wtorek, 8 maja 2018

Optyczny konkurs Węglowego - wyniki

Optyczny konkurs Węglowego, organizowany wraz z Wydawnictwem Naukowym PwN dobiegł końca. Dziękuję za wszystkie nadesłane odpowiedzi. Nie obyło się bez niespodzianek. Pytanie o Isaaca Newtona nie przysporzyło nikomu żadnych trudności, niektórzy natomiast troszkę się pogubili pisząc o kolorach tęczy.

Najłatwiej było powiedzieć, że tęcza zawiera wszystkie kolory, lub wszystkie w zakresie światła widzialnego. Wszyscy jednak jak jeden mąż napisaliście, że Newton gmerał sobie szpikulcem w oczodole. Odrażające.

Trzecie pytanie, co nie było niespodzianką, sprawiło Wam najwięcej trudności. Niektórzy poddali się bez walki, inni próbowali. Najlepiej (tzn najbliżej istniejących teorii) wypadł Mariusz Myszkier, który stwierdził, że energia fotonu zamieniana jest na energię rozszerzania czasoprzestrzeni.

Tak więc, bez zbędnego przynudzania, książki otrzymują następujący czytelnicy i czytelniczka:

Zbigniew Ćwik
Mariusz Myszkier
Karolina Słaba
Tomasz Piskorski

Lada moment spytam Was o adresy do wysyłki nagród :)
Gratulacje i dzięki za udział!


Fotka: Manuskrypty Isaaca Newtona, Biblioteka Narodowa Izraela


poniedziałek, 30 kwietnia 2018

Infinity War - recenzja

Wiesz, że trudno zrecenzować film, jeśli nawet mówienie “nie dajcie sobie zespoilerować” może być spoilerem. Dobrze, że lubię wyzwania. Będzie bardzo bezpiecznie i bez zdradzania, a pod koniec będzie troszkę tekstu do podświetlenia. Nie spoilery w dosłownym tego słowa znaczeniu, ale kilka słów o tym, którzy bohaterowie/interakcje mi pasowali lub nie. Z tego wynika kto z kim razem występuje, więc dla czystego sumienia będzie schowane.

Mało filmów wyczekiwano tak jak tego. Początek nowej i nowszej trylogii Gwiezdnych Wojen, ekranizacja Władcy PierścieniAvengers: Infinity War może nie był aż tak wyczekiwany, natomiast uważam, że był jednocześnie najtrudniejszy w realizacji. Dziesięć lat budowania uniwersum, które jeśli racjonalnie na to spojrzeć, nie trzyma się kupy. Dziesięć lat piętrzenia oczekiwań. Dziesięć lat, w czasie których fani wyrabiali sobie zdanie, kto jest ich ulubieńcem. Jak zaspokoić wszystkich, jak dać każdemu pięć minut, spleść z tego jedną historię, dać im wszystkim godnego przeciwnika i zmieścić się z tym wszystkim poniżej trzech godzin?

Z przyjemnością zgłaszam, że to możliwe. Nie jest to film idealny i tylko kilka pierdółek sprawia, że raczej nie będzie w moim rankingu wyżej niż Avengers i Guardians of the Galaxy, ale to niesamowite widowisko i monumentalny wyczyn Marvel Studios. Czegoś takiego nie zaserwowano nam w poprzednich osiemnastu filmach. Film przejmujący, pełen emocji i pozostający z widzem na długo po seansie (niżej podpisany ma za sobą już dwa). Jednocześnie Infinity War to wciąż kino Marvelowskie - akcja, humor, kolorki, śmieszne teksty. Wydawało się, że Joss Whedon w 2012 miał przed sobą niewykonalne zadanie. Bracia Russo mieli poprzeczkę jeszcze wyżej, ale i tak jej nie strącili.

Wiem, że do filmu przyłożył rączki James Gunn by Strażnicy Galaktyki byli w nim sobą. Oglądając miałem wrażenie, że nie tylko on, bo Thor jest tu wyśmienity i taki jak w Ragnaroku. Myślę, że Marvelowi udało się stworzyć wyjątkowy model pracy z aktorami i twórcami filmów i teraz zgarniają owoce tej współpracy. No i owoce jakiegoś castingowego arcydzieła.

OK, to jakie są te pierdółki? Jest jeden duet, którego tu nie kupiłem. Jest tu duży przeskok względem tego co widzieliśmy w poprzednich filmach, jest zmiana tego co znamy i jest pośpiech. Jestem minimalnie niedopieszczony pod względem scen akcji. Po wariackim pościgu Capa za Winter Soldierem i bijatyce w windzie (Winter Soldier), po bitwie na lotnisku (Civil War), oczekiwałem chyba, że Infinity War stopi mi mózg. Nie stopił.

