zakreśleniem pełnej orbity) w cenie 200,000 dolarów. Pierwsze loty mogą się odbyć już w 2014 roku. Za dwa dni SpaceShipTwo przeprowadzi pierwszy test przelotu z prędkością naddźwiękową. Docelowo na pokładzie ma się znaleźć miejsce dla ośmiu osób – dwóch pilotów i sześciu bogatych pasażerów.

Prywatne loty kosmiczne planuje też firma Golden Spike. Oni jednakże celują znacznie wyżej: komercyjny dwuosobowy przelot na Księżyc, w cenie pół miliarda od osoby, już w 2020. Przedsiębiorcy w tym wypadku jednak przewidują, że ich klientami będą państwa zainteresowane badaniem Srebrnego Globu, a nie turyści.

Bigelow Aerospace to pionierzy nowego typu modułów do stacji kosmicznych. Dzięki nowoczesnym materiałom chcą umieścić na orbicie dmuchane habitaty. Lekkie i łatwiejsze w wyniesieniu w kosmos, mogą uwolnić astronautów od wiecznej ciasnoty, a być może również i od dominującego hałasu aparatury. Ambicje tej firmy zaczynają się od jednego takiego modułu dla ISS ale sięgają nawet skonstruowania komercyjnej stacji kosmicznej, która składałaby się głównie z dmuchanych komponentów. Wynajmem takiego obiektu do celów naukowych zainteresowana jest Wielka Brytania, Holandia, Australia, Singapur, Japonia i Szwecja. Planowany start działania – 2015.

O Planetary Resources i Deep Space Industries pisałem już wcześniej. Szczególnie pierwszą z tych dwóch firm należy traktować bardzo poważnie. Mają bardzo realistyczny plan biznesowy: wpierw drobne teleskopy (wynoszone na orbitę wraz z większymi misjami i przynoszące pierwsze zarobki dzięki wynajmowaniu czasu obserwacyjnego), a następnie prototypy teleskopów Arkyd 100. Deep Space Industries ma jeszcze ambitniejsze plany, choć do tej pory nie zaprezentowali żadnych konkretnych technologii. Jedynie zapowiedzieli niezwykle interesujący gadżet – drukarkę 3D, która ma funkcjonować w warunkach zerowej grawitacji i być podstawą budowania infrastruktury potrzebnej do eksploatowania asteroid.

A to nie wszystko. Poza wspomnianymi firmami, w biznesie działają również między innymi t/Space, TransOrbital, SpaceDev, Shackleton Energy Company, Excalibur Almaz.

Czy w świecie, w którym dwie firmy konkurują o dostarczanie zaopatrzenia na Międzynarodową Stację Kosmiczną, gdzie dwie inne firmy planują latanie na asteroidy, gdzie lada moment na orbicie może pojawić się komercyjna stacja kosmiczna, wokół której śmigać będą turyści, ambicje marsjańskie powinny być traktowane jako coś śmiesznego? Nie sądzę.


Gizmodo o starcie rakiety Antares
Huffington Post o Golden Spike
NY Times o dmuchanych modułach Bigelow
Update techniczny od Planetary Resources


Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza