Pokazywanie postów oznaczonych etykietą analizy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą analizy. Pokaż wszystkie posty

sobota, 31 stycznia 2026

Wpływ krótkich form wideo na nasze zdrowie


Pojawiła się publikacja, która nie zaskakuje, ale myślę, że warto o niej wspomnieć. “Feeds, Feelings, and Focus” to metaanaliza z 2025 roku. Autorzy przeanalizowali 71 badań, w których sumarycznie wzięło udział prawie sto tysięcy uczestników. Badano wpływ sięgania po krótkie formy wideo (SFV), czyli TikTok, rolki Instagramowe, Facebookowe, szorty na YouTube.

Jest tak jak zapewne się domyślacie. Koszmarnie. Nie ma wątpliwości, że doomscrolling pogarsza zdolności kognitywne, kontrolę odruchów, uwagę, źle wpływa na zdrowie psychiczne, stany lękowe i stres. Co ciekawe, metaanaliza nie wykazała wpływu na samoocenę, ale według autorów wynika to z tego, że badania nie tyczyły się specyficznych treści (np związanych z branżą beauty czy podróżami).

Nie ma tu niespodzianki, ale warto zwrócić uwagę, jak mocno to wybrzmiewa. Mówimy tu o dziesiątkach badań, tylko dla tego wąskiego zakresu social mediów. To wymierna szkoda. Doomscrolling to zmora, która niszczy ludzi na wielu frontach jednocześnie. Niszczenie samokontroli, pogorszenie zdrowia psychicznego, demolowanie zdolności racjonalnego myślenia, podejmowania decyzji, rozwiązywania problemów. Nawet z własnego doświadczenia pewnie widzicie, że ludzie zatracają zdolność zapoznawania się z dłuższymi i bardziej wymagającymi treściami.

Pojawiają się też pierwsze badania pokazujące, że LLMowe czaty również oduczają samodzielnego myślenia, wnioskowania czy głębszego wnikania w zagadnienia. Chichotem losu będzie, jeśli za kilka lat to AI pomoże przygotować podobną metaanalizę, podsumowującą co z mózgami robią te czaty. Szkoda tylko, że może nie będzie już komu jej czytać.

Mamy przed sobą potworną kulę śniegową. Przypominam, że przez większość minionego stulecia współczynnik IQ (który oczywiście nie jest idealną miarą) rósł o 2-3 punkty na dekadę. Trend ten uległ odwróceniu i w ostatnich dekadach obserwowany jest spadek o nawet 7 punktów na pokolenie (nie dekadę). Innymi słowy mamy nieszczęśliwą, niezdolną do skupienia, znerwicowaną, populację coraz mniej zdolną do podejmowania racjonalnych decyzji czy poprzedzania ich pogłębioną analizą. Przepis na katastrofę.

Na koniec powiem tylko, że sto lat temu zaczęto solidnie regulować ołów, choć w miarę radykalne ograniczenia to raczej lata siedemdziesiąte. Następnie zaczęto też zajmować się azbestem, choć już przed połową wieku było wiadomo, że jest szkodliwy. Wreszcie przyszedł czas na tytoń, gdzie minęły dekady od stwierdzenia szkodliwości do wprowadzenia ograniczeń w reklamach, ostrzeżeń na paczkach czy zakazów palenia w przestrzeniach publicznych.

W każdym przypadku istniały grupy interesów i silne lobby, które stawiało opór. Mimo to udało się wprowadzić regulacje. Może z social mediami też się da? Może w ich przypadku nie potrzebujemy kolejnych dekad?

Bonus: Pamiętajcie, że dla mózgu można zrobić też dużo dobrego. To, że oglądacie filmiki na TikToku czy Instagramie to jeszcze nie wyrok. Jeśli chcecie poprawić swoje mózgownice to:
- Czytajcie książki.
- Trenujcie krytyczne myślenie, poświęćcie uwagę problemom bez łatwych odpowiedzi.
- Rozwiązujcie zagadki logiczne, grajcie w gry strategiczne i wymagające myślenia.
- Jak już przed ekranem to aktywnie a nie pasywnie, niech technologia będzie narzędziem do tworzenia czegoś a nie scrollowania.
- Uczcie się nowych rzeczy, szczególnie przez działanie, żonglerka, budowanie czegoś, gotowanie, czyli działania, które rozwijają zdolności poznawcze w sposób, którego nie zapewni nauka z podręcznika.
- Dobre spanko, dobre jedzonko i ruch fizyczny to również klucze do zdrowego mózgu.


Źródło: Feeds, Feelings, and Focus: A Systematic Review and Meta-Analysis Examining the Cognitive and Mental Health Correlates of Short-Form Video Use



wtorek, 2 grudnia 2025

Bezpieczeństwo rowerzysty a bezpieczeństwo rowerzystów

 


Dziś będzie o rowerach. Nie jest to temat którego bym się spodziewał po sobie i po tym blogu, ale to czego się dowiedziałem jest zbyt ciekawe, żeby się tym nie podzielić. To kolejny przykład tego, że rzeczy nie są oczywiste, a chłopski rozum i intuicja mogą się nadać do wybrania kiełbasy na grilla, nie do analizy systemów społecznych.

O co chodzi? O obowiązek noszenia kasku na rowerze. Wydawałoby się, że to w oczywisty sposób zwiększy bezpieczeństwo rowerzystów. No a już na pewno go nie zmniejszy. Tymczasem okazuje się, że taki obowiązek może pogarszać bezpieczeństwo rowerzystów na drogach.

Chodzi o złożenie dwóch korelacji. Każda z osobna wydaje mi się logiczna. Jeśli je połączyć, wynik jest zaskakujący. Po pierwsze - im więcej rowerzystów tym większe ich bezpieczeństwo. Raport OECD z serii ITF Research Reports (International Transport Forum), które prezentują wyniki pogłębionych badań nad transportem i mobilnością wykazuje, mocną odwrotną korelację i to ona ilustruje ten wpis.

Przeciętny Holender przejeżdża 864 kilometry rowerem rocznie (tak, do statystyki wlicza się również tych, co w ogóle nie jeżdżą). Na miliard przejechanych kilometrów ginie tam 10.7 rowerzysty. Jednocześnie statystyczny Amerykanin przejeżdża raptem 47 kilometrów rowerem w ciągu roku. Mimo to (a może przez to) śmiertelność w USA, na miliard przejechanych kilometrów wynosi aż 44 osoby. Innymi słowy Amerykanie jeżdżą rowerami osiemnaście razy mniej ale jeżdżąc giną cztery razy częściej. Nawet jeśli wykluczymy USA bo to inny świat… a co tam wykluczymy też Holandię i popatrzmy tylko na Danię i Wielką Brytanię. Duńczycy jeżdżą siedem razy więcej, giną dwa razy rzadziej.

Większa liczba rowerzystów na drogach podnosi świadomość kierowców. Zwiększa ich uważność, prowokuje bezpieczniejszą jazdę, ale również promuje bezpieczniejszą i bardziej przyjazną infrastrukturę. Rowerzysta, który na drodze jest czymś egzotycznym jest bardziej zagrożony.

A teraz druga korelacja. Obowiązek noszenia kasków rowerowych zmniejsza liczbę rowerzystów. To dodatkowe utrudnienie, które zniechęca część populacji do korzystania z tego środka transportu. Dodatkowo takie nakazy potrafią zrujnować bike sharing, co jeszcze mocniej pogłębia spadek liczby rowerzystów. Jeśli złożymy jedno z drugim okaże się, że obowiązek noszenia kasków zamiast zwiększyć bezpieczeństwo rowerzystów może je zmniejszyć. Zaskakujące?

To oczywiście nie oznacza, że założenie kasku zmniejsza wasze bezpieczeństwo. Wręcz przeciwnie. W przypadku indywidualnym założenie kasku absolutnie zwiększa bezpieczeństwo. Innymi słowy bezpieczeństwo rowerzysty a bezpieczeństwo rowerzystów to nie to samo. Dlatego - Czytelniczko - załóż kask. Ustawodawco - nie nakazuj zakładania kasków.


Źródła:
Turns Out, Mandatory Helmet Laws Make Cyclists Less Safe
Safety in Numbers: Biking Is Safest in Nations With the Most People on Bikes
OECD TFI: Cycling, Health and Safety


niedziela, 14 września 2025

Kto ciągnie za spust?


 

Ta notka będzie o liczbach i faktach. Nie planowałem jej, ale wydarzenie ostatnich dni sprawiło, że dowiedziałem się sporo o pewnym facecie, który promował prawicowe “wartości”, swobodny dostęp do broni, nawet za cenę iluś zgonów spowodowanych bronią palną każdego roku. Obiecałem liczby więc powiem, że nie licząc samobójów, było to około 10 000 rocznie, ale od 2015 robi się coraz więcej i w 2021 roku padł rekord, kiedy liczba ta przekroczyła 21 000. Co więcej, sprawcą wspomnianego wydarzenia okazał się człowiek MAGA, republikanin, chrześcijanin, entuzjasta broni itd. Dokładnie takich młodych ludzi kształtował Kirk. Ale to nie będzie notka o dostępie do broni.

Zamiast tego zerknijmy na to, kto stoi za polityczną przemocą. Niedawno zapytano amerykanów o to, co jest większym problemem - prawicowa przemoc czy lewicowa przemoc. 31% wskazało lewicę, 33% prawicę, 36% nie określiło ani jednej ani drugiej strony. Czyli w powszechnej percepcji nie wiadomo, albo jest po równo. A co mówią fakty?

Między 2011 a 2025 dokonano siedemnastu zamachów politycznych w USA. Trzech dokonały osoby o poglądach lewicowych/demokratycznych/liberalnych. Wszystkie wymierzone były w demokratów, wszystkie były nieskuteczne. W tym samym czasie czternastu dokonały osoby o poglądach prawicowych/republikańskich/konserwatywnych. Siedem było nieskutecznych, w pozostałych zamordowano 26 osób. Celem czterech zamachów byli republikanie (Pence, dwukrotnie Trump no i Kirk). Celem dziesięciu demokraci.

A co z ekstremistami ogółem? Jeśli nie będziemy się skupiać wyłacznie na politycznych zamachach, to w latach 2015-2024 z rąk ekstremistów zginęło 429 osób. Anti-Defamation League dzieli ekstremistów na prawicowych, lewicowych oraz islamskich. 326 ofiary, czyli 76% wszystkich to ofiary ekstremistów prawicowych. Tylko 4% to ofiary lewicowych ekstremistów. Czyli przeciętny amerykanin ma 19 razy większą szansę, że zginie z rąk prawicowca niż lewicowca. Jeśli boi się islamistów to pewnie nie wie, że cztery razy bardziej prawdopodobne jest, że zastrzeli go wyborca Trumpa.