Jest też CGI, które momentami jest doskonałe i sprawia, że pod animacją widać świetną grę aktorską Josha Brolina. Jest jednak kilka momentów kiedy myślałem sobie, że fajnie byłoby, gdyby przed wydaniem Blu-Raya studio rzuciło jeszcze trochę kapuchy, bo chyba zabrakło trochę czasu na postprodukcję.

Skoro już doszedłem do Brolina… Thanos jest wyśmienity. Powiedzieć, że to najlepszy łotr Marvela to mało. To świetny antybohater w ogóle. Momentami kradnie show. Udało się stworzyć łotra przerażającego i będącego w stanie sponiewierać avengersów, który jednocześnie ma sensowne motywacje, cele, nie jest bezsensownie okrutnym mordercą i ma ludzką stronę.

Kiedy w 2016 Bracia Russo ogłosili, że Infinity War będzie zamkniętą całością bez cliffhangera, a Avengersi w 2019 roku będą mieć zupełnie inny tytuł, chyba mało kto uwierzył, biorąc pod uwagę, że oba filmy kręcono jednocześnie. A jednak… choć nie mogę się doczekać co będzie dalej, potwierdzam, to zamknięta całość. Brzmi dziwnie? Idźcie do kina, potem możemy podyskutować.

Serio, idźcie do kina. Nie przegapcie wielkiego wydarzenia jakim jest ten film. Szczególnie, że udźwignął on ciężar oczekiwań, że pokazuje coś, czego w tym uniwersum nie było przez ostatnie 10 lat, że dostarcza fenomenalnego przeciwnika, że całość nie pęka w szwach a dostarcza emocji i wszystkiego co lubimy w tych wszystkich bohaterach.

Sekcja z niby-spoilerami (ale bez szczegółów):

W filmie jest trochę za mało Kapitana Ameryki. Trzeba jednak przyznać, że Russo poświęcili mu dwa filmy, więc trochę to rozumiem. Dla równowagi Thor, dość zmarginalizowany w poprzednich częściach Avengersów i nieobecny w Civil War, wreszcie dostaje swój czas. A Hemsworth jest godny swojej roli. Niestety Scarlet Witch i Vision - to najsłabszy wątek w filmie. Subtelności poprzednich filmów zastąpiono dosłownością i pośpiechem.

Nie podobało mi się jak potraktowano Hulka/Bannera robiąc z niego klauna. Może to zostawianie sobie więcej na później, ale nie przekonało mnie. Przy okazji - strasznie podoba mi się, że Marvel wszedł w grę z fanami, którzy rozbierają zwiastuny i materiały promocyjne na części pierwsze i nie tylko ukrywa pewne rzeczy, ale wręcz podpuszcza i zwodzi widownię.

Świetnie wypada jednak miks Thora i Strażników, podobnie jak Iron Man i dr Strange oraz Spiderman. Wspaniały wątek Gamory, piękne wprowadzenie Strażników, kapitalny motyw Petera Dinklage… Nawet dla Groota, co do którego miałem obawy, że będzie się tylko szwendał po ekranie, znalazło się coś do roboty. I chwila na małą interakcję z Kapitanem.

Wreszcie okrutnie podoba mi się tona wszędobylskich ale jednak niewymuszonych gagów i nawiązań do motywów i żartów z poprzednich filmów.

Koniec spoilerów.


Przeczytałeś? Lubisz to co robię nawet jak czasem nie piszę o nauce i technice? Wpłyń na rozwój strony i zostań patronem Węglowego. Już niedługo planuję coś dużego, co nie powstałoby bez patronów!


sobota, 21 kwietnia 2018

Optyczny konkurs Węglowego

Wraz z Wydawnictwem Naukowym PwN zapraszam Was do optycznego konkursu Węglowego. By wziąć w nim udział, musicie nadesłać odpowiedzi na trzy konkursowe pytania na adres weglowy.szowinista@gmail.com do soboty 28 kwietnia 2018.

Najlepsze odpowiedzi zostaną nagrodzone książkami z dwóch serii PwN. “Laboratorium w szufladzie” to cykl książek dla osób ciekawych świata, pasjonatów, hobbystów, a przede wszystkim praktyków. Czytelnicy znajdą w nich instrukcje do prowadzenia własnych doświadczeń i eksperymentów. “The Manga Guide” łączy formę ciekawych i zabawnych japońskich komiksów z praktyczną wiedzą z zakresu tak popularnych ostatnio dziedzin jak: fizyka, informatyka, czy biochemia. To kompilacja graficznych prac najważniejszych japońskich artystów zajmujących się mangą i wiedzy specjalistów z najbardziej prestiżowych uczelni.



