poniedziałek, 3 kwietnia 2017

4 powody, dla których praca na platformach wiertniczych może stać się ekstremalnym wyzwaniem

Kilkaset milionów litrów ropy naftowej rozlewa się na powierzchni akwenu morskiego. Niektórzy ostatkami sił próbują skakać ku nieznanej otchłani oceanu, by wydostać się z zabójczych płomieni. Nieświadome sytuacji ryby i ssaki oceaniczne kryją się w zakątkach swoich domostw. Ogień coraz bardziej pochłania unoszącą się na wodzie konstrukcję. Czyż to nie ironia? Dlaczego praca na platformach wiertniczych może być aż tak niebezpieczna?

źródło: South China Morning Post


#1
Pożary i eksplozje

Wydawałoby się, że katastrofa Titanica w pewien sposób nauczyła wilki morskie szczególnej ostrożności i dała do myślenia, że warto brnąć wedle zasady „przezorny zawsze ubezpieczony”. A tym samym, że symptomy nadchodzącej katastrofy, która może odebrać życie setek ludzi, więcej nie zostaną zignorowane. Cóż… nic bardziej mylnego.

Zatoka Meksykańska, rok 2010. Zaplanowano przesunięcie platformy Deepwater Horizon, by móc dopuścić do pracy statek wydobywczy. Jako, że jest to proces poprzedzony dokładną kontrolą stanu eksploatowanego nawodnego przedsiębiorstwa, znajdujący się na nim pracownicy, podjęli się sprawdzenia- czy na pewno jest on odpowiednio zabezpieczony. Ignorując z początku niewielkie objawy nadchodzącego zagrożenia i oznaczając kontrolę jako zakończoną pozytywnie, dopuścili do niekontrolowanego wycieku gazu ziemnego i ropy naftowej. Cała platforma została pochłonięta przez ogromne tumany ognia. Od razu rozpoczęto akcję ratunkową: Straż Wybrzeża USA intensywnie poszukiwała zaginionych w trakcie wydarzenia osób, a wiele statków pomocniczych poskramiało w międzyczasie pożar. Skutki? 11 pracowników zabitych/ zaginionych i 17 rannych. Sama platforma poszła na dno, a o efektach dla środowiska wokół porozmawiamy w innej części artykułu.

Mimo, że głównym zadaniem platform wiertniczych jest, jak sama nazwa wskazuje, wykonywanie podwodnych odwiertów, to zdarza im się pomóc ich kuzynkom- platformom wydobywczym. Praca z takimi substancjami jak chociażby ropa naftowa jest ze względu na niektóre z ich właściwości bardzo wymagającym procesem. Jego zaniedbanie może doprowadzić do takiej sytuacji, jak ta opisana wyżej, w której kozłem ofiarnym był Deepwater Horizon.

Paląca się Deepwater Horizon, źródło: Reuters

#2
Urządzenia i wyposażenie

Pokład platformy wiertniczej aż roi się od ostrych i niebezpiecznych narzędzi- wiertła, wózki widłowe, żurawie, czy nawet maszyny przędzalnicze to nierzadki powód wyzionięcia ducha pracownika. Dopóki urządzenia są sprawne, to jedyną możliwą przyczyną zgonu jest nieuwaga personelu. Nic jednak nie trwa wiecznie i bez względu na nakład finansowy, każdy element platformy może ulec zniszczeniu. Ale… od czego jest gonitwa za pieniądzem? To, że niesprawne, nie oznacza, że… trzeba to naprawiać! Tak właśnie, nawet jeśli mamy do czynienia z wykraczającymi poza normę warunkami pracy, to nie jest to równoznaczne z faktem, że musimy zadbać o pełne bezpieczeństwo personelu. „Przecież pracownicy noszą jakieś ubrania ochronne. Powinno wystarczyć”. Niektóre przedsiębiorstwa niestety żałują pieniędzy na regularną konserwację i naprawy urządzeń. I tylko po to, by nie przerywać przypływu zysków.

