Pokazywanie postów oznaczonych etykietą mózg. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą mózg. Pokaż wszystkie posty

sobota, 31 stycznia 2026

Wpływ krótkich form wideo na nasze zdrowie


Pojawiła się publikacja, która nie zaskakuje, ale myślę, że warto o niej wspomnieć. “Feeds, Feelings, and Focus” to metaanaliza z 2025 roku. Autorzy przeanalizowali 71 badań, w których sumarycznie wzięło udział prawie sto tysięcy uczestników. Badano wpływ sięgania po krótkie formy wideo (SFV), czyli TikTok, rolki Instagramowe, Facebookowe, szorty na YouTube.

Jest tak jak zapewne się domyślacie. Koszmarnie. Nie ma wątpliwości, że doomscrolling pogarsza zdolności kognitywne, kontrolę odruchów, uwagę, źle wpływa na zdrowie psychiczne, stany lękowe i stres. Co ciekawe, metaanaliza nie wykazała wpływu na samoocenę, ale według autorów wynika to z tego, że badania nie tyczyły się specyficznych treści (np związanych z branżą beauty czy podróżami).

Nie ma tu niespodzianki, ale warto zwrócić uwagę, jak mocno to wybrzmiewa. Mówimy tu o dziesiątkach badań, tylko dla tego wąskiego zakresu social mediów. To wymierna szkoda. Doomscrolling to zmora, która niszczy ludzi na wielu frontach jednocześnie. Niszczenie samokontroli, pogorszenie zdrowia psychicznego, demolowanie zdolności racjonalnego myślenia, podejmowania decyzji, rozwiązywania problemów. Nawet z własnego doświadczenia pewnie widzicie, że ludzie zatracają zdolność zapoznawania się z dłuższymi i bardziej wymagającymi treściami.

Pojawiają się też pierwsze badania pokazujące, że LLMowe czaty również oduczają samodzielnego myślenia, wnioskowania czy głębszego wnikania w zagadnienia. Chichotem losu będzie, jeśli za kilka lat to AI pomoże przygotować podobną metaanalizę, podsumowującą co z mózgami robią te czaty. Szkoda tylko, że może nie będzie już komu jej czytać.

Mamy przed sobą potworną kulę śniegową. Przypominam, że przez większość minionego stulecia współczynnik IQ (który oczywiście nie jest idealną miarą) rósł o 2-3 punkty na dekadę. Trend ten uległ odwróceniu i w ostatnich dekadach obserwowany jest spadek o nawet 7 punktów na pokolenie (nie dekadę). Innymi słowy mamy nieszczęśliwą, niezdolną do skupienia, znerwicowaną, populację coraz mniej zdolną do podejmowania racjonalnych decyzji czy poprzedzania ich pogłębioną analizą. Przepis na katastrofę.

Na koniec powiem tylko, że sto lat temu zaczęto solidnie regulować ołów, choć w miarę radykalne ograniczenia to raczej lata siedemdziesiąte. Następnie zaczęto też zajmować się azbestem, choć już przed połową wieku było wiadomo, że jest szkodliwy. Wreszcie przyszedł czas na tytoń, gdzie minęły dekady od stwierdzenia szkodliwości do wprowadzenia ograniczeń w reklamach, ostrzeżeń na paczkach czy zakazów palenia w przestrzeniach publicznych.

W każdym przypadku istniały grupy interesów i silne lobby, które stawiało opór. Mimo to udało się wprowadzić regulacje. Może z social mediami też się da? Może w ich przypadku nie potrzebujemy kolejnych dekad?

Bonus: Pamiętajcie, że dla mózgu można zrobić też dużo dobrego. To, że oglądacie filmiki na TikToku czy Instagramie to jeszcze nie wyrok. Jeśli chcecie poprawić swoje mózgownice to:
- Czytajcie książki.
- Trenujcie krytyczne myślenie, poświęćcie uwagę problemom bez łatwych odpowiedzi.
- Rozwiązujcie zagadki logiczne, grajcie w gry strategiczne i wymagające myślenia.
- Jak już przed ekranem to aktywnie a nie pasywnie, niech technologia będzie narzędziem do tworzenia czegoś a nie scrollowania.
- Uczcie się nowych rzeczy, szczególnie przez działanie, żonglerka, budowanie czegoś, gotowanie, czyli działania, które rozwijają zdolności poznawcze w sposób, którego nie zapewni nauka z podręcznika.
- Dobre spanko, dobre jedzonko i ruch fizyczny to również klucze do zdrowego mózgu.


Źródło: Feeds, Feelings, and Focus: A Systematic Review and Meta-Analysis Examining the Cognitive and Mental Health Correlates of Short-Form Video Use



niedziela, 1 września 2024

Neuralink - update 2024

Parę dni temu odbył się “Neuralink live update” i mam wrażenie, że przeszedł bez wielkiego echa. Nie było tu nic wiekopomnego, ale trochę szkoda. Postanowiłem napisać dla Was skrót, zawierający to, co uznałem za najciekawsze.

Po pierwsze Noland Arbaugh dalej cieszy się swoim implantem. Może pamiętacie, bo to mocniej dotarło do mediów, że część z sond które umieszczono w jego mózgu wysunęły się, zmniejszając przepustowość łącza mózg-komputer o około połowę (w czasie konferencji jeden z mówców powiedział, że działa 15% połączeń, ale wydaje mi się, że to było przejęzyczenie). Mimo tego wciąż gra w gry komputerowe, wykonuje ćwiczenia na ekranie a nawet grał w Counter Strike’a (jak rozumiem do tego używa implantu w połączeniu z kontrolerem sterowanym językiem).

Odniesiono się do kwestii wysuniętych sond. Otóż w czasie zabiegów na mózgu neurochirurdzy regulują ilość CO2 we krwi by powiększyć lub zmniejszyć mózg. Z reguły obniżają jego stężenie by obkurczyć mózg. Skorzystanie z tego fenomenu sprawiło, że w mózgu pacjenta pojawiła się niewielka ilość dodatkowego powietrza i to mogło doprowadzić do poluzowania sond neuralinka. Plan jest taki, by w kolejnych zabiegach nie zmieniać stężenia CO2 lub wręcz je zwiększyć.

Ponadto kolejne zabiegi mają umieszczać sondy na różnej głębokości w mózgu i koncentrować się na fałdach kory mózgowej, tam gdzie może być więcej ciekawych danych/obszarów. W pierwszym pacjencie wszystkie sondy umieszczono na głębokości 3-4 milimetrów, następnym razem mają znaleźć się na głębokościach od 4 do 7 milimetrów. Panowie podkreślali, jak imponujące jest, że robot może wykonać taki zabieg bez uronienia kropli krwi na mózgu. (pod notką wrzucę link do mojego tekstu z 2020 roku, który pokazuje jak drobne są sondy i nici neuralinka).

Poza tym kolejne implanty mają być jeszcze lepiej zrównane z czaszką po obu stronach, co ma jeszcze bardziej zapewnić stabilność implantu. Uczestnicy powiedzieli też, że mózg ludzki, przez swój rozmiar, rusza się bardziej niż jakikolwiek inny obiekt zabiegu wcześniej. Powierzchnia mózgu ludzkiego może się przemieszczać aż o 3 milimetry względem robota chirurgicznego, w porównaniu do 0.7 mm u makaka, czy 1.4 mm u świni.

Potem Elon trochę popłynął mówiąc o dawaniu ludziom supermocy. Wyszło trochę Elonowo, mimo, że miał absolutną rację - Neuralink lub jego odpowiednik może w przyszłości zarówno przywrócić wzrok czy władzę w kończynach, ale może iść dalej. Jeśli będzie mógł przekazywać obraz do mózgu z pominięciem uszkodzonego nerwu wzrokowego to nic nie stoi na przeszkodzie, żeby oprócz światła widzialnego pozwolił widzieć w podczerwieni czy ultrafiolecie. Analogicznie można by podłączać posiadaczy implantu do różnych urządzeń itd.

Całość zakończyła sesja niezbyt porywających pytań.


Źródełko:
Nagranie z konferencji
Neuralink zmieni wszystko

poniedziałek, 5 lutego 2024

Kobieta, która widziała zombie

Pewnie nigdy nie zastanawialiście się jak smakuje wasze imię. Przecież to bez sensu, słowa nie mają smaku. Z reguły to prawda. Ale bardzo, bardzo rzadko, zdarzają się osoby, dla których takie pytanie jest całkiem sensowne. Słyszałem nieraz o synestezji. To rzadka przypadłość, gdy wrażeniom jednego zmysłu, na przykład wzroku, towarzyszą odczucia związane z innym zmysłem. Najczęściej objawia się “barwnym słyszeniem”, kiedy dźwiękom towarzyszy odczuwanie kolorów, czasem litery i cyfry też wywołują wrażenia kolorów. Jak się okazuje, są jednak bardziej egzotyczne połączenia…

“Człowiek, który smakował słowa” - tak brzmi oryginalny tytuł książki Guya Leschzinera, która właśnie ukazała się w Polsce, pod tytułem “Kobieta, która widziała zombie”. Nie pochwalam tej zmiany, książkę jednak gorąco polecam. To fascynująca wyprawa w świat ludzkich zmysłów. Poznamy ludzi, którzy nie czują bólu (co nie jest supermocą), których percepcja zimna i ciepła jest odwrócona, oraz takich którzy słysząc dźwięki tracili równowagę. No i takiego jednego, dla którego imię żony kolegi smakuje wymiocinami.

Autor skupia się na bardzo ludzkim aspekcie swoich pacjentów. Książka ma bardzo gawędziarski styl, przepełniona jest licznymi przypowieściami z życia neurologa. Na przestrzeni dziewięciu rozdziałów prezentuje, jak zaburzenia zmysłów mogą przenikać każdy aspekt życia. Mówi sporo o niedoskonałościach naszych zmysłów, jak nasza percepcja jest wypadkową sygnałów i tego, co robią z nimi nasze mózgi.

W trakcie lektury stwierdziłem, że chyba zaczynam się starzeć, bo to nie pierwsza książka o chorobach, którą przyszło mi czytać, jednak po raz pierwszy kilkukrotnie towarzyszył mi strach na myśl o podzieleniu losu niektórych bohaterów. Co ciekawe, kilkukrotnie poznając nowych bohaterów myślałem, że sam chyba uznałbym, że tracę zdrowy rozum, by chwilę później przeczytać, że i oni podejrzewali, że są szaleni. Jednak choć problemy niektórych mają początek w mózgu, żaden pacjent Guya Leschzinera nie cierpi na zaburzenia psychiczne.

Mam jeden zarzut wobec książki. Otóż pozostawia pewien niedosyt. Zabrakło mi większej dawki wiedzy medycznej, neurologicznej. Wyjaśnienia niektórych zagadek medycznych wydają mi się niewystarczające. Nadrabia to jednak lekkim, gawędziarskim stylem (jestem bardzo ciekaw, czy autor ma tak fajne pióro, czy pomagał mu autor widmo). Może ktoś rozsądny stwierdził, że książka nie jest z gumy?

“Kobieta, która widziała zombie” to kawał solidnej lektury popularnonaukowej. Intrygująca, ciekawa, momentami straszna, chwilami smutna, bo choć dolegliwości są fascynujące, Guy Leschziner jasno mówi jak wpływają one na funkcjonowanie tych ludzi.


Dziękuję wydawnictwu Znak Literanova, za przesłanie egzemplarza do recenzji.


