Parę dni temu odbył się “Neuralink live update” i mam wrażenie, że przeszedł bez wielkiego echa. Nie było tu nic wiekopomnego, ale trochę szkoda. Postanowiłem napisać dla Was skrót, zawierający to, co uznałem za najciekawsze.
Po pierwsze Noland Arbaugh dalej cieszy się swoim implantem. Może pamiętacie, bo to mocniej dotarło do mediów, że część z sond które umieszczono w jego mózgu wysunęły się, zmniejszając przepustowość łącza mózg-komputer o około połowę (w czasie konferencji jeden z mówców powiedział, że działa 15% połączeń, ale wydaje mi się, że to było przejęzyczenie). Mimo tego wciąż gra w gry komputerowe, wykonuje ćwiczenia na ekranie a nawet grał w Counter Strike’a (jak rozumiem do tego używa implantu w połączeniu z kontrolerem sterowanym językiem).
Odniesiono się do kwestii wysuniętych sond. Otóż w czasie zabiegów na mózgu neurochirurdzy regulują ilość CO2 we krwi by powiększyć lub zmniejszyć mózg. Z reguły obniżają jego stężenie by obkurczyć mózg. Skorzystanie z tego fenomenu sprawiło, że w mózgu pacjenta pojawiła się niewielka ilość dodatkowego powietrza i to mogło doprowadzić do poluzowania sond neuralinka. Plan jest taki, by w kolejnych zabiegach nie zmieniać stężenia CO2 lub wręcz je zwiększyć.
Ponadto kolejne zabiegi mają umieszczać sondy na różnej głębokości w mózgu i koncentrować się na fałdach kory mózgowej, tam gdzie może być więcej ciekawych danych/obszarów. W pierwszym pacjencie wszystkie sondy umieszczono na głębokości 3-4 milimetrów, następnym razem mają znaleźć się na głębokościach od 4 do 7 milimetrów. Panowie podkreślali, jak imponujące jest, że robot może wykonać taki zabieg bez uronienia kropli krwi na mózgu. (pod notką wrzucę link do mojego tekstu z 2020 roku, który pokazuje jak drobne są sondy i nici neuralinka).
Poza tym kolejne implanty mają być jeszcze lepiej zrównane z czaszką po obu stronach, co ma jeszcze bardziej zapewnić stabilność implantu. Uczestnicy powiedzieli też, że mózg ludzki, przez swój rozmiar, rusza się bardziej niż jakikolwiek inny obiekt zabiegu wcześniej. Powierzchnia mózgu ludzkiego może się przemieszczać aż o 3 milimetry względem robota chirurgicznego, w porównaniu do 0.7 mm u makaka, czy 1.4 mm u świni.
Potem Elon trochę popłynął mówiąc o dawaniu ludziom supermocy. Wyszło trochę Elonowo, mimo, że miał absolutną rację - Neuralink lub jego odpowiednik może w przyszłości zarówno przywrócić wzrok czy władzę w kończynach, ale może iść dalej. Jeśli będzie mógł przekazywać obraz do mózgu z pominięciem uszkodzonego nerwu wzrokowego to nic nie stoi na przeszkodzie, żeby oprócz światła widzialnego pozwolił widzieć w podczerwieni czy ultrafiolecie. Analogicznie można by podłączać posiadaczy implantu do różnych urządzeń itd.
Całość zakończyła sesja niezbyt porywających pytań.
Źródełko:
Nagranie z konferencji
Neuralink zmieni wszystko
niedziela, 1 września 2024
Neuralink - update 2024
wtorek, 2 stycznia 2024
Sztuczna Inteligencja robi to co my. Tylko lepiej.
Dziś może uda się krócej, bo w sumie nie będzie nic szczególnie nowego. Temat siedzi w głowie bo widzę, że kwestia kreatywności AI czy też modeli językowych wciąż jest mocno wałkowana. Ostatnio pewien youtuber, którego cenię, choć czasem mamy różne zdanie, stwierdził, że AI nie zastąpi twórców/artystów, bo sztukę tworzą umysły, bo dzieła sztuki wychodzą z duszy. Że nawet dobra książka AI będzie nieprawdziwa bo nie ma osoby autora z którą doznałby relacji. Brzmi to jak test Turinga z dodatkowymi krokami, a wiemy jak słabo tenże test się zestarzał.
Chodzi o to, że sztuka, książka, muzyka nie jest (według niektórych) jedynie przemieszaniem znanych nam elementów, ale wypływa z naszych doświadczeń i tego zabraknie algorytmowi/modelowi językowemu. Tyle, że przecież dokładnie tym jest doświadczenie autora - rzeczami, które poznał w pewnym określonym stanie i kontekście. To wyrafinowany generator liczb losowych, składający w sensowny sposób doświadczenia. Dlatego tak śliski jest zarzut, że AI dokonuje plagiatu, kiedy mieli i rekombinuje obrazy którymi karmiono model, skoro ludzki autor może robić to samo i naśladować nie tylko dany styl, czy to będzie impresjonizm czy manga, ale wręcz hołdować konkretnemu autorowi jak H. R. Giger. Myślę, że po prostu wystarczy badać dzieła AI pod względem praw autorskich tak samo jak wszystkie inne dzieła. Najlepiej tak, by ekspert nie wiedział, czy analizuje pracę człowieka czy maszyny.
Rozumiem natomiast obawy, że wytwory sztucznej inteligencji jaką widzimy dzisiaj będą grawitować w kierunku jednolitej papki. Jeśli nie będą się pojawiać nowe, ciekawe, oryginalne style, koncepcje itd, będzie to ciągłe losowanie tych samych klocków. Szczególnie, jeśli modele będą tuningowane pod komercyjne efekty, jeśli będą śrubowane pod maksymalizację zysków. Tylko wiecie co? To już się dzieje od lat. Bez udziału AI. Na przykład w przemyśle muzyki pop. To nie czcze dziadersowe marudzenie - analizy statystyczne pokazują, jak popularna muzyka robi się coraz bardziej jednolita. Zarówno w warstwie tekstu, tembru czy głośności wszystko zlewa się w całkiem jednolity krajobraz muzyczny.
Jeśli spojrzeć na filmowe uniwersum Marvela, można odnieść podobne wrażenie. Formuła niby teraz się wyczerpuje, ale przez około dekadę po tym jak się ukształtowała wycisnęła niemal trzydzieści miliardów dolarów z kieszeni entuzjastów kina. MCU to popularny cel szydery, ale przecież to samo (też bez udziału AI) robiły studia z horrorami, slasherami, komediami romantycznymi… Sztuczna Inteligencja robi i będzie robić to co my. Tylko lepiej.
Co pociesza? Że obok muzyki pop jest miejsce na mongolskie folk-metalowe zespoły, dark cabaret i inne eksperymenty muzyczne. Że obok MCU i Piły 10 jest miejsce na filmy pokroju Swiss Army Man czy The Grand Budapest Hotel. Myślę, że odpowiednio wprowadzane szumy pozwolą AI na to by czasem, wśród iluś niestrawnych bełtów wyrzuciła z siebie coś od czego może rozpocząć się nowy gatunek, coś co powieje świeżością i zainspiruje ludzi.
Cały czas sądzę, że widzę przejawy urażonej dumy. Dlatego wciąż powtarzam - w ludzkim mózgu nie ma nic magicznego. Jest fajowy, obłędnie skomplikowany, zdolny do niesamowitych rzeczy, ale to nie znaczy, że nie da się go podrobić, zreplikować, a nawet ulepszyć. Co więcej - te 89 miliardów neuronów nie zajmuje się tylko myśleniem. Myślenie to tylko wierzchołek góry lodowej. Mózg musi zajmować się też tymi mniej seksownymi rzeczami jak oddychanie, żonglowanie hormonami, utrzymywanie wyprostowanej pozycji, obrabianie urządzeń wejścia itd… nie obciążona tymi pierdołami sztuczna inteligencja przyszłości być może nie będzie nawet wymagać jakiegoś ekstremalnego hardware’u.
niedziela, 30 października 2022
SS#20 - Przestarzałe oczy
W 2011 roku dzięki firmie Second Sight niewidomi zaczęli widzieć. To oczywiście kolosalne uproszczenie. Second Sight nie jest jedyną ani pierwszą firmą, która działa na polu implantów wzrokowych. Ich bioniczne oko Argus (a później ulepszony, Argus II) nadawało się tylko ograniczonej grupy osób niewidomych, które utraciły wzrok w dość szczególnych okolicznościach (głównie przez zwyrodnienie siatkówki, musiały mieć działający nerw wzrokowy i korę wzrokową). No i wreszcie “zaczęli widzieć” znaczy zaczęli widzieć siatkę 60 pikseli generowaną przez komputer na podstawie obrazu z kamery w okularach.
Może wydawać się, że to mało, ale dla osoby która utraciła wzrok, może to zasadniczo zmienić życie. Pewien pacjent, Jeroen Perk, po operacji próbował nawet łucznictwa i narciarstwa. Barbara Campbell mogła się poruszać samodzielnie po tłocznym Nowym Jorku. Przez cztery lata cieszyła się “nowym wzrokiem”, aż nagle znów zapadła ciemność…
Od 2020 Argus nie jest rozwijany ani produkowany. Od 2022 w zasadzie nie jest również wspierany, choć ponad 300 osób korzysta z tego bionicznego oka. Kłopoty zaczęły się w okresie pandemii, firma Second Sight stanęła na krawędzi bankructwa, nastąpiły masowe zwolnienia. Jako, że zarówno ich soft- i hardware jest unikalny, brak wsparcia, oznacza, że jeśli coś się zepsuje, to pacjent jest praktycznie bez szans.
Choć cała sytuacja to horror z cyberpunkowej dystopii, nie chcę zbyt mocno krytykować firmy. Chciałbym żebyśmy w miarę chłodno przyjęli to jako studium przypadku, nie jako łatwą okazję do znęcania się nad “bezduszną korporacją”. Nawiasem mówiąc, czy gdyby pacjenci zostali mocniej powiadomieni o potencjalnych kłopotach nie zdecydowaliby się na taką szansę? Wątpię. Sądzę wręcz, że zostali dokładnie poinformowali a legalnie wszystko jest tip-top, bo celowo z opisaniem tej historii chciałem chwilę poczekać (zrobiło się pół roku), żeby śledzić dalszy ciąg. Temat wypłynął w lutym, do dziś nie wiadomo o jakimkolwiek pozwie. Niestety nie słychać również dobrych wieści dla pacjentów.