Na początku roku 2010 (czyżby jakiś pechowy dla platform wiertniczych?) na pokładzie konstrukcji zajmującej się poszukiwaniami gazu, zginął mężczyzna. Jak to zimą bywa- temperatura sięgała -15ºC, a pokryta pośniegowym błotem posadzka nie ułatwiała zachowania stabilności. Mimo takich warunków, pod wieczór rozpoczęto rutynowe prace. Wszystko grało do momentu, gdy tłoczona w wężu woda stanęła oko w oko z lodowym zatorem. Ciśnienie w instalacji wciąż rosło, aż w końcu końcówka węża uderzyła jednego z pracowników w klatkę piersiową i brzuch. Ten z kolei upadł i uderzył z wystarczającym impetem głową w posadzkę, by zginąć. J ak to się jednak ma do zaniedbań ze strony pracodawców? Przybyła na miejsce prokuratura bez wahania wskazała naruszenie zasad BHP, niewystarczającą ilość mat antypoślizgowych i zbyt słabe zabezpieczenie końcówki węża. No cóż, gdy nie chcemy zapłacić pieniędzmi, może się zdarzyć, że zapłacimy ludzkim życiem.


#3
Środowisko pracy

Nie każda platforma wiertnicza usytuowana jest wśród spokojnych wód, których ruchy można przewidzieć. Tam gdzie surowiec, tam umieszczamy naszą konstrukcję. Dlatego też jednym z miejsc cieszącym się ogromnym zainteresowaniem jest Ocean Arktyczny. Umożliwiający wydobycie aż 90 miliardów baryłek ropy naftowej rocznie i bogaty w zasoby klatratu metanu oraz gazu ziemnego, potrafi sprawić nieco kłopotów podczas eksploatacji. Lód i chłodne masy powietrza grożą bowiem stabilności platformy. Nie jest on jednak jedynym obszarem stanowiącym spore wyzwanie dla wydobywców naturalnych bogactw Ziemi.

W 2011 roku holowana do portu, wokół rosyjskiej wyspy Sachalin, platforma wiertnicza Kolskaja napotkała spory sztorm. Co przykre- na jej pokładzie znajdowało się aż 67 osób, a pomocy udało się udzielić wyłącznie 20% z nich. Fale oceaniczne szybko pochłonęły szalupy ratunkowe, uniemożliwiając tym samym pracownikom sprawną ucieczkę na bezpieczny ląd. Podczas akcji ratowniczej działały dwa lodołamacze i śmigłowiec. Wszystko, by wydobyć utracone w oceanie ciała i poszukać tych, którzy zaginęli. Zbiornik wodny nie uległ znacznym zanieczyszczeniom na skutek upadku platformy.


#4
Niebezpieczeństwa dla środowiska naturalnego

Wiele katastrof z udziałem platform wiertniczych na rozległych akwenach morskich pozostawia po sobie trudne do zatuszowania ślady. Ślady, które zagrażają życiu wielu organizmów i utrudniają dalsze prowadzenie działalności gospodarczej. Zgodnie z obietnicą weźmy ponownie pod lupę dzień, w którym spłonęła Deepwater Horizon. Gdy w trakcie wydarzenia doszło do wypływu ropy naftowej, branża turystyczna i rybacy zadrżeli. Niektóre miejsca Zatoki Meksykańskiej objęto całkowitym zakazem połowu ryb, a piękna Floryda już nie cieszyła się takim zainteresowaniem. Mimo, że straty dla obu dziedzin osiągały pułap kilku miliardów dolarów, dyrektor BP mężnie postanowił zrekompensować straty każdej poszkodowanej jednostce. Na skutek zanieczyszczenia wody, dom i przyjazne środowisko straciło wiele ryb, a nawet ptaków. Nie ma co ukrywać, zbiornik pochłonął wówczas niemalże 700 milionów litrów ropy naftowej i mimo rozpaczliwych prób zatrzymania dalszych konsekwencji, nie udało się to zbyt prędko.

Plama ropy naftowej sfotografowana przez satelitę Terra, źródło: NASA

Wypadki z udziałem platform wiertniczych można porównać do katastrof lotniczych. Mimo, iż rzadkie, potrafią uśmiercić dziesiątki niewinnych ludzi, zwykły dzień w pracy zmienić w niekończący się koszmar i skutecznie zanieczyścić tak chronione wody mórz i oceanów. Są one także świetną pożywką dla wszelkich rodzajów mediów, które z niecierpliwością wyczekują sensacyjnej ploteczki, na której zarobią krocie.