Tyle liczb i faktów. Co do samego Kirka warto zapoznać się z tekstem Piotra Wilkina, który usunięto z Facebooka. Wynika z niego, że Charlie zajmował się głównie szczuciem na ludzi. Hodował ekstremistów, agitował za dostępem do broni i marzyły mu się publiczne egzekucje. Zginął z ręki ekstremisty, który skorzystał z łatwego dostępu do broni a zdjęcia jego śmiertelnego postrzelenia są szeroko dostępne. Artykuł uzupełniają linki do przykładów jego poglądów i “wartości”. Listy piętnującej ludzi i przyczyniającej się do prześladowań, szczucie na czarnych, entuzjazm wobec kamienowania gejów, agitowanie przeciw wspieraniu Ukrainy… wiecie cały pakiet. Żadna śmierć nie jest powodem do radości. Ale nie udawajmy, że nie widzimy kolosalnej ironii. I nie dajmy sobie wmówić, że nie był to człowiek podle nakręcający przemoc i prześladowania.


Źródła:
Charlie Kirk i amoralny nihilizm współczesnej prawicy
Murder and Extremism in the United States in 2024
Republicans Perpetrated 85% of Political Assassinations in the US

niedziela, 24 sierpnia 2025

Raport Zespołu ds. Dezinformacji


Internet robi się coraz bardziej bezużyteczny. Kilka miesięcy temu bez większego echa przeszła publikacja raportu Zespołu ds. Dezinformacji, tymczasem zawiera on bardzo istotne informacje tyczące się naszej codzienności w sieci. Ważniejsze niż jakaś drama z celebrytami czy nawet kolejna nowatorska teoria tycząca się ciemnej materii.

Z jednej strony miałem opory przed ruszaniem tematu na Węglowym, bo niby ocieka polityką no i to trochę walka z wiatrakami. Z drugiej jednak tyczy się dezinformacji, w tym w obszarach czysto naukowych i jeśli mogę choć w drobnym stopniu zaszczepić choć kilka osób przeciw dezinformacji, która po prostu zalewa nas w stopniu, który odrzuca mnie od sociali w ostatnich miesiącach, to choćby dla czystego sumienia postanowiłem przygotować coś dla śledzących Węglowego.

Zatem przedstawiam Wam bardzo zwięzłą esencję osiemdziesięcioczterostronnicowego raportu, poświęconego temu jak Rosja i Białoruś sieją dezinformację w polskiej infosferze. Podstawą działań są dobrze znane rosyjskim służbom i pracowicie podsycane przez nich lęki społeczeństwa polskiego. Dlatego zamiast chwalenia Rosji, celem jest niszczenie wizerunku przeciwnika, Unii Europejskiej, Ukrainy, podkopywanie wizerunku Polski. To Polska ma się jawić jako nieporadne i słabe państwo. W przypadku wyborów, zamiast promowania jednego kandydata w wyborach podkopuje się drugiego. Innymi słowy przekaz negatywny, grający na niechęciach, strachu itd działa sprawniej.

Narracje zidentyfikowane przez Zespół są dość jasne.
- Uderzanie w NATO i UE, szerzenie opinii, że są to organizacje opresyjne, wrogie i kolonizują swoich członków
- Uderzanie w Zachód ogółem, ukazywanie go jako zdemoralizowany, tracący tożsamość, odcinajacy się od korzeni, od “obiektywnych i uniwersalnych” wzorców (czytaj “konserwatywnych”), promujący dżendery, łołki itd.
- W kwestii wojny wmawianie, że Rosja wygrywa i Ukraina to upadłe państwo, pompowane są antyukraińskie nastroje żerujące na historii
- Promowane są wszelkich teorie spiskowe podważające publiczne zaufanie i destabilizujące społeczeństwo - antyszczepionkowość, denializm klimatyczny, 5G itd.

Nie chodzi tu tylko o to, żeby Polska nie miała energii jądrowej, szybkiej telefonii, czy żebyśmy chorowali na niemal zapomniane już choroby. Choć byłoby to mile widziane przez Rosję, to sama destabilizacja, wewnętrzne konflikty już są swojego rodzaju wygraną. Skłócony naród nie zajmuje się realnymi problemami i rozwija się wolniej niż zjednoczony.

Warto mieć świadomość, że rosyjska propaganda ma łatwiej. Od lat wiadomo, że kłamstwo obiegnie świat zanim prawda włoży buty. Jednocześnie wnioski Zespołu są jasne - ruska propaganda jest zorganizowana i konsekwentna. Polskie państwo (zarówno za jednych i drugich) nie działa tak źle, jak się nam wmawia, ale kompletnie leży jeśli idzie o strategię komunikacyjną. W przypadku COVIDu nie było spójnej, czy jakiejkolwiek: “Niestety, Komisja nie odnalazła dokumentów lub innych propozycji rządowych pozwalających na twierdzenie, że rząd – w czasie dużej aktywności grup antyszczepionkowych – opracowałby i zaimplementował spójną, proaktywną politykę informacyjną w obszarze walki z infodemią COVID-19”. W przypadku “Szturmu na granicę” analogicznie zupełnie oddano pole wrogowi “Skuteczność operacji była możliwa dzięki politycznej decyzji o całkowitej blokadzie informacyjnej (zakaz dostępu mediów i dziennikarzy), co spowodowało wytworzenie luki informacyjnej otwierającej pole dla propagandy białoruskiej i rosyjskiej.” W zasadzie to samo widać w kwestiach dezinformacji klimatycznej, gdzie brakuje działań naszego państwa.

Raport wieńczy szereg rekomendacji, z których część jest dość oczywista uwzględniając powyższe. Przede wszystkim potrzebna jest spójna strategia przeciwdziałania dezinformacji. Mowa tu o regulacjach prawnych, obszarach państwa, instytucji, bezpieczeństwa narodowego, ale też edukacji czy przestrzeni informacyjnej. Czyli po prostu szczepienie na głupotę i kłamstwo. Szeroka i powszechna edukacja medialna społeczeństwa w zakresie rozpoznawania manipulacji i dezinformacji oraz krytycznego myślenia przyda się nam nie tylko w kontekście ruskich trolli, tylko… cóż wszystkich obszarów życia.

Co ciekawe Zespół wspomina, że legislacje w tym kierunku trwają w UE, więc jeśli sami się tym nie zajmiemy to jest szansa, że ta zła Unia wypełni tą lukę.

Rekomendowana jest transparentność państwa - informowanie o kryzysach, współpraca z mediami, ale też monitorowanie, monitorowanie mediów rosyjskich i białoruskich. Co straszne, mówimy tu o kosztach porównywalnych z jednym czy dwoma czołgami, które kupujemy w setkach. Ułamek wydatków zbrojeniowych na obronę na froncie tak skutecznie zdominowanym przez rosję dałby już kolosalną różnicę w infosferze. Według Zespołu państwo miało informacje (o różnej jakości i zakresie, ale miało) o osobach i instytucjach szerzących dezinformację ale zabrakło reakcji. Dziesiąta rekomendacja w raporcie jasno mówi o roli dziennikarzy w demokratycznym państwie i nawiązuje do blokady informacyjnej na granicy polskobiałoruskiej w 2021, która stworzyła lukę, błyskawicznie “zagospodarował przygotowany przekaz propagandowy pochodzący z Białorusi i Rosji. Polskie media ze względu na decyzje polskich władz nie były w stanie zweryfikować tego przekazu. Wywoływanie luki informacyjnej jest więc podstawowym błędem polskich władz, który nigdy nie powinien być powtórzony.”

Dorzucam linki do raportu oraz wywiadu z jej członkiem. Gdyby władze wzięły sobie do serca jego rekomendacje, powstałyby billboardy i reklamy zachęcające do zapoznania się z nim. Wygląda na to, że jeśli sami nie wyczulimy się na dezinformację, nikt tego za nas nie zrobi.


Raport Zespołu ds. Dezinformacji (na dole PDF do pobrania)
Wywiad z Adamem Leszczyńskim


niedziela, 21 lipca 2024

James Webb “zobaczył” planetę-oko? Nie tak prędko…


“Kosmiczny Teleskop Jamesa Webba zobaczył planetę oko”. Takie nagłówki widziałem w ostatnich dniach. Tyczą się one wniosków płynących z nowych obserwacji gwiazdy LHS 1140. Spider’s Web już w ogóle poszedł na całość wysrywając artykuł pod tytułem “Mamy to! Znaleźliśmy drugą Ziemię”, gdzie stwierdzili, iż jest bardzo możliwe, że istnieje tam życie.

No, delikatnie mówiąc, nie. Żeby nie przedłużać, zanim wejdziemy w szczegóły, powiedzmy sobie, o czym naprawdę tu mówimy. JWST dokonał obserwacji czerwonego karła LHS 1140, kiedy przez jego tarczę przechodziła planeta LHS 1140 b. Analizując tę odrobinkę światła przechodzącego przez atmosferę egzoplanety stwierdził, że nie ma tam wodoru. Koniec. Można z tego wyciągnąć interesujące wnioski, ale naciągane jest stwierdzić, że “zobaczył planetę-oko”. A abominacja, którą popełnił Spider’s Web to już zupełne prostytuowanie treści nie mające nic wspólnego z nauką, dziennikarstwem czy ludzką przyzwoitością. Nie, ta egzoplaneta nie jest drugą Ziemią. Nie, obecność życia nie jest tam bardzo prawdopodobna.

Egzoplanetę LHS 1140 b wykryto metodą tranzytu w 2017 roku, czyli obserwując przygasanie światła gwiazdy, gdy częściowo przysłaniała je egzoplaneta. Krąży ona wokół czerwonego karła, odległego o 49 lat świetlnych od Ziemi, na orbicie dziesięciokrotnie ciaśniejszej niż nasza. W przypadku tej, znacznie chłodniejszej, gwiazdy jest to odległość, która daje szanse na temperatury odpowiednie dla wody w stanie ciekłym.