Przy okazji zapraszam na mojego Instagrama, gdzie od jakiegoś czasu oprócz prywatnych fotek jedzenia, zacząłem wrzucać posty poświęcone przeczytanym książkom.


wtorek, 2 stycznia 2024

Sztuczna Inteligencja robi to co my. Tylko lepiej.

Dziś może uda się krócej, bo w sumie nie będzie nic szczególnie nowego. Temat siedzi w głowie bo widzę, że kwestia kreatywności AI czy też modeli językowych wciąż jest mocno wałkowana. Ostatnio pewien youtuber, którego cenię, choć czasem mamy różne zdanie, stwierdził, że AI nie zastąpi twórców/artystów, bo sztukę tworzą umysły, bo dzieła sztuki wychodzą z duszy. Że nawet dobra książka AI będzie nieprawdziwa bo nie ma osoby autora z którą doznałby relacji. Brzmi to jak test Turinga z dodatkowymi krokami, a wiemy jak słabo tenże test się zestarzał.

Chodzi o to, że sztuka, książka, muzyka nie jest (według niektórych) jedynie przemieszaniem znanych nam elementów, ale wypływa z naszych doświadczeń i tego zabraknie algorytmowi/modelowi językowemu. Tyle, że przecież dokładnie tym jest doświadczenie autora - rzeczami, które poznał w pewnym określonym stanie i kontekście. To wyrafinowany generator liczb losowych, składający w sensowny sposób doświadczenia. Dlatego tak śliski jest zarzut, że AI dokonuje plagiatu, kiedy mieli i rekombinuje obrazy którymi karmiono model, skoro ludzki autor może robić to samo i naśladować nie tylko dany styl, czy to będzie impresjonizm czy manga, ale wręcz hołdować konkretnemu autorowi jak H. R. Giger. Myślę, że po prostu wystarczy badać dzieła AI pod względem praw autorskich tak samo jak wszystkie inne dzieła. Najlepiej tak, by ekspert nie wiedział, czy analizuje pracę człowieka czy maszyny.

Rozumiem natomiast obawy, że wytwory sztucznej inteligencji jaką widzimy dzisiaj będą grawitować w kierunku jednolitej papki. Jeśli nie będą się pojawiać nowe, ciekawe, oryginalne style, koncepcje itd, będzie to ciągłe losowanie tych samych klocków. Szczególnie, jeśli modele będą tuningowane pod komercyjne efekty, jeśli będą śrubowane pod maksymalizację zysków. Tylko wiecie co? To już się dzieje od lat. Bez udziału AI. Na przykład w przemyśle muzyki pop. To nie czcze dziadersowe marudzenie - analizy statystyczne pokazują, jak popularna muzyka robi się coraz bardziej jednolita. Zarówno w warstwie tekstu, tembru czy głośności wszystko zlewa się w całkiem jednolity krajobraz muzyczny.

Jeśli spojrzeć na filmowe uniwersum Marvela, można odnieść podobne wrażenie. Formuła niby teraz się wyczerpuje, ale przez około dekadę po tym jak się ukształtowała wycisnęła niemal trzydzieści miliardów dolarów z kieszeni entuzjastów kina. MCU to popularny cel szydery, ale przecież to samo (też bez udziału AI) robiły studia z horrorami, slasherami, komediami romantycznymi… Sztuczna Inteligencja robi i będzie robić to co my. Tylko lepiej.

Co pociesza? Że obok muzyki pop jest miejsce na mongolskie folk-metalowe zespoły, dark cabaret i inne eksperymenty muzyczne. Że obok MCU i Piły 10 jest miejsce na filmy pokroju Swiss Army Man czy The Grand Budapest Hotel. Myślę, że odpowiednio wprowadzane szumy pozwolą AI na to by czasem, wśród iluś niestrawnych bełtów wyrzuciła z siebie coś od czego może rozpocząć się nowy gatunek, coś co powieje świeżością i zainspiruje ludzi.

Cały czas sądzę, że widzę przejawy urażonej dumy. Dlatego wciąż powtarzam - w ludzkim mózgu nie ma nic magicznego. Jest fajowy, obłędnie skomplikowany, zdolny do niesamowitych rzeczy, ale to nie znaczy, że nie da się go podrobić, zreplikować, a nawet ulepszyć. Co więcej - te 89 miliardów neuronów nie zajmuje się tylko myśleniem. Myślenie to tylko wierzchołek góry lodowej. Mózg musi zajmować się też tymi mniej seksownymi rzeczami jak oddychanie, żonglowanie hormonami, utrzymywanie wyprostowanej pozycji, obrabianie urządzeń wejścia itd… nie obciążona tymi pierdołami sztuczna inteligencja przyszłości być może nie będzie nawet wymagać jakiegoś ekstremalnego hardware’u.


poniedziałek, 17 lipca 2023

Wielka detronizacja

W “Błękitnej Kropce” Carl Sagan pisał o wielkich detronizacjach. O tym jak kolejno nasze przekonania o własnej wyjątkowości były rozbijane. Zaczęło się od tego, że Ziemia nie jest jedyną planetą i nie jest centrum wszystkiego. Na nowy środek wyznaczono Słońce ale i tu wkrótce okazało się, że nie jest jedyną gwiazdą, oraz zdecydowanie nie jest centrum kosmosu. Podobnież okazało się, że nawet Droga Mleczna nie jest niczym wyjątkowym w skali kosmosu. W 1994 kiedy powstawała książka Sagan wiedział jedynie o egzoplanetach odkrytych przez Aleksandra Wolszczana, nie wątpił jednak, że kosmos pełen jest planet.

Potrzeba by traktować nas lub nasz gatunek jako wyjątkowy wydaje się bardzo silnie zakorzeniona. Kwestię ludzkości trochę rozmontował Darwin, zacierając grubą kreskę między człowiekiem a zwierzęciem. Mówię o zatarciu nie usunięciu, bo nawet nie mając nic do teorii ewolucji, trudno nie zauważyć, że ci ludzie są tacy trochę inni. Narzędzia, miasta, komputery, loty w kosmos, hobby horsing… W większości akceptujemy, że jesteśmy częścią świata zwierząt, ale uznajemy się za wyjątkowych. Oczywistym źródłem tej wyjątkowości zdaje się być mózg. Niemal dziewięćdziesiąt miliardów neuronów, ponad sto bilionów połączeń. Paradoksalnie, liczby te wykraczają poza pojmowanie tegoż mózgu. Może między innymi dlatego uparcie próbujemy sobie rezerwować prawo do świadomości czy kreatywności.

I tu przychodzi eksplozja AI. Nawet jeśli mówimy, żę “to tylko model językowy”, że to tylko sprytny algorytm operujący na prawdopodobieństwie, to nie wpływa na to czego dokonują te wynalazki. Kiedy Deep Blue wygrał w szachy z Kasparowem szybko usłyszeliśmy, że OK, ale to kwestia pamięci i szybkich obliczeń, że w ten trick nie przejdzie w Go. No i nie przeszedł, ale inne, bardziej zaawansowane rozwiązania zadziałały. Maszyny mogą wygrać z ludźmi i w tą grę. Test Turinga też zestarzał się dość kiepsko. Obecnie ludzie bardzo buntują się wobec idei, że komputer lub model językowy może być kreatywny, głównie zarzucając im bazowanie na tym czym zostały nauczone. Tak jakby ludzcy artyści nie podpatrywali innych. Tymczasem ekipa z University of Montana sięgnęła po “Torrance Tests of Creative Thinking”, standardowy test sprawdzający kilka aspektów kreatywności. Polega on na pytaniach w stylu “podaj jak najwięcej zastosowań piłki do baseballa”. Sprawdza jak wiele sensownych pomysłów podaje obiekt testu, w jak różnych kategoriach się znajdują, jak szczegółowe są odpowiedzi, oraz… jak oryginalne są - czyli jak wyjątkowe są odpowiedzi na tle innych testowanych osób.

Badacze sprawdzili jak z testem poradzi sobie ChatGPT i cóż… wypadł wybitnie. W górnym 1% wyników. I to nie tylko jeśli idzie o liczbę sensownych odpowiedzi, ale również ich oryginalność. Wniosek? Test jest zły i musimy przemyśleć nasze rozumienie kreatywności? Może nie. Może to kolejna próba uniku i wyparcia rzeczywistości. Rzeczywistości, która mówi, że ludzki mózg jest wspaniały, imponujący, ale nie jest niczym magicznym. Nie jest szczytem stworzenia, gdzie nie ma już przestrzeni na ulepszenie. Słyszę, że modele językowe są jak “chiński pokój” i że nie rozumieją ani naszych promptów ani tego co same generują. A ja udowodnić, że każdy z nas nie ma w głowie takiego chińskiego pokoju? Jak w ogóle zdefiniować “rozumienie”? Czy warto to roztrząsać?

Absolutnie nie twierdzę, że ChatGPT to już “to”, ani że jest świadomy. Świadomość (cokolwiek to znaczy) jest cechą emergentną i nie potrafimy jej namierzyć w ludzkim mózgu. Nie podejrzewam, żeby dało się ją namierzyć w komputerze, jeśli tam również się wyłoni. Warto jednak powoli zacząć się godzić z tym, że AI dorówna nam we wszystkich możliwych aspektach, w niektórych znacznie szybciej niż innych.

Na koniec tych luźnych przemyśleń cytat z wywiadu, który miałem przyjemność przeprowadzić z Jerzym Vetulanim. Spytałem czy dopuszcza możliwość, że stworzymy sztuczną świadomość, zanim dogadamy się co do tego jak ją definiować.

“Bardzo często jest tak, że wpierw tworzymy produkt a dopiero później go interpretujemy. Elektryczność zaczęto stosować znacznie wcześniej niż cokolwiek wiedziano o elektronach czy teorii pola. Człowiek jest bardzo dobrym organizmem do praktycznego działania i praktycznego zmieniania świata. Właściwie na to człowiek jest nastawiony. Zdolności poznawcze pozwalają na zmiany, emocjonalne mówią dlaczego.”


https://neurosciencenews.com/ai-creativity-23585/
https://www.frontiersin.org/articles/10.3389/fpsyg.2022.1000385/full
https://weglowy.blogspot.com/2014/03/wywiad-z-czowiekiem-roku-2013.html


wtorek, 11 lipca 2023

Myszy w torporze

“Tu urząd kontroli plotek. Oto fakty.” - takimi słowy naczelnik Andrews zwracał się do więźniów zakładu karnego Fiornina 161. W ten sposób poinformował ich o odzyskaniu szalupy ratunkowej z kapsułami hibernacyjnymi, w tym jednej z porucznik Ellen Ripley.

Nie wiem czy sam dokonałbym takiego skojarzenia, bo hibernacja ludzi w kosmosie nie ogranicza się tylko do cyklu o “Obcym”. Ale co najmniej jedna witryna, która napisała o niedawnych badaniach bardzo entuzjastycznie wrzuciła obok tytułu ujęcie z drugiego filmu - rząd hibernatorów na pokładzie Sulaco. O co się rozchodzi? Czy jesteśmy na granicy hibernowania astronautów?