Z czego korzystałam tworząc artykuł:
Republic of the Marshalls Island- Deepwater Horizon Marine Casualty Investigation Report
www.maritimeinjuryguide.org
echodnia.eu


Weronika jest autorką bloga Maszyny okiem dziewczyny, zachęcam wszystkich do jego lektury, oraz do polubienia go na facebooku!


piątek, 31 marca 2017

Przeciw antyszczepionkowej propagandzie

Już niedługo na Węglowym pojawi się tekst gościnny, musiałem to jednak opóźnić w czasie, bo trwa akcja. Wyobraźcie sobie, że antynaukowy nurt zatacza coraz szersze kręgi. Znachorzy, oszuści, naciągacze w mainstreamowych mediach… Tym razem okazuje się, że TVN7 planuje wyemitować potępiany film skompromitowanego oszusta. W związku z tym powstała inicjatywa by wyrazić sprzeciw do której z chęcią się przyłączyłem.

“Vaxxed” to film Andrew Wakefielda. Tego samego który spreparował fałszywe badanie. Tego samego który wziął pieniądze od firmy, która chciała zarobić na odszkodowaniach za rzekome powikłania poszczepienne. Tego samego, którego pozbawiono tytułu lekarskiego. Na świecie z powodu nieszczepienia powracają choroby, które praktycznie wyeliminowano. “Vaxxed” zawiera treści nie tyle kontrowersyjne co po prostu kłamliwe, a przez to szkodliwe dla zdrowia publicznego. Dlatego, choć prywatna stacja może nadawać co chce (w uproszczeniu), uważam, że wyrażenie masowej krytyki wobec wyświetlenia tego paskudztwa jest całkiem na miejscu.

Dlatego zachęcam wszystkich czytelników do klikania poniżej i dołączania do akcji:
https://www.facebook.com/events/217909098688568/



poniedziałek, 27 lutego 2017

Wracamy na Księżyc?

Użyjemy kapsuły, która jeszcze nie jest gotowa, zatkniemy ją na rakiecie, której jeszcze nie przetestowaliśmy, wsadzimy tam ludzi, którzy nie mają pojęcia o byciu astronautami i wystrzelimy ich w podróż dookoła Księżyca zanim minie 2018!
Zrobimy te i inne rzeczy, nie dlatego, że jesteśmy Elonem Muskiem, tylko dlatego, że od pół wieku nikt tego nie robił…


Szalony Elon

OK na serio i konkretnie. Wczoraj wieczorem SpaceX ogłosiło, że dwie prywatne osoby opłaciły już częściowo wycieczkę wokół Księżyca, która ma mieć miejsce pod koniec 2018 roku. W przypadku biznesu kosmicznego to znaczy za chwilę. Na ten moment załogowy Dragon jeszcze nawet nie zabrał pieska na jedno okrążenie na niskiej orbicie okołoziemskiej. Falcon Heavy nie odbył jeszcze nawet dziewiczego lotu. A wspomniane osoby to zapewne ekscentryczni milionerzy, może z zamiłowaniem do sportów ekstremalnych, może zdrowi, ale z pewnością nie są wybitnymi osobnikami ludzkimi, którzy przechodzili niedorzeczne testy NASA w czasie Zimnej Wojny.

Brzmi to absurdalnie. W końcu mówimy tu o locie na odległość 380 000 kilometrów, podczas gdy od 46 lat nikt nie oderwał się na więcej niż jakieś 550 kilometrów ponad powierzchnię Ziemi.


Z drugiej strony…

Jednocześnie przypominam, że takie rzeczy robiliśmy przed 1969 rokiem. Bez współczesnych komputerów, bez 50 lat inżynierii materiałowej i ogólnego rozwoju technologii. Choć załogowy Dragon jeszcze nie był testowany, jest to zmodyfikowana wersja kapsuły, która odbyła już ponad dziesięć lotów. Choć Falcon Heavy jeszcze nie poleciał, to de facto jest to Falcon 9 z przyczepionymi dwoma boosterami Falcona 9. Czyli mówimy tu o wariancie rakiety, która ma niemal trzydzieści udanych lotów na koncie.

No i wreszcie astronauci. Dragony do teraz latały same i pewnie tak będzie i w tym wypadku. Nie zostaną oni wysłani w czymś na kształt lodówki. Pół wieku rozwoju technologicznego robi ogromną różnicę. Jeśli tylko pasażerowie będą gotowi wytrzymać przeciążenie, to nie potrzeba od nich wiele więcej. Oczywiście nie mam wątpliwości, że pasażerowie wsiądą do kapsuły na czubku 70 metrowej rakiety z pełną świadomością, że mogą zginąć. Ich prawo, nasz zysk. Bo nawet jeśli ten lot będzie kompletną katastrofą jak Apollo 1, to wiele się z niego nauczymy.