Parę lat temu działanie rozpoczął Kosmiczny Teleskop Jamesa Webba i jednym z jego celów obserwacji był właśnie ten układ. LHS 1140 b ma promień o 70% większy niż Ziemia, oraz pięć i pół raza większą masę. Oznaczało to, że może być niewielką planetą gazową, podobną do mini-Neptuna, lub super-Ziemią zdominowaną przez oceany. Opublikowane właśnie wyniki wykluczyły grubą warstwę bogatej w wodór atmosfery. Co więcej, sugerują one obecność azotu i dwutlenku węgla (ale te wnioski cechuje mała pewność). Oznacza to, że LHS 1140 b niemal na pewno nie jest puchatą gazową planetą, a raczej ogromnym światem typu ziemskiego, gdzie około 15% masy może stanowić woda. Dla porównania na Ziemi woda stanowi 0.025% masy.

Ta egzoplaneta jest na tyle blisko swojej gwiazdy, że możliwe jest iż jest zakleszczona grawitacyjnie, czyli jest zawsze zwrócona tą samą stroną do LHS 1140. Przy takiej ilości wody i mniejszej ilości energii docierającej do powierzchni, istnieje szansa, że planeta wygląda jak wielka gałka oczna. To znaczy większość powierzchni może skuwać biały lód a środek półkuli zwróconej do gwiazdy zajmuje ciemny ocean. Zwracam uwagę na słowa “możliwe” oraz “może”.

Czy już widzicie jakim fikołkiem jest powiedzieć, że JWST “zobaczył” planetę-oko? Dla Jamesa Webba, cały układ LHS 1140 to plamka światła. A co z tymi farmazonami od Spider’s Web? Słabiutko. Na ten moment nie mamy żadnych istotnych biosygnatur. Woda jest kluczowa dla życia, ale niewystarczająca. Zrobiłem trochę prostych obliczeń, z których wynika, że ocean LHS 1140 b może mieć grubość od trzech do sześciu tysięcy kilometrów. Warunki w głębinach takiego oceanu są niewyobrażalne. Nawet nie chodzi o to, że ciśnienie rozpuściłoby znane nam formy życia. Przy takim ciśnieniu, dolne setki, czy tysiące kilometrów może stanowić nie ciecz, ciało stałe - egzotyczne formy lodu wodnego, powstające pod wielkim ciśnieniem. A wówczas nie byłoby miejsca na “ciekawą” chemię. Nie byłoby kominów hydrotermalnych, które wzbogaciłyby wodę o energię i związki chemiczne dające szanse na powstanie życia.

Wszechświat lubi zaskakiwać, a LHS 1140 b jest dość blisko, więc liczę na kolejne badania. Może E-ELT, czyli Ekstremalnie Wielki Teleskop będzie mógł dokonać bezpośredniej obserwacji, która powie czy w ogóle mamy tu zakleszczenie grawitacyjne, jaka jest temperatura na powierzchni tej egzoplanety i temu podobne. To z pewnością ciekawa egzoplaneta. Nie jest to jednak “druga Ziemia”. I szkoda, że niektórzy tak chętnie krzyczą “wilk”. Przez takie fejki, można przegapić prawdziwego “wilka”, czyli prawdziwą drugą Ziemię.

Jeśli chcecie się uodpornić na kiepskie newsy o egzoplanetach, to rzecz jasna polecam “Niebo pełne planet” - moją książkę poświęconą tej właśnie tematyce. Dostępna na papierze, jako ebook i audiobook.


Źródło: Transmission Spectroscopy of the Habitable Zone Exoplanet LHS 1140 b with JWST/NIRISS
Moja książka: Niebo pełne planet


środa, 25 stycznia 2023

Czy kosmos, nauka i technologie w filmach Awatar mają sens?

Zapraszam Was do zapoznania się z rozmową na temat dwóch części Awatara, jaką odbyliśmy razem z Radkiem z "We Need More Space":



Możecie dać znać, jakie jeszcze filmy lub seriale warto by omówić w podobny sposób.


sobota, 21 stycznia 2023

Peak Elon?


Peak Oil to taki hipotetyczny punkt w czasie, po którym wydobycie ropy, tego nieodnawialnego surowca, zaczyna bezpowrotnie spadać. Dotychczasowe przewidywania okazywały się chybione, ale ten moment w końcu nadejdzie. Prawdopodobnie nie będzie podyktowany tym, że ropy zabraknie. Raczej będzie to kwestia opłacalności wydobycia. A to również nie będzie podyktowane tylko i wyłącznie tym jak głęboko trzeba wiercić.

Od jakiegoś czasu zastanawiam się czy “Peak Elon” mamy już za sobą. To jest czy już większość pożytku z Elona mamy za sobą czy nie. Zatem dziś będzie kontrowersyjnie, zerkacie w komentarze na własne ryzyko.

][ Wstrętny symetrysta ][

Zacznijmy od tego, że jestem najgorszym sortem bo (póki co) nie oceniam Muska ani jednoznacznie źle ani jednoznacznie pozytywnie. Z tego wysokiego konia mam wrażenie, że widzę tylko hejterów i fanbojów (z przewagą tych pierwszych). Wady Elona są liczne, oraz coraz bardziej widoczne. Od zawsze wiedziałem, że nie chciałbym pracować dla takiego człowieka. Kręciłem głową na dziwactwa i patrzyłem z obrzydzeniem jak wyzywał człowieka uczestniczącego w akcji ratunkowej w jaskini Tham Luang.

Jednocześnie jego upór zasadniczo zmienił wygląd rynku samochodów elektrycznych. Zarówno ich percepcję i stan technologiczny. Gdyby nie Tesla prawdopodobnie musielibyśmy na to poczekać dekady. Wywołał też ogromne trzęsienie ziemi w sektorze kosmicznym, skostniałym i zachowawczym. Od siedmiu lat pierwsze stopnie Falcon 9 lądują bezpiecznie po starcie by być wykorzystywane ponownie. Siedem lat a rakiety konkurencji wciąż trafiają na śmietnik po jednym locie. Nawet Chińczycy, którzy wręcz bezczelnie próbują skopiować rozwiązania Falcona 9, nie odnieśli sukcesu. Tak, Elon to dzieciak z bogatego domu, więc zawsze miał łatwiej. Mimo to, zarówno Tesla i SpaceX zawdzięcza bardzo dużo jego umysłowi, który od zawsze pochłaniał książki, był w stanie rozkładać problemy na czynniki pierwsze. Musk wciąż ma dość wiedzy, żeby dotrzymywać kroku w technicznych rozmowach z pracownikami każdego szczebla tych dwóch firm.

][ Misja i cel ][

Najlepszym wyjaśnieniem czemu kibicowałem (i chyba wciąż kibicuję) Muskowi jest cykl spisany przez Wait but Why. Autor wyłuszcza między innymi “First Principles Thinking”, sprowadzanie zagadnień do podstaw i kierowanie się nimi. Nakreślił tam czym kieruje się Elon i to, że celem Tesli jest produkcja taniego samochodu dla mas, który będzie częścią procesu odejścia do paliw kopalnych. W przypadku SpaceX chodzi o stworzenie backupu dla ludzkości - samowystarczalnej kolonii na Marsie.

Można sobie kpić, mówić, że to bez sensu, że za wcześnie, że Mars jest do dupy a do odejścia do kopalin potrzebny jest masowy transport zbiorowy a nie samochody. Nie zmienia to jednak faktu, że gość miał bardzo wyraźny cel i nie spuszczał go z oczu. Potwierdza to też masa innych źródeł. Również tych nieprzychylnych. Wiemy, że Musk pracowników traktuje często jak gówno. Jednocześnie, nawet pracownicy niechętni, którzy opuścili firmy jasno mówili np. Że pracując w SpaceX naprawdę na każdym etapie w firmie zadawano pytanie “czy to nas zbliża do Marsa”. Warunki w Tesli mogły być często nieludzkie, ale zawsze nadrzędnym celem było, by ich samochody były bezpieczne i do dziś osiągają one rewelacyjne wyniki w tym aspekcie.

Uważam zatem, że mimo dziwactw, dupkowatości, ekscentrycznych odklejeń Musk przynosił dużo pożytku. Podobne zdanie mam o Starlinku. Fajnie nam się marudzi na “złom na orbicie” czy zakłócanie naziemnych obserwacji astronomicznych, kiedy siedzimy sobie w krajach pierwszego świata. Otwarcie internetu dla paru miliardów ludzi to coś na czym możemy skorzystać wszyscy. Nawet jeśli wśród użytkowników będzie też wojsko czy giełdy papierów wartościowych.

][ … a potem kupił sobie Twittera ][

Zakładając, że misją Starlinka było jedynie pozyskanie funduszy na projekt Starshipa i budowę podwalin miasta na Marsie, to wciąż pokrywa się z długofalową misją. Ale powodzenia kombinowaniu jak idiotyczny zakup Twittera ma pomóc w elektryfikacji transportu czy kolonizacji Marsa.

Cała ta szopka jest pokazem zupełnego oderwania od rzeczywistości i błazenady, na którą pozwolić sobie mogą tylko małe dzieci oraz wielkie kraje. I multimiliarderzy. O charakterze Muska dodatkowo świadczy, że wierchuszka Twittera (który nota bene jest moim zdaniem jednym z najgorszych i najbardziej toksycznych zakamarków internetu) nie tylko została zwolniona ale i wyprowadzona przez straż dla dodatkowego show.

Starlink obecnie pochłania ogrom finansów, jest produktem niby-działającym, bo na orbicie znajduje się ponad dwa tysiące satelit a docelowo ma ich być dwanaście tysięcy. Na ten moment projekt przynosi straty. Dlatego fajnie byłoby mieć 44 miliardy poduszki bezpieczeństwa na wypadek kłopotów finansowych. Szczególnie biorąc pod uwagę, że Musk nie raz już ocierał się o bankructwo zarówno Tesli jak i SpaceX. Widocznie nie było aż tak traumatyczne. Albo po prostu wie, że wojsko jest już i tak zbyt zachwycone Starlinkiem, żeby pozwolić mu na porażkę.

Tak czy inaczej ostatnio zupełnie nie mam przekonania czy Mars jest cały czas w polu widzenia Elona. Wolę też nie zgadywać z czego to wynika. Czy głupieje na starość, czy dociera do niego, że może nie dożyć pierwszego człowieka na Marsie (a co dopiero kolonii). Średnio też widzi mi się jakaś krucjata o wolność słowa. Widzę natomiast, że Trump już mizdrzy się do Muska w nadziei na powrót na platformę do szerzenia dezinformacji.

