Pokazywanie postów oznaczonych etykietą matematyka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą matematyka. Pokaż wszystkie posty

sobota, 3 marca 2018

Źle ulokowane lęki

Dziś będzie krótko ale za to z liczbami. Temat chodził za mną od dawna ale, jak to czasem bywa, coś przelało kubek irytacji. Tym razem była to internautka, która postanowiła skreślić szczepienia przez lodówkowe zamieszanie...


Odra i szczepienie

Dla przypomnienia - na początku lutego “dziennikarze” rozpętali aferę, jakoby ci źli lekarze zaszczepili ludzi “wadliwymi” szczepionkami na odrę. Wspomniane szczepionki istotnie spędziły kilkanaście godzin poza lodówką. To jednak zbyt mało czasu, by szczepionki się zepsuły. Marginesy bezpieczeństwa WHO sięgają dni i tygodni, a nie kilkunastu godzin.

Oczywiście mało kto się przejął tymi faktami. Zamiast tego wybuchła typowa bomba nastrojów antyszczepionkowych. Od takich:

...po zwyczajowe pitu pitu o tych strasznych NOPach. Jakie tymczasem są fakty? Szanse na niepożądane odczyny poszczepienne w przypadku szczepienia na odrę wynoszą około 1:900 000. Tymczasem przechorowanie odry w 30% przypadków daje powikłania, pomijając same nieprzyjemności związane z chorobą, którą leczymy jedynie objawowo. Innymi słowy odra jest trzydzieści tysięcy razy bardziej niebezpieczna od szczepionki. Dodajmy też, że wspomniane powikłania to np. zapalenia ucha środkowego, mięśnia sercowego i mózgu (często śmiertelne lub pozostawiające ubytki neurologiczne). Z drugiej strony NOPy (wrzucane przez szczeptyków do jednego worka) to zaczerwienienie w punkcie zastrzyku, 1-2 dniowa gorączka czy wysypka. Najpoważniejszym NOPem jest łagodne zapalenie mózgu - występuje tysiąckrotnie rzadziej niż w przypadku zachorowania na odrę, ale w przeciwieństwie do powikłania po chorobie, przechodzi łagodnie i bez trwałych następstw.


Samoloty i samochody

Wszyscy znamy ludzi, którzy boją się latać, a bez mrugnięcia okiem wskakują do samochodu. Żyjemy też w kraju ekspertów od katastrof lotniczych. Tymczasem samolot jest jednym z bezpieczniejszych miejsc. Niektóre linie lotnicze wręcz chwalą się, że na pokładzie samolotu jest bezpieczniej niż na lotnisku. Porównanie z krwawą łaźnią na drogach, której Polska jest haniebnym liderem, jest uderzające. Mówimy tu o śmiertelności większej o trzy rzędy wielkości.

Rodzi się pytanie, jak najłatwiej sprawić, by podróż samochodem była równie bezpieczna jak samolotem? Można się wygłupiać i poświęcić kilkanaście lat na pracę nad samochodami, które nie potrzebują kierowcy (będącego najgroźniejszą rzeczą w samochodzie), ale jest też prostsza metoda.

Wystarczy, że codziennie będziemy rozbijać piętnaście wypakowanych pasażerami Boeingów 737. To by wystarczyło, żeby oba środki transportu były równie bezpieczne. Jeden drobny problem jest taki, że w ciągu dwóch lat skończyłyby nam się Boeingi 737...


Ludzie i inne zwierzęta

Wśród najbardziej przerażających istot na tej planecie znajdują się rekiny i nielegalni imigranci. Te pierwsze - jak wiadomo - tylko marzą o tym, żeby zamiast tłuściutkich foczek zeżreć kościstego człowieka w niestrawnym stroju kąpielowym, najlepiej zagryzając woskowaną deską surfingową. Ci drudzy to magiczne istoty, jednocześnie pobierające zasiłki dla bezrobotnych i kradnące innym pracę. Straszenie nimi nie ogranicza się jedynie do nadnaturalnych czynników ekonomicznych. Ponoć również mordują i dokonują brutalnych przestępstw.