“Jeśli ustawisz sobie niedorzecznie ambitny cel i zawiedziesz, twoja porażka będzie ponad sukcesem całej reszty”.


Ogłoszenie:
SpaceX to send privately crewed dragon spacecraft beyond the Moon next year


środa, 22 lutego 2017

TRAPPIST-1 - komentarz Węglowego

Wiele hałasu o małą gwiazdkę i wianuszek planet. Tak można podsumować zakończoną chwilę temu konferencję NASA. Ogłoszono w jej trakcie odkrycie aż siedmiu planet typu ziemskiego krążących wokół bardzo zimnego karła (drobnej gwiazdy) odległego o zaledwie 39 lat świetlnych od Słońca.

Zależnie kto czego oczekiwał może to być tak niesamowite jak i lekko rozczarowujące. Niesamowite, bo takiego bogactwa planet tak podobnych masą i rozmiarem do Ziemi wokół jednej gwiazdy jeszcze nie widzieliśmy. Rozczarowujące, bo choć aż trzy planety znajdują się w tak zwanej ekosferze, szanse na to by były gościnnymi miejscami są dość niewielkie.

To tłoczne miejsce. Najdalsza planeta układu TRAPPIST-1 znajduje się sześć razy bliżej swojej gwiazdy niż Merkury względem Słońca. Najbliższa natomiast jest bliżej niż Callisto (jeden z galileuszowych księżyców) względem Jowisza. A skoro już o Jowiszu mowa - jest on tylko odrobinę mniejszy od gwiazdy TRAPPIST-1.

Planety
Na górze widzimy oczywiście jedynie wyobrażenie artysty. Interesują nas jednak liczby. TRAPPIST-1 zawstydza nasz układ ilością planet typu ziemskiego. Planety e, f oraz g znajdują się w ekosferze - tzn. w odpowiedniej odległości, by na ich powierzchni mogła znaleźć się woda w stanie ciekłym. Planety w tym układzie są mniej zróżnicowane jeśli idzie o rozmiary niż nasz kwartet. Ciekawiej jest natomiast pod względem gęstości. Planeta f, środkowa z “tych w ekosferze”, ma gęstość zaledwie 60% gęstości Ziemi, planeta c natomiast jest aż 16% gęściejsza od Ziemi. Dla porównania Mars ma 74% gęstości Ziemi a Merkury 109%. Wszystkie jednakże najprawdopodobniej są planetami skalnymi. Nie należy się też sugerować tymi danymi nadmiernie w kontekście przyjazności dla życia. Patrząc na te kryteria można by sądzić, że Wenus powinna być lepszą kandydatką dla życia i kolonizacji. Tymczasem z wielu powodów to Mars jest znacznie bardziej obiecujący.


Pomiar
To co szczególnie mnie zafascynowało, to sposób wyznaczenia masy planet. Typową metodą (być może w tym wypadku też się nią posiłkowano) jej oceny jest obserwacja przesunięć dopplerowskich gwiazdy - mówią nam one jak mocno na gwiazdę wpływają jej planety. Im mocniej, tym większa ich masa. Tu jednak wszystko jest upakowane tak ciasno, że planety wpływają na siebie nawzajem, przez co “rok” każdej planety czasem jest dłuższy, czasem krótszy, zależnie od tego, czy sąsiadki ciągną ją w jedną czy drugą stronę. Skrupulatnie analizując zmiany okresu obiegu poszczególnych planet, oceniając jak mocno wpływają na siebie wzajemnie, naukowcy oznaczyli ich masy. Na powyższym wykresie widać również jak skomplikowane w analizie musiały być pomiary jasności TRAPPIST-1.


Wątpliwości i fantazja
Jak wszystko co wiemy przekłada się na szanse na to, że na TRAPPIST-1 znajduje się życie? Myślę, że należy je ocenić jako marne. Gwiazdy mniejsze od Słońca cechuje długowieczność, co dawałoby masę czasu na ewolucję życia. Niestety są one też bardziej kapryśne - wiatr słoneczny w takich układach jest mocniejszy a potencjalnie śmiercionośne rozbłyski częste. Ponadto są to gwiazdy chłodniejsze, więc ich ekosfery znajdują się bardzo, bardzo blisko. Toteż szansa, że tak umiejscowiona planeta będzie regularnie sterylizowana jest bardzo duża. Trudno jej będzie również zachować atmosferę. Ziemia utrzymuje swoją delikatną otoczkę dzięki polu magnetycznemu. Pole magnetyczne zawdzięcza natomiast ruchowi obrotowemu. Niestety TRAPPIST-1 jest tak upakowany, że prawdopodobnie wszystkie planety są zawsze zwrócone tą samą stroną w kierunku gwiazdy, tak jak my zawsze widzimy jedną stronę Księżyca. Być może choć część tych planet powstała dalej od gwiazdy i mogły uformować atmosfery i dopiero później zbliżyły się do gwiazdy. I tak jednak bez jakiegoś mechanizmu odzyskiwania atmosfery (wulkanizm?) pewnie zostałyby ogołocone w krótkim czasie.