*Khem* tu Węglowy Szowinista. Oto fakty. W 2020 roku zidentyfikowano grupę komórek nerwowych w części podwzgórza zwanej jądrem nadwzrokowym. Pozwalają one myszom na wejście w stan zwany torporem. Jest on podobny do hibernacji, ale krótkotrwały i w naturze mimowolny. U myszy powoduje obniżenie temperatury o ponad trzy stopnie, zwalnia akcję serca i cały metabolizm. Stymulując ten obszar mózgu światłem i chemicznie udało się wprowadzać myszy w torpor na żądanie. To było w 2020. A teraz udało się dokonać tego nieinwazyjnie - za pomocą precyzyjnie skierowanych ultradźwięków. W czasie eksperymentów pojedyncza stymulacja powodowała wystąpienie torporu na kilka godzin. W innym eksperymencie stymulację powtarzano, gdy tylko temperatura ciała myszy zaczynała się podnosić i w ten sposób utrzymano ten stan przez 24 godziny.

Ponadto przeprowadzono eksperyment na szczurach, które naturalnie nie wpadają w torpor. W tym przypadku oprócz ultradźwięków gryzoniom podawano też odpowiedni neuroprzekaźnik, którego nie wytwarzają same. Udało się uzyskać podobny efekt, choć spadek temperatury był mniejszy bo między jednym a dwoma stopniami Celsjusza. Jak zaznaczyli naukowcy, potrzebne były wysokie dawki neuroprzekaźnika i nie wiadomo jakie mogłyby być długoterminowe skutki.

Choć za wcześnie na obrazki z “Obcego”, to imponujące odkrycia i wyniki. Nic dziwnego, że badania wspiera między innymi Europejska Agencja Kosmiczna. Spowolniony metabolizm to nie tylko oszczędność jeśli idzie o zapasy jedzenia. Działa na poziomie komórek i mógłby zapobiec ubytkom w masie mięśniowej i kostnej. Szczególnie obiecujące są wyniki na szczurach, bo pokazują, że stan ten można wywołać u zwierząt nie-hibernujących. Warto jednak pamiętać, że myszy jest bliżej do szczura niż człowieka. Pokusa jest ogromna. I to nie tylko w kontekście długotrwałych podróży kosmicznych. Wykazano (również w ramach eksperymentów na myszach), że indukowany torpor może być pomocny w medycynie. Obniżenie metabolizmu może chronić organy w trakcie zabiegów, które wymagają zatrzymania krążenia. Obecnie w medycynie stosuje się sztucznie wywołaną hipotermię, to jednak niesie za sobą dodatkowe ryzyka. Eksperyment pokazał, że sztuczny torpor był równie skuteczny jak sztuczna hipotermia.


Źródełka:
https://newatlas.com/biology/ultrasound-brain-induces-hibernation-torpor/
https://newatlas.com/biology/induced-hibernation-state-protects-organs-heart-surgery/
https://www.space.com/astronaut-hibernation-trials-possible-in-decade
https://www.sciencedirect.com/science/article/abs/pii/S0149763421004425


niedziela, 16 kwietnia 2023

Sama Altmana pomysł na przyszłość


Na pewno wszyscy już słyszeliście o propozycji wstrzymania badań nad sztuczną inteligencją, z racji zagrożeń, jakie niesie z sobą. U mnie apel ten wywołał on tylko pusty śmiech. Może intencje są dobre, niewątpliwie zagrożenia są bardzo realne… tylko kto wierzy, że ten apel odniesie skutek? Może podziałać na niektóre firmy (choć to wątpliwe), ale nie zatrzyma wyścigu. Co więcej może dać fory tym, którzy działają najmniej transparentnie i nie zawahają się by użyć sztucznej inteligencji w złym celu.

Znacznie bardziej przekonałby mnie apel nawołujący do niezwłocznego przygotowania świata na to co przyjdzie, czy tego chcemy czy nie. A ostatnie tygodnie pokazują, że rewolucja AI już się zaczęła. Wiemy jednak, że naukowcy przestrzegali też przed pandemią. I przed zmianami klimatycznymi. Od dziesięcioleci.

22 kwietnia 1904 roku na świat przyszedł Robert Oppenheimer. 81 lat później urodził się Sam Altman. Zbieżność tyleż przypadkowa co symboliczna. Bo to nad czym pracuje Altman, może być równie dobrodziejskie i niszczycielskie co energią jądrowa. Czas pokaże na ile analogia jest trafna. Energia jądrowa wpierw posłużyła jako broń, dziś jest źródłem taniej, stabilnej, bezpiecznej dla ludzi i środowiska energii, której niestety nie używamy w takim zakresie jak powinniśmy. Nie sądzę jednak, żeby dżina SI udało się zakorkować w jakiejkolwiek butelce.

Co więcej już teraz te narzędzia mają ogromny potencjał czynienia zła. Modele takie jak ChatGPT już teraz można instalować i uczyć lokalnie, nawet używając zwykłego dostępnego komercyjnie komputera. Wystarczy więc pozbawiony charyzmy idiota, żeby nakarmić taki model podłymi treściami i kazać mu przygotować kampanię fejk newsów albo napisać jego chore rojenia w taki sposób, który może porwać tłumy. Biorąc pod uwagę jak bez takich narzędzi wpływano już na wybory w niektórych krajach nie łudźmy się, że ktoś będzie mieć opory.

Myślę jednak, że AI nie zniszczy świata. Ale cyberpunkowa dystopia wydaje mi się całkiem realna. Choć sztuczna inteligencja ma wszelki potencjał by dać ludzkości rozwój i dobrobyt. Może dać nam lepszą medycynę, dokonywać odkryć, które umykają naszym umysłom, odciążyć nas z ciężkich, męczących i nudnych zadań, uwolnić nasz czas i umysły od nich oraz od niszczycielskiego stresu. Albo pozbawić nas pracy i zniszczyć miliony żyć.

Sam Altman, dyrektor naczelny OpenAI wydaje się zdawać sobie sprawę z pełnego wachlarza możliwych skutków powstania AGI (Artificial General Intelligence, czyli silniej AI, której zdolności równają się ludzkiemu mózgowi lub go przekraczają). Opublikował niedawno interesujący artykuł “Moore's Law for Everything” w którym kreśli obraz teraźniejszości i możliwej przyszłości.

Słusznie zestawia rewolucję AI z trzema technologicznymi rewolucjami - rolniczą, przemysłową i komputerową. Maszyny zdolne do myślenia, rozumowania, wnioskowania i tworzenia w ciągu kilku dekad mogą się przyczynić do rozwoju który przebije postęp ludzkości od wynalezienia koła. Warto zastanowić się nad tą przyszłością. Kiedyś przeczytałem ciekawą myśl - że dobry futurolog to nie ten, który widząc Forda model T przewidzi bolidy Formuły 1. To ten, który przewidzi korki uliczne.

Altman mówi, że AI może kolosalnie zmniejszyć koszt wszelkich dóbr - od żywności, przez usługi medyczne po wszelką rozrywkę, tym samym wzbogacając wszystkich. Podsuwa pomysł opodatkowania kapitału a nie pracy. Podatek w postaci udziałów w firmie, który zależy od wartości firmy a nie przychodów sprawia, że nie próbują one ukrywać zysków, co więcej wszystkim udziałowcom zależy na wzroście jej wartości. Podatek taki musiałby być znacznie niższy niż tempo wzrostu… zresztą po detale odsyłam do artykułu, jest to co najmniej interesujące. To co kluczowe - Altman skłania się w kierunku jakiejś formy UBI (Universal Basic Income) niedawno wspominał, że OpenAI aktywnie bada takie rozwiązania.

W jednym z wywiadów wspomniał też, że OpenAI może potencjalnie przejąć znaczną część bogactwa świata przez technologie silnej sztucznej inteligencji a następnie rozdystrybuować ją ludziom. Jak? Tego jeszcze nie wie, ale powiedział, że to problem w którym mogłaby pomóc silna sztuczna inteligencja.

Moje podejście do tej idei mocno ewoluuje. Kiedyś sądziłem, że jak najbardziej, że biorąc pod uwagę w jaką stronę idzie świat, to trochę jak skok nad przepaścią i SI może być odpowiednikiem złapania krawędzi po drugiej stronie. Eksplozja inteligencji, która dalece przekroczy nasze możliwości i ograniczenia, która będzie mogła odpowiedzieć na nasze problemy i pytania. Wiecie - powie jak się uporać z głodem, zmianami klimatycznymi, nierównościami itd. Potem jednak przyszedł czas pierwszych słabych SI, które może lepiej diagnozują raka, ale w przypadku procesów rekrutacji czy wspierania systemu sądownictwa dziedziczą nasze uprzedzenia. Tyle, że… właśnie dzięki temu, że tak szybko poznaliśmy te problemy i ograniczenia, możemy sobie z nimi poradzić. Także teraz podnosząc takie wątpliwości, czuję się jak internetowi geniusze, uświadamiający firmy kosmiczne, że w kosmosie jest radiacja (do notki dołączam przeróbkę świetnego komiksu CommitStrip).


Źródełka:
Sam Altman's Plans, Jobs & the Falling Cost of Intelligence
Moore's Law for Everything
The ChatGPT King Isn’t Worried, but He Knows You Might Be

Oryginał komiksu ComicStrip


wtorek, 14 lutego 2023

Bunt przeciw maszynom cz.2


W poprzednim tekście napisałem kilka słów w dość konkretnym zakresie, tzn sprzeciwie wobec ChatGPT/DALL-E, jako zagrożeniom dla własności intelektualnej i stabilności na rynku pracy. Teraz chciałbym powiedzieć kilka słów w szerszym kontekście. Bo to co widzimy to trwająca na naszych oczach eksplozja AI.

Może być zbawieniem. Uzbrojona w wiedzę ludzkości, zdolna do wnioskowania, może rozwiązać nasze problemy, uwolnić miliony umysłów, wesprzeć całe społeczności i pchnąć świat tak ja rewolucja przemysłowa. Bardziej niż wynalezienie tranzystora czy komputera jako takiego. Tranzystor i komputer to niesamowite narzędzia, AI może na żywo tworzyć narzędzia i rozwiązania dostosowane do naszych potrzeb.

Z drugiej strony mamy oczywiste zagrożenia. Zarówno te ciut trącące myszką, gdzie AI buntuje się w jakiś sposób i postanawia zgładzić ludzkość, jak i te bardziej przyziemne, w których AI dziedziczy nasze tendencje i uprzedzenia. Wówczas AI wspierająca sądy chętniej skazuje przedstawicieli mniejszości, AI wspierająca rekrutacje odrzuca CV kobiet i tak dalej. Równie lub bardziej groźne, oraz niestety bardzo prawdopodobne jest to, że AI po prostu stanie się narzędziem, dzięki któremu z super-bogatego 1% wyłoni się ultra-bogaty 0,01%.

Ale przecież przed eksperci przestrzegają przed tym o lat. Przecież ChatGPT stworzyła OpenAI, organizacja non-profit stworzona “by promować i rozwijać przyjazną AI, tak by jej beneficjentem była cała ludzkość”. Ryzyka związane z rozwojem sztucznej inteligencji są badane i opisywane od dekad.

Tylko wiecie co? Potencjał zmian klimatycznych znany i badany jest od ponad stu lat (Svante Arrhenius, 1896 rok, czyli 127 lat). Na alarm naukowcy biją już od dziesiątek lat (nie mówię tu tylko o stonowanych ostrzeżeniach). Efekty widać w postępującym wykolejeniu klimatu. A co powiecie o pandemii Covid, o tym jak przestrzegano przed potencjalną pandemią, o tym co zrobił chociażby Donald Trump z rozpisaną przez administrację Obamy 69 stronicową instrukcją na wypadek pandemii. Jak reagowały inne rządy, w tym Polski, na zalecenia ekspertów i instytucji... Na ten moment mamy jakieś 20 milionów zgonów.