Aries Arditi, pracujący nad Argusem II wspomina, że pacjenci, którzy utracili wzrok często mają desperacką nadzieję na cokolwiek co może im pomóc i są gotowi spróbować wszystkiego. A Second Sight nie oszukiwała, tylko pracowała nad przełomową, nowatorską technologią. I odniosła niemałe sukcesy. Firma wciąż istnieje, jest w kiepskiej sytuacji finansowej i w powietrzu wisi fuzja z Nano Precision Medical (firma biofarmaceutyczna). Tak czy inaczej projekt Argus nie jest kontynuowany. Obecnie pracują nad Orionem, który w ogóle omija oko i umieszczony jest na korze wzrokowej, co potencjalnie zwiększa zasięg terapii na osoby z uszkodzonym nerwem wzrokowym i innymi dolegliwościami. Wstępne wyniki są zachęcające, więc pojawiły się ostatnio nowe źródła funduszy, jednak ograniczone do nowego implantu.
Mam nadzieję, że historia Argusa, nie zostanie zapomniana. Zresztą to historia, która wciąż trwa. Generalny wydźwięk jest taki - to fantastyczna technologia, ale fatalna firma. Nie wszyscy pacjenci byli zachwyceni wynikami. Jak każda procedura medyczna i tu nie brak efektów ubocznych, dość częstym jest poczucie “dizzyness” (zawroty głowy lub oszołomienie). Niektórzy pacjenci wspominają, że obiecywano im kolejne etapy i rozwój technologii… 250 pikseli, widzenie kolorowe… Obecnie mają prawo czuć rozgoryczenie, nie wspominając o potencjalnych problemach ze skanami MRI, kłopotami z ewentualnym usunięciem ciała obcego itd… Inni jednak od lat cieszą się większą samodzielnością i choćby namiastką wzroku.
Jeroen Perk, nasz narciarz/łucznik, to wyjątkowy szczęściarz, jego VPU (visual processing unit, takie pudełko które przerabia obraz z kamery w okularach na sygnał do 60 elektrod umieszczonych na siatkówce) upadł i strzaskał się. Ostatecznie miał ogrom szczęścia bo dotarł do byłego pacjenta, który zrezygnował z używania implantu i chętnie oddał mu swoją VPU. Perk do dziś cieszy się bionicznym wzrokiem.
Warto mieć świadomość, że mimo kłopotów Second Sight odniosło sukces, gdzie masa innych startupów poległa. Może cała ta historia sprawi, że wkład Argusa nie ograniczy się do pchnięcia technologii do przodu i poprawy życia garści ludzi. Może pomoże również lepiej dbać o sytuację pacjentów eksperymentalnych technologii tego typu. Firma Neuralink powstała długo przed problemami Second Sight, jednak od początku planowali, że ich implanty mają być mało inwazyjne i usuwalne. Bo elektronika nie tylko potrafi się psuć, ale przede wszystkim może się starzeć. Więc perspektywa wymiany na nowszy, lepszy model czy po prostu usunięcia, wydaje się być kluczowa.
Źródła:
Their bionic eyes are now obsolete and unsupported
Teksty o Neuralinku na Węglowym
sobota, 1 października 2022
Tesla AI Day 2022
Wczoraj odbył się tegoroczny Tesla’s AI Day. Z założenia jest to event rekrutacyjny i bardzo techniczny, ale i tak było tam dużo rzeczy interesujących dla “zwykłych technoentuzjastów”. Poniżej mój mały skrót co ciekawszych elementów.
Gwiazdą programu był oczywiście Optimus, jak nazywają teraz zapowiadanego rok temu humanoidalnego Tesla Bota. Wówczas zaprezentowano rendery i tańczącego kolesia w spandexowym stroju. Tym razem na scenę chwiejnym krokiem wszedł prawdziwy robot. Oczywiście nie ma sprawności jak cuda z Boston Dynamics. Ale jak na rok pracy (deklarują wręcz 6-8 miesięcy) jest to imponujące. Wyglądający dość siermiężnie prototyp przeszedł kilka kroków i trochę się pogibał. Wykonał to na wewnętrznym zasilaniu i bez zabezpieczeń.
Później pokazano trochę nagrań z wyczynów robota w bardziej kontrolowanych warunkach. Pokazano jak przenosi pudełka i podnosi konewkę, manipuluje przedmiotami. W pierwszej chwili wydawało mi się, że wręcz podlewa coś (co byłoby niesamowite bo panowanie nad przedmiotem wewnątrz którego jest płyn, który zmienia wagę to naprawdę spory wyczyn) ale raczej było to tylko markowane. Kilka ujęć “z oczu” robota pokazało jak zaadaptowano rozwiązania z samochodów Tesli.
Ten Optimus wykonany został z dostępnych komercyjnie komponentów, siłowników itd. Pokazano również kolejny model, który skonstruowano już całkowicie in-house z elementów zbudowanych przez Teslę, nie był jednak jeszcze gotowy do samodzielnego spaceru. Prezentował się jednak już lepiej. Co może najistotniejsze, Tesla koncentruje się na tym, żeby projektować go z myślą o masowej produkcji i szerokiej użyteczności.
Optimus nie ma być niedorzecznie zaawansowany i zdolny do najbardziej wymyślnych rzeczy. Ma być przydatny do wykonywania niebezpiecznych dla ludzi, powtarzalnych i nudnych zadań. Ma też kosztować mniej niż samochód Tesli. Musk strzelił ceną poniżej $20 000, ale nie sądzę, żeby ktoś traktował to poważnie. Wiecie może oprócz Elon Time, potrzebujemy jeszcze Elon Price. Jeśli jednak będzie tańszy od samochodu, to naprawdę może nieźle namieszać.
2,3 kilowatogodzinowa bateria w torsie robota ma starczyć na cały dzień pracy. Fascynujące, ciekaw jestem czy prawdziwe. Tematem, który chętnie pomijają twórcy SF jest zasilanie różnych futurystycznych gadżetów. Dla porównania - Spot od Boston Dynamics może działać około półtorej godziny na wewnętrznej baterii. Jeśli zatem docelowy model Optimusa pociągnie choćby 8 godzin na swojej baterii, to już będzie niesamowite.
Przechodząc do samochodów… Od zeszłego roku przeszli od 2000 użytkowników z betą Full Self Driving do 160 000 użytkowników. Opowiedzieli sporo o technikaliach działania i ulepszania AI prowadzącej samochody.
Przyszedł też czas na hardware. Rok temu pokazali “training tile” (zostawię na dole strzałkę do mojego zeszłorocznego podsumowania), teraz pokazali “Dojo cabin”, czyli szafkę tworzącą superkomputer. Połączenie określonej liczby takich szafek ma stworzyć ExaPoda, czyli monstrum o mocy obliczeniowej ponad jednego EksaFLOPa, czyli 10^18 (tryliona) operacji na sekundę.
Tyle z grubsza. Często podkreślano, że Tesla to nie “car company” tylko “tech company”. I chyba ciężko z tym polemizować, nawet jeśli instynktownie myślimy o samochodach.
Pełne nagranie eventu
Moje podsumowanie zeszłorocznego Tesla AI Day
sobota, 21 sierpnia 2021
Podsumowanie "Tesla AI day"
W piątek miał miejsce “Tesla AI day”. Jego najgłośniejszym elementem była zapowiedź humanoidalnego robota. Trochę szkoda, bo w przeciwieństwie do większości ponad dwugodzinnego wydarzenia, istnieje on w zasadzie tylko na papierze, a reszta prezentacji traktowała o realnych dokonaniach i działaniach firmy.
Andrej Karpathy rozpoczął fragment poświęcony obróbce obrazu. Mówił, że to trochę jak budowa syntetycznego zwierzęcia od podstaw. Konkretnie chodzi o konstrukcję syntetycznej kory wzrokowej. To co może brzmieć prosto ale było dużym wyzwaniem, jest korzystanie z feedu z wielu kamer w jednej sieci neuronowej. Innymi słowy autopilot Tesli wpierw łączy dane z wielu kamer a dopiero później ma miejsce detekcja obiektów. Może wydawać się oczywiste, ale do tej pory trend był taki, że obraz z każdej kamery był procesowany osobno i dopiero potem łączony w model świata zewnętrznego dla maszyny.
Kolejny duży i ciekawy fragment poświęcono architekturze komputera do nauki AI. W całości jest on zaprojektowany przez ekipę Tesli. W ogóle dość ciekawe, że Tesla robi i projektuje własną elektronikę. Ganesh Venkataramanan przeprowadził publiczność przez ich projekt od niemal najniższego poziomu.
Rozmiar podstawowego węzła obliczeniowego wyznaczono na podstawie tego jak daleko fizycznie jest w stanie dotrzeć sygnał w czasie jednego cyklu procesora a następnie obszar tej wielkości wypełniono elektroniką tworząc jednostkę o mocy obliczeniowej jednego TFLOPa (1012 operacji na sekundę). Jednostki te można łączyć dowolnie w płaszczyźnie. Robiąc właśnie to, tesla zrobiła plaster 354 takich “training nodes” i otoczyła je szyną wyjścia/wejścia (4TB/s). Tak wygląda “D1 Chip” z którego wyciskają 362 TFLOPy. Następnie z kolei połączyli 25 takich w “training tile” o mocy 9 PFLOPsów. To już zrobili. Jaki jast dalszy plan Tesli? Zbudować “ExaPoda” - superkomputer skonstruowany z 120 takich “uczących się kafelków”, o mocy jednego EksaFLOPa, czyli 1018 (tryliona) operacji na sekundę.
Pod względem mocy obliczeniowej byłaby to najsilniejsza maszyna na świecie. Obecnym liderem jest japoński Fugaku o mocy 500 PFLOPów, przy czym warto zwrócić uwagę, że wystarczy 40 PFLOPów żeby załapać się do górnej dziesiątki. ExaPod jest planowanym komputerem, ale pierwszy kafelek został już wyprodukowany i przetestowany, i już to stawia go w górnej setce. Ganesh Venkataramanan trzymał w rękach kafelek o mocy przekraczającej możliwości Poznańskiego Altaira (znajdującego się na 116 miejscu najmocniejszych superkomputerów na świecie). Daje to pewne poczucie skali. Aczkolwiek nie wiem czy ExaPod będzie pasował do tych rankingów, jako komputer dedykowany do nauczania sieci neuronowych.