Mimo to możemy puścić wodze fantazji. Widok na niebie każdej z tych planet byłby iście magiczny. Nad głowami dominowałaby wielka, acz mniej oślepiająca niż Słońce, gwiazda i sznur wyraźnie widocznych planet. Odległości są tam tak niewielkie, że nie byłyby one punktami światła jak Wenus czy Jowisz na naszym niebie - byłyby trochę mniejsze od Księżyca, z dnia na dzień w innych punktach. Gdyby jednak istniała tam jakaś cywilizacja na podobnym poziomie rozwoju, to kolonizacja byłaby nieporównywalnie łatwiejsza i bardziej kusząca niż w przypadku naszego satelity lub Marsa. Trappistianie nie ścigaliby się kto pierwszy wetknie flagę. To byłby wyścig po nowe światy.


Źródła:
https://exoplanets.nasa.gov/trappist1/
https://www.youtube.com/watch?v=bnKFaAS30X8
https://www.nasa.gov/press-release/nasa-telescope-reveals-largest-batch-of-earth-size-habitable-zone-planets-around


Grafiki:
ESO Astronomy/O. FurtakESO/O. Furtak
NASA - National Aeronautics and Space Administration


wtorek, 14 lutego 2017

Walentynki dla proepidemików



"Walentynki proepidemików" to społeczna akcja blogerów zajmujących się tematyką zdrowia i racjonalnego rozumowania w oparciu o dowody naukowe. Rosnąca popularność ruchów antyszczepionkowych czy inaczej moda na nieszczepienie stanowią zagrożenie dla zdrowia nas wszystkich, a w szczególności małych dzieci, ludzi przewlekle chorych oraz osób starszych o osłabionej odporności.

W życiu podejmujemy wiele decyzji. Akceptujemy często brak wyboru (np. obowiązek zapinania dzieciom pasów w samochodzie) nie dlatego, że jest to emanacja opresyjnego państwa, ale dlatego, że te decyzje są słuszne tylko na jeden jedyny sposób. Jakikolwiek wybór alternatywny jest działaniem na naszą szkodę i grozi poważnymi konsekwencjami osobom z naszego otoczenia.

Podczas gdy cały świat usilnie zmierza ku ostatecznemu wytępieniu niektórych patogenów (np. dzikiego polio), medialna działalność pojedynczych osób sabotuje nasze szanse wyeliminowania wielu chorób, których szerzeniu się zapobiegają szczepienia. Osoby te nie mają wiedzy ani wykształcenia kierunkowego w kwestii szczepień, podają często nieprawdziwe dane i przekręcają lub ignorują wyniki badań tysięcy niezależnych naukowców. Często same mają w tym ukryty interes, bo sprzedają lub promują niesprawdzone oszukańcze "terapie alternatywne”.
Ci pozornie niewinni "zwolennicy wyboru" de facto prowadzą działania proepidemiczne, które grożą szerzeniem się niebezpiecznych, często śmiertelnych chorób wśród milionów dzieci i dorosłych.

Dlatego też uważamy, że szkodliwą działalność proepidemików należy nazywać po imieniu, piętnować przekłamania i tłumaczyć, jak jest naprawdę, ponieważ szczepienia padają ofiarą swojego sukcesu: tak mało ludzi dziś choruje, że stać nas na luksus postaw antyszczepionkowych - zapominamy, jakim zagrożeniem są choroby.

W interesie chorób zakaźnych jest wzrost popularności mody na nieszczepienie szerzonej przez antyszczepionkowych celebrytów-ignorantów. Stąd też zrozumiały zachwyt dla ich dorobku wśród licznych patogenów, które zostały bohaterami naszej walentynkowej akcji. Dla zarazków jedyną szansą na zarażenie kolejnych osób jest nasz wybór nieszczepienia naszych dzieci.