][ Szczyt to nie urwisko ][

Osiągnięciami tego człowieka można by obdzielić kilka osób. Nawet jeśli Peak Musk mamy za sobą, to wciąż nie wykluczone, że jego największy dar dla ludzkości jest przed nami. Starship ma realne szanse, żeby otworzyć przed nami układ słoneczny. Masa ludzi wciąż nie zdaje sobie sprawy, że badanie kosmosu i technologie kosmiczne poprawiają byt ludzi na ziemi na niezliczone sposoby.

Dlatego nawet jeśli to byłby w jakimś sensie schyłek Muska, to jeśli Starship wypali, może dać nam możliwość taniej eksploracji kosmosu i czerpania z niej korzyści i wiedzy. A wiele wskazuje na to, że wypali. Choć trudno w to uwierzyć, pojawiły się informacje, że Amazon chce kupić liczne loty Falcona Heavy i Starshipa, żeby dzięki nim budować swoją, konkurencyjną wobec Starlinka, konstelację. Przypominam Bezos ma swoją firmę kosmiczną, tyle że jeszcze nic nie umieścił na orbicie i jest rywalem SpaceX.

Jednak żeby utrzymać licencję na częstotliwości od FCC musi w określonym czasie wynieść na orbitę 1800 satelitów. Nie obsłużą tego swoimi nieistniejącymi rakietami i prawdopodobnie jedynym ratunkiem będzie dla nich prawie-istniejący Starship.

Tyle z mojej strony. Możecie się już wyżyć w komentarzach.


niedziela, 10 kwietnia 2022

IPCC 2022 - mitygacja zmian klimatycznych


Zgodnie z obietnicą przedstawiam Wam moje podsumowanie trzeciej i ostatniej części Szóstego Raportu IPCC. O dziwo po raz pierwszy daje mi on jakiś promyczek realnej nadziei. Ale przejdźmy do szczegółów.

Emisje wciąż rosną choć tempo wzrostu maleje. Gorzko się czyta, że “tempo wzrostu maleje”, bo to jest trochę tak - wanna się już przelewa, ale my wolniej odkręcamy kurek. Podkreślam, nie zakręcamy, tylko tempo odkręcania maleje, woda wciąż wlewa się coraz szerszym strumieniem.

A jednak ta zmiana trendów, oraz fakt, że 18 krajów w ciągu ostatniej dekady było w stanie konsekwentnie obniżać swoje emisje cieplarniane sprawia, że na ten moment scenariusz, potocznie nazywany “business as usual” przestaje być tym najpewniejszym. Tym samym, choć wciąż naciskamy na gaz, wygląda na to, że nie wpakujemy się w betonową ścianę.

Cudownie uchwycone przez termometr “Climate Action Tracker” obecne działania kierują nas w stronę świata cieplejszego o 2,7°C (2,0°C - 3,6°C). Czyli apokalipsa potencjalnie odwołana, kurs na dystopijny świat. Jeśli jednak trendy się utrzymają i wzmocnią, jeśli dziadersów zastąpi świadome młode pokolenie, to kto wie, możemy zapewnić sobie coś pomiędzy katastrofą a tragedią, między 1,5°C a 2°C ocieplenia. Dla przypomnienia, na termometrze mamy już +1,2°C.

Co więcej w raporcie? Autorzy podkreślają dysproporcje w emisjach. To znaczy “górne 10%” najbogatszych domostw odpowiada za 35-45% globalnych emisji związanych z konsumpcją gospodarstw domowych. Już poprzedni raport mówił, że miasta będą w centrum zmian klimatycznych, ten natomiast mówi również, że tereny zurbanizowane mogą tworzyć okazje do zwiększania wydajności zużycia zasobów oraz redukcji emisji cieplarnianych.

Optymistycznym faktem jest też to, że co najmniej 18 krajów redukowało swoje emisje w ciągu ostatnich 10 lat. Te kraje (w kolejności bylejakiej) to Szwecja, Rumunia, Francja, Irlandia, Hiszpania, Zjednoczone Królestwo, Bułgaria, Holandia, Włochy, USA, Niemcy, Dania, Portugalia, Austria, Węgry, Belgia, Finlandia i Chorwacja. Lista na pewno nie jest kompletna i nie wspomina o krajach takich jak Butan, który chwali się ujemnymi emisjami.

Teraz możemy przejść do jednego wykresu, przy którym rozświetliły mi się lampki alarmowe. Znajduje się on na 51 stronie podsumowania i przedstawia potencjał redukcyjny i koszt różnych działań. Szerokość słupka mówi o tym o ile gigaton ekwiwalentu CO2 rocznie można potencjalnie zmniejszyć roczne emisje za pomocą danej polityki/technologii. Natomiast barwa mówi o kosztach. Haczyk? Wykres mówi o potencjale do roku 2030.

Moi drodzy, choćbyśmy się skićkali w gacie, to nie skończymy walki z katastrofą klimatyczną w ciągu 8 lat. Ani 18, ani 28. To walka na długie dekady i w takich ramach czasowych trzeba myśleć. Na wykresie rażąco kiepsko przedstawia się energia nuklearna oraz technologie przechwytywania węgla CCS (Carbon Capture and Storage) / CDR (Carbon Dioxide Removal).

Ten sam raport kilka stron dalej mówi wprost - rozwój technologii CDR jest nieunikniony, jeśli chcemy wyzerować emisje cieplarniane. W kwestii energii nuklearnej warto zrozumieć, że również ten wykres może być mylący, bo elektrownie jądrowe powstają długo, ale mogą działać nawet 80 lat (czy więcej), a jednocześnie oferują tanie, bezpieczne, bezemisyjne i długofalowo najtańsze, najbardziej stabilne źródło energii.

Uff zrzuciłem największy ciężar z serca. Na koniec wspomnę jeszcze jeden wyjątek z raportu, który podkreśla to co często wspominałem i co warto pamiętać - globalne zyski ekonomiczne z ograniczenia ocieplenia do 2°C przewyższają koszty tego ograniczenia.


Tyle na dzisiaj. Odwołujemy apokalipsę a to oznacza, że wciąż ma sens marzenie o świetlanej przyszłości w której badamy i podbijamy kosmos. Pomóc w tych marzeniach może moja książka “Niebo pełne planet”, która zapozna Was z rozwijającą się dziedziną astronomii jaką są poszukiwania i badania planet poza Układem Słonecznym. Traktuje o obecnych technikach, dokonanych już odkryciach ale i o tym co potencjalnie czeka nas w przyszłości. Przedsprzedaż już trwa.


Zródła:
Podsumowanie raportu IPCC
Termometr Climate Action Tracker
To zawsze warto linkować
Poprzednie wpisy w temacie


niedziela, 19 września 2021

Byłem w błędzie co do elektryków

Jak się Wam podoba taki clickbait? Ponoć nie ma w tym nic złego, jeśli clickbait nie wprowadza w błąd, a ten jest zupełnie szczery, choć będzie wymagał wieeelu doprecyzowań. Wszystko zaczyna się od świetnego (kolejnego) filmu od Engineering Explained. Nosi on tytuł “Is Keeping Your Old Car Better For The Environment?” (“Czy zachowanie starego samochodu jest lepsze dla środowiska?”). Nawiązuje tu do dość powszechnego (a przynajmniej tak mi się zdaje) przekonania, że choć elektryczne samochody są lepsze dla środowiska w trakcie eksploatacji, to biorąc pod uwagę emisje związane z ich produkcją, sumarycznie zamiana samochodu spalinowego na elektryka może być gorsza. Okazuje się, że generalnie nie jest to prawda.

Sam padłem ofiarą tego przekonania i nie wykazałem się sceptyczną postawą, dlatego bardzo doceniam ten film i gorąco go polecam. W ramach pokuty, postanowiłem przyjrzeć się jak oszacowania Jasona Fenske mają się do naszej rzeczywistości i nie tylko. Dodatkowo, przygotowałem tą notkę, żeby skorzystali youtubo-sceptyczni i osoby niekoniecznie władające angielskim. Oczywiście zakładam, że w tej dyskusji skupiamy się tylko i wyłącznie na aspekcie emisji, nie na kwestiach finansowych.

Kluczowe dwa czynniki to emisje roczne związane z eksploatacją samochodu oraz emisje towarzyszące produkcji nowego samochodu. Jeśli samochód już jest w naszym posiadaniu, ten drugi czynnik wynosi zero. Jeśli roczne emisje nowego są niższe to z grubsza rzecz ujmując kwestią czasu jest, po jakim czasie (po ilu latach) bilans będzie korzystny. Nie zmieniałem tu założeń autora kanału Engineering Explained, który podpiera się publikacjami, według których nowy, spalinowy, wydajny samochód to ekwiwalent około dziewięciu ton CO2 w atmosferze na starcie. Jako modelowy elektryk służy Tesla Model 3, której produkcja emituje niemal dziesięć i pół tony CO2.

Odrobinę gimnastyki musiałem wykonać przy rocznych emisjach. Po pierwsze w przeciwieństwie do USA, gdzie wydajność liczy się w milach które można przejechać na galonie paliwa, u nas popularną miarą jest liczba litrów spalonych w trakcie przejechania 100 kilometrów. Z pomocą przyszedł artykuł na autokult.pl, dzięki któremu ostatecznie założyłem, że “stary” spalinowy samochód spala 7,5 litra a potencjalny nowy, ekonomiczny będzie spalać 5,5 litra (naśladowałem metodologię artykułu tj. 50% średniej to spalanie w mieście 25% na autostradzie i 25% na krajówkach). W przypadku Tesli miarą będzie zużycie kWh/100km i wynosi 14.9 kWh.

Ilość kilometrów przejechanych rocznie to jeden z istotnych powodów dla których rzuciłem się na ten tekst, zakładając, że w USA, kraju samochodziarzy, jeździ się znacznie więcej. Oznaczałoby to, że w USA elektryk szybciej uzyska lepszy bilans środowiskowy. Tymczasem na podstawie artykułu PolskaTimes polacy jeżdżą średni 20 tys. km rocznie (71% Polaków 20 tys. km lub mniej), co jest zdumiewająco blisko 12 tys. mil zakładanych przez Jasona (choć sam podkreślił, że to mniej niż średnia w USA).