Otóż nie. Przeciętny uchodźca płaci podatki oraz rzadziej dopuszcza się przestępstw niż lokalsi. W USA szanse na poniesienie śmierci z ręki nielegalnego imigranta wynoszą 1 do 138 milionów. Dla porównania szanse na bycie zabitym przez bliźniego to 1 do 249 (sporo ale to dane dla USA), czyli są pół miliona raza wyższe. Jest 800 raz bardziej prawdopodobne, że śmiertelnie razi nas piorun niż, że zabije nas nielegalny imigrant.

Poza tym krowy zabijają 20 razy więcej ludzi niż rekiny. A my zabijamy od trzydziestu do stu milionów rekinów więcej, niż rekiny zabijają nas.


Źródła:
World Health Organization
Bureau of Aircraft Accidents
Business Insider
TOK FM
Real Clear Life
Teklak 1
Teklak 2

Źródło komiksu:
Mr. Lovenstein


poniedziałek, 17 lipca 2017

Nie trzeba fałszować

Dziś będzie krótko i treściwie. Przez szereg lat popularne u nas były zarzuty o fałszowaniu wyborów. Tzn, żeby być konkretnym - jedna partia po niemal każdych wyborach, które przegrała zarzucała fałszerstwo. Do dziś nie wiem czemu takie zarzuty nie kończyły się dochodzeniem i karaniem za oszczerstwo lub fałszerstwo. Jak widać w ostatnich miesiącach, taki na przykład MON grozi wszystkim dookoła pozwami za każde słowo krytyki, ale nie o tym miałem…

W ciągu ostatnich kilkudziesięciu godzin doszło do bardzo niefajnych rzeczy. Te niefajne rzeczy otwierają drogę do absolutnie skandalicznych rzeczy. I zapewniam Was, że fałszowanie wyborów to tylko jeden przykład absolutnie skandalicznych rzeczy. Mając rękę odpowiednio głęboko w okrężnicy wymiaru sprawiedliwości można wsadzać do więzienia nielubianych ludzi, oddalać zarzuty żon bitych przez partyjnych ludzi, odbierać pieniądze nielubianym organizacjom itd. Dominują jednak zarzuty, że teraz ci co krzyczeli o fałszowaniu będą mogli fałszować.

Ten tekst piszę po to, by dać do zrozumienia, że nie jest to potrzebne. W końcu fałszerstwo, nawet jeśli ma się po swojej stronie sądy a konstytucja została wyrzucona do kosza, to jednak jest pewien smród. A przecież mając pełnię trójwładzy w jednych maleńkich rączkach można dużo łatwiej wygrać wszystkie wybory. Wystarczy odpowiednio poukładać okręgi wyborcze.



Powyżej mamy przykład jak mając nawet tylko 40% głosów można zyskać 60% mandatów odpowiednim układaniem okręgów. Nazywa się to gerrymanderingiem i doprowadzono to do mistrzostwa w USA (tworząc takie i takie cuda). Jeśli myślicie, że to trudne lub absurdalne, to jesteście w błędzie. Szczególnie ze współczesnym oprogramowaniem i niezwykle precyzyjnymi danymi wyborczymi z każdej najmniejszej komisji, zgarnięcie konstytucyjnej większości (tak jakby konstytucja miała jeszcze jakąś wartość) nie jest problemem. Pierwsze podchody do tego PiS robiło już na początku roku mówiąc o “wielkiej Warszawie”. A teraz po prostu to zrobi.


niedziela, 13 marca 2016

Cały ten węgiel


Nasza cywilizacja w ciągu niecałych dwustu lat wpompowała do atmosfery niemal sześćset miliardów ton dwutlenku węgla. Stali czytelnicy bloga wiedzą, że lubię żonglować liczbami i szukać obrazowych porównań. Ile jest gwiazd w Drodze Mlecznej, jak dokładny jest model standardowy czy ile atomów liczy sobie Ziemia. Tym razem postanowiłem zobrazować ogrom ilości węgla, który wydobyliśmy spod powierzchni ziemi by wprowadzić go do atmosfery.