Teraz możemy przejść do trzeciej, najbardziej medialnej części Tesla AI day. Prezentacja humanoidalnego robota zaczęła się od krótkiej animacji i... tanecznego występu faceta przebranego za robota. Nie będę opisywał poziomu mojego zażenowania, z ratunkiem przybył chyba podobnie zażenowany Elon, który w trakcie podziękował tańczącemu i wkroczył z również trochę obciachowym omówieniem planu Tesli by zbudować w pełni humanoidalnego robota.
Pomijając żarty o tym, że ma być bezpieczny ale na wszelki wypadek powinien być wolniejszy i słabszy od człowieka, intencje brzmią całkiem serio. I okoliczności też wydają się stosowne. W końcu cała ta prezentacja, może była nakierowana na AI do prowadzenia samochodu, ale biorąc pod uwagę stopień ogólności tych rozwiązań, dość oczywiste jest, że przeniesienie ich z kierownicy, gazu i hamulca na robota przypominającego człowieka powinno być naturalnym krokiem.
Biorąc pod uwagę to co robi Boston Dynamics, jak funkcjonuje Watson, jak sprawne stają się autonomiczne samochody, działające w oparciu o wizualne dane, można stwierdzić, że w zasadzie wszystkie elementy są już gotowe, “tylko” trzeba je połączyć. Tesla-boty (nie wiem czy dobrze zrozumiałem, ale ich robocza nazwa to “Optymista”) mają wykonywać prace nudne, powtarzalne i niebezpieczne. Idea jest taka, że z czasem będą w stanie poruszać się w ludzkim świecie, rozumieć polecenia słowne i robić wszystko to co ludzie. Elon stwierdził też, że w przyszłości praca fizyczna będzie wyborem i że uważa bezwarunkowy dochód podstawowy za równie nieunikniony.
Całość zakończyła długa seria całkiem sensownych pytań od publiki.
Całośc wydarzenia na youtube: www.youtube.com/watch?v=j0z4FweCy4M
sobota, 10 kwietnia 2021
Ingenuity, cyber-małpa, fart w kosmosie i tłum na ISS
9 kwietnia 2021 był niezwykłym dniem. Postaram się jak najkrócej opisać dlaczego.
Ingenuity
Marsjański dron załopotał swoimi wirnikami. To jeszcze nie pora na lot, więc rozpędził je tylko na chwilę prędkości zaledwie 50 obrotów na minutę. To jeden z ostatnich sprawdzianów przed lotem, który ma się odbyć w niedzielę. W związku z tym dostaliśmy ładny urywek nagrania z łazika Perseverance i już wiemy na co mniej więcej możemy liczyć w trakcie konferencji prasowej, która odbędzie się w poniedziałek 12 kwietnia o 9:30 czasu polskiego.
Neuralink
W nawale wrażeń kompletnie zgubił się film od Neuralinka. Prezentuje on makaka, któremu wszczepiono neuralinka w okolicy kory ruchowej. Małpkę wyszkolono w co najmniej dwóch grach z joystickiem - pongu i przesuwaniu kursora na oznaczone pole. Pager jest wynagradzany bananowym smoothie za poprawną grę. Feed na żywo z mózgu małpy pozwolił zidentyfikować jaka aktywność kory ma się do tego jak steruje grą.
Następnym etapem jest odłączenie joysticka i połączenie gry z przeprocesowanym sygnałem bezpośrednio z mózgu małpy. MindPong to prawdopodobnie to o czym bez uzgodnienia z współpracownikami wspominał Elon Musk na konferencji z połowie 2019.
Z czasem ta technologia może znacznie polepszyć życie wielu ludzi dotkniętych niepełnosprawnościami.
Bliska kolizja
Niewiele brakowało a wczorajszy dzień mógł być początkiem smutnego okresu w podboju kosmosu. Istniała wysoka, jak na kosmiczne standardy, dwudziestoprocentowa szansa, że drugi stopień rakiety Kosmos 3M wystrzelonej w 1981 zderzy się ze starym satelitą meteorologicznym z 1978 roku. Do zderzenia doszło by z prędkością ok 14 kilometrów na sekundę.
Gdyby do niego doszło, powstałyby potencjalnie miliony odłamków, które rozciągnęły by się w dwóch pasach oplatających Ziemię, które mogłyby powodować kolejne kolizje. Kaskada takich zderzeń zamknęłaby kosmos dla nas. Mieliśmy szczęście. Nie po raz pierwszy.
Syndrom Kesslera jest realnym zagrożeniem. W 2008 zbliżyliśmy się do niego bardziej gdy Iridium 33 i Kosmos-2251 zderzyły się na orbicie. Odłamki z tej kolizji wciąż krążą choć istotna ich część spłonęła w atmosferze w ciągu minionej dekady.
Są pewne pomysły na czyszczenie orbity, ale póki co nikt się nie kwapi, żeby rzeczywiście to robić. Pomysły to łapanie kosmicznych śmieci w siatkę i ciągnięcie tak by spłonęły w atmosferze, doczepianie od nich żagli słonecznych, by zwolniły i spłonęły w atmosferze i strzelanie w nie laserem tak by je zwolnić, by spłonęły w atmosferze.
Dziesięć osób na ISS
Wczoraj również miał miejsce start i dokowanie kapsuły Soyuz z ISS. W związku z tym na stacji kosmicznej znajduje się obecnie aż dziesięć osób. Sergey Ryzhikov, Sergey Kud-Sverchkov, Kathleen Rubins przylecieli Soyuzem “Favor”. Michael Hopkins, Victor Glover, Soichi Noguchi, Shannon Walker przylecieli na pokładzie Dragona SpaceX (pierwszy komercyjny i “operacyjny” lot załogowy w kosmos, poprzedni był misją “demo”). No i wreszcie Oleg Novitsky, Pyotr Dubrov, Mark T. Vande Hei dołączyli wczoraj na pokłądzie Soyuza “Gagarin” (w poniedziałek 12 kwietnia będzie sześćdziesiąta rocznica wysłania pierwszego człowieka w kosmos).
NASA JPL (zapowiedź konferencji Ingenuity)
Neuralink (Mind Pong)
EU Space Surveillance and Tracking (Potwierdzenie, że nie doszło do kolizji)
Everything SpaceX (Tłumek na ISS)
sobota, 29 sierpnia 2020
Neuralink - podsumowanie prezentacji 2020
17 lipca 2019 roku odbyła się pierwsza prezentacja Neuralinka. Opisałem ją tutaj. Dziś w nocy przekonaliśmy się czego dokonała firma w ciągu ostatnich trzynastu miesięcy.
- Tak jak rok temu Elon stwierdził, że celem tej prezentacji jest zwabienie talentów do firmy.
- Na ten moment misją Neuralinka jest rozwiązywanie problemów z rdzeniem i mózgiem, w tym: Utrata pamięci, utrata słuchu, utrata wzroku, paraliż, depresja, bezsenność, ekstremalny ból, padaczka, zaburzenia lękowe, uzależnienia, udar, uszkodzenia mózgu
- Podkreślił, że znacznie bardziej toporne i prymitywne urządzenia poprawiły życie ponad 150 tysięcy ludzi.
- W przeciwieństwie do 2019 roku, obecnie “The Link” jest pojedynczym elementem zastępującym kawałek czaszki. Bez przewodu idącego do baterii/portu za uchem. Niewidoczny dla postronnych.
- Obecny model urządzenia posiada 1024 kanały, wymiary to 23x8mm, montowany “na równo” z czaszką. Posiada szereg urządzeń telemetrycznych - mierzy temperaturę, ciśnienie, posiada 6-osiowy IMU (inertial measurement unit), jest bezprzewodowy i ładowany indukcyjnie, całkowicie bezprzewodowy, posiada megabitową prędkość łącza.
- Chcą by implant Neuralinka mógł być wszczepiony w ciągu godziny, by pacjent mógł opuścić szpital tego samego dnia, wszystko bez znieczulenia ogólnego.
- Zaprezentował też robota, który miałby wykonać zabieg w całości - od nacięcia skalpu, otwarcia czaszki przez montaż sond, do zamknięcia rany. Robot był już używany, zabieg na mózgu jest bezkrwawy (!) - sondy są tak małe, że nie naruszają naczyń w mózgu.
- Elon przedstawił trzy świnki. Zdumiewające jak dużo chichotania wywoływały u miliardera.
- Joyce nie ma implantu. Zwykła świnka.
- Dorothy miała implant, ale został usunięty. To pokazało, że implant można usunąć bez szkody dla pacjenta.
- Virgil miał tremę i trzeba było poczekać zanim wyszedł do widowni. Kubełek z jedzeniem pomógł. Zaprezentowano feed na żywo z implantu. Według Elona były to sygnały czuciowe (węchowe) z ryjka Virgila.
- Wszystkie świnki wyglądały na zdrowe, można było dojrzeć bliznę ale nie widziałem zarysu implantu w czaszce.
- Kilku świnkom wszczepiono więcej niż jeden Neuralink.
- Na podstawie odczytów z Neuralinka z bardzo dobrą dokładnością można było przewidywać pozycje kończyn świnek (co jest elementem przywracania sprawności sparaliżowanym)
- Udało się też stymulować neurony za pomocą neuralinkowych nici.
- Każdy z 1024 kanałów może zarówno rejestrować aktywność neuronów i je stymulować.
- Urządzenie może działać cały dzień i naładować się w pełni w ciągu nocy. Zasięg 5-10 metrów.
- Neuralink otrzymał status “Breakthrough Device” od FDA w lipcu. Przyznaje się go urządzeniom, które w czasie testów przedklinicznych pokazały wielki potencjał do leczenia lub ulepszania istniejących terapii. Przyspiesza i ułatwia postęp prac nad terapiami tak by te szczególnie obiecujące mogły wcześniej pomóc ludziom.