Podsumowując. Co z tego, że zagrożenia są znane. Co z tego, że większości można zapobiec i się na nie przygotować. Napisałem książkę “Niebo pełne planet”, bo wcześniejszy pomysł na książkę - “Rasa samobójców” był zbyt dołujący. Rozdział o tym tytule jest moim mrugnięciem oka do samego siebie. Powyższe słowa powinny Wam też wyjaśnić, dlaczego aktywność na Węglowym mocno spadła. Wygląda na to, że moja działalność zwyczajnie nie ma większego sensu.


Obraz pochodzi z playgroundai.com
Prompt to:
People swimming in the cosmos , sharp focus, emitting diodes, smoke, artillery, sparks, racks, system unit, motherboard, by pascal blanche rutkowski repin artstation hyperrealism painting concept art of detailed character design matte painting, 4 k resolution blade runner
Wygenerowany przy pomocy modelu Stable Diffusion 1.5


poniedziałek, 13 lutego 2023

Bunt przeciw maszynom cz.1

To miał być tekst komentujący zadymę wokół obrazów generowanych przez AI. Ale minął grudzień, styczeń i zrobiło się… ciekawiej. Więc będzie też o chatGPT i eksplozji sztucznej inteligencji ogólnie.

Sprzeciw wobec obrazów generowanych przez AI jest równie naturalny, co bezpodstawny. Zarzuty o to, że są to kolaże istniejących prac, że dokonuje się w ten sposób kradzieży własności intelektualnej są zwyczajnie nietrafione, bo Midjourney, DALL-E, Stable Diffusion, wszystkie konstruują swoje obrazy w oparciu o opisy podane w naturalnym języku na podstawie kolosalnych ilości danych treningowych. Tu osoby mniej znające techniczne aspekty dopatrują się kolażu. Nie znajdziecie jednak na tych obrazach żadnych części istniejących zdjęć czy prac graficznych. Nawet jeśli będą podobne czy mocno inspirowane.

… Dokładnie tak samo jak student ASP może naśladować styl swoich nauczycieli i idoli. Jeśli faktycznie twórcy tego oprogramowania ukradli jakieś komercyjne obrazy, to można ich sądzić o kradzież treści, ale nie o jej kopiowanie. Tak samo jak nie można ukarać malarza za kradzież Mona Lisy, jeśli maluje coś, nieważne jak oczywiste jest źródło inspiracji.

Duża część dyskusji obraca się wokół tego czy obrazy te są sztuką. Przyznam, że ta dyskusja mało mnie interesuje, bo to tylko szufladki. Trochę jak status Plutona jako planety lub planety karłowatej. Nie przewiduję, by w najbliższym czasie osiągnięto konsensus co do, tego czym jest sztuka. W sieciowych konwersacjach przeczytałem już, że wozem kierować może koń, człowiek lub AI, ale obraz może namalować tylko człowiek.

Usłyszałem sporo o tym, że owszem, człowiek też tworzy obrazy na podstawie tego co widzi, w tym prac innych ludzi, które ogląda przez całe życie, ale wprowadza w to przemieszane kopiowanie swoje emocje, intencje i doświadczenia. To ma odróżniać go od DALL-E czy Midjourney. Jednak ten unikalny wkład człowieka może być po prostu szumem, który już istnieje w tych, jakże młodych i niedojrzałych narzędziach. Urażona duma grafików nie zmieni tego, że te kilka dekad emocji i doświadczeń można (szybciej niż myślimy) zastąpić odpowiednim ułożeniem kilku suwaków.

Z jakiegoś powodu thermomix nie powoduje oburzenia, które wywołują graficzne AI. Z jakiegoś powodu szef kuchni trafił do szufladki z kozą i kierowcą a nie do tej z artystą malarzem. Śmiem twierdzić, że jadłem kilka posiłków, które były sztuką. Wiele osób wkłada emocje, doświadczenie i serce w przygotowywanie potrawy. Do tego niepowtarzalność składników wprowadza szum i unikalny charakter każdego posiłku.

Bo najwyraźniej gotowanie jest czynnością fizyczną jak podnoszenie ciężarów czy transportowanie przedmiotów z punktu A do B. Ale przeżyć wydarzenia i emocje a potem przedstawić je w postaci szczerej opowieści czy to słownej, czy muzycznej czy wizualnej potrafi tylko człowiek. Sztuka i “artyzm” są dla niektórych tak oczywiste, że kompletnie nie są w stanie ich zdefiniować ani nakreślić granicy.

Oczywiście poza czysto akademicką debatą jest tu bardzo praktyczny i szalenie ważny aspekt. Zatrudnienie. Praca kasjerów zastępowanych przez kasy samoobsługowe albo pracowników fabryk zastępowanych przez maszyny nie jest dziś tak intensywnie broniona jak w czasie rewolucji przemysłowej. A analogia wydaje mi się bardzo trafna.

Wywołała ona ogromny postęp i poprawienie kondycji ludzkości… kosztem tysięcy? Setek tysięcy? Cholera wie ilu ludzi, którzy stracili zatrudnienie i popadli w nędzę. Dlatego zamiast buntować się przeciwko postępowi, wystarczyłoby przewidzieć te problemy i zaoferować wsparcie tym po trudniejszej stronie postępu. Ludzkość, państwa, korporacje, czy po prostu świat ogółem w pełni stać na to…


Obraz pochodzi z playgroundai.com
Prompt to:
a beautyfull curvy female metal chrome-plated steampunk android with big breasts and long golden hair stands in front of an easel with a brush in her hand and paints a picture, in the background the studio of leonardo davinci, pixar, futuristic, steampunk, high detail, sf, intricate artwork masterpiece, ominous, matte painting movie poster, golden ratio, trending on cgsociety, intricate, epic, trending on artstation, by artgerm, h. r. giger and beksinski, highly detailed, vibrant, production cinematic character render, ultra high quality model
Wygenerowany przy pomocy modelu Stable Diffusion 1.5
Additional Credit: H.R. Giger, Artgerm, Zdzisław Beksiński


sobota, 1 października 2022

Tesla AI Day 2022


Wczoraj odbył się tegoroczny Tesla’s AI Day. Z założenia jest to event rekrutacyjny i bardzo techniczny, ale i tak było tam dużo rzeczy interesujących dla “zwykłych technoentuzjastów”. Poniżej mój mały skrót co ciekawszych elementów.

Gwiazdą programu był oczywiście Optimus, jak nazywają teraz zapowiadanego rok temu humanoidalnego Tesla Bota. Wówczas zaprezentowano rendery i tańczącego kolesia w spandexowym stroju. Tym razem na scenę chwiejnym krokiem wszedł prawdziwy robot. Oczywiście nie ma sprawności jak cuda z Boston Dynamics. Ale jak na rok pracy (deklarują wręcz 6-8 miesięcy) jest to imponujące. Wyglądający dość siermiężnie prototyp przeszedł kilka kroków i trochę się pogibał. Wykonał to na wewnętrznym zasilaniu i bez zabezpieczeń.

Później pokazano trochę nagrań z wyczynów robota w bardziej kontrolowanych warunkach. Pokazano jak przenosi pudełka i podnosi konewkę, manipuluje przedmiotami. W pierwszej chwili wydawało mi się, że wręcz podlewa coś (co byłoby niesamowite bo panowanie nad przedmiotem wewnątrz którego jest płyn, który zmienia wagę to naprawdę spory wyczyn) ale raczej było to tylko markowane. Kilka ujęć “z oczu” robota pokazało jak zaadaptowano rozwiązania z samochodów Tesli.

Ten Optimus wykonany został z dostępnych komercyjnie komponentów, siłowników itd. Pokazano również kolejny model, który skonstruowano już całkowicie in-house z elementów zbudowanych przez Teslę, nie był jednak jeszcze gotowy do samodzielnego spaceru. Prezentował się jednak już lepiej. Co może najistotniejsze, Tesla koncentruje się na tym, żeby projektować go z myślą o masowej produkcji i szerokiej użyteczności.

Optimus nie ma być niedorzecznie zaawansowany i zdolny do najbardziej wymyślnych rzeczy. Ma być przydatny do wykonywania niebezpiecznych dla ludzi, powtarzalnych i nudnych zadań. Ma też kosztować mniej niż samochód Tesli. Musk strzelił ceną poniżej $20 000, ale nie sądzę, żeby ktoś traktował to poważnie. Wiecie może oprócz Elon Time, potrzebujemy jeszcze Elon Price. Jeśli jednak będzie tańszy od samochodu, to naprawdę może nieźle namieszać.

2,3 kilowatogodzinowa bateria w torsie robota ma starczyć na cały dzień pracy. Fascynujące, ciekaw jestem czy prawdziwe. Tematem, który chętnie pomijają twórcy SF jest zasilanie różnych futurystycznych gadżetów. Dla porównania - Spot od Boston Dynamics może działać około półtorej godziny na wewnętrznej baterii. Jeśli zatem docelowy model Optimusa pociągnie choćby 8 godzin na swojej baterii, to już będzie niesamowite.

Przechodząc do samochodów… Od zeszłego roku przeszli od 2000 użytkowników z betą Full Self Driving do 160 000 użytkowników. Opowiedzieli sporo o technikaliach działania i ulepszania AI prowadzącej samochody.

Przyszedł też czas na hardware. Rok temu pokazali “training tile” (zostawię na dole strzałkę do mojego zeszłorocznego podsumowania), teraz pokazali “Dojo cabin”, czyli szafkę tworzącą superkomputer. Połączenie określonej liczby takich szafek ma stworzyć ExaPoda, czyli monstrum o mocy obliczeniowej ponad jednego EksaFLOPa, czyli 10^18 (tryliona) operacji na sekundę.

Tyle z grubsza. Często podkreślano, że Tesla to nie “car company” tylko “tech company”. I chyba ciężko z tym polemizować, nawet jeśli instynktownie myślimy o samochodach.


Pełne nagranie eventu
Moje podsumowanie zeszłorocznego Tesla AI Day


sobota, 21 sierpnia 2021

Podsumowanie "Tesla AI day"

W piątek miał miejsce “Tesla AI day”. Jego najgłośniejszym elementem była zapowiedź humanoidalnego robota. Trochę szkoda, bo w przeciwieństwie do większości ponad dwugodzinnego wydarzenia, istnieje on w zasadzie tylko na papierze, a reszta prezentacji traktowała o realnych dokonaniach i działaniach firmy.

Andrej Karpathy rozpoczął fragment poświęcony obróbce obrazu. Mówił, że to trochę jak budowa syntetycznego zwierzęcia od podstaw. Konkretnie chodzi o konstrukcję syntetycznej kory wzrokowej. To co może brzmieć prosto ale było dużym wyzwaniem, jest korzystanie z feedu z wielu kamer w jednej sieci neuronowej. Innymi słowy autopilot Tesli wpierw łączy dane z wielu kamer a dopiero później ma miejsce detekcja obiektów. Może wydawać się oczywiste, ale do tej pory trend był taki, że obraz z każdej kamery był procesowany osobno i dopiero potem łączony w model świata zewnętrznego dla maszyny.