Pozostałe walentynki znajdziecie na innych blogach i fan page’ach biorących udział w naszej społecznej akcji.


http://neuropa.pl/
http://www.crazynauka.pl/
https://patolodzynaklatce.wordpress.com/
http://www.totylkoteoria.pl/
http://niezdrowybiznes.pl/
https://www.facebook.com/Kłamstwa-Jerzego-Z/
http://uniguggle.blogspot.com/
http://www.doktor-mama.pl/
https://www.facebook.com/FaktyMityGenetyki
https://www.facebook.com/uniwersytety.dla.nauki.pajace.docyrku


środa, 25 stycznia 2017

Czy próżność Trumpa zabierze nas na Marsa?

Są szanse na to, że megalomania Donalda Trumpa może zbliżyć nas do załogowego lotu na Marsa. Nie rozpędzałbym się jednak w zachwytach. Dwie wizyty Elona Muska w Trump Tower wiosny nie czynią. Możliwe, że po prostu Musk dostał szansę by przedstawić plany i możliwości sięgnięcia czerwonej planety i tyle. Być może mówił o szansach, jakie niesie za sobą przejście na elektryczne samochody i odnawialne źródła energii. Nie wiemy.

Wieść jednak niesie, że chodzi o Marsa, że Trump jest niezadowolony z NASA, a SpaceX mogłoby postawić człowieka na Marsie w czasie drugiej kadencji Trumpa, około 2024 roku. Łatwo zrozumieć, że to perspektywa, która musi świetnie działać na dziecięcy umysł 45. prezydenta USA. Można by powiedzieć, że to dobrze, bo niewątpliwie zła prezydentura zaowocuje choć czymś dobrym dla nauki i rozwoju ludzkości. Te same wieści sugerują, że współpraca ze SpaceX może oznaczać przesunięcie środków z NASA do Elona Muska. Mimo całej mojej sympatii do miliardera-wizjonera byłoby to katastrofalne dla nauki i jednocześnie całkowicie bezzasadne.

Budżet NASA przeznaczany jest na szereg celów, w ogromnej mierze opłacalnych nie tylko dla amerykańskich podatników, ale i dla całego świata. To szeroki wachlarz bardzo zróżnicowanych projektów pozwalających nam lepiej zrozumieć nie tylko niebo nad głowami, ale i planetę pod naszymi nogami. Do tego jednoroczne wydatki USA na wojsko dalece przekraczają cały budżet NASA. Cały. Od 1958 roku do dziś. Gdyby jednoroczny budżet militarny zamienić na jednodolarówki połączone w długi łańcuch, można by go przeciągnąć z Ziemi na Marsa, z powrotem, raz jeszcze na Marsa i niemal ponownie dociągnąć do Ziemi. Budżet NASA wystarczyłby na jakieś 3% odległości między planetami przy ich największym zbliżeniu.

Tak więc nawet jeśli Trump przyspieszy moment, w którym człowiek stanie na Marsie, w żadnym wypadku nie należy tego traktować jako gest na rzecz rozwoju nauki. Jeśli ktokolwiek miałby mieć wątpliwości w tej kwestii, to przypomnę, że minuty po tym jak został prezydentem ze stron Białego Domu zniknęły wszelkie wzmianki i dane o zmianach klimatycznych. Szczerze powiedziawszy gdy kilka dni wcześniej media mówiły o tym, że aktywiści wykonują backupy tych treści uznałem to za niepoważne. Wraz ze wspomnianymi danymi usunięto również wszelkie wzmianki o LGBT, polityce socjalnej oraz TTIP. Jakby tego było mało dziś Trump dał zielone światło dwóm kontrowersyjnym rurociągom naftowym Keystone XL i Dakota Pipeline.

Trump w ekspresowym tempie cementuje swój wizerunek prezydenta-wroga faktów i nauki. Wczoraj, w otoczeniu swojego Gabinetu, rekordowo białego i rekordowo od lat 80 zmaskulinizowanego, podpisał tak zwany “global gag rule”. Jest to dokument zakazujący finansowania zagranicznych NGOsów, które wspierają lub choćby wspominają aborcję jako metodę planowania rodziny. Choć może się to wydawać tylko symboliczną deklaracją w “aborcyjnej debacie” ocenia się, że przykręcenie tych finansów może pociągnąć za sobą miliony niebezpiecznych aborcji w złych warunkach i nawet 21 tysięcy śmierci w czasie czteroletniej tylko kadencji Trumpa.