Mój komentarz? Fenomenalny rozwój w ciągu roku. Pamiętajmy, że sondy wciąż są znacznie większe niż pojedynczy neuron. Niezwykle istotne jest to, że pokazano, iż można bezpiecznie usunąć urządzenie. Elektronika nie tylko potrafi się psuć, ale przede wszystkim może się starzeć. Więc perspektywa wymiany na nowszy, lepszy model, jest kusząca. Tym bardziej ważne jest, że Neuralink nie jest “wyrokiem”. Imponuje, że już teraz, na tak wczesnym etapie można dokonywać zabiegu bez ranienia mózgu.
Na krótką metę potencjał jest cudowny - leczenie niezwykle doskwierających dolegliwości. Na długą metę, potencjał jest nieograniczony.
Link do prezentacji: https://www.youtube.com/watch?v=DVvmgjBL74w
czwartek, 14 maja 2020
Neuralink zmieni wszystko
Obejrzałem ostatnio najnowszą rozmowę Joe Rogana z Elonem Muskiem. Nie będę ściemniał, po ostatnich wynurzeniach Elona na twitterze, po tym jak jego noworodek przebił siłę większości moich haseł, trochę bałem się tej rozmowy. Nie obyło się bez dwóch niespodzianek. Najważniejsza jest taka, że Elon jeszcze nie zwariował. Druga jest taka, że rozmowa ominęła niemal całkowicie kosmos a skupiła się na mózgu.
Impulsem do napisania notki był szok i niedowierzanie Rogana około 20tej minuty. Rogan może nie być ekspertem, ale to rozsądny i niegłupi człowiek, nawet jeśli nie zawsze się z nim zgadzam. Pomyślałem, że może warto napisać kilka słów o potencjale Neuralinka i interferjsów mózg-komputer (BMI) w ogóle.
Początkowym celem będzie pomoc ludziom z pewnymi ograniczeniami - przywracanie sprawności sparaliżowanym, wzroku niewidomym itd. Jeśli paraliż polega na przerwaniu nerwów gdzieś między mózgiem a kończyną (kończynami) to jeśli będziemy w stanie odczytywać w czasie rzeczywistym sygnały z neuronów znajdujących się na wąskim pasku naszego mózgu, na granicy płata czołowego i ciemieniowego, czyli w tak zwanej korze ruchowej, a następnie pobudzać nerwy w tych kończynach, możemy przywrócić sprawność pacjentowi. Jeśli połączenie będzie dwustronne, umożliwi również czucie. Analogicznie można by pomóc osobie z uszkodzonym nerwem wzrokowym - kora wzrokowa kryje się na potylicy zasada dokładnie tak sama.
To zdumiewająca i wspaniała perspektywa, ale to tylko drobna próbka możliwości BMI (Brain-Machine Interfaces, interfejsów mózg-komputer). To tak jakby powiedzieć, że komputery pozwalają na szybkie obliczanie wielkich liczb. To przecież jedynie ułamek ich możliwości…
Nasze mózgu ewoluowały “od środka do zewnątrz”. Takie uproszczenie pewnie wywołuje palpitacje u neurologów, ale może mi wybaczą... Najgłębiej w czaszce mamy tak zwany pień mózgu, który dba o to, żebyśmy oddychali, utrzymywali postawę, reguluje ciśnienie tętnicze, temperaturę, niektóre odruchy, odpowiada za przemianę materii itd. Wokół znajduje się układ limbiczny odpowiadający za emocje, motywację, strach, przyjemność i tak dalej. A już tak całkiem na wierzchu znajduje się kora mózgowa, która pozwala nam świadomie poruszać się, odbierać bodźce zmysłowe, a jej płat czołowy umożliwia nam myślenie, kombinowanie, planowanie i rysowanie komiksów o dziobakach.
Można powiedzieć, że już i tak jesteśmy cyborgami, korzystającymi z magicznych gadżetów, które dają dostęp do innych ludzi, wiedzy naszej cywilizacji, pomagają orientować się w terenie, zamawiać pizzę, skarpetki z dinozaurami, obrażać innych w internecie, wpisywać objawy chorób w google, oglądać netflixa itd. Ale interfejs między człowiekiem a jego cyber-rozszerzeniem jest bardzo, ale to bardzo lichy. Śmiganie kciukiem po ekranie, gadanie, czytanie i słuchanie… Obok widzicie obrazek Wait But Why, którego artykuł o Neuralinku opisuje to wszystkie sto razy lepiej niż ja (a jest tylko z 25 razy dłuższy). Radykalny pomysł Neuralinka jest taki - najwyższa pora na to, żeby mózg dostał kolejną warstwę.
Podstawową funkcją takiego interfejsu może być przywracanie lub naprawianie pewnych funkcji, które są dla nas naturalne. O tym napisałem na początku i już to wystarczyło by zszokować rozmówcę Muska. Warto przypomnieć, że takie rzeczy robimy już od lat - implanty ślimakowe odbierają dźwięki za pomocą elektroniki a następnie za pomocą elektrod stymulują nerwy słuchowe osób niesłyszących. Implanty DBS (deep-brain stimulation) pomagają chorym na Parkinsona, cierpiącym na OCD i epilepsję, dzięki elektrodom umieszczonym głęboko w mózgu i pobudzającym elektrycznie neurony.
Jeszcze daleka droga do tak drobnych elektrod by rejestrowały i pobudzały pojedyncze neurony. Mimo to wygląda na to, że Neuralink już wykonał skok dla całej dziedziny. Oprócz grafiki powyżej polecam wam lekturę mojego poprzedniego wpisu o Neuralinku. Czekam niecierpliwie na pierwsze wyniki działania ich “nici”. To raczkujący transhumanizm. Jak wspomniałem w poprzednim akapicie, prymitywne BMI już poprawiają życia ludzi. Nie potrafimy sobie nawet wyobrazić jakie możliwości będą oferować zaawansowane wersje.
Tytuł notki zainspirowany jest filmem Kurzgesagt “Genetic engineering will change everything”. W przypadku inżynierii genetycznej jesteśmy kilka kroków do przodu, ale obie dziedziny idą w tym samym kierunku - obie są na granicy stania się technologiami informatycznymi. Inżynieria genetyczna w zasadzie już nią jest. Potrafimy sekwencjonować DNA, możemy je również syntetyzować “literka po literce” (czytaj - zasada po zasadzie) i wycinać oraz wklejać w praktycznie dowolne miejsce nici genetycznej (CRISPR/Cas9). Narzędzia nie są jeszcze doskonałe, ale już dają nam wielką swobodę. Jest jednak cała masa dodatkowych utrudnień - ekspresja genów, złożoność procesów biologicznych - komórka i machina genetyczna to piekielnie skomplikowana rzecz.
Na tym tle mózg może okazać się w pewnym sensie prostszy. Gdy narzędzia będą dostatecznie zminiaturyzowane będzie tylko odczyt aktywności neuronów i stymulowanie jej. Będzie można w zasadzie zmieniać, leczyć i wykorzystywać dowolne funkcje mózgu. To jak wykorzystamy jedynki i zera będzie zależeć od nas. SMSowanie i kierowanie samochodem bez użycia rąk to pikuś. Porównując BMI do komputerów, możemy powiedzieć, że jesteśmy pomiędzy telegramem a prymitywnym telefonem. No może jesteśmy na etapie komputera ENIAC… W każdym Pac Man i komputer nawigacyjny Apollo są dopiero przed nami. Że nie wspomnę o tomografii, GPS, Google, modelowaniu komputerowym optymalizacjach, smartfonach itd.
Widząc pierwszy komputer można było się domyslić, że zastąpi on armię ludzi z kalkulatorami (excel), ale kto mógł wymyślić te wszystkie zastosowania, które otaczają nas każdego dnia i są częścią niemal każdej dziedziny życia? W zasadzie każda technologia informatyczna ma potencjał do wykładniczego rozwoju.
Dlatego tak bardzo podziałało na mnie zdumienie Joe Rogana na informację o potencjalnych leczniczych możliwościach. Tu nawet nie chodzi o granie na komputerze mózgiem czy wirtualną rzeczywistość, czy klimatyzację, która się włącza kiedy jest nam gorąco. Nie o gasnące światła, kiedy jest dla nas za jasno.
Neuralink to świat, gdzie kładąc się spać wydajesz polecenie - uśpij mnie na siedem godzin. Gdzie można nagrywać i przesyłać sny znajomym. Świat gdzie jedną myślą decydujesz, że od dzisiaj jarmuż smakuje jak lody pistacjowe a brokuły jak ser żółty. To zatarcie granicy gdzie kończę się “ja” a zaczyna świat dookoła.
Tak wiem, to straszne i przerażające. Ciekawe jak zareagowaliby John Mauchly i J. Presper Eckert (twórcy ENIACA) gdyby im powiedzieć jak bardzo zależni od komputerów będziemy za 70 lat.
Źródła:
Wait but why - Najlepszy tekst o Neuralinku (długi)
Mój poprzedni wpis o Neuralinku
Rozmowa Rogan-Musk (najnowsza)
środa, 17 lipca 2019
Neuralink - podsumowanie konferencji
* Elon stwierdził, że głównym celem tej konferencji była rekrutacja. Neuralink ma przed sobą długą i trudną drogę i chce na niej mieć najlepsze umysły.
* Interfejs w postaci sieci małych elektrod ma być umieszczany na powierzchni mózgu za pomocą robota działającego podobnie do maszyny do szycia.
* Wstępnie procedura miałaby polegać na wywierceniu w czaszce otworu o średnicy 8mm tak by maszyna mogła nałożyć implant. Docelowo Elon chciałby, żeby dziurki były nieporównywalnie węższe i wykonywane przez laser. Marzy mu się, by procedura była kiedyś odpowiednikiem laserowej korekty wzroku - standardem o małej inwazyjności. Na ten moment dziurkę “zatyka się” sensorami.
* Zaznacza jednak, że oczywiście na początku celem Neuralinka są osoby z różnymi dolegliwościami - głównie sparaliżowane. Takie które z racji na swoje problemy chcą podjąć się takiej procedury, by polepszyć swój komfort życia.
* Wiadomo było, że neuralink pracował ze szczurami, nawet zaprezentowano fotki szczura, któremu zaimplementowano 3072 sondy. Elon jednak odpalił niewielką wyraźnie niezaplanowaną bombkę, kiedy powiedział, że to “delikatny temat”, ale “małpa była w stanie kontrolować komputer swoim mózgiem”. Detali nie znamy. Wiemy, że Neuralink stara się obecnie o zgodę FDA na badania na ludziach i można liczyć, że pierwsze próby odbędą się jeszcze przed końcem 2020 roku.