A oto konkursowe pytania:

1. Ile kolorów ma tęcza?
2. Jaki makabryczny eksperyment przeprowadzał na samym sobie Isaac Newton?
3. Co dzieje się z energią fotonu (w kontekście zasady zachowania energii), który ulega przesunięciu ku czerwieni w wyniku rozszerzania się wszechświata?


W razie wątpliwości reguły:
  • Na odpowiedzi czekam do soboty 28 kwietnia do północy.
  • Odpowiedzi wysyłamy tylko i wyłącznie na mail weglowy.szowinista@gmail.com.
  • Nadsyłając odpowiedzi wyrażacie zgodę na to, że Wasze imiona i nazwiska zostaną podane na blogu.
  • Jakby się Wam coś pomieszało możecie wysłać odpowiedzi ponownie, uwzględnię te wysłane najpóźniej (ale nie po terminie).
  • Nie musicie lajkować fanpage Węglowego, ale możecie, bo będzie mi miło.



wtorek, 17 kwietnia 2018

Zapytaj astronautę - recenzja

Pięćset trzydzieści sześć. Tyle osób było w kosmosie. To małe grono, ale bardzo płodne jeśli idzie o książki. Do podgrupy astronautów, którzy popełnili książki dołączył właśnie Tim Peake, autor “Zapytaj astronautę. Wszystko, co powinieneś wiedzieć o podróżach i życiu w kosmosie”.

Czy to najlepsza książka o byciu astronautą? Prawdopodobnie nie. Czy to dobra książka o byciu astronautą? Tak. Ostateczna ocena będzie w sporej mierze zależeć od tego do jakiej grupy odbiorców się zaliczamy. Czytelnik dotknięty ciężką odmianą nerdozy, taki jak ja, może być znużony pewnymi fragmentami. Mam wrażenie, że na widok pytania o to jak załatwia się potrzeby fizjologiczne na pokładzie Międzynarodowej Stacji Kosmicznej, bardziej niż ja wywracają oczami tylko astronauci.

Jeśli jednak nie jesteście kosmicznymi wyjadaczami to myślę, że dostaniecie w rączki książkę pęczniejącą od ciekawostek. Formuła pytanie-odpowiedź sprawia, że książka Tima Peake’a to niemal wydestylowane informacje. Brak fabularyzacji, niewiele biograficznych elementów.

Całość napisana jest w formie pytanie-odpowiedź i podzielona na rozdziały dotyczące przygotowań do bycia astronautą, życia na ISS, powrotu na Ziemię itd. Pytania poruszają zarówno preferencje i doświadczenia samego Tima jak i rzeczy, które tyczą się każdego kto chce zostać astronautą i każdego komu się to udaje.

Choć dostałem recenzencką szczotę, książka i tak prezentuje się bardzo dobrze i estetycznie. Myślę, że to ciekawa lektura, oraz niezły materiał na prezent dla jakiegoś młodego czytelnika.


Tytuł: Zapytaj astronautę
Autor: Tim Peake
Wydawnictwo: Kobiece
Liczba stron: 264


Dziękuję Wydawnictwu Kobiecemu za egzemplarz recenzencki.


Podoba Ci się to co robię? Wpłyń na rozwój strony i zostań patronem Węglowego.


niedziela, 25 marca 2018

Przedziwna planeta Ziemia - recenzja

Programy dokumentalne chłonę jak gąbka. Większość z nich, nawet te oglądane z ogromną przyjemnością, rozmywają się i mieszają z innymi w mojej pamięci. Podobne tematy, podobna narracja, z grubsza podobne treści. Czasem jednak pojawia się perełka w postaci filmu lub serii, która zapada w pamięć bo wybija się ponad przeciętność, bo zrealizowana jest z pomysłem i odpowiednim nakładem starań. Tak zapowiada się Przedziwna planeta Ziemia (One Strange Rock).

Po pierwsze to duża produkcja i to czuć. Co rusz obraz zapiera dech w piersi. Zerkamy na Ziemię z powierzchni sześciu kontynentów, z powietrza a także z kosmosu. To ostatnie ma szczególne znaczenie, z kilku powodów. W nowej serii National Geographic głównym bohaterem jest Ziemia i ta perspektywa jest tu jak najbardziej na miejscu. Ponadto narratorami kolejnych odcinków są astronauci, którzy mieli okazję zobaczyć naszą planetę jako jedną całość.