Kolejny duży i ciekawy fragment poświęcono architekturze komputera do nauki AI. W całości jest on zaprojektowany przez ekipę Tesli. W ogóle dość ciekawe, że Tesla robi i projektuje własną elektronikę. Ganesh Venkataramanan przeprowadził publiczność przez ich projekt od niemal najniższego poziomu.

Rozmiar podstawowego węzła obliczeniowego wyznaczono na podstawie tego jak daleko fizycznie jest w stanie dotrzeć sygnał w czasie jednego cyklu procesora a następnie obszar tej wielkości wypełniono elektroniką tworząc jednostkę o mocy obliczeniowej jednego TFLOPa (1012 operacji na sekundę). Jednostki te można łączyć dowolnie w płaszczyźnie. Robiąc właśnie to, tesla zrobiła plaster 354 takich “training nodes” i otoczyła je szyną wyjścia/wejścia (4TB/s). Tak wygląda “D1 Chip” z którego wyciskają 362 TFLOPy. Następnie z kolei połączyli 25 takich w “training tile” o mocy 9 PFLOPsów. To już zrobili. Jaki jast dalszy plan Tesli? Zbudować “ExaPoda” - superkomputer skonstruowany z 120 takich “uczących się kafelków”, o mocy jednego EksaFLOPa, czyli 1018 (tryliona) operacji na sekundę.

Pod względem mocy obliczeniowej byłaby to najsilniejsza maszyna na świecie. Obecnym liderem jest japoński Fugaku o mocy 500 PFLOPów, przy czym warto zwrócić uwagę, że wystarczy 40 PFLOPów żeby załapać się do górnej dziesiątki. ExaPod jest planowanym komputerem, ale pierwszy kafelek został już wyprodukowany i przetestowany, i już to stawia go w górnej setce. Ganesh Venkataramanan trzymał w rękach kafelek o mocy przekraczającej możliwości Poznańskiego Altaira (znajdującego się na 116 miejscu najmocniejszych superkomputerów na świecie). Daje to pewne poczucie skali. Aczkolwiek nie wiem czy ExaPod będzie pasował do tych rankingów, jako komputer dedykowany do nauczania sieci neuronowych.

Teraz możemy przejść do trzeciej, najbardziej medialnej części Tesla AI day. Prezentacja humanoidalnego robota zaczęła się od krótkiej animacji i... tanecznego występu faceta przebranego za robota. Nie będę opisywał poziomu mojego zażenowania, z ratunkiem przybył chyba podobnie zażenowany Elon, który w trakcie podziękował tańczącemu i wkroczył z również trochę obciachowym omówieniem planu Tesli by zbudować w pełni humanoidalnego robota.

Pomijając żarty o tym, że ma być bezpieczny ale na wszelki wypadek powinien być wolniejszy i słabszy od człowieka, intencje brzmią całkiem serio. I okoliczności też wydają się stosowne. W końcu cała ta prezentacja, może była nakierowana na AI do prowadzenia samochodu, ale biorąc pod uwagę stopień ogólności tych rozwiązań, dość oczywiste jest, że przeniesienie ich z kierownicy, gazu i hamulca na robota przypominającego człowieka powinno być naturalnym krokiem.

Biorąc pod uwagę to co robi Boston Dynamics, jak funkcjonuje Watson, jak sprawne stają się autonomiczne samochody, działające w oparciu o wizualne dane, można stwierdzić, że w zasadzie wszystkie elementy są już gotowe, “tylko” trzeba je połączyć. Tesla-boty (nie wiem czy dobrze zrozumiałem, ale ich robocza nazwa to “Optymista”) mają wykonywać prace nudne, powtarzalne i niebezpieczne. Idea jest taka, że z czasem będą w stanie poruszać się w ludzkim świecie, rozumieć polecenia słowne i robić wszystko to co ludzie. Elon stwierdził też, że w przyszłości praca fizyczna będzie wyborem i że uważa bezwarunkowy dochód podstawowy za równie nieunikniony.

Całość zakończyła długa seria całkiem sensownych pytań od publiki.
Całośc wydarzenia na youtube: www.youtube.com/watch?v=j0z4FweCy4M



sobota, 10 kwietnia 2021

Ingenuity, cyber-małpa, fart w kosmosie i tłum na ISS

9 kwietnia 2021 był niezwykłym dniem. Postaram się jak najkrócej opisać dlaczego.

Ingenuity
Marsjański dron załopotał swoimi wirnikami. To jeszcze nie pora na lot, więc rozpędził je tylko na chwilę prędkości zaledwie 50 obrotów na minutę. To jeden z ostatnich sprawdzianów przed lotem, który ma się odbyć w niedzielę. W związku z tym dostaliśmy ładny urywek nagrania z łazika Perseverance i już wiemy na co mniej więcej możemy liczyć w trakcie konferencji prasowej, która odbędzie się w poniedziałek 12 kwietnia o 9:30 czasu polskiego.


Neuralink
W nawale wrażeń kompletnie zgubił się film od Neuralinka. Prezentuje on makaka, któremu wszczepiono neuralinka w okolicy kory ruchowej. Małpkę wyszkolono w co najmniej dwóch grach z joystickiem - pongu i przesuwaniu kursora na oznaczone pole. Pager jest wynagradzany bananowym smoothie za poprawną grę. Feed na żywo z mózgu małpy pozwolił zidentyfikować jaka aktywność kory ma się do tego jak steruje grą.

Następnym etapem jest odłączenie joysticka i połączenie gry z przeprocesowanym sygnałem bezpośrednio z mózgu małpy. MindPong to prawdopodobnie to o czym bez uzgodnienia z współpracownikami wspominał Elon Musk na konferencji z połowie 2019.

Z czasem ta technologia może znacznie polepszyć życie wielu ludzi dotkniętych niepełnosprawnościami.


Bliska kolizja
Niewiele brakowało a wczorajszy dzień mógł być początkiem smutnego okresu w podboju kosmosu. Istniała wysoka, jak na kosmiczne standardy, dwudziestoprocentowa szansa, że drugi stopień rakiety Kosmos 3M wystrzelonej w 1981 zderzy się ze starym satelitą meteorologicznym z 1978 roku. Do zderzenia doszło by z prędkością ok 14 kilometrów na sekundę.

Gdyby do niego doszło, powstałyby potencjalnie miliony odłamków, które rozciągnęły by się w dwóch pasach oplatających Ziemię, które mogłyby powodować kolejne kolizje. Kaskada takich zderzeń zamknęłaby kosmos dla nas. Mieliśmy szczęście. Nie po raz pierwszy.

Syndrom Kesslera jest realnym zagrożeniem. W 2008 zbliżyliśmy się do niego bardziej gdy Iridium 33 i Kosmos-2251 zderzyły się na orbicie. Odłamki z tej kolizji wciąż krążą choć istotna ich część spłonęła w atmosferze w ciągu minionej dekady.

Są pewne pomysły na czyszczenie orbity, ale póki co nikt się nie kwapi, żeby rzeczywiście to robić. Pomysły to łapanie kosmicznych śmieci w siatkę i ciągnięcie tak by spłonęły w atmosferze, doczepianie od nich żagli słonecznych, by zwolniły i spłonęły w atmosferze i strzelanie w nie laserem tak by je zwolnić, by spłonęły w atmosferze.


Dziesięć osób na ISS
Wczoraj również miał miejsce start i dokowanie kapsuły Soyuz z ISS. W związku z tym na stacji kosmicznej znajduje się obecnie aż dziesięć osób. Sergey Ryzhikov, Sergey Kud-Sverchkov, Kathleen Rubins przylecieli Soyuzem “Favor”. Michael Hopkins, Victor Glover, Soichi Noguchi, Shannon Walker przylecieli na pokładzie Dragona SpaceX (pierwszy komercyjny i “operacyjny” lot załogowy w kosmos, poprzedni był misją “demo”). No i wreszcie Oleg Novitsky, Pyotr Dubrov, Mark T. Vande Hei dołączyli wczoraj na pokłądzie Soyuza “Gagarin” (w poniedziałek 12 kwietnia będzie sześćdziesiąta rocznica wysłania pierwszego człowieka w kosmos).


NASA JPL (zapowiedź konferencji Ingenuity)
Neuralink (Mind Pong)
EU Space Surveillance and Tracking (Potwierdzenie, że nie doszło do kolizji)
Everything SpaceX (Tłumek na ISS)


sobota, 29 sierpnia 2020

Neuralink - podsumowanie prezentacji 2020

17 lipca 2019 roku odbyła się pierwsza prezentacja Neuralinka. Opisałem ją tutaj. Dziś w nocy przekonaliśmy się czego dokonała firma w ciągu ostatnich trzynastu miesięcy.


- Tak jak rok temu Elon stwierdził, że celem tej prezentacji jest zwabienie talentów do firmy.
- Na ten moment misją Neuralinka jest rozwiązywanie problemów z rdzeniem i mózgiem, w tym: Utrata pamięci, utrata słuchu, utrata wzroku, paraliż, depresja, bezsenność, ekstremalny ból, padaczka, zaburzenia lękowe, uzależnienia, udar, uszkodzenia mózgu
- Podkreślił, że znacznie bardziej toporne i prymitywne urządzenia poprawiły życie ponad 150 tysięcy ludzi.
- W przeciwieństwie do 2019 roku, obecnie “The Link” jest pojedynczym elementem zastępującym kawałek czaszki. Bez przewodu idącego do baterii/portu za uchem. Niewidoczny dla postronnych.
- Obecny model urządzenia posiada 1024 kanały, wymiary to 23x8mm, montowany “na równo” z czaszką. Posiada szereg urządzeń telemetrycznych - mierzy temperaturę, ciśnienie, posiada 6-osiowy IMU (inertial measurement unit), jest bezprzewodowy i ładowany indukcyjnie, całkowicie bezprzewodowy, posiada megabitową prędkość łącza.

- Chcą by implant Neuralinka mógł być wszczepiony w ciągu godziny, by pacjent mógł opuścić szpital tego samego dnia, wszystko bez znieczulenia ogólnego.
- Zaprezentował też robota, który miałby wykonać zabieg w całości - od nacięcia skalpu, otwarcia czaszki przez montaż sond, do zamknięcia rany. Robot był już używany, zabieg na mózgu jest bezkrwawy (!) - sondy są tak małe, że nie naruszają naczyń w mózgu.
- Elon przedstawił trzy świnki. Zdumiewające jak dużo chichotania wywoływały u miliardera.
- Joyce nie ma implantu. Zwykła świnka.
- Dorothy miała implant, ale został usunięty. To pokazało, że implant można usunąć bez szkody dla pacjenta.
- Virgil miał tremę i trzeba było poczekać zanim wyszedł do widowni. Kubełek z jedzeniem pomógł. Zaprezentowano feed na żywo z implantu. Według Elona były to sygnały czuciowe (węchowe) z ryjka Virgila.
- Wszystkie świnki wyglądały na zdrowe, można było dojrzeć bliznę ale nie widziałem zarysu implantu w czaszce.
- Kilku świnkom wszczepiono więcej niż jeden Neuralink.
- Na podstawie odczytów z Neuralinka z bardzo dobrą dokładnością można było przewidywać pozycje kończyn świnek (co jest elementem przywracania sprawności sparaliżowanym)

- Udało się też stymulować neurony za pomocą neuralinkowych nici.
- Każdy z 1024 kanałów może zarówno rejestrować aktywność neuronów i je stymulować.
- Urządzenie może działać cały dzień i naładować się w pełni w ciągu nocy. Zasięg 5-10 metrów.
- Neuralink otrzymał status “Breakthrough Device” od FDA w lipcu. Przyznaje się go urządzeniom, które w czasie testów przedklinicznych pokazały wielki potencjał do leczenia lub ulepszania istniejących terapii. Przyspiesza i ułatwia postęp prac nad terapiami tak by te szczególnie obiecujące mogły wcześniej pomóc ludziom.