* Dwie części prezentacji były poświęcone elektronice. Były szalenie imponujące - miniaturyzacja, niesamowicie mały pobór energii, dokładność odczytu… Oczywiście sensory w dalszym ciągu są znacznie większe od neuronów, ale według mózgów prowadzących prezentację, powinno być możliwe, by rozróżnić “spikes”, czyli sygnały aktywacji pojedynczych neuronów.
* Co chyba najciekawsze (przynajmniej w kontekście elektroniki), jeśli idzie o tempo działania, odczyt, odsianie szumu, konwersja sygnału analogowego na cyfrowy - wszystko to działa szybciej niż reakcje chemiczne w mózgu. Więc nawet jeśli jeszcze nie mamy idealnej rozdzielczości, to elektronika spokojnie może nadążać w czasie rzeczywistym za mózgiem.
* Co z tymi danymi? Przesłane do niewielkiego urządzenia zaimplantowanego za uchem mogą być przekazywane za pomocą BlueTooth do telefonu lub komputera. Odpowiednio obrobione mogą pozwolić na… cóż wszystko. Poruszanie protezą, stymulowanie nerwów za zerwanym rdzeniem kręgowym, obsługa komputera… Czas pokaże, ale możliwości wydają się nieograniczone. Od przywracania wzroku niewidomym, do wgrywania umiejętności rodem z matrixa.
* Podoba mi się, że kolejni naukowcy podkreślali, że Neuralink nie wyskoczył jak dżin z butelki, tylko że to efekt ponad stulecia neurologii.
Nagranie z konferencji
Strona Neuralink
Relacja The Verge
Relacja Bloomberga
Podoba Ci się to co robię? Wpłyń na rozwój strony i zostań patronem Węglowego.
sobota, 19 grudnia 2015
OpenAI: komentarz prof. Tadeusiewicza
Teraz, między innymi dzięki finansowaniu Elona Muska, powstała organizacja non-profit OpenAI. Jej celem jest rozwijanie AI w taki sposób, by jak najbardziej przysłużyła się całej ludzkości. Tęgie umysły mają prowadzić badania w kierunku “bezpiecznej AI” i udostępniać swoje wyniki, oraz osiągnięcia i ewentualne patenty całemu światu za darmo.
Z tej okazji zwróciłem się do biocybernetyka, profesora Ryszarda Tadeusiewicza o kilka słów komentarza. To już drugi raz, kiedy Profesor gości na łamach Węglowego:
Panie Profesorze, kiedy rozmawialiśmy rok temu, wspomniał Pan krótko, że sztuczna świadomość może być źródłem kłopotów. Czy mógłby Pan rozwinąć tę myśl? Czy po tych wszystkich filmach i książkach nie powinniśmy być wystarczająco wyczuleni na ewentualne zagrożenia? Jaki czarny scenariusz Pana niepokoi?
Wydaje mi się, że te „czarne scenariusze” rodem z filmów i powieści SF są absolutną fikcją opartą na błędnych założeniach. Mówiłem o tym wielokrotnie i powtórzę jeszcze raz: wszystkie urządzenia techniczne jakie ludzie budowali od początku cywilizacji, były zawsze budowane tak, żeby realizowały określone działania na polecenie człowieka i w jego interesie. Zarówno kamienny topór jak i wyposażony w sztuczną inteligencję robot miały i mają jeden cel: zaspokajanie jakichś potrzeb człowieka. Nie własnych potrzeb, ale potrzeb ludzi.
Nikt nie próbował budować maszyn, które by działały we własnym interesie, nikt nie próbował tworzyć mechanizmów pozwalających na ustalanie, co by tym „własnym interesem” maszyny mogło być, nikt nie wie, jakie biologiczne mechanizmy leżą u podstaw formowania się poczucia własnej tożsamości człowieka (i zwierząt), więc nikt też tych mechanizmów nie wbuduje w strukturę robota czy komputera.
Nie wierzę też, żeby takie poczucie własnej tożsamości (a potem koncepcja działania zmierzającego do osiągniecie własnego celu) mogło powstać w systemie technicznym spontanicznie, samo z siebie.
Podsumowując – moim zdaniem to są zagrożenia wydumane. Natomiast martwi mnie to, że buduje się roboty do zabijania ludzi. Oczywiście nie dla przyjemności, tylko w interesie innych ludzi. I takie roboty mogą być niebezpieczne, zwłaszcza gdy się zepsują. Ale to jest temat na zupełnie inną rozmowę …
Elon Musk od jakiegoś czasu głośno mówił, że widzi w SI jedno z większych zagrożeń dla ludzkości. Czy OpenAI istotnie może jakoś pomóc w kontekście jego obaw?
Działania Elona Muska oceniam jako pozytywne. Co prawda nie wierzę w te zagrożenia, które mają być motywacją do tych dodatkowych badań, ale jestem przekonany, że dodatkowe środki zwiększające zakres i głębokość badań nad sztuczna inteligencją, doprowadzą do odkryć, których skutek będzie korzystny dla ilości i jakości usług, jakie sztuczna inteligencja będzie mogła oddawać ludziom. W końcu bezsensowne (jak teraz wiemy) usiłowania alchemików zmierzające do transmutacji metali czy do znalezienia kamienia filozoficznego doprowadziły do wielu pożytecznych odkryć – na przykład technologii wyrobu porcelany.
Dziękuję za komentarz.
Zachęcam do śledzenia bloga Profesora tutaj: ryszardtadeusiewicz.natemat.pl, oraz cyklu opowieści ze świata nauki “Technika dla laika” w Śniadaniu Mistrzów w RMF Classic.
wtorek, 26 sierpnia 2014
Wywiad z prof. Ryszardem Tadeusiewiczem
Panie Profesorze, nauka zaszła tak daleko, że obserwujemy bardzo silną specjalizację i podział na wąskie dziedziny. Co Pan sądzi o współpracy między naukowcami z “różnych bajek”, np. jak wygląda relacja na linii neurolodzy-cybernetycy?
Postępująca i pogłębiająca się specjalizacja jest rzeczywiście strukturalnym problemem współczesnej nauki. Ilość poznawanych faktów i naukowych odkryć w każdej dziedzinie wiedzy rośnie lawinowo. Nie ma człowieka, który by to ogarnął w całości swoim umysłem, więc dzielimy i kawałkujemy wiedzę, tak żeby każdy specjalista mógł zgłębić swoim umysłem przypadający jemu kawałek. I w jedną stronę to działa – w każdej specjalności dzięki koncentracji na wycinku, a nie na całości, dochodzi do szybkiego wzbogacania wiedzy szczegółowej. Znamy coraz więcej faktów, gromadzimy coraz więcej wiadomości – tylko coraz bardziej dramatyczne staje się pytanie: No dobrze, ale kto i jak to wszystko z powrotem połączy w CAŁOŚĆ? Wiedza składa się z wiadomości, tak jak dom składa się z cegieł. Ale nie każda sterta cegieł jest domem i nie każda kolekcja wiadomości tworzy wiedzę. Żeby zmierzać do budowy całościowej wiedzy trzeba przekraczać granice między specjalnościami. I to właśnie robimy (między innymi) w biocybernetyce, którą ja się zajmuję.
A co do Pana pytania szczegółowego, to akurat z neurologami cybernetycy (a dokładniej – biocybernetycy) dogadują się stosunkowo najłatwiej. Z lekarzami innych specjalności bywa różnie, ale neurolodzy w istocie myślą w kategoriach podobnych jak biocybernetycy – mają do czynienia z sygnałami, z ich przesyłaniem i przetwarzaniem, z magazynowaniem wiedzy i z jej odzyskiwaniem, ze sprzężeniami zwrotnymi i ich dynamiką... Często wprawdzie bywa tak, że odpowiednie obiekty, zjawiska lub procesy mają „po stronie” medycznej inne nazwy niż po stronie technicznej, ale dość szybko można uzgodnić, co i jak będziemy nazywali. To, jak się coś nazywa, to jest sprawa drugorzędna. Ważne jest, jak jest zbudowane i jak funkcjonuje. Dlatego właśnie z neurologami rozumiemy się, gdy mówimy o złożonych procesach leżących u podstaw percepcji (ludzkiej i maszynowej), uczenia się, rozumowania i podejmowania decyzji. Bo chociaż mówimy różnymi językami, to jednak mówimy o tym samym!
Do dziś nie ma zgody co do tego jak definiować inteligencję lub świadomość, czy dopuszcza pan myśl, że stworzymy Sztuczną Inteligencję zanim uczeni ustalą jej definicję?
Sztuczna Inteligencja, rozumiana jako praktyczne wykorzystywanie maszyn do wykonywania zadań wymagających działania inteligentnego – po prostu istnieje. Są metody naukowe, są programy komputerowe (między innymi dostępne za darmo na mojej stronie internetowej, pod adresem www.Tadeusiewicz.pl) oraz są bardzo liczne przykłady zakończonych sukcesem zastosowań praktycznych. Toczy się dyskusja filozofów, którzy zastanawiają się, czy to, co robią maszyny rozwiązując wspomniane problemy, jest inteligencją jako taką, czy też jest to imitacja, naśladownictwo, namiastka, atrapa. Ja się dystansuję od tych dyskusji. Gdy w 2002 roku nadawano mi godność doktora honoris causa Politechniki Częstochowskiej wybrałem jako temat tak zwanego „wykładu mistrzowskiego” następujące sformułowanie: Sztuczna inteligencja, czyli coś, czego być może nie ma – a jednak może się przydać. I to jest sedno mojego stosunku do tej sprawy. Niech inni się spierają, czy maszyna może myśleć, czy też tylko naśladuje myślenie. Ja po prostu chcę takich mądrych maszyn używać...
