środa, 25 grudnia 2013

Stasis


STASIS from Christian Swegal on Vimeo.


Stasis nie jest typowym szortem. Nie polega na jednym twiście, jakimś konkretnym myku czy wizualiach. To po prostu film, który zmieścił się w krótkim metrażu. Pełnoprawna całość i to świetnie zrealizowana. Najprawdopodobniej niemałym nakładem. Zdradza to nie tylko profesjonalne wykonanie, ale i profesjonalna obsada, w której znalazło się miejsce dla starszego z dwóch Bridgesów.


czwartek, 19 grudnia 2013

Co W Garach #25

Ninja Tracks – Pretender


Wychodzi na to, że notki z tego cyklu wskakują na bloga raz do roku. Zobaczymy czy ten trend się utrzyma w 2014. Póki co, oto lista filmów, które obecnie mam na celowniku w przyszłym roku, zabarwiona miejscami nienawiścią do polskich dystrybutorów filmowych. Dla ciekawskich na końcu kilka filmów, na które nie czekam.

Standardowo, skoro polscy dystrybutorzy są nieobliczalni (gdy np. stwierdzają, że film ze Stallone i Schwarzeneggerem w rolach głównych nie wzbudzi zainteresowania naszej widowni i nie warto go wpuszczać do kin), filmy są ułożone według dat premier światowych.

47 Ronin (grudzień 2013) – Jestem zdumiony, że to akurat trafi do naszych kin w styczniu. Po okresie buntu, że ktoś porywa się na klasyczną japońską historię i do tego jeszcze obsadza Kijankę, przyszedł trailer. I spodobało mi się. Kompletne szaleństwo bez związku z czymkolwiek, potencjalnie świetny kąsek dla fanów Legendy Pięciu Kręgów.
Trailer

Captain America: Winter Soldier (marzec) – Mam ogromne pokłady zaufania do filmów Marvela i sporo sympatii dla postaci Kapitana. I Wdowy rzecz jasna. Trailer obiecuje dużo, choć wygląda na wzorowe „więcej, bardziej”.
Trailer

X-Men: Days of Future Past (maj) – First Class był bardzo dobry, wraca tu twórca najlepszych X-Menów, czyli X2 (Bryan Singer), dostaniemy przemieszane obsady „starych” i „nowych”… Jak tu nie zacierać rączek?
Trailer

Edge of Tomorrow (maj) – Brudne SF, pętla czasowa, kosmici, pancerze wspomagane, i nawet dla Billa Paxtona znalazło się miejsce. Film powstał na podstawie japońskiej książki i zapowiada się bardzo przyjemne widowisko akcji SF.
Trailer

Transcendence (maj) – Naukowiec zaangażowany w pracę nad sztuczną inteligencją zostaje zamordowany przez ekstremalnych przeciwników rozwoju technologicznego. Oczywiście jak to w takich sytuacjach bywa, główny bohater sam staje się wirtualną świadomością / pierwszym uploadowanym umysłem… Gatunek filmu według opisów to Sci-Fi Drama i mam nadzieję, że tak zostanie i dostaniemy niegłupie SF na serio.
Trailer

How to Train Your Dragon 2 (czerwiec) – Kto nie widział jedynki, ten trąba. Nie wiem co planują na drugą część, ale wiem, że będę w kinie w dniu premiery. OK, już wiem bo właśnie pojawił się zwiastun. Zapowiada się dobrze.
Trailer

Jupiter Ascending (lipiec) – Nie lubię Tatuma, trailer wygląda jak doroczna kupa (czytaj: supernatural romance) dla amerykańskich nastolatków. Haczyk? Robią to Wachowscy. Chcę zobaczyć space operę w ich wykonaniu. Liczę, że zwiastun nie oddaje filmowi sprawiedliwości i produkt końcowy będzie się prezentował zgoła inaczej. Ciekawiej.
Trailer

Guardians of the Galaxy (lipiec) – Nie znam komiksu, nie znam bohaterów, no ale Marvel + space opera = trzeba to zobaczyć.
Trailera nie ma.

The Expendables III (sierpień) – Stallone, Schwarzenegger, Lundgren, Ford, Statham, Li, Snipes, Gibson, Banderas, Crews, Couture. Może szkoda Willisa, ale i tak będzie tłoczno.
Teaser

Interstellar (listopad) – Nowy film Nolana, wypada się zainteresować. Gdybym przeczytał scenariusz, powiedziałbym, że zapowiada się całkiem ciekawy miks dystopijnej przyszłości i przygotówki SF z mocno rozwleczonym finałem.
Nudny i nijaki teaser

The Hobbit: There and Back Again (grudzień) – Głupio byłoby nie obejrzeć trójki, co?
Trailera nie ma i pewnie jeszcze sobie poczekamy.