To nie jest kwestia ideologiczna. Faktyczny stan jest jasny i dokładnie zbadany - ograniczanie legalnych aborcji nie zmniejsza ich ilości, sprawia jedynie, że przeprowadzane są one w złych warunkach, przez niewyszkolone osoby. Legalnie przeprowadzana aborcja jest 14 razy bezpieczniejsza od porodu. Jeśli komuś nie podoba się aborcja, to (nie musi jej na sobie przeprowadzać) powinien być zwolennikiem środków antykoncepcyjnych i wychowania seksualnego. Jedno i drugie owocuje udokumentowanym spadkiem ilości aborcji.

Wracając na Marsa - nawet jeśli dotrzemy tam z pomocą Trumpa, nie czujmy za to wdzięczności.

Z ostatniej chwili… Trump właśnie ogłosił, że ma zamiar zrealizować jeden z głupszych pomysłów ze swojej kampanii - mur na granicy z Meksykiem. Projekt tego rodzaju może pochłonąć pomiędzy 15 a 25 miliardów dolarów. Tyle na początek. Utrzymanie kilku tysięcy kilometrów muru nie będzie darmowe. Ponadto niemal połowa nielegalnych imigrantów trafiła do USA na pokładzie samolotów. Legalnie. Potem po prostu zostali dłużej. Sam mur, tak jak poprzednie wzmocnienie kontroli granicznej, zatrzyma imigrantów, którzy normalnie wróciliby do Meksyku z USA, co wręcz zwiększy ilość “illegali”.



Źródła:



wtorek, 27 grudnia 2016

Odpowiedź dla Pana Janusza Korwina-Mikke

Kilka dni temu popełniłem gościnny tekst na zaprzyjaźnionym blogu To tylko teoria. W ramach plebiscytu Biologiczna Bzdura Roku skomentowałem jedną z wypowiedzi Janusza Korwina-Mikke. Nie jest to pierwszy raz, pierwszy raz natomiast Pan Janusz zwrócił na to uwagę.


Pan Janusz nie utrudnił mi zbytnio zadania, bo na dobrą sprawę muszę powtórzyć, może w bardziej klarowny sposób, to co już napisałem (i co pisało wielu przede mną). Nie pojawia się tu żadna nowa wątpliwość, tylko dawno obalone mity klimatyczne i wykręcanie kota ogonem.

Nie twierdzę, że CO2 i ciepło nie powodują wzrostu roślin, twierdzę, że nagły, niemal natychmiastowy w skali milionów lat, wzrost koncentracji CO2 jest bardzo niekorzystny dla większości naszej biosfery. Pomijając katastrofalne tempo zmian składu atmosfery dodatkowym nieszczęściem jest fakt, że nasza rewolucja przemysłowa trafiła na okres stosunkowo wysokiej koncentracji dwutlenku węgla:


Kluczowe jednakże jest tempo współczesnych zmian. Gdyby ten przyrost zajął 10 tysięcy lat a nie sto, sytuacja nie byłaby tak poważna. Clou natomiast jest takie, że w kontekście zmian klimatycznych, mydlenie oczu o pożytku płynącym z większej ilości CO2 ma tyle samo sensu, co wmawianie tonącemu, że woda jest niezbędna do życia, albo wmawianie człowiekowi uwięzionemu w pożarze, że gdyby nie ogień bylibyśmy wciąż dzikusami żyjącymi w jaskiniach.

Niestety, klimat planety to bardzo złożony temat. To nie gra w brydża, trzeba było pokoleń wybitnych i pracowitych ludzi by nauka mogła zrozumieć część mechanizmów związanych z klimatem. Pan Janusz ma tendencję do dokonywania koszmarnych uproszczeń, jak niesławne wypowiedzi o kostce lodu w wodzie. Zalecam jednak trochę szacunku do ludzi, którzy poświęcili lata na drobiazgowe badania. Łatwiej jest wymachiwać palcem oraz rzucać oskarżeniami i pogróżkami. Przykład oskarżeń mamy w niefortunnym komentarzu, gdzie Pan Janusz bardzo brzydko wyraża się o naukowcach insynuując im przekupność, chęć utrzymania stanowisk i kto wie co jeszcze.

Fakty jednak są takie, że to politycy są gotowi powiedzieć wszystko, by tylko zdobyć głosy i - na przykład - dostać się do Parlamentu Europejskiego, by wygodnie przez kilka lat zgarniać dietę za siedzenie z wypiętym brzuchem. W samym tylko 2013 i 2014 roku ponad sześćdziesiąt dziewięć tysięcy autorów ponad siedemnastu tysięcy recenzowanych publikacji naukowych przemówiło jednym głosem - globalne ocieplenie jest faktem i my jesteśmy jego przyczyną.