Perspektywa astronautów to kolejny powód dla którego Przedziwna planeta Ziemia jest
wyjątkowa. Poza głównym narratorem, którym jest Will Smith, każdy odcinek ma dodatkowego gospodarza w postaci astronauty. Wielu z nich powracając na Ziemię mówi to samo, że chcieliby, by inni również mogli widzieć nasz świat tak jak oni. Ta seria daje im szansę by choć w części spełnić to życzenie. Jednocześnie stwarza okazję do wyjątkowej konstrukcji odcinka…

Mogę oceniać tylko premierowy odcinek, ale mam nadzieję, że również inne podobnie błyskotliwie łączą temat danego epizodu z jakimiś osobistymi historiami czy doświadczeniami astronautów. “Oddech” opowiada o atmosferze naszej planety, o tym
jak złożony jest cykl tlenowy, o podniebnej rzece i jak lodowce sygnalizują rozpad. Nie będę zdradzał szczegółów, ale w te treści Chris Hadfield (którego kojarzycie z nagranego na ISS teledysku “Space Oddity”) wplata bardzo osobistą historię tego co go spotkało czterysta kilometrów nad powierzchnią Ziemi.

Jakby tego wszystkiego było mało, z serii nawet tacy fani dokumentów jak ja mogą dowiedzieć się nowych rzeczy. np. że to nie Amazoński las produkuje tlen którym oddychamy albo co jest najwyższą konstrukcją ludzką w Ameryce Południowej… Czekam na premierę by ponownie obejrzeć pierwszy odcinek Przedziwnej planety Ziemia. Wypatruję kolejnych. Wam polecam to samo. “Oddech” zobaczyć będzie można na kanale National Geographic 3 kwietnia o godzinie 22:00.



Dziękuję National Geographic za zaproszenie na przedpremierowy pokaz serii.


Podoba Ci się to co robię? Wpłyń na rozwój strony i zostań patronem Węglowego.

środa, 14 marca 2018

Zmarł Stephen Hawking



Kilka godzin temu była to rocznica urodzin Alberta Einsteina i "Dzień Liczby Pi". Od teraz będzie to też rocznica śmierci Stephena Hawkinga.

Zrobił kawał dobrej roboty. Dla nauki i dla popularyzacji nauki. Był profesorem fizyki katedry Cambridge (miejsce kiedyś obsadzone przez Newtona). Poza występami w Simpsonach i Big Bang Theory znany był też z prac nad czarnymi dziurami. Dlatego szczególnie żal mi, że nie zobaczył zdjęcia czarnej dziury, którym powinniśmy się zachwycić jeszcze w tym roku dzięki niesamowitemu projektowi Event Horizon Telescope.


poniedziałek, 12 marca 2018

Politechnika Warszawska can into space

28 lutego zakończono konstrukcję PW-Sat2. Po kilku latach intensywnych prac studentów Politechniki Warszawskiej niepozorna kostka o wymiarach 10 x 10 x 20 cm jest gotowa do ostatecznych testów, załadunku na Falcona 9 i wyniesienia w kosmos. Ma to mieć miejsce w drugiej połowie tego roku.

O satelicie warto wiedzieć nie tylko z powodów patriotycznych. Jest on interesujący bo dokłada cegiełkę do coraz istotniejszego zagadnienia jakim jest oczyszczanie przestrzeni kosmicznej i deorbitacja nieczynnych satelitów. Na pokładzie PW-Sat2 znajduje się mylarowy żagiel. Upakowany w pojemniczku o wymiarach 8 x 8 x 5 cm, po rozłożeniu będzie mieć powierzchnię czterech metrów kwadratowych przy grubości zaledwie 6 mikrometrów (to mniej więcej jedna dziesiąta grubości ludzkiego włosa). Na orbicie o wysokości około 780 km atmosfera może się wydawać pomijalna, ale taka powierzchnia powinna sprawić, że deorbitacja PW-Sat2 zamiast trwać od 25 do nawet 100 lat potrwa nieco ponad dwa. Poniżej animacja:


Ponadto PW-Sat2 wyposażony będzie w czujnik Słońca - układ czujników światła (ALS, podobnych do tych w smartfonach) służący do wyznaczania orientacji satelity względem Słońca, dwie kamery VGA (!) umożliwiające obserwowanie, jak radzi sobie żagiel deorbitacyjny, rozkładane panele słoneczne i układy dublujące eksperymentalny czujnik słoneczny, umożliwiające określenie pozycji satelity. Komunikacja będzie prowadzona z prędkością 1200 bps z możliwością podkręcenia do 9600 bps. Jedno zdjęcie w rozdzielczości 160x120 px (tak małe w celu przyspieszenia transferu) w paczkach po 230 bajtów przesyłać będzie się od kilkunastu do kilkudziesięciu sekund w zależności od warunków pogodowych. Radioamatorzy będą mogli przesyłać odebrane paczki na stronę projektu. W ten sposób będą mogli wspomagać zespół PW-Sat2, jeśli stracą oni klatkę czy pakiet danych. Każda ramka danych jest cenna, bo może pokazać zmiany temperatury przy przejściu przez terminator (wejście w cień Ziemi) lub pozwolić pobrać więcej danych historycznych.