Mój komentarz? Fenomenalny rozwój w ciągu roku. Pamiętajmy, że sondy wciąż są znacznie większe niż pojedynczy neuron. Niezwykle istotne jest to, że pokazano, iż można bezpiecznie usunąć urządzenie. Elektronika nie tylko potrafi się psuć, ale przede wszystkim może się starzeć. Więc perspektywa wymiany na nowszy, lepszy model, jest kusząca. Tym bardziej ważne jest, że Neuralink nie jest “wyrokiem”. Imponuje, że już teraz, na tak wczesnym etapie można dokonywać zabiegu bez ranienia mózgu.

Na krótką metę potencjał jest cudowny - leczenie niezwykle doskwierających dolegliwości. Na długą metę, potencjał jest nieograniczony.

Link do prezentacji: https://www.youtube.com/watch?v=DVvmgjBL74w




czwartek, 14 maja 2020

Neuralink zmieni wszystko


Obejrzałem ostatnio najnowszą rozmowę Joe Rogana z Elonem Muskiem. Nie będę ściemniał, po ostatnich wynurzeniach Elona na twitterze, po tym jak jego noworodek przebił siłę większości moich haseł, trochę bałem się tej rozmowy. Nie obyło się bez dwóch niespodzianek. Najważniejsza jest taka, że Elon jeszcze nie zwariował. Druga jest taka, że rozmowa ominęła niemal całkowicie kosmos a skupiła się na mózgu.

Impulsem do napisania notki był szok i niedowierzanie Rogana około 20tej minuty. Rogan może nie być ekspertem, ale to rozsądny i niegłupi człowiek, nawet jeśli nie zawsze się z nim zgadzam. Pomyślałem, że może warto napisać kilka słów o potencjale Neuralinka i interferjsów mózg-komputer (BMI) w ogóle.

Początkowym celem będzie pomoc ludziom z pewnymi ograniczeniami - przywracanie sprawności sparaliżowanym, wzroku niewidomym itd. Jeśli paraliż polega na przerwaniu nerwów gdzieś między mózgiem a kończyną (kończynami) to jeśli będziemy w stanie odczytywać w czasie rzeczywistym sygnały z neuronów znajdujących się na wąskim pasku naszego mózgu, na granicy płata czołowego i ciemieniowego, czyli w tak zwanej korze ruchowej, a następnie pobudzać nerwy w tych kończynach, możemy przywrócić sprawność pacjentowi. Jeśli połączenie będzie dwustronne, umożliwi również czucie. Analogicznie można by pomóc osobie z uszkodzonym nerwem wzrokowym - kora wzrokowa kryje się na potylicy zasada dokładnie tak sama.

To zdumiewająca i wspaniała perspektywa, ale to tylko drobna próbka możliwości BMI (Brain-Machine Interfaces, interfejsów mózg-komputer). To tak jakby powiedzieć, że komputery pozwalają na szybkie obliczanie wielkich liczb. To przecież jedynie ułamek ich możliwości…

Nasze mózgu ewoluowały “od środka do zewnątrz”. Takie uproszczenie pewnie wywołuje palpitacje u neurologów, ale może mi wybaczą... Najgłębiej w czaszce mamy tak zwany pień mózgu, który dba o to, żebyśmy oddychali, utrzymywali postawę, reguluje ciśnienie tętnicze, temperaturę, niektóre odruchy, odpowiada za przemianę materii itd. Wokół znajduje się układ limbiczny odpowiadający za emocje, motywację, strach, przyjemność i tak dalej. A już tak całkiem na wierzchu znajduje się kora mózgowa, która pozwala nam świadomie poruszać się, odbierać bodźce zmysłowe, a jej płat czołowy umożliwia nam myślenie, kombinowanie, planowanie i rysowanie komiksów o dziobakach.

Można powiedzieć, że już i tak jesteśmy cyborgami, korzystającymi z magicznych gadżetów, które dają dostęp do innych ludzi, wiedzy naszej cywilizacji, pomagają orientować się w terenie, zamawiać pizzę, skarpetki z dinozaurami, obrażać innych w internecie, wpisywać objawy chorób w google, oglądać netflixa itd. Ale interfejs między człowiekiem a jego cyber-rozszerzeniem jest bardzo, ale to bardzo lichy. Śmiganie kciukiem po ekranie, gadanie, czytanie i słuchanie… Obok widzicie obrazek Wait But Why, którego artykuł o Neuralinku opisuje to wszystkie sto razy lepiej niż ja (a jest tylko z 25 razy dłuższy). Radykalny pomysł Neuralinka jest taki - najwyższa pora na to, żeby mózg dostał kolejną warstwę.

Podstawową funkcją takiego interfejsu może być przywracanie lub naprawianie pewnych funkcji, które są dla nas naturalne. O tym napisałem na początku i już to wystarczyło by zszokować rozmówcę Muska. Warto przypomnieć, że takie rzeczy robimy już od lat - implanty ślimakowe odbierają dźwięki za pomocą elektroniki a następnie za pomocą elektrod stymulują nerwy słuchowe osób niesłyszących. Implanty DBS (deep-brain stimulation) pomagają chorym na Parkinsona, cierpiącym na OCD i epilepsję, dzięki elektrodom umieszczonym głęboko w mózgu i pobudzającym elektrycznie neurony.

Jeszcze daleka droga do tak drobnych elektrod by rejestrowały i pobudzały pojedyncze neurony. Mimo to wygląda na to, że Neuralink już wykonał skok dla całej dziedziny. Oprócz grafiki powyżej polecam wam lekturę mojego poprzedniego wpisu o Neuralinku. Czekam niecierpliwie na pierwsze wyniki działania ich “nici”. To raczkujący transhumanizm. Jak wspomniałem w poprzednim akapicie, prymitywne BMI już poprawiają życia ludzi. Nie potrafimy sobie nawet wyobrazić jakie możliwości będą oferować zaawansowane wersje.

Tytuł notki zainspirowany jest filmem Kurzgesagt “Genetic engineering will change everything”. W przypadku inżynierii genetycznej jesteśmy kilka kroków do przodu, ale obie dziedziny idą w tym samym kierunku - obie są na granicy stania się technologiami informatycznymi. Inżynieria genetyczna w zasadzie już nią jest. Potrafimy sekwencjonować DNA, możemy je również syntetyzować “literka po literce” (czytaj - zasada po zasadzie) i wycinać oraz wklejać w praktycznie dowolne miejsce nici genetycznej (CRISPR/Cas9). Narzędzia nie są jeszcze doskonałe, ale już dają nam wielką swobodę. Jest jednak cała masa dodatkowych utrudnień - ekspresja genów, złożoność procesów biologicznych - komórka i machina genetyczna to piekielnie skomplikowana rzecz.

Na tym tle mózg może okazać się w pewnym sensie prostszy. Gdy narzędzia będą dostatecznie zminiaturyzowane będzie tylko odczyt aktywności neuronów i stymulowanie jej. Będzie można w zasadzie zmieniać, leczyć i wykorzystywać dowolne funkcje mózgu. To jak wykorzystamy jedynki i zera będzie zależeć od nas. SMSowanie i kierowanie samochodem bez użycia rąk to pikuś. Porównując BMI do komputerów, możemy powiedzieć, że jesteśmy pomiędzy telegramem a prymitywnym telefonem. No może jesteśmy na etapie komputera ENIAC… W każdym Pac Man i komputer nawigacyjny Apollo są dopiero przed nami. Że nie wspomnę o tomografii, GPS, Google, modelowaniu komputerowym optymalizacjach, smartfonach itd.

Widząc pierwszy komputer można było się domyslić, że zastąpi on armię ludzi z kalkulatorami (excel), ale kto mógł wymyślić te wszystkie zastosowania, które otaczają nas każdego dnia i są częścią niemal każdej dziedziny życia? W zasadzie każda technologia informatyczna ma potencjał do wykładniczego rozwoju.

Dlatego tak bardzo podziałało na mnie zdumienie Joe Rogana na informację o potencjalnych leczniczych możliwościach. Tu nawet nie chodzi o granie na komputerze mózgiem czy wirtualną rzeczywistość, czy klimatyzację, która się włącza kiedy jest nam gorąco. Nie o gasnące światła, kiedy jest dla nas za jasno.

Neuralink to świat, gdzie kładąc się spać wydajesz polecenie - uśpij mnie na siedem godzin. Gdzie można nagrywać i przesyłać sny znajomym. Świat gdzie jedną myślą decydujesz, że od dzisiaj jarmuż smakuje jak lody pistacjowe a brokuły jak ser żółty. To zatarcie granicy gdzie kończę się “ja” a zaczyna świat dookoła.

Tak wiem, to straszne i przerażające. Ciekawe jak zareagowaliby John Mauchly i J. Presper Eckert (twórcy ENIACA) gdyby im powiedzieć jak bardzo zależni od komputerów będziemy za 70 lat.


Źródła:
Wait but why - Najlepszy tekst o Neuralinku (długi)
Mój poprzedni wpis o Neuralinku
Rozmowa Rogan-Musk (najnowsza)



środa, 17 lipca 2019

Neuralink - podsumowanie konferencji

Jakąś godzinkę temu Elon skończył prezentację niejako podsumowującą dwa lata pracy swojego najnowszego startupa Neuralink. Jego głównym celem jest stworzenie potężnego interfejsu pomiędzy mózgiem a komputerem. Oczywiście czeka nas jeszcze daleka droga, ale myślę, że to co już dokonali jest imponujące. Wpierw jednak - jeśli chcecie solidnie zrozumieć ideę Neuralinka to warto zapoznać się z tekstem Tima Urbana z Wait But Why z 2017. A jeśli chcecie podsumowania informacji z konferencji to zapraszam do lektury tutaj:


* Elon stwierdził, że głównym celem tej konferencji była rekrutacja. Neuralink ma przed sobą długą i trudną drogę i chce na niej mieć najlepsze umysły.

* Interfejs w postaci sieci małych elektrod ma być umieszczany na powierzchni mózgu za pomocą robota działającego podobnie do maszyny do szycia.

* Wstępnie procedura miałaby polegać na wywierceniu w czaszce otworu o średnicy 8mm tak by maszyna mogła nałożyć implant. Docelowo Elon chciałby, żeby dziurki były nieporównywalnie węższe i wykonywane przez laser. Marzy mu się, by procedura była kiedyś odpowiednikiem laserowej korekty wzroku - standardem o małej inwazyjności. Na ten moment dziurkę “zatyka się” sensorami.

* Zaznacza jednak, że oczywiście na początku celem Neuralinka są osoby z różnymi dolegliwościami - głównie sparaliżowane. Takie które z racji na swoje problemy chcą podjąć się takiej procedury, by polepszyć swój komfort życia.

* N1 sensor - zaprezentowana elektronika jest imponująco malutka, jeszcze bardziej imponujące są nici sensorów o szerokości od 4 do 6 mikrometrów. Maszyna może umieścić nawet tysiąc tychże w tkance mózgowej.