Największym wyzwaniem jest oszacowanie jaką objętość zajmuje tona CO2. W sieci można znaleźć różne oszacowania, od 500 do 666 (!) metrów sześciennych. Najbardziej przekonujące wydało mi się następujące przeliczenie (jeśli baardzo panikujecie widząc matematykę, to możecie przeskoczyć do kolejnego akapitu):
- Jeden mol (sześćdziesiąt tysięcy miliardów miliardów, czyli 6 * 1023 cząsteczek) CO2 waży 44 gramy. Można to odczytać z układu okresowego pierwiastków (patrzymy na masę atomową na dole). Jeden mol węgla to 12 gramów, dwa mole tlenu to 2x16 gramów. Razem 44 gramy.
- W tonie CO2 znajduje się 22730 moli. Bo 1 000 000 g / 44g = 22730.
- Jeden mol to 24,5 litra. (Korzystamy z prawa Boyla dla ciśnienia jednej atmosfery i temperatury 25’C).
- Możemy w takim razie obliczyć objętość jaką zajmuje tona CO2. Mamy 22730 moli po 24,5 litra każdy to daje nam w sumie 556 885 litrów, czyli w zaokrągleniu 557 metrów sześciennych.

Uff… Czyli możemy teraz policzyć. 598 768 100 000 ton węgla (w dużym przybliżeniu dwa razy więcej niż masa Mount Everest) mnożymy przez 557 metrów sześciennych. Gdyby uformować z tego sześcian, jego krawędź miałaby ponad 69 kilometrów długości. Odpowiednio umieszczony mógłby zablokować kanał La Manche. Górna powierzchnia wystawałaby ponad warstwę ozonową, daleko ponad większość chmur i zjawisk pogodowych. Bryła złożona z naszych emisji węgla jest znacznie większa niż oba księżyce Marsa razem wzięte.


Gdyby jednak rozłożyć całą tę masę równomiernie na powierzchni Polski, przysypalibyśmy nasz kraj warstwą o grubości 1068 metrów. Ale to przecież nie tylko nasze emisje. Jeśli zatem podzielimy tę objętość na całą powierzchnię lądową planety, warstwa będzie mieć “jedynie” 224 cm. Według Wikipedii cztery osoby na świecie nie zostałyby całkiem przykryte.

No dobrze a gdyby Polskę przygnieść jedynie polskimi emisjami? Wyszłoby aż 960cm. Jesteśmy w górnej dziesiątce jeśli idzie o emisje CO2 per capita. Więc jakby czterech rekordzistów z poprzedniego akapitu stanęło jeden na drugim to ten na górze wystawałby o 29cm ponad warstwę węgla.

Żeby te wszystkie wyliczanki zatoczyły pełne koło wypada mi jeszcze policzyć jakiej wielkości byłby “polski klocek”, to znaczy sześcian złożony jedynie z naszych emisji. Polska odpowiada za mniej więcej 0,98% światowych emisji, nasza bryła miałaby krawędź długości niemal czternastu i pół kilometra. Za mało by zagrodzić kanał La Manche, ale to wciąż wyżej niż szczyt Mount Everest.

Wszystkie powyższe obliczenia tyczą się jedynie węgla wyemitowanego przez ludzi. W okresie preindustrialnym stężenie CO2 w atmosferze wynosiło 280 ppm (parts per million). W 2016 wynosi ono 402 ppm i jedna trzecia to zasługa ludzi. Prawdopodobnie stężenie to nie było tak wysokie od dwudziestu milionów lat


Źródła:
http://trillionthtonne.org/
http://www.icbe.com/carbondatabase/co2volumecalculation.asp
http://cait.wri.org/

Grafika na górze: www.ewasobczak.com
Grafika niżej: www.ewasobczak.com na podstawie zdjęcia z Wikimedia Commons.