PW-Sat2 jest jednak przede wszystkim narzędziem edukacyjnym, nie naukowym. Na przestrzeni kilku lat pracowała nad nim ponad setka studentów, powstały dzięki niemu dziesiątki prac i publikacji. Mam też nadzieję, że przed częścią z zaangażowanych osób otworzy drogę do kariery w kosmicznym biznesie. Ponad połowa aktualnie zaangażowanych osób pracuje już na etatach w firmach z polskiego sektora kosmicznego. Kilku osobom projekt ułatwił rozpoczęcie pracy za granicą.

Na koniec tabela pokazująca teoretyczną skuteczność żagla deorbitacyjnego (wiele jednak zależy od warunków pogody słonecznej, stopnia otwarcia żagla, niuansów ziemskiego pola grawitacyjnego itd)


Źródła:
Oficjalna strona projektu
Deorbit Sail for the PW-Sat2 satellite mission – a low energy consumption and high efficiency system


Dziękuję zespołowi PW-Sat2, szczególnie Dominikowi Roszkowskiemu za pomoc w przygotowaniu notki.


Podoba Ci się to co robię? Wpłyń na rozwój strony i zostań patronem Węglowego.


sobota, 3 marca 2018

Źle ulokowane lęki

Dziś będzie krótko ale za to z liczbami. Temat chodził za mną od dawna ale, jak to czasem bywa, coś przelało kubek irytacji. Tym razem była to internautka, która postanowiła skreślić szczepienia przez lodówkowe zamieszanie...


Odra i szczepienie

Dla przypomnienia - na początku lutego “dziennikarze” rozpętali aferę, jakoby ci źli lekarze zaszczepili ludzi “wadliwymi” szczepionkami na odrę. Wspomniane szczepionki istotnie spędziły kilkanaście godzin poza lodówką. To jednak zbyt mało czasu, by szczepionki się zepsuły. Marginesy bezpieczeństwa WHO sięgają dni i tygodni, a nie kilkunastu godzin.

Oczywiście mało kto się przejął tymi faktami. Zamiast tego wybuchła typowa bomba nastrojów antyszczepionkowych. Od takich:

...po zwyczajowe pitu pitu o tych strasznych NOPach. Jakie tymczasem są fakty? Szanse na niepożądane odczyny poszczepienne w przypadku szczepienia na odrę wynoszą około 1:900 000. Tymczasem przechorowanie odry w 30% przypadków daje powikłania, pomijając same nieprzyjemności związane z chorobą, którą leczymy jedynie objawowo. Innymi słowy odra jest trzydzieści tysięcy razy bardziej niebezpieczna od szczepionki. Dodajmy też, że wspomniane powikłania to np. zapalenia ucha środkowego, mięśnia sercowego i mózgu (często śmiertelne lub pozostawiające ubytki neurologiczne). Z drugiej strony NOPy (wrzucane przez szczeptyków do jednego worka) to zaczerwienienie w punkcie zastrzyku, 1-2 dniowa gorączka czy wysypka. Najpoważniejszym NOPem jest łagodne zapalenie mózgu - występuje tysiąckrotnie rzadziej niż w przypadku zachorowania na odrę, ale w przeciwieństwie do powikłania po chorobie, przechodzi łagodnie i bez trwałych następstw.


Samoloty i samochody

Wszyscy znamy ludzi, którzy boją się latać, a bez mrugnięcia okiem wskakują do samochodu. Żyjemy też w kraju ekspertów od katastrof lotniczych. Tymczasem samolot jest jednym z bezpieczniejszych miejsc. Niektóre linie lotnicze wręcz chwalą się, że na pokładzie samolotu jest bezpieczniej niż na lotnisku. Porównanie z krwawą łaźnią na drogach, której Polska jest haniebnym liderem, jest uderzające. Mówimy tu o śmiertelności większej o trzy rzędy wielkości.

Rodzi się pytanie, jak najłatwiej sprawić, by podróż samochodem była równie bezpieczna jak samolotem? Można się wygłupiać i poświęcić kilkanaście lat na pracę nad samochodami, które nie potrzebują kierowcy (będącego najgroźniejszą rzeczą w samochodzie), ale jest też prostsza metoda.

Wystarczy, że codziennie będziemy rozbijać piętnaście wypakowanych pasażerami Boeingów 737. To by wystarczyło, żeby oba środki transportu były równie bezpieczne. Jeden drobny problem jest taki, że w ciągu dwóch lat skończyłyby nam się Boeingi 737...