Na powyższe zdecydowanie czekam. Jeśli idzie o cztery kolejne tytuły, to powiedziałbym, że trzymam rękę na pulsie. Godzilla (maj) – hype w sieci jest gigantyczny, mnie jednak jeszcze nie kupili. Dawn of the Planet of the Apes (lipiec) – sequel udanego remake, do tego Gary Oldman, może być dobrze. Sin City: A Dame to Die For (sierpień, ponoć) – dziewięć lat temu miał powstać już zaraz, teraz trudno mi się ekscytować bo nie wiem czy Rodriguez ma jeszcze coś do powiedzenia; Sin City oczarowywało realizacją, nie wiem czy ten kotlet dobrze zniesie odgrzewanie. Her (luty) – Joaquim Phoenix romansujący z sztuczną inteligencją, brzmi interesująco, ale może wyjść smętnie i nieciekawie.


Na koniec cztery tytuły, na które nie czekam. The Amazing Spider-Man 2 – trailer wygląda po prostu koszmarnie i odstraszająco. RoboCop – zapowiada się jedna wielka obelga dla filmu Verhoevena, większa nawet niż Total Recall. Transformers 4 – trójka mogła być lepsza od dwójki, ale Bay mógłby już dać sobie spokój. Welcome To Yesterday – dzieciaki budują wehikuł czasu… coś nie widzę tu szans na dobre kino.


poniedziałek, 16 grudnia 2013

Księżyc – ósmy kontynent

Laibach – Take Me To Heaven


Od dwóch dni po Księżycu jeździ Jadeitowy Królik – po 37 latach ludzkość powróciła tam dzięki Chinom. Nic dziwnego, że przykryło to cieniem pokaz firmy Moon Express z 5 grudnia. To kolejna prywatna firma, która chce robić biznes w przemyśle kosmicznym i właśnie ujawniła projekt swojego pojazdu MX-1.

MX-1 to wielozadaniowy robotyczny pojazd, który ma oferować między innymi transport komercyjnych i naukowych ładunków na Srebrny Glob, przy kosztach znacznie niższych niż w przypadku konwencjonalnych rozwiązań. Składa się na to kilka elementów. Podstawowym jest fakt, że pojazd może być dodatkowym ładunkiem wynoszonym na orbitę wraz z satelitami czy zaopatrzeniem ISS, np. przez rakiety SpaceX. Po uwolnieniu na orbicie geosynchronicznej (na której znajduje się obecnie ponad sto satelitów) MX-1 będzie rozpoczynał samodzielny przelot na Księżyc. Pierwsza podróż ma się odbyć w 2015 roku i w ten sposób Moon Express będzie się ubiegać o Google Lunar XPRIZE.


Firma nazywa też naszego satelitę „ósmym kontynentem”. Rzadkie, drogocenne metale, po które tutaj musimy sięgać głęboko pod ziemią, na Księżycu mogą znajdować się na powierzchni, bo przez miliardy lat żadne procesy geologiczne nie wciągnęły ich głębiej. Dodatkowo, obecność wody może umożliwić produkcję paliwa na miejscu, a to z kolei otwiera możliwości jeszcze tańszego lotu (nie trzeba by wieźć paliwa na drogę powrotną) i wykorzystania Księżyca jako stacji paliw przed lotem w głęboki kosmos.

To wciąż nie wszystko, bo MX-1 ma być również zdolny do szeregu innych zadań. W tym: wypuszczanie małych cubesatów, serwisowanie satelitów a nawet usuwanie z orbity kosmicznych śmieci… I tak wyrastają nam kolejni prywaciarze na orbicie...


Źródła:
Moon Express
SpaceRef Business


środa, 11 grudnia 2013

Czy Ziemia zaraziła życiem inne planety?

Johann Johannsson – The Sun’s Gone Dim


Dziś na BBC pojawił się świetny tekst, schowany pod trochę głupawym tytułem. Grupa naukowców (amerykańskich, a jakże) obliczyła ile odpowiednio dużych skał zostało wyrzuconych z Ziemi podczas wielkich kolizji i mogło dostarczyć życie na inne ciała w Układzie Słonecznym.

Eksperymenty dowiodły, że mikroby mogą przeżyć trzy etapy podróży międzyplanetarnej – wybicie na orbitę w wyniku uderzenia wielkich planetoid lub komet, przelot* (trwający nawet 10 milionów lat) oraz upadek na inne ciało niebieskie. Prawdopodobieństwo takiego zdarzenia jednakże było trudne do określenia. Teraz jednak uległo to zmianie.