Gorsza jest sprawa ze świadomością. Tu rzeczywiście psychologowie nie mają jeszcze całkowicie spójnej koncepcji tego, czym ona właściwie jest, jeszcze gorzej jest z neuroanatomami, którzy nie są w stanie wskazać jej lokalizacji w mózgu, oraz z neurofizjologami, którzy nie zgłębili jeszcze natury procesów bioelektrycznych i biochemicznych odpowiedzialnych za to wszystko, co zawieramy w pojęciu świadomości. Dlatego perspektywy zbudowania sztucznej świadomości, w odróżnieniu od sztucznej inteligencji, uważam za odległe i wysoce niejasne. Zresztą pojawia się pytanie, po co budować sztuczną świadomość? Sztuczna inteligencja spowoduje, że maszyny będą bardziej przydatne i będą mogły więcej dla nas zrobić. Natomiast sztuczna świadomość może być źródłem kłopotów. Dlatego jako inżynier ja bym jej nie budował, nawet gdybym umiał. Można sobie wyobrazić ambitnych badaczy, którzy by byli skłonni to zrobić, ale na szczęście oni także nie umieją ...
Jak Jeśli uda nam się stworzyć sztuczną inteligencję, to jak Pan przewiduje - czy będzie to dzięki wzorowaniu się na ludzkim mózgu, czy zbudujemy ją od podstaw?
Obecnie zarysowują się dwa kierunki rozwoju sztucznej inteligencji. Jeden z nich, rozwijany już od lat 60. XX wieku, zakłada budowę inteligencji sztucznej w oparciu o metody czysto informatyczne. Nie wchodząc w szczegóły można powiedzieć, że polega to na symbolicznym odwzorowaniu w komputerze określonej wiedzy i na różnych manipulacjach wykonywanych automatycznie na tych symbolach, których celem miało być automatyczne rozwiązanie określonego problemu. Pewną liczbę problemów udało się w ten sposób rozwiązać, na przykład stworzono programy rozwiązujące różne łamigłówki lub grających w różne gry (na przykład w szachy), programy dowodzące twierdzenia matematyczne, odpowiadające na pytania z określonej dziedziny itp. Ludzie wierzyli, że tą metodą da się rozwiązywać wszystkie problemy, jakie tylko napotka nauka lub praktyka. Opierając się na tej wierze grupa najlepszych ówczesnych informatyków, kierowana przez Newella i Simona (późniejszego laureata Nagrody Nobla) usiłowała zbudować program, który będzie rozwiązywał wszelkie problemy (tak zwany General Problem Solver). To się nie udało, więc podjęto próbę naśladowania w systemach sztucznej inteligencji budowy i funkcjonowania ludzkiego mózgu. Ten kierunek badacze rozwijają do dziś pod nazwą „sieci neuronowych”, nie rezygnując oczywiście także – tam, gdzie to jest uzasadnione - z podejścia symbolicznego. I tym właśnie ja się zajmuję na co dzień.
Czy wypatruje pan tego [sukcesów w dziedzinie budowy SI] z nadzieją? Niecierpliwością? Czy może z obawą?
Sukcesów sztucznej inteligencji wypatruję z nadzieją, ponieważ wierzę, że coraz bardziej inteligentne maszyny będą nam po prostu jeszcze lepiej służyły. Natomiast nie niecierpliwię się, bo wiem, że postęp w tej dziedzinie jest powolny, jako że problemy, które trzeba rozwiązywać, są bardzo trudne. Wszelkie próby przyspieszania czy dążenia do celu „na skróty” nie przynoszą dobrych rezultatów! Jestem także wolny od obaw – wyposażone w sztuczną inteligencję maszyny zagrażające ludziom to zdecydowanie wyłącznie wytwór wyobraźni pisarzy science fiction.
Coraz więcej, coraz bardziej zaawansowanej technologii otacza nas z każdej strony, jednocześnie wydaje się, że słabnie entuzjazm ludzi wobec nauki. Można powiedzieć, że wręcz narasta wrogość. Neguje się skuteczność szczepionek, istnienie globalnego ocieplenia, a nawet ewolucję. Implanty DBS leczące z epilepsji i choroby Parkinsona przyjmuje się jako zapowiedź “chipowania ludzi”. Co Pan sądzi o nastawieniu do nauki i techniki w dzisiejszym społeczeństwie?
Współczesna nauka jest obiektywnie trudna i skomplikowana. To powoduje, że typowy „człowiek z ulicy” jej nie zna i nie rozumie. A to, czego się nie zna, zwykle budzi obawy, zaś to, czego się nie rozumie – budzi agresję. Dlatego tak ważna jest dziś rola popularyzatorów nauki. To oni mogą przekonać ludzi, że współczesna nauka, chociaż nie dostarcza szybkich i łatwych odpowiedzi na wiele ważnych pytań, jednak jest jedyną drogą dążenia do tych odpowiedzi. Zaś od uzyskania tych odpowiedzi zależeć będzie w przyszłości nasze zdrowie,pomyślność materialna, wygoda codziennego życia i zabezpieczenie przed wciąż groźnymi naturalnymi zagrożeniami ze strony szeroko rozumianego otoczenia.
Wspomniał Pan o implantach DBS. To jeden z przykładów zastosowania nowoczesnej inżynierii biomedycznej do rozwiązywania problemów zdrowotnych w stosunku do których medycyna wyczerpała asortyment swoich tradycyjnych działań (farmakologicznych i chirurgicznych). Choroba Parkinsona oraz epilepsja, które kontroluje się (bo niestety nie leczy...) przy zastosowaniu implantów DBS są nieszczęściem dla cierpiących ludzi. Jeśli aparat wysyłający sygnały elektryczne do mózgu może tu pomóc, to byłoby niewybaczalne, gdybyśmy tej techniki nie zastosowali. Dwa lata temu na zaproszenie uczonych brytyjskich napisałem rozdział do książki o implantach („Human ICT Implants: Technical, Legal and Ethical Considerations”) wydanej w Hadze przez wydawnictwo Asser Press. Dyskutowaliśmy w tej książce o problemach technicznych i medycznych związanych z takimi implantami, ale także o aspektach prawnych i etycznych. Sprawy nie są proste, bo w tej delikatnej dziedzinie bardzo cienka jest granica między użyciem i nadużyciem. Co więcej, takie – jak Pan to nazwał – chipowanie ludzi może mieć zupełnie nieoczekiwane skutki uboczne. Współautor mojego rozdziału we wspomnianej książce, Mark Gasson, który w celach eksperymentalnych wszczepił sobie implant, stał się pierwszym człowiekiem zarażonym ... wirusem komputerowym! Opisałem to w felietonie zatytułowanym „Wirus komputera u człowieka?” [Gazeta Krakowska, 02.05.2012, Str. 8] – dostępnym tutaj. Warto przeczytać, bo być może stoimy oto u wrót nowej ery?
A skoro już o tym mowa, to amerykańska agencja DARPA właśnie przyznała $40 milionów na prace nad implantem, który ma przywrócić funkcjonowanie pamięci ludziom z urazami mózgu. Czy będzie to uczta dla zwolenników teorii spiskowych, czy może raczej otworzy to oczy na dobroczynne możliwości współczesnych technologii?
Jestem przekonany, że będzie to ważny krok w dobrą stronę. Pomoc ludziom cierpiącym, także tym, którzy z takich czy innych przyczyn utracili pamięć, to cel godny wysiłku. Procesy w mózgu mają dwoistą naturę: biochemiczną i elektryczną. Biochemię już dawno nauczyliśmy się wspomagać – te wszystkie tabletki, kropelki, proszki, zastrzyki... Na tej drodze w wielu przypadkach doszliśmy do kresu tego, co współczesna farmakologia może oferować. Jeśli więc chcemy osiągnąć coś więcej, to musimy spróbować ingerencji w procesy elektryczne leżące u podstawy miedzy innymi procesów zapamiętywania i zapominania. Ta droga jest pod wieloma względami trudniejsza, niż stosowanie środków farmakologicznych, ale efekty lecznicze, teoretycznie osiągalne tą drogą, skłaniają do tego, żeby podjąć odpowiednie badania i dążyć do celu. I to właśnie robi DARPA – otwiera kolejne drzwi. Być może za tymi drzwiami są fascynujące przestrzenie nowych możliwości – a może ślepy mur. W badaniach naukowych tego nigdy do końca z góry nie wiadomo. Ale próbować trzeba!
Sekwencjonowanie DNA tanieje w niezwykłym tempie. Big data i komputery takie jak Watson mogą przynieść nam wielkie korzyści w medycynie. Jednak już spotkałem się z zarzutami, że to wszystko pozwoli firmom ubezpieczeniowym na regulowanie stawek na podstawie DNA i historii medycznej swoich klientów. Co sądzi Pan o tych wyłaniających się możliwościach i wątpliwościach ludzi?
Od czasu odkrycia roli DNA w procesach dziedziczenia i w determinacji cech każdego żywego organizmu, ciągle wierzymy w to, że jeszcze chwila, a poznając strukturę tej mega-cząsteczki chemicznej ujawnimy wszystkie tajemnice życia i śmierci. I ciągle okazuje się, że kolejne odkrycia w tym obszarze dostarczają nielicznych i niejasnych odpowiedzi, rodząc równocześnie niezliczone dalsze pytania. W obszarze badań DNA ciągle jesteśmy w roli wędrowca, który chciałby dojść do linii horyzontu i przebiwszy głową sklepienie niebieskie pragnąłby zobaczyć mechanizm napędzający ruch gwiazd, słońca i księżyca. A tymczasem horyzont wciąż się oddala, a maszyneria Kosmosu nie daje się zbadać w tak prosty sposób.
W badaniach struktury DNA (bo temu przecież służy sekwencjonowanie) też im dalej się posuwamy, tym bardziej odległy wydaje się końcowy cel. Przełomem miało być odczytanie całego genomu człowieka. Stało się to nominalnie 14 kwietnia 2003 roku. I co? I nic!
Dostaliśmy do ręki tekst programu, według którego funkcjonują wszystkie komórki naszego ciała, ale nie znamy wystarczająco dobrze procesora, który ten program realizuje, więc odkrycie to nie przyniosło żadnych sukcesów istotnych dla praktyki. Owszem, potrafimy wykrywać wady genetyczne, czynniki determinujące różne choroby, ale wciąż więcej nie wiemy, niż wiemy.
Co z tego wynika?
Jesteśmy tu dopiero na początku długiej drogi. Co ona przyniesie? Możemy tylko zgadywać. Już teraz dzięki badaniom DNA pojawiły się nowe możliwości w zakresie ustalania tożsamości albo w zakresie śledzenia pokrewieństwa. Możliwe jest wczesne wykrywanie wad genetycznych płodu. Możliwe jest lepsze zrozumienie natury i mechanizmu wielu chorób. Niewątpliwie każdy z tych obszarów będzie miał swoją kontynuację w przyszłości.