Zanim będziemy mogli wszystko policzyć pozostaje jeszcze kwestia jakie są emisje związane z przejechaniem jednego kilometra różnymi samochodami (w różnych krajach). Spalenie litra benzyny to emisja 2,35 kg CO2. W związku z tym nasz modelowy “stary” spalinowy wyemituje 176 gramów CO2 na kilometr a jego młodszy, ekonomiczny braciszek 129 gramów CO2 na kilometr. Tesla ładowana we Francji (57.3 gramów ekwiwalentu CO₂ na kWh) wyemituje zaledwie 8,5 grama CO2. Tesla ładowana w Polsce (750 (!) gramów ekwiwalentu CO2 na kWh) wyemituje zaledwie 111 gramów CO2. To największe rozbieżności z filmem od Engineering Explained. W jego przykładzie nowy spalinowy samochód emitował 29% mniej a Tesla blisko 70% mniej. W moich obliczeniach zejście z 7,5 l/100km do 5,5 litra to redukcja emisji o 27%, natomiast Tesla w Polsce wyemituje 36% mniej CO2 a we Francji aż 95% mniej.

Tyle o metodach. Jakie są ostateczne wyniki? Warto. W USA i Francji już po 4 latach bilans środowiskowy samochodu elektrycznego powinien być korzystny. W przypadku Polski trzeba aż dziewięciu lat… A to zakładając (w każdym przypadku), że miks energetyczny nie będzie się zmieniać na bardziej korzystny. Mam nadzieję, że to najbardziej błędne z założeń. Gwarancja na baterie elektryków to typowo osiem lat, więc należy się spodziewać, że spokojnie pociągnąć co najmniej tyle czasu.

Wiem, że wiele z tych założeń, może wywołać sporo emocji, więc jako bonus (znów idąc śladem Jasona przygotowałem arkusz Google, który możecie sobie skopiować i wprowadzić swoje liczby, żeby poeksperymentować.

Arkusz (skopiuj i baw się śmiało)

Na koniec najważniejsza kwestia - lepsze od zamiany prywatnego samochodu spalinowego na elektryka jest zrezygnowanie z tego środka transportu. Szczególnie w dużych miastach powinniśmy korzystać z alternatyw jak choćby transport publiczny.


Źródła:
Is Keeping Your Old Car Better For The Environment?
Kiedy auto jest ekonomiczne? Podajemy realne wyniki zużycia paliwa
Przeciętny polski kierowca - ile wydaje na paliwo? Ile kilometrów rocznie pokonuje?
Fuel consumption and CO2


sobota, 2 stycznia 2021

Podsumowanie Węglowego 2020

Żeby zwiększyć szansę na to, że dopnę swego postanowienia na 2020 sformułowałem je dwojako - albo co najmniej 1000 znaków dziennie, albo 365 000 znaków w ciągu 2020. Gdybym pozostał przy pierwszym wariancie poniósłbym sromotną klęskę. Pisać udało mi się tylko w 93 dniach minionego roku. Mimo to napisałem 374 tysiące znaków. Gdybym wymagał od siebie spełnienia obu, kryteriów, gdyby dodać po tysiącu znaków za każdy pominięty dzień byłoby bliżej 650 tysięcy znaków...

Efekt? Od pięciu lat na blogu nie było tak wielu wpisów. I tu szybka wzmianka - nie zabrakło kreatywnej księgowości. Zliczałem nie tylko testy na bloga ale też inne dłuższe pisaniny. Choć blog był wyjątkowo aktywny a liczba śledzących Węglowego wciąż konsekwentnie rośnie, poczytność notek wypada różnie. Pocieszyła mnie jednak dokładniejsza analiza. Śmieszne obrazki zbierają setki lajków, posty o nowych notkach czasem mniej niż pięćdziesiąt. A mimo to zgarniają po kilka tysięcy wejść, nawet te które zdobyły dziesiątki tysięcy wejść nie zawsze zebrały choćby sto polubień.

Wszystko wskazuje na to, że FB wciąż mocno tnie zasięgi linków do bloga, więc pewnie będę kombinował jakby tu informować o notkach atrakcyjnymi postami i linkować do nich w komentarzach. Jednymi z najlepiej radzących sobie materiałów były te publikowane bezpośrednio na fanpage. Ponad dwudziestotysięczny zasięg zdobyła przeróbka okropnego plakatu filmu “Skłodowska”. Pięćdziesięciopięciotysięczny zasięg zyskała grafika i wpis walczące z pierdołami o 5G i nowotworach.

Jednak to przeróbka grafiki z raportu “Missing Link to a Livable Climate” rozbroiła konkurencję, z zasięgiem niemal stu czterdziestu tysięcy. Jak widzicie jest tu motyw wspólny - walka z radiofobią. Nie sądzę raczej, żebym porzucił publikowanie na blogu na rzecz fejsika.

Spory fejsogenny ruch wywołał post wspierający strajk kobiet oraz dwie notki krytykujące instytucje edukacyjne. Konkretnie - Skandaliczny skrypt “biologii medycznej” łódzkiego UM oraz piętnujący głupoty MEN tyczące się zmian klimatycznych.

Na blogu królowały następujące notki:
> Neuralink - podsumowanie prezentacji 2020 - Moc newsa. Tekst pisany praktycznie na żywo, zgaduję, że mógł być pierwszym polskojęzycznym podsumowaniem tej konferencji, więc nie dziwi, że ten wpis był bezkonkurencyjny. Myślę jednak, że jeśli jesteście ciekawi neuralinka to myślę, że tekst Neuralink zmieni wszystko jest znacznie bardziej wartościowy.
> Koronawirus a mydło - Warto czasem popełnić błąd i sobie go uświadomić. Dlatego nie skasowałem a jedynie przekreśliłem fragment poświęcony maseczkom. Poza tym fajnie, że tekst, który prosto tłumaczy dlaczego coś tak prostego jak mycie rąk może być tak skuteczne.
> Kataklizm jakiego Ziemia nie widziała - egzoplanety to mój konik więc bardzo mnie cieszy, że ta notka zdobyła taką popularność.
> Silnik z krążącą detonacją - Z tego też jestem dość dumny, bo chyba udało mi się przystępnie wyjaśnić coś nietrywialnego. Tak się złożyło, że dość późno się wkręciłem w temat rakiet, zawsze interesowało mnie bardziej to co wynosiły w kosmos i gdzie latały. Możliwe, że w przyszłości temat silników pojawi się częściej.
> Dwa księżyce, jedna orbita - Są takie dwa księżyce Saturna, które dzielą jedną orbitę w niezwykle ciekawym, złożonym “tańcu”.

Podsunę Wam też kilka mniej popularnych tekstów, które zasługują na uwagę.
> Kwantowy kocyk - czemu gaz jest cieplarniany - dlaczego jedne gazy są określane mianem cieplarnianych a inne nie? Trochę szkolnej wiedzy, trochę fizyki kwantowej a zrozumiemy podwaliny najważniejszego procesu jaki rozgrywa się obecnie na Ziemi.
> Hydroponika, rolnictwo bezglebowe, rolnictwo wertykalne - czas pokaże czy ta forma produkcji żywności zatriumfuje. Tekst polecam bo to chyba najbardziej pracowicie szykowany tekst w 2020 roku. A jednocześnie poświęcony jest mało znanemu u nas tematowi.
> Planeta X i drobne wątpliwości - to był również bardzo skrupulatnie przygotowywany tekst. Co miłe doprowadził mnie nawet do krótkiej wymiany zdań Konstantinem Batyginem, więc ten okropny Tweeter ma jakieś zalety. Punktem wyjścia były wątpliwości co do hipotezy istnienia nieznanej jeszcze, dużej planety w układzie słonecznym. W praktyce jednak artykuł raczej podkreśla dlaczego jej istnienie jest mocno prawdopodobne. No i że jeśli istnieje to do jej odkrycia nie zostało już wiele czasu.
> Temperatura mokrego termometru - termin, który warto poznać by zrozumieć zagrożenia jakie niosą zmiany klimatyczne. Dlaczego pewne regiony planety mogą wkrótce stać się zabójcze dla ludzi.
> Zderzenie dwóch kodów - artykuł z połowy grudnia, gdzie wyjaśniam fascynujący proces zwijania białek, oraz to dlaczego przewidywanie ich kształtu na podstawie kodu DNA jest tak trudne i tak ważne dla nauki zarazem.
> Węglowy o atomie - wreszcie spisałem zbiorczo kluczowe zagadnienia dotyczące energetyki jądrowej, wyjaśniając dlaczego nie warto się jej bać i dlaczego jest realnym i gotowym do zastosowania rozwiązaniem (częściowym, acz kluczowym) katastrofy klimatycznej.

Ponadto zacząłem eksperymentować z podcastem - trzy pierwsze rozmowy znajdziecie tutaj lub tutaj. Już mam pewne pomysły jak zmienić formułę na bardziej strawną. Każdorazowo próbuję pamiętać o dykcji, ale szybko wciągam się w rozmowy. Szczególnie w tym obszarze wszelkie uwagi i sugestie są mile widziane.

Waham czy podsumowywać ten 2020 rok jako taki. Z jego tragediami, postępującym negowaniem nauki i kilkoma wspaniałymi przełomami… Zobaczymy jak dopisze wena. Tymczasem dziękuję że jesteście i czytacie Węglowego. Dołożę starań, żeby dalej dostarczać ciekawych i solidnych treści.



wtorek, 7 kwietnia 2020

Nasza przyszłość na Ziemi

Po raz piętnasty opracowano listę globalnych zagrożeń na potrzeby Światowego Forum Ekonomicznego, powstała ona rękoma niemal tysiąca ekspertów. Bliźniaczą listę opracowała grupa 200 naukowców dla organizacji Future Earth. Oba zestawienia biorą pod uwagę prawdopodobieństwo oraz to jak niebezpieczne są zjawiska, które nam grożą. Podobieństwo tyczy się nie tylko formuły, ale i wniosków.

Zaprezentowana w styczniu 2020 w Davos lista zawiera pięć typów zagrożeń - środowiskowe, społeczne, geopolityczne, gospodarcze i technologiczne. Pierwsze pięć miejsc pod względem najbardziej prawdopodobnych stanowią te środowiskowe. Trzy z nich znajdują się również w pierwszej piątce najgroźniejszych. Królują zmiany klimatyczne, ekstremalne zjawiska pogodowe, utrata bioróżnorodności, klęski żywiołowe i katastrofy ekologiczne spowodowane działalnością człowieka. Wśród najgroźniejszych pojawił się również kryzys wody pitnej (w top10 najprawdopodobniejszych) oraz broń masowej zagłady (na ostatnim miejscu pod względem prawdopodobieństwa).