Ludzie i inne zwierzęta

Wśród najbardziej przerażających istot na tej planecie znajdują się rekiny i nielegalni imigranci. Te pierwsze - jak wiadomo - tylko marzą o tym, żeby zamiast tłuściutkich foczek zeżreć kościstego człowieka w niestrawnym stroju kąpielowym, najlepiej zagryzając woskowaną deską surfingową. Ci drudzy to magiczne istoty, jednocześnie pobierające zasiłki dla bezrobotnych i kradnące innym pracę. Straszenie nimi nie ogranicza się jedynie do nadnaturalnych czynników ekonomicznych. Ponoć również mordują i dokonują brutalnych przestępstw.

Otóż nie. Przeciętny uchodźca płaci podatki oraz rzadziej dopuszcza się przestępstw niż lokalsi. W USA szanse na poniesienie śmierci z ręki nielegalnego imigranta wynoszą 1 do 138 milionów. Dla porównania szanse na bycie zabitym przez bliźniego to 1 do 249 (sporo ale to dane dla USA), czyli są pół miliona raza wyższe. Jest 800 raz bardziej prawdopodobne, że śmiertelnie razi nas piorun niż, że zabije nas nielegalny imigrant.

Poza tym krowy zabijają 20 razy więcej ludzi niż rekiny. A my zabijamy od trzydziestu do stu milionów rekinów więcej, niż rekiny zabijają nas.


Źródła:
World Health Organization
Bureau of Aircraft Accidents
Business Insider
TOK FM
Real Clear Life
Teklak 1
Teklak 2

Źródło komiksu:
Mr. Lovenstein


czwartek, 15 lutego 2018

Jeden atom



Powyższe zdjęcie zatytułowano “Pojedynczy atom w pułapce jonowej”. Pomiędzy dwiema elektrodami oddalonymi od siebie o około dwa milimetry, w warunkach bardzo wysokiej próżni, uwięziono pojedynczy atom strontu. Oświetlany laserem o odpowiedniej długości fali sam emituje widzialne światło.

David Nadlinger - po krótkich obliczeniach - stwierdził, że powinno być możliwe uchwycenie w ten sposób atomu wielkości dwustu pięćdziesięciu bilionowych metra, z użyciem zwykłego aparatu. Powyższa fotka potwierdza wspomniane obliczenia. Zdobyła również pierwsze miejsce w konkursie fotografii naukowej, zorganizowanym przez brytyjską organizację EPSRC (The Engineering and Physical Sciences Research Council).

Źródło: Single trapped atom captures Science Photography Competition's top prize
David Nadlinger - University of Oxford


Podoba Ci się to co robię? Wpłyń na rozwój strony i zostań patronem Węglowego.


wtorek, 13 lutego 2018

Mózg rządzi - czyli jak zacząłem myć zęby prawą ręką

Mózg, genetyka, kosmos. Niekoniecznie w tej kolejności, ale to moim zdaniem najciekawsze rzeczy jakimi można się zajmować (choć przy bliższym poznaniu niemal każda dziedzina nauki jest niezwykle fascynująca). Tak się składa, że tylko to trzecie poznałem bliżej. A teraz głód wiedzy o mózgu dodatkowo podsyciła książka “Mózg rządzi. Twój niezastąpiony narząd”.

Kaja Nordenger na przestrzeni niecałych 250 stron przedstawia w szalenie przystępny i ciekawy sposób mózg ludzki i jego ewolucję, oraz daje nam pojęcie o stanie naszej wiedzy na jego temat. A ta, okazuje się być całkiem spora. Z pewnością jeszcze ogrom przed nami, ale jedna z refleksji jakie miałem po lekturze, to że mózg nie jest wielką niewiadomą.

Autorka zaczyna od absolutnych podstaw. Jesteśmy naszym mózgiem, mózg ewoluował “do zewnątrz”. Poznajemy też różnice między mózgiem człowieka a innych zwierząt, główne “składowe” mózgu i ich funkcje. Potem przechodzi do konkretnych zagadnień, które opisuje ciekawie acz krótko.

Czytelnicy dowiedzą się jak mózg zapamiętuje i się uczy, jak orientuje się w przestrzeni, jak czuje, jak działają na nas emocje. W większości przypadków autorka również rozprawia się z pewnymi mitami lub sięga po klasyczne tematy - o wykorzystywaniu 10% mózgu, o tym czy kobiety mają gorszą orientację w przestrzeni, o tym czy można być wielozadaniowym i temu podobne.

Kaja Nordenger świetnie przybliża nam mechanizmy kierujące nałogami, depresją, tym co kieruje naszymi smakami, przyłącza do tłumu namawiającego do medytowania i sprzedaje pewne triki o tym jak można trenować swój mózg. Na przykład, że szczotkowanie zębów ręką inna niż wiodąca pozytywnie wpływa na połączenia nerwowe w nie-dominującej półkuli.