* Wiadomo było, że neuralink pracował ze szczurami, nawet zaprezentowano fotki szczura, któremu zaimplementowano 3072 sondy. Elon jednak odpalił niewielką wyraźnie niezaplanowaną bombkę, kiedy powiedział, że to “delikatny temat”, ale “małpa była w stanie kontrolować komputer swoim mózgiem”. Detali nie znamy. Wiemy, że Neuralink stara się obecnie o zgodę FDA na badania na ludziach i można liczyć, że pierwsze próby odbędą się jeszcze przed końcem 2020 roku.

* Dwie części prezentacji były poświęcone elektronice. Były szalenie imponujące - miniaturyzacja, niesamowicie mały pobór energii, dokładność odczytu… Oczywiście sensory w dalszym ciągu są znacznie większe od neuronów, ale według mózgów prowadzących prezentację, powinno być możliwe, by rozróżnić “spikes”, czyli sygnały aktywacji pojedynczych neuronów.

* Co chyba najciekawsze (przynajmniej w kontekście elektroniki), jeśli idzie o tempo działania, odczyt, odsianie szumu, konwersja sygnału analogowego na cyfrowy - wszystko to działa szybciej niż reakcje chemiczne w mózgu. Więc nawet jeśli jeszcze nie mamy idealnej rozdzielczości, to elektronika spokojnie może nadążać w czasie rzeczywistym za mózgiem.

* Co z tymi danymi? Przesłane do niewielkiego urządzenia zaimplantowanego za uchem mogą być przekazywane za pomocą BlueTooth do telefonu lub komputera. Odpowiednio obrobione mogą pozwolić na… cóż wszystko. Poruszanie protezą, stymulowanie nerwów za zerwanym rdzeniem kręgowym, obsługa komputera… Czas pokaże, ale możliwości wydają się nieograniczone. Od przywracania wzroku niewidomym, do wgrywania umiejętności rodem z matrixa.

* Podoba mi się, że kolejni naukowcy podkreślali, że Neuralink nie wyskoczył jak dżin z butelki, tylko że to efekt ponad stulecia neurologii.





Nagranie z konferencji
Strona Neuralink
Relacja The Verge
Relacja Bloomberga


Podoba Ci się to co robię? Wpłyń na rozwój strony i zostań patronem Węglowego.


wtorek, 13 lutego 2018

Mózg rządzi - czyli jak zacząłem myć zęby prawą ręką

Mózg, genetyka, kosmos. Niekoniecznie w tej kolejności, ale to moim zdaniem najciekawsze rzeczy jakimi można się zajmować (choć przy bliższym poznaniu niemal każda dziedzina nauki jest niezwykle fascynująca). Tak się składa, że tylko to trzecie poznałem bliżej. A teraz głód wiedzy o mózgu dodatkowo podsyciła książka “Mózg rządzi. Twój niezastąpiony narząd”.

Kaja Nordenger na przestrzeni niecałych 250 stron przedstawia w szalenie przystępny i ciekawy sposób mózg ludzki i jego ewolucję, oraz daje nam pojęcie o stanie naszej wiedzy na jego temat. A ta, okazuje się być całkiem spora. Z pewnością jeszcze ogrom przed nami, ale jedna z refleksji jakie miałem po lekturze, to że mózg nie jest wielką niewiadomą.

Autorka zaczyna od absolutnych podstaw. Jesteśmy naszym mózgiem, mózg ewoluował “do zewnątrz”. Poznajemy też różnice między mózgiem człowieka a innych zwierząt, główne “składowe” mózgu i ich funkcje. Potem przechodzi do konkretnych zagadnień, które opisuje ciekawie acz krótko.

Czytelnicy dowiedzą się jak mózg zapamiętuje i się uczy, jak orientuje się w przestrzeni, jak czuje, jak działają na nas emocje. W większości przypadków autorka również rozprawia się z pewnymi mitami lub sięga po klasyczne tematy - o wykorzystywaniu 10% mózgu, o tym czy kobiety mają gorszą orientację w przestrzeni, o tym czy można być wielozadaniowym i temu podobne.

Kaja Nordenger świetnie przybliża nam mechanizmy kierujące nałogami, depresją, tym co kieruje naszymi smakami, przyłącza do tłumu namawiającego do medytowania i sprzedaje pewne triki o tym jak można trenować swój mózg. Na przykład, że szczotkowanie zębów ręką inna niż wiodąca pozytywnie wpływa na połączenia nerwowe w nie-dominującej półkuli.

Tak naprawdę po lekturze dominują u mnie dwie emocje - zachwyt i niedosyt. Wszystko jest tu świetnie napisane, ale (może z wyjątkiem rozdziału o GPS mózgu) każdorazowo pod koniec danego rozdziału żałowałem, że to już wszystko na ten temat. Jednak w pełni rozumiem decyzję autorki - kiedy tylko czasem zdarza jej się wchodzić w neurologiczne detale, robi się ciężko. Pojawia się trudna terminologia i przypominamy sobie, że ta cała neurologia to nie rurki z kremem. Mózg to nasz najważniejszy organ (wybacz dupo) i myślę, że każdy powinien mieć o nim choć minimalne pojęcie. “Mózg rządzi” to świetny punkt startu. Bardzo polecam lekturę.


Tytuł: Mózg rządzi. Twój niezastąpiony narząd
Autor: Kaja Nordenger
Wydawnictwo: Marginesy
Liczba stron: 240


Bardzo dziękuję Wydawnictwu Marginesy za egzemplarz recenzencki.



środa, 17 grudnia 2014

SS#16 - Duch w pancerzu

“Świat jest dziwny. Cały wszechświat jest dziwny, ale gdy spojrzeć na detale, zasady gry są bardzo proste (...) w nieskomplikowanej sytuacji można dokładnie przewidzieć co się stanie. To jak szachy. Jeśli jesteś w narożniku i jest tylko kilka figur, możesz przewidzieć dokładny przebieg wydarzeń. Ale w prawdziwej grze, jest ich tak wiele, że tego nie przewidzisz (...). Trudno w to uwierzyć, to niesamowite, większość ludzi nie wierzy, że na przykład moje zachowania, to wypadkowa wielu, wielu atomów przestrzegających bardzo prostych zasad”

- Richard Feynman, “Take the world from another point of view”


Od lat intuicja naukowców podpowiada, że w mózgu nie ma niczego magicznego ani nadnaturalnego. Nasze zachowania, charakter, gusta, upodobania, nawyki, wszystko to jest wynikiem bardzo dużej liczby neuronów splątanych w konkretny sposób. Nie ma nic co by wskazywało, że jest inaczej. A z dnia na dzień przybywa dowodów, że to “konektom”, czyli mapa sieci połączeń neuronowych determinuje kim jesteśmy.

Trudno ogarnąć wyobraźnią stopień złożoności 85 miliardów neuronów połączonych ponad stu bilionami połączeń. Dlatego rozsądni naukowcy zaczynają od czegoś prostszego. Nicień caenorhabditis elegans liczy sobie zaledwie tysiąc komórek. W tym 302 neurony i siedem tysięcy połączeń.

Od dość dawna planowałem pisać o projekcie OpenWorm. To otwarty projekt naukowy, którego celem jest wierna, wirtualna symulacja tego prostego zwierzęcia na poziomie komórkowym. Choć naukowców czeka jeszcze długa droga, zaczynają pojawiać sie pierwsze imponujące efekty. Miesiąc temu konektom nicienia tchnął życie w programowalnego robota LEGO...

Wystąpienie Paula Roota Wolpe z 2010 wciąż pozostaje jednym z moich ulubionych TED talków. Wspomina w nim o robocie sterowanym przez mózg minoga połączony z maszyną elektrodami. Robot w kształcie wózka z dwoma kółkami zamiast procesora i programu miał zwierzęcy mózg, który otrzymywał dane o źródłach światła oraz wysyłał impulsy które kierowały ruchem kół. Można powiedzieć, że mieliśmy do czynienia z bardzo prymitywną protezą całego ciała.

W przypadku dokonania badaczy z OpenWorm sytuacja jest inna. Nie użyto prawdziwego, w pełni działającego mózgu. Zastosowano model, który zapewne każdy szanujący się neurolog nazwałby prymitywnym. Wirtualne neurony mają swoje adresy IP a impulsy nerwowe symulują pakiety UDP. Mimo to robot “wykazał zachowania podobne do obserwowanych u C. elegans”. Zanim skomentuję dlaczego to tak niesamowite, zapraszam do obejrzenia nagrania, które może niektórych rozczarować:



OK. To robot obijający się o ścianę. Ale czego się spodziewaliście po pierwszych krokach w tworzeniu wirtualnego umysłu!? Pewnie nie zaskoczyłby Was nicień obijający się o ścianę i szukający innej drogi. Do tego mówimy tu o umyśle śliskiego robaka uwięzionym w pudle na kółkach, które można kupić w sklepie z zabawkami.

Na wypadek gdyby ktoś nie był pod wrażeniem wyjaśniam… Ostatnie lata pokazały, że pojedynczy neuron jest bardziej złożony i wyrafinowany niż sądzono. W 2013 badania pokazały, że dendryty pojedynczego neuronu wykonują “obliczenia”. Niektóre plany symulacji mózgu zakładają wykorzystanie osobnych, prostych i niewielkich procesorów dla każdego neuronu. Tymczasem tak prosta symulacja zaimplementowana w robocie wystarczyła by działał.

Oczywiście teraz należy czekać na dokładniejsze eksperymenty, robota który lepiej oddaje ciało nicienia umieszczonego w otoczeniu przypominającym jego naturalne środowisko. Wywołuje to jednak we mnie mieszankę trzech emocji. Ekscytacji, że to pierwszy kroczek na bardzo długiej drodze. Dreszczyku na myśl o tym co czeka nas na jej końcu. Oraz rozbawienia, że takie wyniki dostarcza otwarty projekt naukowy a nie amerykański BRAIN Initiative (planowany budżet 3 miliardy dolarów) czy europejski Human Brain Project (planowany budżet 1,91 miliarda euro).


Źródła:
A Worm’s Mind In A Lego Body
Wriggling worm is a breakthrough for artificial life
Strona projektu OpenWorm
TED: It’s time to question bio-engineering
Pojedyncze neurony mogą dokonywać obliczeń


sobota, 15 listopada 2014

Jestem depresyjnym realistą - wywiad z Peterem Wattsem

Petera Wattsa z polskimi czytelnikami wiąże szczególna relacja. Wydawcy z Niemiec i Rosji odrzucili Rozgwiazdę jako "zbyt mroczną", Polacy ją pokochali podobnie jak nagradzane Ślepowidzenie (napisane później a wydane wcześniej). Od tej pory Watts z pomocą Google-translate podgląda co o nim piszemy, a my wciąż wyglądamy kolejnych jego książek. Z niemałą pomocą udało mi się dotrzeć do Petera i zadać mu kilka pytań.


Czy nazwałbyś siebie pesymistą? A moze tytuł “Odtrutka na optymizm” to żart?

“Odtrutka na optymizm” to replika na zbiór Raya Bradbury’ego, “Lekarstwo na melancholię”. Myślę, że termin “pesymista” jest niesłusznie obciążony pewnymi skojarzeniami. Jako gatunek jesteśmy uwarunkowani do złudnego optymizmu wobec naszych szans - i to ma sens w Darwinowskim świecie, gdzie poprawna ocena naszych szans sprawiłaby, że większość z nas siadłaby na drodze w oczekiwaniu na ciężarówkę. Tylko ci z przypadkami klinicznej depresji zbliżają się do obiektywnej oceny rzeczywistości (aczkolwiek wydaje mi się, że obecnie politycznie poprawne to “realizm depresyjny”).