To wszystko można już teraz wykorzystać dla dobra człowieka albo można mu próbować zaszkodzić. Wspomniany w pytaniu przykład firm ubezpieczeniowych jest jedną z wielu form NADUŻYCIA informacji, które można pozyskać za pomocą badania DNA. Jednak w tym zakresie istnieje dosyć skuteczne zabezpieczenie w postaci regulacji prawnych określających dane medyczne (wszelkie) jako dane „wrażliwe”. Dlatego ja osobiście oceniam jednoznacznie pozytywnie perspektywy rozwoju różnych metod pozyskiwania informacji za pomocą sekwencjonowania DNA – i liczę, że ich rozwój będzie się wiązał z prawdziwym postępem.
Sporo słyszymy obecnie o komputerach kwantowych. Temat jest tak niebanalny, że przez pewien czas specjaliści sprzeczali się na temat tego, czy komputer D-Wave jest naprawdę komputerem kwantowym. Jak pan sądzi, czy te maszyny będą “drugą rodziną” o innych zastosowaniach, czy następcami klasycznych komputerów, które otaczają nas na każdym kroku?
Komputery kwantowe są wciąż jeszcze raczej futurystycznym postulatem, a nie realną propozycją dla użytkowników techniki obliczeniowej. Opracowane laboratoryjne modele są bardzo odległe od tego, co byśmy byli skłonni rozumieć jako komputer do zastosowań domowych, biurowych czy nawet naukowych. Obserwuję rozwój tej koncepcji i związane z nią badania od wielu lat, ale wydaje mi się, że jest to boczna gałąź informatyki, która uschnie zanim wyda owoce.
Czy lubi się pan otaczać nowinkami technologicznymi?
Zdecydowanie nie!
Telefon staram się mieć jak najprostszy, bo wszystkie te dodatki i ozdobniki, którymi fascynują się entuzjaści nowinek – w gruncie rzeczy przeszkadzają w normalnym użytkowaniu telefonu jako narzędzia komunikacji. Podobnie kolejne generacje programów użytkowych, z którymi pracuję, też zwykle obrastają głównie w mało przydatne ozdobniki, podczas gdy wady ich funkcjonowania w normalnych zastosowaniach pozostają nieusunięte.
Generalnie wolę więc to, co solidne i pewne, od tego, co „nowoczesne” głównie w formie i bardzo płytkie w treści.
Co pana zaskoczyło lub szczególnie zafascynowało w cybernetyce? Czy jest coś w tej dziedzinie, co nieprzerwanie wywołuje w panu silne emocje?
Cybernetyka daje możliwość patrzenia na różne obiekty (techniczne, biologiczne, ekonomiczne, społeczne, polityczne) w sposób ujednolicony i oparty na solidnych fundamentach teoretycznych, w znacznej części matematycznych. Ta jednolitość podejścia metodologicznego i bogactwo praktycznych aplikacji stanowi dla mnie główny atut cybernetyki. I mimo wielu lat zajmowania się nią – wciąż ma ona dla mnie urok nowości!
Rozmawialiśmy o obawach innych, a co z Panem? Czy żywi Pan jakieś obawy związane z istniejącymi lub zbliżającymi się technologiami?
Niepokoi mnie rozwój technologii robotów służących do zabijania ludzi. Poprzez budowę i użycie dronów, które latają w Afganistanie, przełamane zostało ważne „tabu”. Zbudowano samodzielną i inteligentną maszynę, która zamiast traktować bezpieczeństwo człowieka jako nadrzędny imperatyw swojego działania (vide „prawa robotyki” Asimova) - ma wbudowany nakaz samodzielnego zabijania ludzi. Dzisiaj jeszcze te roboty są zdalnie kontrolowane przez ludzi, ale łatwo się domyślić, że dla uzyskania przewagi militarnej tę kontrolę będzie się systematycznie zdejmować. No i na placu boju pozostaną maszyny wyposażone w narzędzia do zabijania i mające tylko ogólne wskazówki, kogo i gdzie zabijać, ale same podejmujące decyzję jak i kiedy strzelać. Zgroza!
Do niedawna fizycy na całym świecie czekali na rozstrzygnięcie w kwestii bozonu Higgsa. Czy jest jakiś przełom lub pytanie, którego rozwikłania Pan wypatruje z nadzieją lub ciekawością?
Na temat bozonu Higgsa i znaczenia tego odkrycia pisałem obszernie na moim blogu w felietonie „Potwierdzenie porządku świata”. Empiryczne odkrycie tej cząstki po pół wieku poszukiwań od momentu teoretycznego przewidzenia, że musi ona istnieć, bo bez niej świat byłby nieprzewidywalny - to było naprawdę bardzo ważne potwierdzenie tego, że nasze rozumienie Kosmosu i jego praw jest dobrze osadzone w rzeczywistości.
Natomiast to, czego oczekuję, to odpowiedzi na najważniejsze pytanie, na które musi odpowiedzieć astrofizyka. Dotyczy ono tego, czy nasz Wszechświat będzie się rozszerzał w nieskończoność, czy też po jakimś czasie ekspansja Kosmosu wywołana Wielkim Wybuchem zatrzyma się, a potem zacznie się proces zapadania Wszechświata do końcowej osobliwości. Rzecz dotyczy odległej przyszłości, czyli tego, co się wydarzy za miliardy lat, gdy Ziemi jako zamieszkałej planety już nie będzie, bo wypali się cała energia Słońca i zapanuje ciemność oraz kosmiczny mróz, ale chciałbym jednak wiedzieć, jaki będzie wtedy los Wszechświata. Jak wiadomo zależy to od całkowitej masy Wszechświata – a tej wciąż nie znamy...
Choć mit o tym, że wykorzystujemy jedynie kilka procent mózgu został obalony wielokrotnie, w tym roku pojawi się kolejny film bazujący na tej nieprawdzie. Czy w powszechnej świadomości istnieje jakiś faktoid czy mit związany z Pańską dziedziną, którego szczególnie chciałby się pan pozbyć?
Oszacowanie tego, w jaki stopniu wykorzystujemy potencjał naszego mózgu, to naprawdę otwarty problem naukowy. Nie nazwałbym tego faktoidem, tylko problemem wymagającym rozwiązania. Ale to już temat na osobne opowiadanie!
Dziękuję bardzo za rozmowę.
Zachęcam do śledzenia bloga Profesora tutaj: http://ryszardtadeusiewicz.natemat.pl/, oraz cyklu opowieści ze świata nauki “Technika dla laika” w Śniadaniu Mistrzów w RMF Classic.
Zdjęcia:
Wikimedia Commons, oficjalna strona prof. Tadeusiewicza, D-Wave Systems
poniedziałek, 2 czerwca 2014
SS#15 – Potwierdzone: decyzjami można bezpośrednio manipulować
Z jednej strony to oczywiste. To po prostu kolejny eksperyment, żaden przełom czy nowy kierunek rozwoju. Z drugiej strony po raz pierwszy pokazano tak dosadnie, że można bezpośrednio wpłynąć na mózg i zmienić decyzję naczelnego. Przekroczono pewną granicę.
Połączone siły trzech zespołów z Belgii i USA wykazały jak elektryczna symulacja VTA – pola brzusznego nakrywki (obszar głęboko w śródmózgowiu) może zmienić decyzję makaka, odbierając mu wolną wolę. Wpierw sprawdzono jakie są preferencje poszczególnych małpek, gdy mają wybrać między dwoma obrazkami. Jedne np. wybierały rysunek piłki, inne gwiazdki. Kiedy naukowcy znali już preferencje danego osobnika zaczęli symulować VTA impulsami elektrycznymi. W efekcie udało się zmienić obserwowane wcześniej preferencje.
Obszar VTA odgrywa rolę w układzie nagrody, w związku z czym badanie wykazało, że stymulacja może też warunkować obiekty (budować „odruchy Pawłowa”). Mówiąc wprost – jednym przełącznikiem można było sprawić, że makaki preferujące obrazek A, wybierały obrazek B. Autorzy badania wspomnieli, że skuteczność stymulacji była różna pomiędzy osobnikami i spekulują, że istotne może być to, jak precyzyjnie umiejscowiono elektrodę w mózgu.
Naukowcy wyjaśniają też, że oczywiście daleko nam jeszcze do zmieniania małp w roboty. Makaki musiały wcześniej zostać nauczone gry polegającej na wybieraniu obrazków, nie obyło się bez nagród w postaci soku owocowego.
To badanie to tylko część naszych zabaw z mózgiem. Ostatnio pisałem o eksperymencie z małpim „awatarem” (Marionetkowe makaki), o wpływaniu na mózg wspominał profesor Vetulani w naszej rozmowie (Wywiad z Człowiekiem Roku), a kto jeszcze nie widział rezultatów DBS (deep brain stimulaiton) w przypadku choroby Parkinsona niech szybko zobaczy to nagranie. Obecnie DARPA pracuje nad implantami, które miałyby leczyć zespół stresu pourazowego.
Obłęd na tle spiskowych teorii, chipowanych mózgów czy uśpionych agentów, który wykwitł w okresie zimnej wojny już nie będzie kompletnie absurdalny. W końcu teraz wiemy, że to możliwe. Pacjenci poddawani zabiegom na mózgu będą mieli uzasadnione powody do (bezpodstawnej jeszcze przez jakieś 10-20 lat) paranoi.
Przypisy:
- Obrazek na górze przedstawia implant DBS używany do leczenia choroby Parkinsona u ludzi. Podobnie głęboko w mózgu znajduje się obszar VTA.
- Role of the Primate Ventral Tegmental Area in Reinforcement and Motivation
- Notka jest w części tłumaczeniem tego tekstu z Motherboard.
poniedziałek, 24 marca 2014
poniedziałek, 10 czerwca 2013
Scary Shit #11 – Półtora roku straszenia
Półtora roku temu rozpocząłem pisanie o nauce i technice. Tak się złożyło, że był to wpis poświęcony owadom-cyborgom, które konstruuje DARPA. Dzisiaj natomiast ruszył kickstarter, który w założeniu ma umożliwić każdemu zaimplantowanie karalucha i kierowanie nim za pomocą smartfona.