Tak naprawdę po lekturze dominują u mnie dwie emocje - zachwyt i niedosyt. Wszystko jest tu świetnie napisane, ale (może z wyjątkiem rozdziału o GPS mózgu) każdorazowo pod koniec danego rozdziału żałowałem, że to już wszystko na ten temat. Jednak w pełni rozumiem decyzję autorki - kiedy tylko czasem zdarza jej się wchodzić w neurologiczne detale, robi się ciężko. Pojawia się trudna terminologia i przypominamy sobie, że ta cała neurologia to nie rurki z kremem. Mózg to nasz najważniejszy organ (wybacz dupo) i myślę, że każdy powinien mieć o nim choć minimalne pojęcie. “Mózg rządzi” to świetny punkt startu. Bardzo polecam lekturę.


Tytuł: Mózg rządzi. Twój niezastąpiony narząd
Autor: Kaja Nordenger
Wydawnictwo: Marginesy
Liczba stron: 240


Bardzo dziękuję Wydawnictwu Marginesy za egzemplarz recenzencki.



czwartek, 8 lutego 2018

środa, 31 stycznia 2018

Napęd warp i smocza krew

Tekst opublikowany w Nowej Fantastyce 8/2014.


Niedawno NASA opublikowała swoje „projekty” pojazdu mającego poruszać się dzięki technologii warp – czyli zakrzywiania czasoprzestrzeni. Obrazki wykonane przez artystę Marka Rademakera konsultującego się z inżynierem i fizykiem Haroldem White z NASA są śliczne. Nie są jednak niczym więcej niż ładnymi grafikami i częścią dość niesmacznego PR-owego ruchu ze strony agencji, która postawiła człowieka na Księżycu.

Sam fakt, że NASA przeznacza finanse na badanie technologii warp nie byłby bulwersujący. Jednak robienie z tego filara promocji, kreowanie poczucia, jakby lada moment miała powstać prawdziwa wersja Star Trekowego statku „Enterprise” zasługuje na nazwanie tego po imieniu – wciskaniem kitu. Kitu wysokiej klasy bo zbudowanego na prawdziwej nauce i popularnych w fantastyce elementach.

To prawda – czasoprzestrzeń można zaginać. Każdy obiekt obdarzony masą robi to w pewnym stopniu. Nie lada wyczynem było zmierzenie zakrzywienia wywoływanego przez Ziemię (sonda Gravity Probe B w 2004). Łatwiej zmierzyć ten efekt w przypadku Słońca lub całych galaktyk działających jak soczewki dla światła. Napęd warp, zwany również Napędem Alcubierre’a miałby w teorii zgniatać czasoprzestrzeń przed statkiem i rozciągać ją za nim, jednocześnie nie odkształcając jej w środku bąbla, by nie zniszczyć pojazdu. W ten sposób załoga w środku mogłaby przemieszać się z nieograniczoną prędkością, nie czując przeciążeń ani żadnych innych efektów podróży, nie łamiąc praw fizyki.

Jak łatwo się domyślić to ogromne uproszczenie. Istnieje cały ogrom wątpliwości co do funkcjonowania takiego bąbla, jego ruchu, powstawania i potencjalnych katastrof przy jego rozpraszaniu. Kluczowe wydaje się jednak coś zgoła innego. Żeby zakrzywić czasoprzestrzeń potrzebne jest coś co naukowcy określają mianem „egzotycznej materii”, to znaczy coś posiadające ujemną masę lub energię. Równie dobrze można powiedzieć, że do zbudowania napędu warp potrzebna jest smocza krew. NASA chętnie mówi, że matematyka się zgadza, że fizyka się zgadza, niechętnie wspominają jednak o kłopotliwym składniku.

Największym sukcesem ostatnich miesięcy było obliczenie parametrów bardziej wydajnego energetycznie bąbla czasoprzestrzennego. W 2013 dr Harold White ogłosił, że zamiast dwóch kwadryliardów kilogramów smoczej krwi (masa Jowisza) wystarczyłoby zaledwie siedemset kilogramów smoczej krwi. Oczywiście w jego godzinnej prezentacji łatwo było przegapić ten detal. Raptem kilka minut poświęcił on fizycznym kwestiom by „nie zanudzać” widowni. Trudno zatem było zauważyć minus przed wzorem na gęstość energii zanim przeszedł on do omawiania instrumentów na których można by badać mikroskopijne bąble czasoprzestrzenne. Dotychczasowe wyniki testów określił mianem „nie-negatywnych”. Dodatkowo zwodził też słuchaczy wspominając o efekcie Casimira – stosunkowo trudnym zjawisku fizyki kwantowej. Zjawisko to wywołuje efekt podobny do smoczej krwi, to znaczy pozornie mamy do czynienia z negatywną energią, która mogłaby urzeczywistnić napęd warp. Jest to jednak tylko pozorny efekt w odniesieniu do przestrzeni dookoła i nie dałoby się go wykorzystać do konstrukcji fantastycznego silnika.