Osobiście, wydaje mi się, że jestem równie radośnie omamiony w kwestii moich możliwości jak każdy. Globalnie jednakże, jestem zdecydowanie realistą. A nie możesz być realistą w stosunku do współczesnego świata i nie być jednocześnie przygnębionym.


Może to zbyt wcześnie na takie pytanie, tuż po premierze Echopraksji, ale czy możesz nam powiedzieć, czego możemy się spodziewać? Wspominałeś [w posłowiu ostatniej książki] o techno-trillerze o biologu morskim. Czy to aktualne i zastanawiam się, czy planujesz jakiś temat przewodni jak świadomość w Ślepowidzeniu czy umysły-ule, działanie mózgu w Echopraksji?

Na ten moment planuję napisać Intelligent Design [Intelignenty Projekt] który, owszem, jest umieszczonym w bliskiej przyszłości technothrillerem o biologu morskim. W zasadzie to moja książka na szerszy rynek, zawieszam pisanie dla mądrych odbiorców staram się uderzyć do tych liczniejszych. Tematyka jest związana z tytułem. Myślę też nad współczesnym thrillerem obracającym się wokół motywu ukrywających się nieśmiertelnych.

Książkę lub dwie później, zamierzam napisać konkluzję do serii “Świadomości” [Consciousnundrum] rozpoczętej Ślepowidzeniem i Echopraksją. Od jakiejś godziny myślę, że zatytuuję ją Omniscience [Wszechwiedza]. (Jeśli ma to jakieś znaczenie, to jesteś drugą osobą po mnie, która poznała ten tytuł.)

Nie…

Jak ważna jest dla Ciebie wiarygodność naukowa? Twoje książki kończą się coraz to większymi bibliografiami, opisałeś z detalami βehemota, wampiry, wężydła i rzeczy z Echopraksji, których nie chciałbym zdradzać (Portia! Portia!). To nawyk, usprawiedliwienie “dziwnych elementów” twojej twórczości, sposób na wzbudzanie ciekawości?

Gdybym zabiegał o względy nowojorskiego wydawcy, powiedziałbym, że wiarygodność jest bardzo ważna i że te wszystkie dodatki to mój sposób na podzielenie się moją ciekawością i ekscytacją wobec fantastycznego świata w którym żyjemy. Powiedziałbym, że pochlebia mi, że tak wiele osób powiedziało mi, że prześledzili te odnośniki a w kilku przypadkach nawet napisali prace oparte o pomysły zawarte w moich książkach.

Gdybym był szczery, powiedziałbym, że naukowy rygor jest przeceniany. Niektóre z najbardziej wizjonerskich dzieł science fiction napisali ludzie, z niewielkim lub żadnym zapleczem naukowym (żeby wymienić dwóch: Delany i Gibson). Niewolnicza czołobitność wobec nauki XXI wieku, to negowanie, że czeka nas nauka XXII wieku. Wszystkie te moje odnośniki naukowe pod koniec książek, są też mechanizmem obronnym, który wykształciłem jeszcze w czasach uczelnianych, gdy ludzie pojawiali się na twoich środowych seminariach, tylko po to, by żeby czepiać się twoich badań. Innymi słowy to coś gdzie można odesłać krytyków, którzy powiedzą Daj spokój, to bzdura. (“Ah, tak? Powiedz to ekipie, która opublikowała to w Nature, dupku!”)

Przyznam też, że czasem cała ta wiarygodność naukowa kompletnie blokuje fabułę. Prawdopodobnie za bardzo się nad tym skupiam.


W Rozgwieździe nie wahałeś się przed używaniem określenia “potwór” przy opisach głębokomorskiego życia. Czy to pisarski trik, czy takie słowo pojawia się w głowie biologa morskiego, gdy bada niektóre z tych stworzeń?

To tylko trik. Dla biologa, “potwór” to coś zdeformowanego, coś co nie wygląda tak jak powinno. Ryby mezopelagiczne [żyjące 200-1000 metrów pod wodą] mogą wyglądać dziwnie, ale nie są potworami, wyglądają dokładnie tak jak powinny. Te w pobliżu Stacji Beebe, są jedynie większe niż powinny być.


Co najbardziej zaskoczyło Cię w badaniach nad morskim życiem? Czy jest coś, co wciąż Cię zdumiewa?

Życie mnie zdumiewa. Morskie życie jest tylko trochę bardziej obce od tego na co trafiamy na codzień. Aczkolwiek zdolność zmiany kształtu i umaszczenia przeciętnej ośmiornicy wciąż mnie zdumiewa.


Mówi się, że 90% oceanów nie zostało przebadane. Dla mnie brzmi to jak liczba wyciągnięta z dupy. Czy to jakaś dziwna, przesadzona statystyka, czy jest to usprawiedliwione?


Myślę, że to zależy od tego co rozumiesz przez “zbadane”. Po raz pierwszy usłyszałem to stwierdzenie w latach sześćdziesiątych i rozumiałem to tak, że “10%” to szelf kontynentalny. Innymi słowy mówili, że otchłań była całkowicie niezbadana. Ale to nie znaczy, że włóczyliśmy się po całym szelfie. Nawet dziś ludzka obecność tam to ułamek, ułamka procenta. Więc myślę, że ktokolwiek wpadł na pomysł z tymi 10% miał luźną definicję “badania”. Jeśli wykonałbyś mapy głębokości, opuścił kilka sond zasolenia, pobrał próbki, mógłbyś powiedzieć, że “zbadałeś” obszar.

Nawet w takim ujęciu, nie sądzę, że “zbadaliśmy” znaczną część oceanu. Ale co do skartografowania…. Sądzę, że marynarki większych państw mają mapy całego dna z dokładnością do co większych kamieni. Może ich nie odwiedzimy, ale wiemy gdzie są. A przynajmniej ktoś wie.


Więc… Czy powiedziałbyś, że powinniśmy badać oceany Ziemi a nie oceany Europy?

Nie powiedziałbym tego. Powiedziałbym, że powinniśmy badać oba - ale jeśli musimy wybrać jedno na kolejny okres rozliczeniowy, postawiłbym na ziemskie oceany. Rozsądnie byłoby wiedzieć jak najwięcej o czymś, czego używamy jako zlewu/sedesu od kilku ostatnich stuleci.

Zwróć uwagę, że niezbyt prawdopodobne, żebyśmy jakoś sensownie spożytkowali tę wiedzę.


Chciałbym przeczytać więcej podmorskiej prozy w wykonaniu Petera Wattsa. Jakie są na to szanse?

W Intelligent Design [Intelignentym Projekcie] będzie trochę podwodnej akcji z udziałem kałamarnicy kolosalnej. Oraz myślę, że książka prawdopodobnie rozpocznie się pojedynkiem między nurkiem a homarem.


Zawsze fascynowały mnie głowonogi. Czy mogę dostać super-inteligentne, zmienno-kształtne, głowonogi z umysłem-ulem w Twojej kolejnej książce?

Głowonogi, jasne. To już obiecałem. Nawet super-inteligentne. Ale nie przeginaj już ze zmiennokształtnym umysłem-ulem.


Czy uważasz, że Science Fiction ma jakąś konkretną misję? Edukować, spekulować, komentować? A może przede wszystkim chodzi o rozrywkę?

Zależy od pisarza. Osobiście lubię używać SF do eksperymentów myślowych, nie żeby “edukować” czytelnika, raczej by zaprosić ich do odkrycia jakiejś piaskownicy razem ze mną. Zatem pewnie zaliczam się do obozu spekulacyjnego. Ale znam ludzi, którzy zdecydowanie starają się edukować za pomocą fikcji i takich, którzy nie chcą nic więcej niż jedynie snuć ekscytujące opowieści. Obecnie, wydaje się, że powraca SF w roli politycznego komentarza, co jest świetne, jeśli potrafisz to zrobić bez tonu moralizatorskiego (Alice Sheldon/James Tiptree, Jr. była w tym naprawdę dobra).

To spory namiot, jest masa miejsca dla nas wszystkich.


Wkurza cię idea szczurzych neuronów na czipach?

Nie. Wydaje mi się, że są całkiem spoko.


Czy uważasz, że niektóre technologie są z natury złe?

Sądzę, że wszystko co nie jest stabilne na długą metę, a mimo tego jest wdrażane długoterminowo jest z natury złe. Ekonomiczne modele opierające się o nieustannym wzroście w systemie z ograniczonymi surowcami są złe. Ekonomia oparta o surowce kopalne, użyta inaczej niż tylko krótkie wsparcie na drodze do stabilnych źródeł energii jest zła. I tak dalej.

Cała reszta jest moralnie neutralna, z tego co widzę. Dobro/zło młotka, zależy od tego czy użyjesz go do budowania domu czy do rozbicia czyjejś czaszki. Broń nuklearna może zarówno zniszczyć świat jak i go uratować (zależy czy wycelujemy ją w siebie nawzajem czy w asteroidę na kursie kolizyjnym).


Czy ekscytują Cię jakieś nowe technologie?

Nieustannie rosnąca inwazyjność amerykańskiego państwa inwigilacyjnego. Coraz szersze wpychanie się amerykańskiego państwa inwigilacyjnego do naszych sypialni i w nasze odbyty. Dywanowe nagrywanie wszystkich naszych rozmów, transakcji, ruchów - ogromne serwerownie, miliony linii kodu, który obrobi wszystkie te informacje, tak by Obama mógł w dowolnej chwili sprawdzić kiedy wchodziłem na sexyvacuumcleaners.com. Uzbrojone drony, które mogą zabijać ludzi bez czołgania się przez ten cały szajs z nakazem/aresztowaniem/procesem.

Jak mógłbym się tym nie ekscytować?


Pokazałeś nam obcych, którzy są bardzo różni od nas. Co sądzisz o konwergencji w ewolucji? Życie ma tendencję do niezależnego znajdowania podobnych rozwiązań na tej planecie, więc jeśli jest życie na podobnej… Może jest tam ktoś, kogo moglibyśmy zrozumieć albo się z nim utożsamić.

To zdecydowanie możliwe. Spodziewałbym się, że zasady selekcji naturalnej działają w całym wszechświecie - trudno sobie wyobrazić, by mogło być inaczej - więc podobne warunki, mogłyby wykształcić co najmniej podobną biochemię i podobne sieci troficzne. Byłoby wiele dużych różnic: kończyny, organy czucia, wszystkie te rzeczy, które mogłyby sprawić, że obce życie wyglądałoby kompletnie szalenie dla ziemskich oczu - ale wciąż pozostałby ten imperatyw przetrwania, czy to przez replikację, czy samo-naprawę nieśmiertelnej ramy. Zawsze istniałaby potrzeba pozyskiwania materii i energii ze środowiska na potrzeby metabolizmu. Niektóre modele sugerują, że dowolny ekosystem wykształci pasożyty, więc pewne ekologiczne nisze mogą być nieuniknione. Te podobieństwa, mogłyby być wystarczające by jakoś zmniejszyć przepaść.

Ale nie wiązałbym z tym wielkich nadziei. My ludzie, nie jesteśmy nawet różnymi gatunkami, a spójrzmy jak ze sobą żyjemy…


Dzięki za rozmowę.