Lista od Future Earth jak wspominałem jest łudząco podobna. Pięć dominujących ryzyk to ekstremalne zjawiska pogodowe, zmiany klimatyczne, utrata bioróżnorodności, kryzysy w dostępie do wody pitnej i żywności.


Autorzy drugiej listy podkreślają, że zjawiska te mogą wzmacniać się wzajemnie i prowadzić do kaskady zdarzeń, które doprowadzą do kryzysu globalnego systemu. Nie mówimy tu o kryzysie finansowym, tylko totalnym, gdzie finanse są jednym z elementów, gdzie problemy z wodą i żywnością prowadzą do niemożności powstrzymania zmian klimatycznych pogłębiających braki, gdzie załamanie łańcucha pokarmowego i pogrąża naturalne środowisko, gdzie każda choroba zakaźna ma szansę wywołać pandemię…

Dawno, dawno temu, kiedy niektórzy ludzie wierzyli w takie rzeczy jak fakty czy wiedza ekspercka, świat podjął wspólny wysiłek, by powstrzymać powstawanie dziury ozonowej. Zagrożenie było realne, dla zdrowia ludzi, dla upraw, dla zwierząt, dla wzroku itd. Nie miało jednak żadnego porównania z tym co grozi nam teraz. Bez porównania łatwiejsze było też powstrzymanie tamtego problemu. Dziś jednak żyjemy w zgoła innym świecie.


Choć wciąż mamy realne szanse podjąć skuteczne działania [5], to niestety nie są one podejmowane. Może dlatego jak podaje Reuters [3] około 400 naukowców poparło kampanię społecznego nieposłuszeństwa, mającą na celu wymuszenie na rządach podjęcia gwałtownych działań by powstrzymać zmiany klimatyczne. W 2019 roku [4] 11 000 naukowców ze 150 krajów ogłosiło kryzys klimatyczny. Ostrzegli, że brak zdecydowanego, radykalnego działania doprowadzi do “niewyobrażalnych cierpień ludzkich”.

Podsumowując, jest naprawdę dramatycznie źle i każda chwila zwłoki nie tylko zwiększa zagrożenie, ale i sprawia, że trudniej coś z tym zrobić. Jeśli CO2 porównać do wypełniającej wannę wody, to można powiedzieć, że już jesteśmy powyżej czerwonej kreski. Tymczasem ludzkość wciąż odkręca kurek, może ciut wolniej, ale wciąż go odkręca, choć powinniśmy go zakręcać (powinien być zakręcony jakieś 20 lat temu). Mimo tego wciąż mamy szanse, według niektórych, a jeśli będziemy działać sensownie, to nawet duże, by zafundować sobie jakiś happy end.

… Choć może szanse to złe określenie. Mamy możliwości. Powyższy tekst napisałem 1 marca, kiedy chorych na koronawirusa było 88 tysięcy. W tym 78 tysięcy w Chinach. Minął miesiąc, zobaczyłem bezprecedensową powódź fake-newsów, nieprawdopodobnie źle ukierunkowaną panikę zwykłych ludzi i nietrafne reakcje niektórych rządów. Reakcje rządów które zaprezentowały szerokie spektrum, od różnych odcieni niekompetencji po najobrzydliwsze barwy cynizmu i wyrachowania.

Przy całym szacunku dla licznych ofiar, to jest tylko lekka zapowiedź tego, co mogą nam zafundować zmiany klimatyczne. Przed globalną pandemią też ostrzegano latami. Niektórzy sądzą, że koronawirus przywróci nam szacunek dla naukowców i ich ostrzeżeń. Boję się raczej, że świat ulegnie zmianie, podobnie jak po 9/11. To znaczy pojawi się szereg zmian, które będą pozorować zwiększenie bezpieczeństwa i zapobiegać przyszłym pandemiom. W praktyce będzie to szereg interesów i dalsze ograniczanie swobód.


Źródła:
[1] Global_Risks_Report_2020.pdf
[2] Out future on Earth 2020
[3] Scientists endorse mass civil disobedience to force climate action
[4] World scientists declare climate emergency
[5] We need to talk about how easy it is to solve climate change
[6] Interconnected Ecological Threats Could Trigger 'Global Systemic Collapse'
[7 ] More Than 11,000 Scientists Just Officially Declared a Global Climate Emergency
[8] Czeka nas ”niewyobrażalne cierpienie”





poniedziałek, 25 listopada 2019

Najciekawsze alternatywy dla mięsa

Jem mięso. I chociażby z tego powodu nie będę Was namawiał do wykluczenia go z diety. Mogę natomiast zaprezentować kilka ciekawych alternatyw dla hodowlanego mięsa. Sam nieśmiałymi kroczkami ograniczam jego spożycie. To dobre dla środowiska, dla zmniejszania cierpienia i lepsze dla zdrowia. To ostatnie może być dla niektórych dyskusyjne, nie chciałbym, by ten temat zdominował ten wpis. Dlatego odeślę Was do notki Damiana Parola.

Zamiast namawiania do czegokolwiek po prostu napiszę kilka słów o tym na co czekam, czego już udało mi się spróbować i jak te - subiektywnie wybranie przeze mnie alternatywy dla hodowlanego mięsa - prezentują się na tle wołowiny pod względem pochłanianych zasobów. No i jeszcze jedno - skoncentrowałem się na burgerach.



IN VITRO

Zaczynamy od jedynej mięsnej opcji na liście. To ze względu na tę opcję infografika podkreśla, że chodzi o alternatywy dla mięsa hodowlanego a nie mięsa w ogóle. W tym przypadku mamy do czynienia z najprawdziwszym mięsem, ale produkowanym z pominięciem zwierzęcia, które czuje, rusza się spala tlen itd. Niestety jest to też jedna z dwóch pozycji, których nie udało mi się jeszcze spróbować.

Mięso stanowi 43% krowy. Hodowla trwa do kilku lat i pochłania ogrom zasobów: woda, pasza, energia związana z najróżniejszymi aspektami hodowli i obróbki. Do tego dochodzi kwestia cierpienia. Nieważne jak dbamy o dobrobyt zwierząt, hodowli niemal zawsze będzie towarzyszyć cierpienie, niejednokrotnie okrucieństwo. Ssaki śnią i mają charaktery, ptaki są całkiem mądre, czują strach. Mięso kultywowane w laboratorium nigdy się nie urodziło i nigdy nie zostało ubite.

Nie mogę się doczekać by je samemu spróbować, ale relacje tych co mieli okazję brzmią dokładnie tak, jak można by się spodziewać - smakuje jak mięso. Jestem pewien, że przyjdzie moment, w którym ślepe próby pokażą, że nawet sceptycy i smakosze nie będą w stanie odróżnić mięsa in vitro od “zwykłego”. Marzy mi się świetlana przyszłość, gdzie współczesna hodowla i ubój będą wspominane jako skrajne barbarzyństwo. Jako, że taka produkcja zużywa mniej zasobów, gdy tylko technologia dojrzeje siłą rzeczy takie mięso powinno być tańsze od “klasycznego”.


BIAŁKO GROCHU

Jak się okazuje z grochu można wyczarować niezłe odpowniki mięska. Można powiedzieć, że historia tego wpisu zaczęła się tutaj - gdy dowiedziałem się, że niedaleko mojego miejsca pracy, w Krowarzywach, podają Beyond Burgera. Byłem, spróbowałem, zacząłem myśleć co dalej. Teksturowane białko grochu mogłoby zwieść kogoś, komu powiedzielibyśmy, że je burgera z jakimś egzotycznym mięsem. Nie sądzę by ktokolwiek dał sobie wmówić, że to wołowina. Co nie zmienia podstawowej kwestii - Beyond był smaczny. Nie oznacza to, że każdy grochowy wegeburger będzie smaczny.

Spróbowałem również dostępnych w Lidlu burgerów roślinnych Dobrej Kalorii. Chwalą się na opakowaniu, że nie zawierają one soi (bo wiecie w Polsce straszy się soją i GMO). Co przezabawne w smaku przypominają właśnie kotlety sojowe. Szału nie było. Wreszcie, żeby mieć większe porównanie, dorwałem Beyonda w wersji sklepowej, żeby przyrządzić go samemu. Udało mi się to w sieci Organic24. Sporo piszą o tym, że dzięki sokowi z buraka burgery te “krwawią”. Nic takiego nie zaobserwowałem, ale było pyszne. Aczkowiek mam wrażenie, że nie dość sycące. A pod względem kaloryczności, nie ustępuje wołowinie.


IMPOSSIBLE BURGER REBEL WHOOPER

Pojechałem pośrednio po kotletach sojowych, mogę przejść do kotletów sojowych XXI wieku. Firma Impossible Foods tworzy swoje produkty w oparciu o białka sojowe. Impossible Burger ma fantastyczny PR, świetne reklamy, jest dostępny w niektórych lokalach Burger Kinga (jako Impossible Whooper) w USA i świetnie się tam przyjął. Niestety jako, że w procesie produkcji używają oni genetycznie modyfikowanych drożdży, pewnie nieprędko będzie można go spróbować w Unii Europejskiej. Dla równowagi amerykańscy weganie mają hopla na punkcie “organicznej” żywności, pewnie nie czytali jeszcze W królestwie Monszatana i nie wiedzą, że organiczne wcale nie znaczy ekologiczne czy zrównoważone. Z tego powodu w USA to Beyond ma pod górkę.

Nie próbowałem, więc nic więcej nie powiem. W czasie pracy nad tą notką Burger King włączył do oferty inną bezmięsną kanapkę - Rebel Whoopera! Oczywiście w imię nauki pobiegłem do sieciówy i zamówiłem sobie jednego bezmięsnego i jednego normalnego. I kurcze… jestem pod ogromnym wrażeniem. Mimo pełnej świadomości, że to nie jest mięso, wrażenia są zupełnie takie jak przy jedzeniu prawdziwego burgera. Nie będę ukrywał, nie jestem wielkim fanem BK, więc stwierdziłem, że smakuje jak typowy burger z sieciówki. Tylko tyle i aż tyle. Wielkie brawa. To jeden z tych momentów, kiedy człowiek czuje, że żyje w przyszłości.

A potem spróbowałem dla porównania zwykłego whoopera. I muszę przyznać - smak był bogatszy i pełniejszy. Mimo to, postanowiłem, że w Burger Kingu będę zawsze brał Rebel Whoopera. Natomiast biorąc pod uwagę jaki narzut cenowy mają takie lokale, uważam, że dodatkowa złotówka dla opcji bezmięsnej to troszkę PRowy niewypał.