Raz jeszcze – nie ma nic złego w tych badaniach. A nuż za kilkanaście lat znajdziemy smoczą krew i wtedy będzie można sięgnąć po projekty doktora White’a. Póki co jednak szkoda mamić oczy publice fałszywymi nadziejami.

Szczególnie gdy jest tak wiele całkiem realnych rzeczy, którymi mogliby się ekscytować amerykańscy podatnicy. Sonda Dawn, która dostarczyła nam doskonałych zdjęć protoplanety Vesta już w lutym 2015 wejdzie na orbitę planety karłowatej Ceres, która od czasu odkrycia w 1801 jest dla nas niewyraźną plamą. Teraz zobaczymy ją z dokładnością do kilkunastu metrów. W lipcu przyszłego roku koło Plutona przeleci sonda New Horizons, po raz pierwszy ukazując nam dokładne zdjęcia jego i jego księżyców. Przed 2020 w kosmosie ma znaleźć się Kosmiczny Teleskop Jamesa Webba, który odkryje przed nami nowe tajemnice wszechświata i pomoże badać pozasłoneczne planety i szukać na nich oznak życia. Czy naprawdę potrzeba mydlenia oczu fantastycznym napędem, by wzbudzić zainteresowanie opinii publicznej?


Uzupełnienie: Dlaczego wrzucam tekst z 2014 roku? Ano dlatego, że pojawiło się coś takiego: Physicists Say They've Created a Device That Generates 'Negative Mass'. Oczywiście tytuł jest bardzo na wyrost i nie stworzyliśmy smoczej krwi. Wciąż twierdzę, że nie oszukamy prędkości światła. Nie w taki sposób. Konsekwencje dla związków przyczynowo-skutkowych są po prostu zbyt wielkie.


Podoba Ci się to co robię? Wpłyń na rozwój strony i zostań patronem Węglowego.


czwartek, 18 stycznia 2018

W Kapsztadzie kończy się woda

Kiedy wrzucałem to zdjęcie nie sądziłem, że tak szybko przyjdzie mi napisać ten artykuł. Susza w Kapsztadzie trwa już trzeci rok. Historycznie to południowoafrykańskie miasto nie borykało się niedoborem wody pitnej. Tymczasem w ciągu 90 dni Kapsztad może stać się pierwszym dużym miastem na świecie, któremu zabraknie wody.

Sytuacja nie pojawiła się z dnia na dzień, dlatego mieszkańcy już od pewnego czasu nie mogą cieszyć się publicznymi basenami i fontannami. Miasto wycina część roślinności, uszczelnia metro kanalizację i oszczędza wodę gdzie tylko się da. Wiercą studnie; budują trzy zakłady odsalania wody, które mają zostać uruchomione w marcu. Przewidywana data “Day Zero” to 22 kwietnia - zobaczymy czy budowa ulegnie opóźnieniu lub jakie będą skutki nadmiernego pośpiechu.

To nie wszystko. Mieszkańcy są zachęcani do radykalnego oszczędzania wody, spłukiwania toalety tylko gdy to konieczne i używania do tego wody po kąpieli lub zmywaniu naczyń. Propagandowo z jednej strony media mówią, że “nieumyte włosy to symbol bycia przykładnym obywatelem”, z drugiej prowadzi się “shaming” tych którzy używają więcej wody poprzez kontrowersyjny monitoring. Mimo to raptem połowa mieszkańców osiąga miesięczne cele zużycia.

Jeśli zapasy wody spadną poniżej 13,5% miasto odetnie wszystkie ujścia wody, z wyjątkiem tych kluczowych (jak szpitale) i najbiedniejszych dzielnic. Woda będzie racjonowana w 200 punktach chronionych przez uzbrojony personel, gdzie każdemu rezydentowi przysługiwać będzie 25 litrów wody dziennie. Dobrze myślicie, to prawie tak jak w Cytadeli gdzie Immortan Joe polewał tych nieszczęsnych ludzi. Choć nie doszliśmy
do “Day Zero” to już miały miejsce protesty, a wokół ratusza unosi się mocny smrodek skandalu korupcyjnego. A susze w Kapsztadzie prawdopodobnie staną się normą i ta trwająca trzeci rok nie będzie jednorazowym kryzysem.

Kapsztad może stać się przykładem tego, jak będzie wyglądała najbliższa przyszłość w wielu regionach świata. Przypomnę, że Polska ma bardzo kiepskie zasoby wody pitnej i nikt nie stara się podejmować działań zapobiegawczych.

Źródła:
Time
Futurism
Cape{town}etc

Podoba się Wam to co robię? Możecie wpłynąć na rozwój strony i zostać patronami Węglowego. Liczę, że przełoży się to na powrót do dawnej aktywności bloga.