Dzięki astronomom i geologom mamy niezłe pojęcie o tym jak statystycznie wyglądała historia wielkich kolizji na powierzchni Ziemi w ciągu ostatnich 3,5 miliarda lat (co najmniej tyle trwa życie na naszej planecie). Wiedząc jak wiele takich zderzeń miało miejsce i jaka była ich siła można obliczyć ile trzymetrowych lub większych skał zostało wybitych w przestrzeń a następnie ile z nich w ciągu najwyżej 10 milionów lat trafiło na inne ciała niebieskie w Układzie Słonecznym. Należy pamiętać, że przyjęte kryteria są dość pesymistyczne, bo zarodniki bakterii mogą przetrwać nawet miliony lat w stanie uśpienia i niewykluczone że skały mniejsze niż trzy metry mogą posłużyć za dobry pojazd.

Nawet przy takich założeniach badacze uzyskali niezwykłe wyniki. Od kiedy powstało życie na Ziemi, około 26 milionów skał trafiło na Wenus, 730 tysięcy na Merkurego a 360 tysięcy na Marsa. Dziesiątki tysięcy mogło trafić na Jowisza i Saturna, ale dla Europy wynik to około 6 skał. Jednak i to mogłoby wystarczyć. Warto wspomnieć, że życie na Ziemi wypełnia wszystkie jego zakamarki, każdy metr sześcienny gleby to miliardy organizmów, każda kropelka wody kipi życiem. Nawet jeden okruszek naszej planety mógł wystarczyć, jeśli trafił w odpowiednie miejsce.

Wniosek? Jeśli odkryjemy życie lub jego pozostałości na Marsie, Europie czy Enceladusie, będziemy musieli bardzo serio potraktować możliwość, że nie powstało tam niezależnie, ale że zostało tam zasiane z powodu kolizji na Ziemi.


Opracowane na podstawie:
BBC: Dinosaur asteroid ‘sent life to Mars’
Publikacja w Astrobiology
* - Publikacja - tu akurat niekoniecznie eksperyment, tylko raczej odkrycie.


niedziela, 8 grudnia 2013

SS#13 - Nie takiego RoboCopa oczekiwaliście

Basil Poledouris – RoboCop


Oto K5, czyli prototyp z firmy (startupa) Knightscope. Opisywany jest jako „autonomous technology platform” i jako „autonomous data machine”. Wygląda jak Dalek zaprojektowany przez twórców gry Portal. Ma się zachowywać jak połączenie czujnego sąsiada i policjantów z Raportu Mniejszości. Nie strzela, nie zakuwa w kajdanki. Ale oczywiście już budzi kontrowersje.

Tak konkretnie, bez nawiązań i okrężnych metafor, ten kuzyn R2D2 (już przestaję!) to robot, który może samodzielnie poruszać się po mieście w wyznaczonym terenie. Oprócz wprowadzonej mapy i GPSa jest naszpikowany czujnikami, dzięki którym może omijać ludzi czy też ruchome i stojące przeszkody, patrolując wyznaczone trasy. Rejestruje to co dzieje się dookoła (zwykła kamera, noktowizor, termowizja, mikrofon), rozpoznaje twarze, powinien być w stanie rozpoznać broń palną, identyfikuje numery rejestracyjne i może je porównywać z bazą np. pojazdów dopuszczonych do przebywania na danym terenie lub oznaczonych jako poszukiwane/niebezpieczne. Twórcy wspominają też o dobrze brzmiącej „analizie behawioralnej”, „biologicznej, chemicznej i radiacyjnej detekcji”, oraz „analizie przewidującej” (predictive analytics).


Trudno na tym etapie oceniać skuteczność prototypu. Można jednak przyjrzeć się technologiom, które się na niego składają. Ogólnie powiedziałbym, że żadna nie jest ściemą. Poruszanie się dzięki lidarowi (laserowy radar – rzucamy kreski lub siatkę światła na obszar przed nami, następnie oglądając zakrzywienia budujemy sobie mapę otoczenia) jest już szeroko stosowane w samodzielnych samochodach i quadcopterach. Rejestracja obrazu i dźwięku chyba nie wymaga komentarza. Co ciekawe – kwestie nagrywania obrazu w przestrzeni publicznej są już całkiem nieźle uregulowane, w przeciwieństwie do dźwięku. Analiza „biologiczna i chemiczna” – no cóż, mamy do tego różne urządzenia i metody, więc czemu nie. Radiacja tym bardziej. Rozpoznawanie obrazów – NEIL ponoć nie tylko świetnie rozpoznaje różne przedmioty, ale i potrafi nadać im pewien kontekst. Więc rozpoznanie broni, bądź dłoni trzymającej broń, nie wydaje się niczym niemożliwym.