Trzeba być zupełnie niepoważnym, by twierdzić, że wszyscy z tych dziesiątek tysięcy ludzi, tysiące recenzentów i kolejne dziesiątki tysięcy osób zaangażowanych w całe zaplecze umożliwiające wykonanie pomiarów i badań to przekupieni oszuści*. Oszustwa w nauce wychodzą na jaw. Andrew Wakefield to najbardziej znany przykład, ale na polu klimatycznym mamy Exxon Mobil, który próbował przez dwie dekady zaciemniać obraz konsensusu naukowego.

Dalej w komentarzu do mojego tekstu pada pytanie “co spowodowało większe ocieplenie w latach 900-1300? Wędrówki ludów, rozpalających po drodze ogniska? I ile wydano na skuteczne przecież zwalczenie tamtego Globalnego Ocieplenia?” Tu Pan Janusz sięga po klasyczny mit, jakoby w średniowieczu planeta była cieplejsza lub tak ciepła jak dzisiaj. Niestety w rzeczywistości Średniowieczne Optimum Klimatyczne było zjawiskiem lokalnym. Jak już wspomniałem, zagadnienie klimatu nie jest trywialne. Europa to mały wycinek świata, który między rokiem 900 a 1300 był chłodniejszy niż dziś.



No wreszcie dochodzimy do posta na Facebooku. Kusi powiedzieć “pseudoekonomista wymądrza się na temat klimatu”... Nie pseudoekolodzy, a klimatolodzy i nie androgeniczne, a antropogeniczne, no i odpowiedź nie może być niezrozumiała, jeśli nie istnieje. Nie wiem co Pan Janusz miał na myśli, bo gdy pisał na swoim profilu jeszcze nie ustosunkowałem się do jego wypowiedzi.

Wracając jednak do rysunku… Niestety ponownie klimatolodzy mają rację. Globalne ocieplenie tyczy się średnich temperatur, ale wiąże się z wieloma nieprzyjemnymi konsekwencjami. Wytrąca z równowagi naturalne mechanizmy regulujące klimat i obserwujemy to coraz wyraźniej od lat. Ocieplenie o jeden, dwa, trzy czy nawet sześć stopni nie sprawi, że zimy znikną. Będzie to natomiast kataklizm dla całej planety. Krótsze i ostrzejsze zimy są i będą jednym ze skutków ocieplenia Ziemi.

No i jeszcze to “androgeniczne”... Znając Janusza Korwina-Mikke i jego poglądy na kobiety trudno stwierdzić, czy mu się pomieszały słowa, czy czy to żarcik, czy zupełnie poważna wypowiedź. Na tym jednak skończę swój komentarz. Chciałbym wierzyć, że Pan Janusz powstrzyma się przed wygłaszaniem opinii na tematy, które są mu kompletnie obce i nie będzie już padał ofiarą efektu Krugera-Dunninga i że nie będzie oskarżał bezpodstawnie dziesiątek tysięcy pracowitych ludzi.



* - W przypadku Pana Janusza może jednak powinienem stwierdzić, że to jakiś postęp, bo przynajmniej już nie głosi kompletnej bzdury, jakoby większość naukowców twierdziła że “globalne ocieplenie, jeśli w ogóle istnieje, nie ma nic wspólnego z działalnością człowieka”. A tak niestety powiedział 13 grudnia w Parlamencie Europejskim.


Źródła:
http://journals.sagepub.com/doi/abs/10.1177/0270467616634958
http://naukaoklimacie.pl/fakty-i-mity/mit-w-sredniowieczu-bylo-cieplej-niz-dzis-35
https://skepticalscience.com/Global-Warming-Cold-Winters.html
http://naukaoklimacie.pl/fakty-i-mity/mit-ekstremalne-zjawiska-pogodowe-nie-wiaza-sie-z-globalnym-ociepleniem-26
http://naukaoklimacie.pl/fakty-i-mity/mit-im-wiecej-co2-tym-lepiej-dla-roslin-47?t=2
http://naukaoklimacie.pl/aktualnosci/nawozenie-roslin-co2-jest-ok-sa-jednak-ale-liczne-ale-203
https://en.wikipedia.org/wiki/ExxonMobil_climate_change_controversy
http://climate.nasa.gov/system/downloadable_items/43_24_g-co2-l.jpg