QUORN (GRZYBURGER)

Czarny koń tej listy. Mykoproteinowy produkt firmy Quorn zawiera białka grzybów Fusarium. Produkowany jest od 1985 roku, ma pierdylion odmian - mielony, burgery, kiełbaski, “kurczak”, “wędzona szynka”... Niestety dorwać go w Polsce okazało się nie lada sztuczką. W sumie już się poddałem, kiedy okazało się, że jedna paczka była do kupienia w British Shopie kilka przecznic od mojego miejsca pracy (dzięki Asia). Parę godzin później kotleciki wylądowały na patelni…

Szok i niedowierzanie. Pyszne, “mięsne”, sycące. Tekstura i smak sprawiają, że quorn prawdopodobnie bez problemu zmyliłby każdego, kto nie podejrzewa, że dostał coś co nie jest mięsem. Pewnie nie przetrwałby ślepej próby, gdzie próbujący musiałby wskazać, które z dwóch dań/próbek jest mięsem, a które nie. Ale nie wymagajmy zbyt wiele. Myślę, że gdyby te produkty były dostępne u nas w sklepach, bez oporów zrezygnowałbym ze zwykłego mięsa. Zawiera błonnik i ma małą zawartość nasyconych tłuszczów. No i jeszcze jedna istotna kwestia - badania pokazały, że quorn jest bardziej sycący. Co więcej, badania te zostały powtórzone z tymi samymi wnioskami. To cholernie smutne, że po 35 latach produkt ten wciąż nie dotarł do Polski.


SEITAN

Najstarszy produkt na liście. Choć nazwa seitan pochodzi z XX wieku, Chińczycy znali go już w VI wieku. W ogromnym uproszczeniu jest to pszenny gluten otrzymywany przez wypłukanie skrobi z mąki pszennej. Do niedawna seitan pozostawał w sporej mierze poza moją świadomością i z tego co wiem, poza świadomością wielu naszych rodaków.

Seitana można dostać w licznych lokalach z chińszczyzną i w tych nastawionych na kuchnię wegańską. I nie ma możliwości, żeby go jednoznacznie ocenić. W samej okolicy mojego biura można spróbować go w co najmniej trzech miejscach i… delikatnie mówiąc jest różnie. Seitan może być niemal pozbawioną smaku twardawą gąbką, może również być składnikiem wegańskiego kebaba, który zmyliłby niejednego kebabożercę po kilku piwach.

Jeśli dobrze rozumiem, seitan z natury nieźle przyjmuje przyprawy i smaki, więc dobrze zrobiony może być świetny smakowo, ponadto może mieć też dość mięsistą fakturę, która nieźle symuluje drób. Zrobiony kiepsko… może być zwyczajnie niedobry. Uwaga - jeśli jedzenie wege kojarzycie z niską kalorycznością, to przestańcie. Burger z seitanem może spokojnie przebić klasycznego, krowiego burgera.


PORÓWNANIE

Domyślam się, że są co najmniej cztery aspekty, pod którymi można porównywać powyższe produkty. Aspekt hedonistyczny - smak, ewentualnie to jak udają mięso. Tu oczywistym zwycięzcą będzie z oczywistych względów mięso in vitro. Jeśli patrzeć na to, co jest dostępne komercyjnie, wygrywa quorn, choć Rebel Whooper może ubiegać się o to miejsce ex aequo… ale jeśli patrzeć na to, co jest dostępne w sklepach w Polsce, będzie to Beyond meat. Szczególnie jeśli skupiamy się na burgerach udających wołowinę. Ogromny potencjał tkwi w seitanie, który jednak smakował mi w niewielkich kawałkach, natomiast “kotlecik” był niewypałem.

Aspekt zdrowotny potraktuję skrótowo, w nadziei, że ktoś inny (Damian?) zrobi to bardziej profesjonalnie. Powyższe zestawienie jest bardzo wybiórcze i wąskie. Nie mówię o zamiennikach diety mięsnej na wegetariańską lub wegańską, tylko co można zjeść zamiast krowiego burgera. Faktem jednak jest, że większość ludzi je za dużo przetworzonego i czerwonego mięsa, więc zastąpienie go (przynajmniej czasami) przez produkty roślinne powinno być korzystne. Warto jednak mieć świadomość, że rebel whooper, beyond burger, quorn… wszystkie one, nawet jeśli mają stosunkowo mało nasyconych tłuszczów itd, zdecydowanie załapują się w kategorię “żywności przetworzonej”, której też powinniśmy unikać. Poniżej tabelka wartości odżywczych w 100g produktów:


Jak widać jeśli idzie o kaloryczność, zawartość tłuszczy i białko, to zastępniki przebijają klasyczną krowę. Zawierają za to błonnik i mają trochę mniej węglowodanów.

Aspekt dostępności przeskoczę jeszcze szybciej. Po pierwsze - nie ma się o czym rozpisywać. Zamienniki dopiero nabierają popularności, więc na ten moment trudno je dostać, nie ma porównania z powszechnością mięsa zwierzęcego. Kultywowane mięso jest tuż-tuż na granicy komercyjnej dostępności. Beyond można upolować, dobrą kalorię czy seitana dostaniecie już w kilku sieciach. Quorn nie planuje póki co wejścia na nasz rynek. Po drugie - wszystkie te produkty są na ten moment drogie. Mówmy tu o 2-3 razy wyższej cenie w porównaniu z wołowiną. Po trzecie - to się będzie zmieniało, podejrzewam, że w dużym tempie i na korzyść zamienników. Więc co najmniej ta część notki bardzo szybko ulegnie przedawnieniu.


Na koniec zostawiłem aspekt środowiskowy. Dlatego mam też nadzieję, że będzie jednym z tych, które zapamiętacie po tej przydługiej lekturze. Powyżej znajduje się tabela porównująca zasoby jakie pochłania produkcja kilograma jadalnej wołowiny w porównaniu z kilogramem zastępników. Bardzo proszę, żebyście byli bardzo, bardzo krytyczni wobec tych danych. Niektóre dane pochodzą od producentów i sama metodologia tych oszacowań może być bardzo różna. Wiele tych danych to efekt radykalnych przybliżeń. Oderwanie energii i emisji cieplarnianych jest bardzo istotne, bo część energii pochodzi z gniazdka, a wtedy jeśli jest pochodzi z energii jądrowej nie jest szkodliwa dla środowiska, co innego gdy produkcja podpiera się energią węglową. Potencjalnie najistotniejsze jednak jest to, że punktem odniesienia jest tu mięso wołowe. Widzicie, wołowina to prawdopodobnie najgorsza rzecz dla środowiska jaką możecie znaleźć na Waszym stole. Owszem, jeśli zamienicie ją na jeden z wspomnianych produktów, możecie ulżyć środowisku redukując zużycie zasobów o 80-90%. Ale tak naprawdę wystarczy, że zamienicie wołowinę na drób i już zmniejszycie zużycie energii i lądu o około 60%, a redukcja zużycia wody i emisji cieplarnianych sięgnie nawet 80%! Z wymienionych zasobów najmniejszą redukcję widzimy w wierszu z energią, ale jeśli energię zamienimy na tanią i bezemisyjną, nie powinna spędzać nam snu z powiek. Wtedy produkcja żywności ma szansę stać się znacznie bardziej zrównoważona.



Tu normalnie zachęcałbym do zostania patronami Węglowego. Ale to nie jest zwyczajna notka. Dlatego tym razem zachęcam Was do zostania patronami Rynn, która stworzyła dzisiejszą grafikę. Jej twórczość możecie śledzić na jej fanpage Rynn Rysuje.


A teraz źródła...

O mięsie kultywowanym:
Environmental impacts of cultured meat
LiveKindly - mięso in vitro można produkować bez surowicy
Price of lab grown meat to plummet from 280 000 to 10 per patty by 2021
The pros and cons of lab-grown meat
Pros And Cons Of Lab Grown/Cultured Meat (Benefits & Disadvantages)
Lab-grown meat of the future is here – and may even sustainably fill demand
5 things you should know about lab grown meat

Impossible/Beyond:
Impossible Burger vs. Beyond Meat Burger: Taste, ingredients and availability, compared
www.beyondmeat.com
Impossible Burger 2.0: How does it taste, is it safe and where can you get it?
Impossible Burger lowers greenhouse gas emissions
Beyond Burgers: A Vegan's Dream Or Just Another Trend?

Quorn i mykorpoteiny:
Why Cultured Meat Will Not Feed the World (but mycoprotein just might)
What is Quorn? | Learn more about how Quorn is made

Bardziej naukowo:
Beans and peas increase fullness more than meat - fasola i groch sycą bardziej niż mięso
Influence of a high-fibre food (myco-protein) on appetite: Effects on satiation (within meals) and satiety (following meals)
Effects of consuming mycoprotein, tofu or chicken upon subsequent eating behaviour, hunger and safety

Fotki kultywowanego mięsa: The Verge
Damian Parol: Weganizm? Niekoniecznie! - jeśli ktoś przegapił w tekście


piątek, 18 stycznia 2019

Antyszczepionkowcy na liście 10 zagrożeń dla zdrowia WHO

Niby nic nowego. Zagrożeniem dla samych siebie byliśmy nawet przed wynalezieniem broni nuklearnej (choć paradoksalnie, ta technologia może nas uratować). Ale według mojej wiedzy, po raz pierwszy na liście dziesięciu zagrożeń dla zdrowia przygotowanej przez Światową Organizację Zdrowia pojawiła się pozycja “Vaccine hesitancy”, czyli “niezdecydowanie” w kwestii szczepień.


Antyszczepionkowcy
Niechęć, ociąganie się czy wręcz odmowy w kwestii szczepień według WHO grozi cofnięciu niezwykłych postępów w zapobieganiu chorobom możliwym do uniknięcia. Jak mówią autorzy listy - szczepienia to jedna z najbardziej wydajnych kosztowo metod unikania chorób, która obecnie pozwala uniknąć od 2 do 3 milionów zgonów rocznie. I może uratować kolejne 1,5 miliona rocznie, jeśli zwiększony zostanie zasięg szczepień.


Zanieczyszczenia powietrza i zmiany klimatyczne
Choć lista nie jest numerowana, to otwiera ją kwestia powietrza i zmian klimatycznych. Dziewięć na dziesięć osób oddycha zanieczyszczonym powietrzem każdego dnia. W 2019 zanieczyszczenia powietrza zostały uznane największym środowiskowym zagrożeniem dla zdrowia. Mogą uszkadzać płuca, serce i mózg. Siedem milionów zgonów rocznie można przypisać złej jakości powietrza. W Polsce samemu smogowi przypisuje się 44 tysięcy zgonów, to około 12% wszystkich śmierci. Co ósmy zmarły zawdzięcza to naszemu powietrzu.