„Zabawka” polega na wprowadzeniu do czułków insekta drucików. Dzięki nim, można zdalnie stymulować nerwy tak, by owad czuł, że po danej stronie natrafił na ścianę, co sprowokuje go do skręcenia w przeciwną stronę. Druciki połączone są z „plecakiem” na grzbiecie karalucha, który zaopatrzony jest w niewielkie urządzenie Bluetooth. To w połączeniu z aplikacją na telefon pozwala zdalnie kierować owadem. Aplikację i efekty można zobaczyć w filmiku promującym kickstarterową kampanię. W skład „RoboRoach Kit” wchodzi „plecak”, bateryjka i trzy elektrody. Owada trzeba będzie zakupić osobno.
Nie podoba mi się to. Może jestem hipokrytą, bo jem mięso i nie mam nic przeciwko zwierzętom użytkowym. Może po prostu dla mnie granica znajduje się gdzie indziej. Zdalnie kontrolowane ćmy i żuki w laboratoriach DARPA wywołują dreszczyk, ale nie potępiam ich. Nie jestem wrogiem testowania leków i terapii na myszach, szczególnie, że znakomita większość tych badań dba o to by zwierzęta nie cierpiały. Do tego kiedy tylko będzie to możliwe, będę zwolennikiem tresowanych cyber-karaluchów a nawet cyber-myszy, które będą mogły odszukiwać ocalałych po trzęsieniu ziemi (nawet jeśli wpierw będą częścią ekwipunku wojskowego).
Jednak idea sprzedawania takiego sprzętu zwykłym ludziom, by mogli zmieniać żywe stworzenia w zabawki jest dla mnie nie do zaakceptowania. Nawet jeśli taki karaluch nie cierpi. Używając czegoś takiego fałszujemy zmysły zwierzęcia. Dla zabawy. Myślę, że gdyby George Orwell zobaczył coś takiego w latach 50. to nieprędko zmrużyłby oczy. Wiem jednak, że hakowanie zmysłów owada działa na wyobraźnię. Oczywiście można powiedzieć, że nie ma porównania między drażnieniem nerwu w czułkach karalucha, a ingerowaniem w ludzki mózg, ale skoro doszliśmy od silnika parowego do reaktora nuklearnego, to nie można wykluczyć, że kiedyś można by w wyrafinowany sposób fałszować doznania wzrokowe i słuchowe człowieka, tak by widział wroga w miejscu przyjaciela.
Dlatego TEDowe wystąpienie Paula Wolpe „It’s time to question bio-engineering” jest dziś jeszcze bardziej aktualne.
wtorek, 14 maja 2013
Scary Shit #10 – Dwoje we mnie
Ktoś ostatnio spytał mnie czy cybernetyczny mózg w ogóle może istnieć, choćby w odległej przyszłości. Jak już tylko opanowałem połechtaną próżność, szybko odpowiedziałem „tak”. Bez względu na nasze przekonanie o wyjątkowości ludzkiego mózgu, fakty są takie, że to kłębek komórek. Jest ich skończenie wiele, tworzą strukturę o skończonej złożoności.
Do pojęcia jak działa ten niezwykły organ jest nam równie blisko jak daleko. Z jednej strony można powiedzieć, że wiemy bardzo niewiele, że dopiero się rozkręcamy. Z drugiej strony od 15 lat można mówić o protetyce mózgu. Implanty zapewniające głęboką stymulację mózgu (deep brain stimulation) wszczepiono 80 000 ludzi chorym na Parkinsona, epilepsję, przewlekły ból i inne dolegliwości. Do zrozumienia mózgu jest nam też coraz bliżej, bo coraz lepiej możemy analizować jego pracę. Bezinwazyjne skany mózgu są wciąż ulepszane. Obecnie ich rozdzielczość wynosi 0,04 mm. Najmniejsze neurony są wielkości 0,004 mm. Jeśli postęp technologii utrzyma tempo, to może już w 2020 będziemy mogli rejestrować pracę mózgu z dokładnością do pojedynczego neuronu. Dodajmy do tego komputery, które wciąż stają się coraz potężniejsze i potrafią przeszukiwać i interpretować coraz większe oceany danych a wnioski nasuną się same.
To nie będzie notka o tym, że czekają nas wszczepy mózgowe. Bo to już się dzieje. To nie będzie notka o tym, że czekają nas czasy, gdy myśli nie będą bezpieczne ani prywatne. Bo o tym napiszę kiedyś indziej. Mam w zanadrzu coś innego.
Hemisferektomia to ładne określenie na zabieg polegający na wyrżnięciu połowy mózgu. Zwykle powoduje połowiczny paraliż, ślepotę jednego oka, oraz pogorszenie sprawności intelektualnej. Nie jest to jednakże reguła. Pomijając, że możliwe jest odzyskanie praktycznie pełnej sprawności fizycznej, u niektórych pacjentów nie dochodziło praktycznie do żadnego pogorszenia zdolności kognitywnych. Medycyna zna między innymi przypadek z przełomu lat 70tych i 80tych, gdzie pacjent ukończył studia wyższe i uzyskiwał wynik powyżej średniej w testach IQ. Wniosek pierwszy – mózg jest w dechę i ma imponujące możliwości. Inne eksperymenty wykazały, że po urazie np. kory słuchowej, możliwe jest przejęcie jej funkcji przez inny obszar mózgu. Wniosek drugi – jedna półkula może zapewnić 100% funkcjonalności człowieka. Wiecie dokąd zmierzam?
Przed finałem jeszcze jedna ciekawostka. Wiecie jak śpią walenie? W ich przypadku oddech musi być świadomy, nieprzytomne zwierzę nie jest w stanie zaczerpnąć tchu. Badania aktywności mózgu potwierdziły, że delfiny śpią połówkami mózgu. Przez około ośmiu godzin dziennie, w dwugodzinnych cyklach, wyłączają one aktywność jednej półkuli mózgu. Druga jest mniej aktywna niż zwykle, ale kontroluje ciało. Wynurza się by wziąć wdech, unika przeszkód, wypatruje drapieżników. I tak na zmianę.
Pisałem już o tym, że cybernetyczne ciało, coś na kształt „całkowitej protezy” wydaje się nieuniknione. Prędzej lub później. Skoro jedna półkula może zapewnić pełną funkcjonalność, to znaczy, że możliwy powinien być dość makabryczny eksperyment rozdzielenia jednego człowieka na dwie, stuprocentowe osoby. Za mało jeszcze wiemy, by mieć pojęcie o skutkach czegoś takiego. Co ze wspomnieniami? Wygląda na to, że nawet pojedyncze wspomnienia są rozproszone w mózgu. Co z umiejętnościami? Każda półkula delfiniego mózgu wie jak rozpoznać drapieżnika i jak poruszać się w wodzie. Ale jak jest z człowiekiem? Jakie byłyby podobieństwa i różnice pomiędzy dwojgiem ludzi?
W tym momencie wiemy tylko jedno. Że to jest możliwe.
Źródła:
Restoring memory with a microchip
How to make a cognitivie neuroprosthetic
Hemispherectomy
Do whales and dolphins sleep?
How do whales and dolphins sleep without drowning?
Spatial resolution of non-invasive brain scanning
Autora grafiki nie znam, ale wygląda na to, że wpierw pojawiła się w tym artykule
PS. Mam wrażenie, że ta notka opisuje Paradoks Banacha-Tarskiego z piekła rodem.
czwartek, 28 lutego 2013
Scary Shit #7 – telepatia elektroniczna już dzisiaj
Wiedziałem, że przyjdzie czas na taką notkę. Nie przypuszczałem jednak, że napiszę ją tak szybko. Ale jeśli informacje z mózgu szczurka w Brazylii, zostają przekazane prosto do mózgu szczurka w Karolinie Północnej, to nie ma co zwlekać.
W ostatniej notce wspominałem o tym jak rejestrowana aktywność mózgu może stanowić sygnał sterujący wirtualną lub robotyczną ręką. Co więcej, sygnały przekazywane z takiej ręki do wszczepionego w mózg BMI (Brain-Machine Interface), mogą stanowić jasną informację – np. o tym jaka jest faktura przedmiotu w wirtualnym świecie. Innymi słowy mamy działający w dwie strony interfejs między maszyną a mózgiem.
Jeśli wynaleźliśmy mikrofon i głośnik, to naturalnie kolejnym krokiem będzie budowa telefonu. Zatem, choć może to wywołać dreszczyk, nie powinno dziwić, że zamiast połączenia mózgu z ramieniem robota, połączono jeden mózg z drugim. Na razie jednostronnie. Naukowcy z Duke University wykazali, że można przekazać informację „bezpośrednio” pomiędzy dwoma mózgami. Przez bezpośrednio, mamy oczywiście na myśli bez klasycznej komunikacji, informacji wizualnej, dotykowej, zapachowej czy dźwiękowej.
Dwa szczury z implantami w mózgu przeszły cykl treningów. Szczura zwanego „koderem” nauczono prostej sztuczki – dotknij łapką dźwigienki nad którą pali się lampka, a dostaniesz jedzonko. Szczur zwany „dekoderem” od początku był szkolony tak, by otrzymywać nagrodę, gdy dotknie tej samej dźwigienki, której dotknął szczur po drugiej stronie łącza. W docelowym eksperymencie pokazano, że „dekoder” pomimo braku różnic między dwiema dźwigniami wybierał tę samą co „koder”. Użyteczną informację pomiędzy dwoma szczurzymi mózgami przesłano na dystans 6488 kilometrów.
Od chwili ślęczę nad klawiaturą, a w moim około półtorakilogramowym mózgu pędzi cały potok pomysłów na zastosowanie tych możliwości, od diagnozy i terapii, przez rozrywkę i Borga, aż po nagrywanie wspomnień, snów i domenę publiczną z której można pobierać myśli geniuszy. Nie przyszło by mi natomiast do głowy to, co sugerują sami twórcy, mianowicie kolektywne rozwiązywanie problemów. Sieć mózgów wspólnie szukająca rozwiązań, być może jeszcze wspierana przez odpowiednie rozwiązania z tak zwanej „inteligencji roju”, mogłaby sięgać po pozornie niemożliwe.
Źródło: A Brain-to-Brain Interface for Real-Time Sharing of Sensorimotor Information