Co do analizy behawioralnej – urządzenia typu Kinect i cały szereg technologii mocapu pokazują, że maszyna może rozpoznać człowieka i rejestrować jego ruchy. Nietrudno wyobrazić sobie, że algorytmy działające w grach mogą wyróżnić agresywne zachowanie. Na koniec przewidywanie przestępstw. To działka Big data. Niektóre rozwiązania płynące z nieprzebranych oceanów danych brzmią jak magia. Ale statystyka jest nieubłagana i wsparta analizą behawioralną (np. charakterystycznym poruszaniem się osoby na parkingu samochodowym sugerującym, że szuka celu) pozwala przewidzieć, że w danym miejscu o danej porze może dojść do przestępstwa. Głównym celem K5 nie ma być nagrywanie przestępców i alarmowanie policji. To ma być ostateczność. K5 ma być tam gdzie trzeba, by do przestępstwa w ogóle nie doszło.

Twórcy Knightscope mówią, że idea takiego robota narodziła się po strzelaninie w szkole Sandy Hook w USA (największej w 2012 roku – zginęło tam 28 osób, w pozostałych dwunastu w tym roku zginęło „tylko” 14). Zatem twórcy chcieliby oczywiście by ich robot patrolował kampusy i tereny wokół szkół. Będę szczery – nie mam nic przeciwko. Generalnie jestem zwolennikiem Wielkiego Brata na ulicach. Tylko na ulicach. Z drugiej strony, trudno nie zastanawiać się jak będzie wyglądało pokolenie wychowane od małego w towarzystwie robotów pilnujących porządku. Zawsze będzie też istniało ryzyko, że obecność robotów uśpi naszą czujność, podczas gdy przestępcy będą się do nich włamywać. Ale może nakręcono już tyle filmów, że będzie to jedno z pierwszych zabezpieczeń o jakie zadbają twórcy?


Źródła:
Singularity HUB
Business Wire
Strona Knightscope


piątek, 6 grudnia 2013

The Terrible Thing Of Alpha-9



by Jack Armstrong


Nie ma możliwości embedowania, więc klikajcie w link i nacieszcie oczy i uszy potwornościami z Alfa-9. Jack Armstron serwuje humorystyczną kreskówkę, jasno nawiązującą do klimatów SF lat 50tych. Mimo zamierzonej karykaturalności, technicznie szorcik jest na wysokim poziomie. Zarówno wizualnie jak i pod względem udźwiękowienia.

Na koniec strona autora: http://jakedraws.tumblr.com/



poniedziałek, 2 grudnia 2013

Rewolucyjny zabieg na sercu – wsteczna terapia genowa

Hans Zimmer - Time


UPDATE: Zwrócono moją uwagę na nieścisłość w przekazie na KurzweilAI, którą nieświadomie powtórzyłem w swojej notce.

Niecały miesiąc temu, siódmego listopada, w Stanach przeprowadzono niezwykły zabieg. Minimalnie inwazyjna operacja polegała na wstrzyknięciu prosto do serca specjalnego fragmentu DNA, zwanego SDF-1*. Wpierw w organie umieszczono balonik, który zablokował dopływ krwi, by substancja nie rozniosła się po całym organizmie tylko pozostała w wadliwym sercu.

SDF-1 pełni bardzo konkretną funkcję. „Przyciąga” komórki macierzyste, które naturalnie występują w naszym ciele. Nawet u dorosłych. Pacjent który otrzymał zastrzyk ma 66 lat. Od czasu operacji mówi, że nie czuł się tak dobrze od lat. Po krótkiej, prostej i bezpiecznej operacji, SDF-1 sprawia, że komórki macierzyste z krwi i szpiku trafiają do serca i odbudowują je, usprawniając pompowanie krwi i przez to stan zdrowia pacjenta.

Wyniki tego zabiegu są ogromnie zachęcające. Ciekawostką jest też fakt, że w przeciwieństwie do większości terapii genowych, tu nie użyto wirusa jako nośnika genów. Zastrzyk zawierał po prostu roztwór zawierający DNA. W najbliższych miesiącach kolejnych 72 pacjentów z wadami serca będzie poddanych tej metodzie. Miejmy nadzieję, że z równie dobrymi skutkami.

* - Nie dostarczono "gołego DNA" tylko wektor z genem kodującym SDF-1. Nie-wirusowe wektory to między innymi kompleksy liposom-DNA, polimer-DNA, oligonukleotydy czy nanocząteczki opłaszczone DNA. Dzięki dla tmb28 za zwrócenie uwagi.


Źródła:
KurzweilAI
Economic Times