Głównym czynnikiem zanieczyszczeń jest spalanie paliw kopalnych. Jest to jednocześnie główny czynnik napędzający zmiany klimatyczne, które zagrażają zdrowiu ludzi na całym świecie w różnym stopniu i na różne sposoby. WHO ocenia, że między 2030 a 2050, zmiany klimatyczne będą powodować nawet 250 000 zgonów, od niedożywienia i malarii, przez biegunkę aż po przegrzanie i udary.


Lekoodporność
Antybiotyki, leki antywirusowe i przeciwmalaryczne to jedne z największych sukcesów współczesnej medycyny. Niestety bakterie, pasożyty, wirusy i grzyby nabierają odporności na nie. Grozi nam powrót do czasów, gdzie leczenie zapalenia płuc, gruźlicy, rzeżączki i salmonelloza będzie wyzwaniem. Niemożność uniknięcia infekcji zagrozi bezpieczeństwu operacji chirurgicznych czy chemioterapii. W 2017 około 600 000 przypadków gruźlicy cechowała odporność na leki. Czynnikiem wpływającym na tą odporność jest nadużywanie antybiotyków tak w służbie zdrowia jak i w hodowli zwierząt.v


Choroby niezakaźne, podstawowa opieka medyczna, złe warunki
Cukrzyca, nowotwory i choroby serca stoją za ponad 70% zgonów na całym świecie. WHO twierdzi, że przyczynia się do tego pięć głównych czynników: nikotyna, brak aktywności fizycznej, nadużywanie alkoholu, niezdrowa dieta i zanieczyszczenia powietrza. Wskazuje też, że te czynniki wpływają na kwestie zdrowia psychicznego. Połowa chorób umysłowych zaczyna się w wieku lat 14, ale w większości pozostają niewykryte, a co za tym idzie nieleczone. Samobójstwo jest drugą najczęstszą przyczyną śmierci osób między 15 a 19 rokiem życia.

WHO wspomina o kiepskim stanie służby zdrowia w wielu krajach. Podstawowa opieka zdrowotna jest w stanie zaspokoić większośc potrzeb zdrowotnych ludzi w ciągu ich życia. Wynika to nie tylko z małej zamożności tych krajów, ale również w programach, które koncentrowały się na pojedynczych schorzeniach.

Spokrewnionym zagrożeniem jest fakt, że ponad półtora miliarda ludzi, żyje w miejscach które doświadczyły różnego rodzaju kryzysów - głodu, suszy, wojny, masowego przemieszczania ludności. Przykłada się to na trudny dostęp opieki medycznej.


Co jeszcze?
Choroby… WHO twierdzi, że pandemia grypy będzie mieć miejsce, pytaniem jest tylko kiedy i jak poważna będzie. Na liśce znalazła się również Ebola i “inne groźne patogeny” wywołujące gorączki krwotoczne Zika, Nipah, MERS-CoV, SARS, oraz potencjalne nowe, nieznane jeszcze patogeny. Kolejne zagrożenie to denga, groźniejsza z roku na rok. Przesuwające się na północ ciepłe strefy klimatyczne tylko pogarszają sprawę. Listę zamyka HIV. Pomimo ogromnych postępów i terapii antyretrowirusowych epidemia wciąż trwa. Niemal milion osób umiera rocznie z powodu HIV/AIDS a 37 milionów żyje z wirusem. Niemal jedna czwarta zarażeń ma miejse w sub-saharyjskiej Afryce.


Podoba Ci się to co robię? Wpłyń na rozwój strony i zostań patronem Węglowego.


Źródło:
https://www.who.int/emergencies/ten-threats-to-global-health-in-2019


czwartek, 15 września 2016

Zastrzyk Przyszłości - trzeci rok z rzędu?

Tekst opublikowany w Nowej Fantastyce 4/2016.
W związku z faktem, że sierpień okazał się się najgorętszym sierpniem w historii oraz, że to już szesnasty taki rekord z rzędu, zapraszam do lektury mojego felietonu z kwietniowej Nowej Fantastyki. Znak zapytania w tytule już prawie nieaktualny, 2016 niemal na pewno będzie rekordowym rokiem.


Planowałem w tym miesiącu pisać o tym jak nauka sprawia, że ociemniali odzyskują wzrok a sparaliżowani chodzą. Egzoszkielet w cenie samochodu to coś w zasięgu przeciętnego człowieka w zachodnim świecie a taki właśnie powstał w tym roku. Mniej więcej w tym samym czasie opublikowano badanie, które pokazało ponad sześćdziesięcioprocentową skuteczność terapii komórkami macierzystymi w niektórych przypadkach jaskry i zwyrodnienia plamki żółtej. Co ciekawe terapię można było dość łatwo przetestować na pacjentach, gdyż komórki macierzyste pozyskane ze szpiku kostnego nie są traktowane jak lek i nie wymagają pełnej sekwencji badań klinicznych.

Dobierając temat często decyduję między rzeczami ciekawymi lub ważnymi. Co nam z powyższego, jeśli świat ogarnie chaos wywołany zmianami klimatycznymi? W ostatnich miesiącach śmieszna liczba kilku milionów uchodźców z Syrii zdominowała media i dialog w przestrzeni publicznej, niektóre głosy budują obraz kompletnego wywrócenia naszego świata. Co powiedzą, kiedy świat zaleją setki milionów uchodźców klimatycznych?

Temperatura planety rośnie nieubłaganie. Rekordowo ciepły 2010 rok, cieplejszy od średniej z XX-wieku o 0,70 stopnia Celcjusza został przebity w 2014. Nowy rekordzista był cieplejszy od średniej z minionego stulecia o 0,74’C. Wystarczyło kolejnych dwanaście miesięcy by i ten wynik został rozgromiony i to w zatrważajacym stylu. Rok 2015 był gorętszy od średniej o 0,90’C. Globalne ocieplenie postępuje bardzo konsekwentnie, ale po takim wychyle można by się spodziewać, że zeszły rok utrzyma miano rekordowego dłużej niż poprzednik. Tymczasem już sam początek jest alarmujący.

Nie tylko styczeń i luty już są nowymi rekordzistami, ale drugiego marca średnia temperatura na północnej półkuli (gdzie ocieplenie przebiega szybciej) była o ponad dwa stopnie wyższa od normy. To tylko jeden dzień, ale to również symboliczna oznaka tego do czego zmierzamy. Dwa stopnie to nic dla pogody, ale to kataklizm dla klimatu.

Kto będzie myślał o leczeniu raka i hodowli mięsa in vitro (którego produkcja może wymagać o połowę mniej energii i 98% mniej powierzchni), gdy dosięgną nas prawdziwie dotkliwe skutki zmian klimatycznych - kryzysy emigracyjne, ekonomiczne, żywnościowe? Mało kto wie, że zmany klimatyczne uznaje się za jeden z istotnych czynników, które doprowadziły do syryjskiego konfliktu. Wieloletnia susza, uznana za najdotkliwszą w historii tego kraju, wzrost cen żywności i pogorszenie standardów życia znacznie podsyciło stan zapalny.

Mimo tego wszystkiego “handlarze wątpliwościami” wciaż nieźle sobie radzą. Choć powinna to być piesń co najwyżej lat 90tych, w opinii publicznej i co gorsze, wśród polityków, wciąż słychać wątpliwości i czasem wręcz groteskowe argumenty. Że to Słońce (nieprawda), że to wulkany (kompletna nieprawda), że naukowcy w latach 70 ogłaszali nadchodzące zlodowacenie (wyssane z palca, wierutne kłamstwo). Co jakiś czas ktoś próbuje podważyć fakt, że środowisko naukowe jest jednomyślne. Tymczasem wśród liczących się organizacji naukowych zajmujących się klimatem od dekad nie ma żadnych wątpliwości. Ostatnią taką było American Association of Petroleum Geologists. Jeszcze w 1999 odrzucali powszechne przekonanie, że to ludzkość stoi za zmianami klimatycznymi. Warto podkreślić - siedemnaście lat temu, geolodzy naftowi nie negowali nawet globalnego ocieplenia, jedynie jego przyczyny. Mimo to niemal dwie dekady później te “argumenty” wciąż powracają. Trzeba ogromu złej woli by doprowadzić do takiej sytuacji.

Efekty są ponure. Minister środowiska, wraz z szeregiem innych polityków, jawnie ignorujący lub negujący stanowisko nauki. Zwolnienie z Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej ponad dwudziestu ekspertów zajmujących się walką z emisjami i zanieczyszczeniem powietrza. Ten sam fundusz wycofał się z dwudziestomilionowego dofinansowania projektu “Life”, uznanego za najlepszy w Europie spośród 39 projektów walczących ze zmianami klimatycznymi. Brak tego dofinansowania pociągnie stratę kolejnych milionów, które trafiłyby do nas z ramienia Komisji Europejskiej. Jednocześnie tenże fundusz był w stanie lekką ręką przekazać 26 milionów w ręce Tadeusza Rydzyka.

Oregon jako pierwszy stan w USA wprowadził prawo, na mocy którego energia generowana z węgla będzie nielegalna od 2035 roku. U nas tymczasem ponownie odchodzi się od planów budowy elektrowni jądrowej, która rzekomo byłaby nieopłacalna. W rzeczywistości, nawet gdyby ceny węgla nie uległy zmianom, koszt wyrównałby się w ciągu szesnastu lat. W praktyce jednak brnięcie w brudną energię z węgla będzie wiązało się z rosnącymi kosztami. Daliście sobie wmówić, że “przecież nawet Japonia odchodzi od atomu”? Nieprawda. W lutym uruchomiono tam kolejny reaktor - Takahama 4, po tym jak przeszedł on wszystkie testy według procedur zaktualizowanych po incydencie w Fukushimie.

Nawiasem mówiąc ludzie ponownie mieszkają na terenie Fukushimy. Promieniowanie na terenie który w 2011 ucierpiał w wyniku trzęsienia ziemi i tsunami jest porównywalne do tego w Europie i reszcie świata. Mamy 2016 rok, a w Polsce uparcie boimy się nieistniejących problemów i ignorujemy te, które nie ulegały wątpliwości dekady temu.